Bogu niech będą dzięki za Bractwo Św. Piusa X. Szykuje mi się w weekend impreza na której prawdopodobnie będzie wielu ludzi, którzy deklarują bycie katolikami. Być może będę pod odstrzałem jako ten egzotyczny dziwak, który uczęszcza tylko i wyłącznie na Mszę Wszech Czasów. Dodatkowo gada o jakimś SWII i broni na każdym kroku dobrego imienia Bractwa Świętego Piusa X. Miałem wczoraj krótką, przelotną rozmowę. Bliscy mi "novusowi" katolicy zastosowali "żarcik" , że może ci wszyscy ludzie na imprezie mnie przekonają bym zaczął chodzić w końcu do kościoła "normalnego". Na chłodno spytałem: - Co to jest kościół "normalny"? - No ten do którego chodzi większość. - I tylko to? (...) Dalsza rozmowa była już bez sensu, więc ją kulturalnie i spokojnie zakończyłem. Wpierw trzeba rozumieć o czym się rozmawia. Inaczej nie warto tracić czasu. Dlatego sami szukajcie Mszy Wszech Czasów, FSSPX i dobrych kapłanów Tradycji. Zobaczcie to na własne oczy. Dla dobra swojej duszy.
Dzięki za tę rozprawkę. Niby człowiek o tym wszystkim wie, ale stale i stale trzeba stawiać siebie samego do pionu. W przeciwnym wypadku łatwo może wkraść się mniejsze lub większe zniechęcenie, marnotrawstwo czasu, przesadny strach po uświadomieniu sobie jak bardzo jest już źle lub zwyczajne w świecie lenistwo. Nie zliczę ile razy zabierałem się w pierwszej kolejności za rzeczy, które przychodzą mi łatwiej, a te trudniejsze odkładałem na później. Nie zliczę ile razy marnowałem swój cenny czas, bo właśnie ogarnęła mnie rutyna lub zniechęcenie. Nie zliczę jak dużo godzin zmarnowalem przez brak solidnego uporządkowania swojego dnia. Nie zliczę ilu ważnych rzeczy jeszcze nie zacząłem, bo przecież łatwiej jest poświęcić czas na wertowanie jakiś informacji w Internecie. Oczywistym jest, że te trudniejsze rzeczy wymagają przede wszystkiego tego, żeby... ZACZĄĆ. Potem jakoś już idzie. Zazwyczaj mozolnie, ale idzie. Polska na każdym polu wymaga tytanicznej pracy u podstaw. Sensownie myślący Polak dobrze wie, że tak "po ludzku" Polski odzyskać się nie da. Przecież to widać gołym okiem. Pozostaje nam wytrwale pracować nad sobą i nad swoim otoczeniem. Niezależnie od efektów. Kto wie. Może odzysania Polski nie dożyjemy, ale zawsze możemy mieć wpływ na swoje własne, małe ojczyzny. Być może właśnie z tych małych ojczyzn, kiedyś odbuduje się ta wielka, KATOLICKA.
Wypowiedź kompletnie wyrwana z kontekstu. Nikt nawet nie chce brnąć w dalsze historyczne wyjaśnienia tylko podchwycili ten urywek i grzeją gdzie się da. Pytanie tylko czy GB dał im "wiatr w żagle" przez przypadek, w stylu Korwina, czy zrobił to z pełną premedytacją. Pożyjemy zobaczymy. Wystarczy teraz zestawić to wycie "gojów" z wcześniejszym "przejęzyczeniem" Barbary Nowackiej o "polskich nazistach co budowali obozy śmierci". Mamy piękny i klarowny obraz upadku naszego kraju. Widać też gołym okiem kto tu rządzi i na pewno nie są to Polacy.
Jedno z nielicznych miejsc w sieci, gdzie katolik z czystym sumieniem może poświęcić swój wolny czas i na tym tylko skorzystać. To chyba najlepsza rekomendacja. Dużo siły dla załogi i oby projekt wzrastał i się rozwijał!
Jest to trudne. Dlatego ksiądz Stehlin tak często powtarza o wprowadzaniu w życiu aktów strzelistych. Nie jest to łatwa praktyka. Mi nie wychodzi w zadowalającym stopniu, ale pracuję nad tym. Ksiądz Stehlin też przestrzega, że te chwile słabości, zwątpenia, znużenia, zniechęcenia nawet u bardzo pobożnych ludzi mogą być szczeliną przez którą przeciśnie się szatan i zrobi trudny do załatania wyłom. Stąd też warto rozważyć częstą spowiedź i codzienny rachunek sumienia na koniec dnia. Pamiętam ten swój entuzjazm, kiedy znalazłem się w Tradycji. Z tego co słyszałem wielu ludzi wpada w pułapkę i myśli, że teraz to już będzie tylko pięknie i super. A tu nagle bach - to nie tylko piękno Mszy Wszech Czasów, ale trzeba też przemodelować swoje myślenie i życie, bo wcześniej tkwiło się w błędach i złych przyzwyczajeniach. Nagle też pojawiają się różnego rodzaju utrudnienia i krzyże. Po ponad roku dobrze już wiem, że odnalezienie Tradycji to wstęp do wzmożonego wysiłku.To dar, po którym od człowieka wymaga się znacznie więcej. Najgorsze co można zrobić to spocząć na laurach lub popaść w rutynę. Apropo rutyny. Wczoraj ks. Najmowicz mówił na kazaniu, że Św. Piotr tkwił sobie w tej swojej rutynie. Nagle pojawił się Pan Jezus, kazał zarzucić sieci i brutalnie przewrócił jego życie do góry nogami. Któż chce wyjść z wygodnej rutyny, podjąć wysiłek i pójśc w trudne i nieznane? Niewielu. "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie". Dużo łatwiej jest wierzyć, kiedy wszystko wychodzi, jest entuzjazm i radość. Trudniej, kiedy same trudności, zwątpienie i smutek. Zrozumienie i zaakceptowanie krzyża to jakże ciężka sprawa. Podobnie jak z miłowaniem nieprzyjaciół: "Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski." Wydaje się zatem, że trud, cierpienie, wysiłek i "zaparcie się samego siebie" są nieodzwonym elementem na wyższym etapie życia duchowego. Mam też wrażenie, że dobry Pan Bóg często oszczędza tych, którzy na taki krzyż nie są gotowi, a większy wysiłek nakłada na tych, którzy są na niego lepiej przygotowani. Stąd ukuło się powiedzenie "dobrym ludziom zawsze wiatr w oczy". Dlatego walczmy, utrzymujmy stałą łączność i warto też dużo się modlić się o wytrwanie w dobrem. W modlitewniu Te Deum Laudamus w jednej z modlitw do Najświętszej Maryii Panny po Komunii Św. czytamy: "(...) Błagam Cię przeto, najlepsza Matko, uproś mi darowanie wszystkich grzechów i obfitą łaskę, abym w przyszłości wierniej Mu służył, a w końcu otrzymał ŁASKĘ WYTRWANIA, abym mógł razem z Tobą wielbić Go na wieki wieków. Amen." Módlmy się dużo o łaskę wytrwania. Sami sobie na pewno nie poradzimy.
To bardzo trudne, delikatne i niekiedy tragiczne sprawy. Wielu ludzi w takich sytuacjach wybiera konformizm. Zaczynają chodzić i na Novusa i na Mszę Tradycyjną. Niektórzy pomimo, że poznali Mszę Wszech Czasów i tak chodzą na Novusa, bo rodzina i wszyscy inni chodzą. Dla niektórych pozostaje Indult, bo ci to chociaż nie "odłączona sekta". Pytanie czy po otrzymaniu łaski odnalezienia Tradycji można balansować? Ja nie balansuję. Nie krytykuję jednak przy tym tych, którzy balansują, bo każdy odpowiada za siebie. To mój wybór i biorę to na własne sumienie. Mam obowiązek nad tym pracowac. Wiąże się to z różnymi turbulencjami. Każdy musi sam wybrać jaką chce podążać drogą. Pewne jest przy tym, że módlcie się bardzo dużo za mamę. Może po tej ciężkiej próbie i wytrwaniu przyjdzie też nagroda. Tam wyżej jest doskonały pomysł modlitwy o wstawiennictwo w tej sprawie do Św. Moniki. Tam wyżej jest też fragment z Ewangelii wg. Św. Łukasza. Warto też znać podobny fragment z Ewangelii wg. Św. Mateusza. "Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je. a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je." Tego się trzymajmy. Abraham do tego stopnia ufał Panu Bogu, że przeszedł próbę z ofiarowaniem swojego umiłowanego i jedynego syna Izaaka. Przy bezgranicznym zaufaniu i oddaniu życia Panu Bogu i my takie próby przejdziemy. Serdecznie pozdrawiam i życze dużo wytrwałości.
Odrobinkę polemiki: "Jestem beznadziejny, mniej fajny, głupszy i gorszy niż inni jako postawa przeciwna, wydaje się więc pokorą" To zdanie stawia na równi myślenie o byciu beznadziejnym i gorszym niż inni. Moim zdaniem to nie jest to samo. Uczucie beznadziei i brak chęci brania odpowiedzialności za swoje życie we własne ręce jest czymś grzesznym. Zdanie Św. Piotra "Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny" jest właśnie tego typu "fałszywą pokorą". Ja dopiero to zrozumiałem, po tym jak wytłumaczył to na kazaniu ks. Konstantyn Najmowicz. W kościele nowego adwentu w wielu miejscach te słowa Św. Piotra są przedstawiane jako "wspaniały akt pokory". Wszyscy przecież jesteśmy grzeszni. Po prostu Św. Piotr na tamtym etapie swojego życia nie chciał tej odpowiedzialności, którą został obdarzony przez Pana Jezusa. Myślał o swojej wygodzie. Co innego to podejście do życia z założeniem, że są ode mnie lepsi lub, że jestem od innych gorszy. Trenuje to mięsień "nie pozjadałeś wszystkich rozumów". Pozwala też spojrzeć na bliźniego z miłością, a nie w celu udowodnienia swojej racji za wszelką cenę. Z całą pewnością na świecie są ludzie od których jesteśmy w czymś gorsi. Można pięknie śpiewać, ale z wielkim prawdopodobieństwem jest gdzieś ktoś kto robi to lepiej. Zgodnie z Ewangelią bezpieczniej jest usiąść na ostatnim miejscu niż siadać na pierwszym. Mądre katolickie poradniki takie jak "Jak naśladować Chrystusa" czy " Walka duchowa" raczej doradzają, że lepiej jest się nieustannie poniżać niż w jakikolwiek sposób wywyższyć. Przykłady: 1. Modlę się już cały rok za nawrócenie bliskiego i ciagle mi nie wychodzi. Co z tego? Św. Monika modliła się kilkanaście lat za Św. Augustyna. 2. Ten mały grzeszek może Pan Bóg mi jakoś wybaczy. Najświętsza Maryja Panna nie miała żadnego grzechu. 3. Sąsiad tak bardzo błądzi i dużo grzeszy. Łatwo go obgadać i skrytykować. Przecież najfajniej jest pogadać o innych. Tylko ja sam w niczym nie jestem od niego lepszy, bo na świecie są tysiące ludzi bardziej pobożnych ode mnie. Może lepiej za sąsiada się zacząć modlić? Dlatego ja nie widzę nic złego w założeniu, że jestem gorszy od innych (nawet jeśli wiem, że radzę sobie dobrze). Nie widzę nic złego w umniejszaniu własnej osoby. Jednak nie można przy tym pozostawać biernym, zgniuśniałym lub leniwym w dążeniu do duchowej doskonałości. Wtedy to już bardziej "beznadzieja".
Bardzo się cieszę, że temat wzbudził zainteresowanie. Pojawił się Św. Tomasz z Akwinu. Poprawcie mnie, ale z tego co mi wiadomo wg Świętego użyta siła musi być proporcjonalna do zagrożenia. Należy przy tym wystrzegać się pozbawienia kogoś życia. Teraz wyobraźcie sobie, że macie użyć "odpowiedniej siły" w momencie stresu lub śmiertelnego zagrożenia życia bliskich lub rodziny. Tu nawet nie ma chwili czasu na zastanowienie... Wspominałem tam wyżej, że w tym kraju nawet policjanci boją się użyć broni przeciwko agresywnemu mężczyźnie, który taranuje wszystko samochodem (nie krytykuję tu policjantów, bo to w większości nie ich wina). Żołnierzom, którzy narażają dla nas swoje życie zakazuje się używania broni na granicy z Białorusią. Z kolei na Uniwersytecie (podobno) przez niemal godzinę nie znalazł się nikt kto by obezwładnił osobnika paradującego sobie z siekierą wskutek czego życie straciła niewinna kobieta. Dorzucę coś jeszcze: Na kursie pierwszej pomocy z ratownikiem pola walki jeden z kursantów zapytał prowadzącego o sytuację z Uniwersytetu Warszawskiego. Prowadzący jest byłym żołnierzem i posiadaczem broni palnej. Kursant zasugerował prowadzącemu, że pewnie by strzelał w nogi. Na co prowadzący dał odpowiedź zatrważającą dla wszystkich: "W nogi? ABSOLUTNIE. Jak już strzelać to tak, żeby zabić. Inaczej tamta osoba może zeznawać i sprawa w tym kraju z góry przegrana. Już lepiej noście ze sobą gaz pieprzowy." Czytałem też o wyroku w którymś polskim mieście. Mężczyzna BRONIĄC swojej rodziny i miru domowego strzelił włamywaczowi w brzuch. Napastnik nie przeżył. Sąd potem ciągał tego człowieka za to, że skoro jest strzelcem to przecież potrafi strzelać i powinien celować w kończyny. Kto jest w stanie celować w kończyny w tak stresującej i niebezpiecznej sytuacji? Tam wyżej jest bardzo mądre zdanie: "Pacyfizm jest ideologią samobójczą a czasy idą niespokojne, więc dla wspólnego dobra musimy wyjść ze stanu rozbrojenia mentalnego i materialnego." W pełni to popieram i dlatego próbuję te zaniedbane kwestie nadrabiać i mentalnie (np. tutaj) i materialnie. Pozwolenie na broń do celów sportowych to nie jest taka trudna sprawa jakby się mogło wydawać. A jeśli nie broń to może warto mieć chociaż pod ręką porządny gaz pieprzowy? Dla dobra wspólnego i bezpieczeńswa siebie i innych. Można czasem się spotkać ze zdaniem: "Złego człowieka z bronią może zatrzymać dobry człowiek z bronią". Warto to rozważyć.
Wymienione wyżej punkty oczywiście mogą być bardzo przydatne. Prawa jest tylko jedna, więc siłą rzeczy w każdej poważniej dyskusji trzeba ustalić czym ta prawda jest. Z mojego doświadczenia dużo bezpieczniej jest założyć, że nie pozjadało się wszystkich rozumów. Tak też zalecane jest w mądrych książkach jak "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza a Kempisa czy "Walce duchowej" Warzyńca Scupoli. Pokora i uzależnienie swoich działań od Woli Bożej to absolutna podstawa podstaw. Z kolei pycha to bardzo poważny przeciwnik i wielu nawet nie wie, że w niej tkwi po uszy. Poza tym w każdej rozmowie w której próbujemy dochodzić do prawdy należy się kierować przede wszystkim miłością do bliźniego i jego korzyścią. Emocje na bok. Tu nie chodzi o to, żeby prawdę wbić na siłę pałką z gwoździami. W jednym przypadkach może nam się uda coś zdziałać, ale w innych nawet dobrze nie zaczniemy a już będzie porażka. Na górze mamy 2 sprzeczne ze sobą tezy: 1. Współżycie seksualne jest dopuszczalne tylko w związku sakramentalnym i w celu spłodzenia potomstwa. 2. Współżycie w małżeństwach niesakramentalnych też grzechem nie jest. Seks służy nie tylko prokreacji. Która jest prawdziwa? Czym się kierować, żeby tę prawdę odkryć? Przecież prawda jest tylko jedna. Analizując całe nauczanie Kościoła, istotę sakramentu Małżeństwa i pytając pierwszego lepszego kapłana FSSPX oczywiście opowiemy się za tezą nr 1. Można też sobie puścić wspaniałe wykłady na ten temat ks. Szydłowskiego. Nic nie stoi też na przeszkodzie, żeby ktoś wybrał tezę drugą. Ma przecież wolną wolę. Pytanie czym kieruje się przy tym wyborze.
Jeszcze 2 rzeczy: 1. Pan Dawid wspominał o bierzmowaniu udzielonym przez biskupa Fellaya. Ja też miałem okazję zobaczyć biskupa, ale w innej sytuacji. W Warszawie członkowie Bractwa zbierają się i dzień rozpoczynają od modlitwy. Potem rozchodzą się do swoich obowiązków. Do tej modlitwy dołączają niektórzy wierni. Może jestem dziwny, ale kiedy zdarza mi się dojechać zbyt wcześnie na mszę o 5.40 i widzę tam samotnego przeora, który już na kolanach modli się i przygotowuje do Mszy Świętej to serce mi płonie. To samo odczucie miałem, kiedy zobaczyłem o poranku biskupa Fellaya pomiędzy resztą członków Bractwa i wiernych. Niczym się nie wyróżniał, nie miał specjalnego miejsca w pierwszym rzędzie. Modlił się ze wszystkimi jak gdyby nigdy nic. Przecież piastuje tak ważne stanowisko. Niech mi ktoś potem powie, że w tym niedobrym Bractwie to mają się za jakiś lepszych... 2. Jeszcze w ramach uzupełnienia okołopolitycznie. Wczoraj miała miejsce kolejna akcja Grzegorza Brauna. W kraju znowu wrze i z pewnością będą próbowali przyspieszyć jego oskarżenie i skazanie, bo dzięki niemu ludzie już za szybko otwierają oczy na wiele spraw. Na jednym filmie widać jak w tle akcji idzie wycieczka szkolna, która z pewnością widziała tę gorszącą wystawę. Wystawę, którą przecież legitymizuje sejm Rzeczypospolitej, bo wystawia ją w swoich korytarzach. Niektórzy politycy wcześniej "bohatersko" zdawali relacje na facebooku, że znowu wraca ideologia RTV i AGD. Tylko oczywiście żaden nie miał odwagi coś z tym zrobić. Jeden miał odwage. Takiej odwagi i odpowiedzialności nam właśnie trzeba. Wtedy może jeszcze kiedyś odzyskamy Wielką Polskę katolicką. Pozdrawiam
Bardzo wszystkich przepraszam za widoczne braki wizualne tekstu. Mam nadzieję, że uda się to jakoś przeżyć. Czasem mam problem z edycją i potrafi mi potem coś zniknąć lub pozmieniać linki. W ramach rekompensaty cytat z książki ks. Waleriana Mrowińskiego "O czci Matki Bożej w Polsce" - "Dopiero kiedy naród się przekonał, że ani mąrość Woltera, ani armie Napoleona ani loże masońskie na nic się nie zdały - zaczęła się w nim budzić dawna wiara przodków, a gwiazdą rozpraszającą ciemności błędów, zwiastującą nową wiosnę życia, była znowu Najświętsza Maryja Panna".
Linki z tematu: https://militia-immaculatae.org/ https://militia-immaculatae.org/wp-content/uploads/2019/02/First_Five_Saturdays_PL_WEB.pdf
"Przekazanie Tuskowi monopolu władzy na srebrnej tacy byłoby dla Polski bardzo niebezpieczne - mówi publicysta Stanisław Michalkiewicz w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl." "Nawet kołek w płocie byłby lepszy niż Trzaskowski". Miejmy nadzieję, że te ostatnie akty desperacji obozu zdrady i zaprzaństwa całkowicie antysystemu nie ogłupią. Na ten moment należy brać pod uwagę każdy scenariusz,
Szkoda czasu na te medialne obrzucanie się łajnem. Zachęcam za to do obejrzenia wywiadu z Grzegorzem Braunem w Republice. https://www.youtube.com/watch?v=i9VDj2G-rew Majstersztyk i kwintesencja robienia polityki. W mateczniku PiSu płaszczą się teraz przed człowiekiem, który dla prezesa Kaczyńskiego jest "poza sferą polityki, którą uznaje za poważną". Prawdopodobnie tylko dlatego, bo chcą jakoś przejąć jego elektorat. Przy tej okazji Grzegorz Braun stawia jasną presję, że Karol Nawrocki ma jeszcze szansę opowiedzieć się za narodem polskim. Wszystko to na oczach jego wyborców. Mistrzostwo świata.
Obóz zdrady i zaprzaństwa chwyta się czego może, żeby obrzydzić wszystkim przeciwnika i zachęcić bardziej prawicowy elektorat do zostania w domu. Ciągłe podsycanie sensacji, anonimowi świadkowie, ktoś nagle sobie coś przypomniał, medialny ściek oczerniania i brudnego plotkowania. Te same haniebne metody są wykorzystywane wobec innych prawicowych polityków - patrz ruski agent, próba wykluczenia Grzegorza Brauna z życia publicznego czy wywiad z siostrą, która się nagle za niego zaczęła wstydzić. Mnie jakoś specjalnie zniechęcać do Nawrockiego nie trzeba. Już zdążył wielokrotnie udowodnić, że nie jest to dobry kandydat. Ostatnio krąży np. filmik jak stręczył kryzys klimatyczny w ramię, będąc dyrektorem Muzeum II wojny światowej w Gdańsku. Jednak nie ma się czym tutaj co jarać i marnować na to czasu. Ostatnio Stanisław Michalkiewicz napisał zdanie: "Nawet kołek w płocie byłby lepszy niż Trzaskowski". W perspektywie rządów absolutnych obozu zdrady i zaprzaństwa to zdanie wydaje się jasno wskazywać, że i tak nie ma wyboru. Lepszy kołek, który choć odrobinę przyblokuje upadek Ojczyzny niż zbiorowe i otwarte harakiri. Pozdrawiam
Nie będę się już przesadnie pastwił nad tym człowiekiem. Naważył piwa to teraz zbiera owoce. Już w styczniu wspominałem, że zbudowana na fałszu neoKonfederacja skończy jak Kukiz15. Nie myślałem jednak, że nastąpi to tak szybko. Do ostatniej chwili po cichu liczyłem, że Sławomir Mentzen się ogarnie, przeprosi i przekaże głosy Grzegorzowi Braunowi. Po szopkach z kongresem i prawyborami wyszedłby jakoś z twarzą. Marzyłem, że taki jest ich chytry plan. W końcu obaj są sygnatariuszami Konfederacji Gietrzwałdzkiej, która przecież do czegoś zobowiązuje. Ten jednak popadł w ślepą megalomanię wielkości i zostania Kaczyńskim/Tuskiem antysystemu. Swoimi działaniami wybitnie zaszkodził i w dodatku dalej w to wszystko brnie. Tu już niestety nie ma odwrotu. Mleko się rozlało. Jedyne co powinien teraz zrobić to oddać stery komuś innemu, kto nie utracił w tak wielkim stopniu swojej wiarygodności. Po tym wielkim zawodzie wyborców neoKonfederacji widoczny będzie wzmożony przepływ elektoratu do Konfederacji Korony Polskiej, co można odebrać jako pozytyw tego całego ambarasu. Odnoga wolnościowa dawnej Konfederacji (ci którzy zagłosowaliby na Mentzena, ale na Brauna to już trochę za duże średniowiecze) jest bardzo istotna i liczna. Fajnie jakby stery przejął bardziej trzeźwo myślący Konrad Berkowicz lub taki Jakub Kulesza po powrocie z politycznej emerytury (marzenie ściętej głowy). Teraz wyborcy Grzegorza Brauna i Sławomira Mentzena się wahają czy zostać w domu, czy iść oddać głos na Karola Nawrockiego. Sławomir Mentzen (świadomie lub nieświadomie) dał wiatr w żagle obozowi zdrady i zaprzaństwa. W końcu nie taki zły ten Trzaskowski, skoro da się z nim piwa napić nie? "Za Polskę która łączy, nie dzieli", jak to napisał słynny agent anglosasów, który prawdopodobnie był inicjatorem całej tej akcji. To mnie jakoś zmotywowało do pójścia w niedzielę 1 czerwca. Już wcześniej raczej tak planowałem zrobić. Obozowi zdrady i zaprzaństwa zależy, żeby antysystem został w domu i robią wszystko co w ich mocy, żeby się tak stało. Ja wiem, że Nawrocki to żaden kandydat. Nikt mi tego nie musi tłumaczyć. Daje jednak minimalną szansę krótkotrwałego zatrzymania upadku naszego kraju i przede wszystkim zawetowania ustawy o mowy nienawiści, która jest zagrożeniem dla każdego prawaka. Przy pełni władzy obozu zdrady i zaprzaństwa to już będzie jazda bez trzymanki, której być może odwrócić się już nie uda nigdy. Wspomnę też o drobnych gestach środowiska pisowskiego jak śladowa obecność Grzegorza Brauna i Korony w ich mediach czy takie gratulacje po I turze od posła Mateckiego. Przynajmniej się teraz (pewnie na potrzeby kampanii) znowu kreują na prawych i prawicowych... Każdy zrobi w zgodzie ze swoim sumieniem. Moje sumienie mi podpowiada, że najmniejszym złem z tego wszystkiego będzie pójście i oddanie głosu na Karola Nawrockiego. W następnej kolejności (jeśli Pan Bóg pozwoli) będzie żmudny i dlugi proces budowania po raz kolejny prawdziwej, ideowej Konfederacji, którą aktualnie stanowi Konfederacja Korony Polskiej.
"(...) nie sądźcie, że nam chodzi o cokolwiek innego poza sprawą polską i sprawą katolicką" Warto cały ten tekst pokazywać tym wszystkim szpecom, którzy już przestrzegają przed możliwym upadkiem zanim pojawiły się jakiekolwiek przesłanki, że może do niego dojść.
W niektórych kwestiach mamy tu czelność przy pomocy rozumu nie zgadzać się z aktualnym NAUCZANIEM Kościoła. Każdy z nas wie, że ciąży za to odpowiedzialność i nie jest to dyskusja z kolegami przy piwku. Czy wypowiedz ksiedza Tradycji należy zatem brać w ciemno? Chyba nie, ale może się mylę. Na górze podałem przykład różnicy pomiędzy 2 autorytetami za których mam obu kapłanów FSSPX. Siłą rzeczy trzeba się tu opowiedzieć za określoną postawą i którąś uznać za słuszną. To nie oznacza, że ma się od razu brak szacunku do drugiego autorytetu. Czyli tak po chłopsku podsumowując morał tego naszego pisania jest taki: bądzcie ostrożni z tą polityką bo możecie skończyć jak Piotr Korczarowski lub Andrzej Lepper. Czyli zwyczajnie w świecie pobłądzić, ale dostać też np. nożem za wieszanie baneru, pierwszym rzutem trafić do kicia za jakąś tam przyszłą mowę nienawiści lub zostać skróconym o głowę. Dlatego lepiej dla nas wszystkich, żeby prawdziwie katolickie media nie zajmowały stanowiska i nie wspierały słusznych postulatów ostatnich walczących Indian z rezerwatu. Zaznaczam, ze Ci Indianie nie pobłądzili, podjęli arcytrudną walkę o odbicie rezerwatu, ale jest przecież jakieś tam ryzyko, że mogą pobłądzić. Dlatego załóżmy teraz odrębny kanał o polityce na którym pies z kulawą nogą o tych Indianach nie usłyszy. Niech se tam sami walczą i spokojnie gina, a my damy im lajka w Internecie. Zaraz potem gdy rozprawią się z ostatnimi Indianami nie dadzą kanału prowadzić w ogóle. Jeżeli Indianie faktycznie zaczęliby błądzić wystarczy się zwyczajnie w świecie od nich odciąć (patrz przykład Piotra Korczarowskiego). Dochodzimy tutaj do absurdu. Istnieje przecież też jakieś ryzyko że właściciel kanału katolickiego zrobi skok w bok lub wykona pogo na koncercie Nergala. Może lepiej, żeby o tym Nergalu już nie wspominał...
Przepraszam. Ciąży mi to cały dzień. Czy w tym chorym świecie w ogóle warto jeszcze się mocniej angażować i poświęcać dla Ojczyzny? Czy może lepiej "obsadzić dobrze Internet", skupić się na sobie, własnym otoczeniu i swoich sprawach? Dodatkowym "pożytkiem" tego wątku będzie to, że już chyba żaden szarak nie będzie miał odwagi brania odpowiedzialności za ten kraj. Natomiast zapewni samozadowolenie dla "krytyków politycznych" okupujących Internet i nic poza tym. Mi też skutecznie wybito z głowy aktywniejszą politykę, chociaż pierwszy raz w życiu przez chwilę czułem taką potrzebę. Po co to komu? Mało mam problemów? Obowiązków i tak mi nie brakuje. Dodatkowo jak czytam te wszystkie "pouczenia" i zarzuty dla Pana Dawida to wychodzi na to, że polityka to zajęcie dla szaleńców, a nie uczciwych ludzi. Przynajmniej w naszym kraju. Pan Dawid jeszcze nie zdążył na dobre politycznie wystartować, a już został obsmarowany nawet przez własne środowisko, które wcześniej biło głośno brawo z wielką aprobatą. W końcu znalazł się kolejny jeleń, który się poświęci dla dobra wspólnej sprawy, a ja pozostanę w swojej bezpiecznej strefie komfortu i klikne "brawo Dawid" w Internecie. Skoro swoi są tacy okrutni to strach pomyśleć co by robili prawdziwi wrogowie polityczni... Tylko do polityki uczciwy Polaku! Dla Ojczyzny ratowania dostaniesz w łeb od każdego! Wychodzi na to, że trzeba się po prostu zacząć urządzać w gułagu. Bo gdzie znależć tych chętnych do obalania gułagu? Gdzie ci odważni Polacy, którzy niegdyś bez wahania życie oddawali za rodaków? Poginęli. Kończąc ten gorzki wywód: 1. Dla tych co mają odwagę zachęcam do przemyślenia i solidnego przemodlenia, czy warto dać z siebie więcej dla Ojczyzny ratowania. To będzie najtrudniejsza decyzja w Waszym życiu. (Jeśli chcecie to robić czekają Was zawody, ostracyzm, trud, niewdzięczna praca, bezinteresowne poświęcenie dla bliźniego oraz krytyka tych, którym się nie chce wstać z fotela). 2. Dla tych co odwagi nie mają zachęcam zamiast okupowania swojej warty w Internecie wzmożoną modlitwę za tych co jeszcze jakąś odwagę mają i aktualnie bronią ostatnie niezdobyte bastiony. (Zrobicie coś pożytecznego) Z Panem Bogiem
Czy przedstawiciel mediów katolickich promujących tradycyjny katolicyzm popierając jedynego kandydata, który jasno i otwarcie od lat wspiera tradycyjny katolicyzm (społeczne panowanie naszego Pana Jezusa Chrystusa w Polsce, zwrócenie korony polskiej Najświętszej Maryi Panny oraz promowanie Mszy Wszech Czasów) robi coś złego? Tu nawet nie chodzi o poparcie nazwiska konkretnego polityka. Tu chodzi o to, że ten polityk jako jedyny wnosi takie postulaty promujące tradycyjny katolicyzm. Właściciel tych mediów katolickich w tej sytuacji powinien pozostać apolityczny, żeby się nie stać "tubą wyborczą"? Czy właściciel kanału katolickiego promującego tradycyjny katolicyzm powinien mieć bana na mówienie o preferencjach politycznych, a już tym bardziej wstąpienie w szeregi np. Konfederacji Korony Polskiej? Przecież tematy polityczne są tu dotykane odkąd pamiętam i nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek deklarował, że skupia się wyłącznie na tematach kryzysu w Kościele i Tradycji. Taki Tomasz Piekelnik mówi na kanale o geopolityce i ekonomii. Czy otwarcie popierając Grzegorza Brauna zrobił coś złego? Przecież kanał jest o geopolityce i ekonomii... Pójdźmy dalej. Pan Dawid otwarcie mówi, że uczęszcza tylko na Mszę Wszech Czasów i poleca Bractwo Św. Piusa X. Może zatem powinniśmy zacząć analizować, że tym sposobem zraża się do tego kanału wielu katolików tkwiących w modernizmie? Być może im w ten sposób jakoś szkodzimy, bo przez taki klarowny i ostry przekaz mogą się oddalić od odnalezienia Mszy Wszech Czasów i Tradycji? Czy będziemy się bawić w takie analizy? Nie sądzę. Dla mnie liczy się prosty przekaz. Tu zabrnęliśmy za daleko w niejasne zaułki i uważam, że dobrze by było to lepiej każdemu rozjaśnić. Obawiam się, że taka wszędobylska "apolityczność" i brak zajęcia jasnego stanowiska predzej wywoła tylko bierność w Polakach i odsuwanie brania trudu odpowiedzialności za swój kraj. Być może się mylę. Jako ta gorąca głowa chyba lepiej jeśli temat odpuszczę. Starczy polityki na jakiś czas. Serdecznie pozdrawiam
In saecula saeculorum. Nie mam doświadczenia w takich kontaktach z hierarchami i mogę przypuszczać, że wiele się w ten sposób nie ugra. Warto jednak spróbować. Nie ma nic do stracenia. Natomiast próbowaliśmy wstępnie wybadać grunt pod kaplicę FSSPX w naszej okolicy. Niestety na ten moment na takie coś nie ma szans, bo brakuje bardzo kapłanów. Wydaje się jednak, że warto się jednoczyć i być może przyjdą lepsze czasy pod takie inicjatywy. Serdecznie pozdrawiam
Tylko jeden kandydat tak otwarcie mówi o Mszy Wszech Czasów i sam uczęszcza na nią od 20 lat (dzięki takiemu wywiadowi u redaktora Rymanowskiego słyszą o tym tysiące Polaków). Tylko jeden kandydat otwarcie mówi o intronizacji naszego Pana Jezusa Chrystusa na Króla Polski. Występuje nawet na kongresie temu poświeconemu, który dostaje "bana" u polskich hierarchów. Tylko jeden kandydat mówi otwarcie o zwróceniu korony polskiej Najświętszej Maryi Panny. Do tego jest powszechnie widywany na Mszach Wszechczasów przez zwykłych ludzi. Tylko jeden kandydat nie został przyłapany na jakimkolwiek kłamstwie i wiecznym zmienianu zdania pod słupki wyborcze. Jest w tym wiarygodny od wielu lat. Ja się pytam jak można go nie poprzeć? Sumienie komuś pozwala pozostać w tej sytuacji biernym? To tylko świadczy o tym, że nie ma się pojęcia o tym jak brudną grą jest polityka. Systemowi gracze uwielbają przede wszystkich BIERNOŚĆ, bo oni w tej sytuacji zawsze wygrają. Jest już po kampanii. Grzegorz Braun zaryzykował wszystko i zrobił co mógł dla dobra Polski i Polaków. Rozgrzebał wszystkie śmietniki i teraz muchy będą go atakować z każdej strony. Żaden inny kandydat nie miałby tyle odwagi, żeby zrobić tyle co on. Nie mam zamiaru polemizować z księdzem Bańką. Do mnie te słowa kompletnie nie przemawiają. Nawołują do bierności w sytuacji, kiedy nie wiadomo w jakim bagnie obudzimy się w najbliższej przyszłości. Natomiast bardzo dziękuję Sprawkom, bo "zachowaliście się jak trzeba". Nie byliście żadną tubą wyborczą. To był po prostu przecież okres wyborczy, więc wiadomo, że ten temat bardziej niż zwykle jest na ustach wszystkich. Nie zostawiliście samotnego wilka, który jeszcze walczy o nas i jako jedyny przecież TAK OTWARCIE popiera słuszne rzeczy dla każdego katolika. Teraz już po walce. Można wrócić do pracy na swoim podwórku. Znowu oddać głos na mniejsze zło i mieć nadzieję, że dobry Pan Bóg się nad nami jeszcze ulituje. Chociaż nie wiem czy będzie miał jeszcze do nas cierpliwość.
Też się zgłaszałem do komisji. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nie wiem jak jest, ale mogę przypuszczać, że KKP po prostu nie była w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Za mało rąk do pracy. Sam fakt, że banery pakował i rozsyłał ochotnik wiele nam mówi. W pewnym momencie zainteresowanie było tak duże, że nie był w stanie tego ogarnąć. Dlatego wiele razy mówiłem, że wynik będzie taki na ile zaangażują się w to życzliwi wyborcy. To nie Konfederacja, która swoje struktury "trenowała w boju" przez wiele lat. KKP wystawiła kandydata z konieczności po "wrogim przejęciu Konfederacji" (za co do niektórych polityków będę miał żal do końca życia). To było bardziej pospolite ruszenie niż przygotowana na spokojnie akcja. Tak przypuszczam, a jak było to wyjdzie w praniu. Tak czy siak ta garstka ludzi roznieciła w wielu Polakach ogień walki. Pan Grzegorz wykonał kapitalną robotę. Miejmy nadzieję, że jeśli Polska będzie jeszcze Polską to ci przebudzeni ludzie będą stanowili o sile KKP w przyszłych wyborach parlamentarnych.
Św. Andrzeju, niezachwiany w wierze mimo gróźb i tortur, módl się za nami.
W odpowiedzi na dwa ostatnie posty pozwolę sobie wkleić kolektę z dzisiejszego dnia. "Kolekta Boże, który świętego Andrzeja udręczonego rozlicznymi katuszami za wyznawanie prawdziwej wiary uwieńczyłeś świętym męczeństwem; spraw, prosimy Cię, abyśmy trwając w tej samej wierze gotowi byli ponieść raczej wszystkie przeciwności niż szkodę na duszy." Św. Andrzeju, chlubo naszej Ojczyzny, módl się za nami.
Polska jest w swojej chwili dziejowej i ważą się nasze losy. W najbliższy piątek 16 maja mamy święto Św. Andrzeja Boboli. W tym dniu zaraz przed wyborami (jeśli w ogóle do nich dojdzie) warto szczególnie tego Świętego, wspaniałego Polaka prosić o wstawiennictwo w intencji naszej Ojczyzny.
Lata praktyki w wyczuwaniu "drugiego dna" i śmiało mogę powiedzieć, że jesteście nielicznymi, którzy zawsze dają radę. To naprawdę wyczyn. Gdzieniegdzie zdarza się, żę mam odbrobinę inne zdanie, ale byłoby nudno gdybyśmy się we wszystkim w 100% zgadzali. Moglibyście czasem wpadać do mnie na rodzinne obiady, to by było ciekawiej. Jestem przekonany, że jeśli w swojej ciężkiej pracy wytrwacie to napiszecie wspaniałą, złotą kartę, która będzie drogą do radowania się z Tymi, którzy stali w Prawdzie. Drogą jakże wyboistą, ale przecież taką być musi. Ja ostatnio mam mało czasu na śledzenie Sprawek, bo więcej działam w życiu realnym. Tego wymaga powaga sytuacji. Jednakże każda chwila spędzona tutaj to przyjemność i oaza normalności. Bardzo to doceniam i proszę o jeszcze. Marzę, żeby kiedyś Kanał Zero zamienił się popularnością ze Sprawkami. Na to jednak potrzeba 20, 50 a może 500 lat? Kto to wie. My róbmy dalej, co w naszej mocy na wiekszą chwałę Bożą.
Będzie miał taki wynik na ile się ruszą zwykli ludzie. Czasy błogiego spokoju powoli się kończą i problemy dotkną wszystkich, czy tego chcą czy nie. Wielu może żałować swojej tchórzliwej i biernej postawy. Wciąż dominuje konformizm i myśl, że inni zrobią wszystko za mnie. Malutki procent ma odwagę realnie wstać od monitora i zrobić coś dla dobra Polski i Polaków. Wielu już widzi, że Grzegorz Braun jest aż do cna prawdziwy, ale nie ma odwagi się do niego otwarcie przyznać. To często oznacza problemy. Inni z kolei wiecznie doszukują się, że jest "zbyt konrowersyjny". Jeszcze inni nie będą "marnować głosu", bo sondaże tak pokazują. Na 15 banerów w mojej okolicy ostały się w całości tylko 4 (!!!). Są niszczone z premedytacją i to widać gołym okiem. Pomijam fakt, że tych banerów i tak było mało, a akcja banerowa przerosła możliwości Komitetu i już ich nie można zamówić. Wynik pokaże ile jeszcze jest prawdziwej polskości w Polsce. Pokaże też na jakim procencie społeczeństwa będzie jeszcze jakaś szansa odbudowywać w przyszlości zgliszcza. Jeżeli w ogóle Polska taką szansę odbudowy jeszcze otrzyma.
Chyba moim ulubionym przykładem z tematu jest emocjonalne i sterowane przez media podejście Polaka "na Moskwę". Swego czasu wicemarszałek sejmu Gosiewska miała zdjęcie w czołgu z takim podpisem. Brak rozsądku i jakiegokolwiek myślenia. Przeciętny Polak nienawidzi "Ruska" i nie nie ma żadnych oporów, żeby iść z motyką na to mocarstwo atomowe. Polak jest z każdej strony programowany, żeby widzieć tylko jednego wroga w postaci złowrogiego Władimira Putina. Wrogów wśród "przyjaciół" i "sojuszników" nie dostrzega. Tutaj też doskonale widać dojrzałość polityczną Grzegorza Brauna. Krzysztof Stanowski w wywiadzie w kanale Zero oraz Adrian Zandberg na debacie w SuperExpressie usilnie chcieli, żeby Grzegorz Braun nazwał Władimira Putina "ludobójcą". Nie udało im się, bo tego wymaga rozwaga i odpowiedzialność za życie Polaków. W państwie gdzie marszałek sejmu jest taki mocny, że "wgniata" Putina w ziemie otwarcie prowokując jest to podejście ostrożne i wyważone. Takiej polityki nam właśnie trzeba. Przecież Amerykanie już otwarcie dyskutują z tym złowrogim Putinem. Czy marszałek Hołownia lub poseł Gosiewska nadają się do takich odpowiedzialnych rzeczy? Pytanie retoryczne. Przy takim sąsiedzie jak Rosja nasze państwo może się zmienić w jeden dzień w atomowy lej. Warto, żeby "emocjonalny" Polak o tym pamiętał.
W tym roku 3 maja mieliśmy piękną kumulację - Święto Królowej Polski (nie jakieś bzdurne konstytucje) i pierwszą sobotę miesiąca. Z kolei wczoraj mieliśmy niedzielę Dobrego Pasterza. Wysłuchałem przepięknego kazania, w którym ksiądz Michał Wierzejewski FSSPX dobitnie uzasadniał od kogo pochodzi władza i do czego obliguje tych którzy tę władze otrzymają. Warto to sobie wziąć do serca przy wyborze ludzi, którzy nami zarządzają. Tylko jeden kandydat mówi tak otwarcie komu należy zwrócić koronę Polski i Kogo należy intronizować, żeby w Polsce było normalnie. Wydaje mi się, że każdy szanujący się katolik już dawno to powinien dostrzec. Tylko czy Polacy zdążą otworzyć oczy? Czas pokaże.
Długo by gadać. Zamiast tego polecę książkę, która jeszcze bardziej pozwoli wyjść z matrixa. https://mediasklep24.pl/440-ksiazka-neo-mitkuchnia-2-pack.html?srsltid=AfmBOoqU5F7QE3-s5AHKBbFOtm_JdY5-zYy88WMRxo2f_eTU1OHJ-4SY Serdecznie pozdrawiam
Sławomir Mentzen nieźle sobie radzi w wyławianiu głosów systemowych i wygląda na to, że właśnie taką obrał strategię. Nie odpowiada na żadne pytania ludzi, tylko jeździ i wszędzie mówi wyuczone śpiewki. Potem parę fotek i nara. Daleko tu do jakiejś wiarygodności i uczciwej merytoryki. Dodatkowo przejął dużą część elektoratu Konfederacji, poprzez jej wrogie przejęcie. Zastosował bardzo kontrowersyjny sposób "mianowania się" na kandydata bez prawyborów i bez zwołania kongresu. Ostatnie czystki w Konfederacji i kongres-farsa tylko to potwierdziły. Dla mnie na tym etapie to taki Kukiz 2.0. Dla niektórych jest nadzieją na zmianę i "wywrócenie stolika". Dla mnie taką nadzieją już nie jest, ale i tak wolę go od każdego innego kandydata prócz Grzegorza Brauna. Głównie przez sympatię jaką darzyłem "starego antysystemowego i prawdziwego Mentzena", a nie tego obecnego, który nie potrafi sobie nawet poradzić z natarczywą dzienikarką Dobrosz-Oracz. Dla wielu osób z elektoratu antysystemowego Sławomir Mentzen przestał być antysystemowy. Przykładów można podać wiele, ale chyba najsłynniejszym jest jego przekomiczna ucieczka przed "piątką Mentzena". Ten człowiek po prostu przestał być wiarygodny i skupił się na masówce. Może to i dobrze? Przecież tymi swoimi objazdówkami osiąga naprawdę świetne wyniki. Może tak trzeba? Tego nie wiem, ale z pewnością jest to pozytywny trend rozwalania betonu PoPiSu. Ja jednak za długo siedzę w polityce i żebym komuś zaufał, to ten ktoś musi stać w prawdzie na 100%. Musi być konsekwentny w swoich poglądach. Takim politykiem pozostał jedynie Grzegorz Braun. Wolałbym, żeby był kandydatem Konfederacji, wybranym w uczciwych prawyborach, ale jest jak jest. Wyszło jak wyszło. Na dzień dzisiejszy zajmuję się głównie wyjaśnianiem znajomym wyborcom Konfederacji, że to nie Grzegorz Braun ją rozwalił oraz przekonywaniem "systemowców", że głos na Grzegorza Brauna to "nie jest głos stracony". Tak tylko mówią nieustanne w telewizji, bo wyłącznie Grzegorza Brauna się faktycznie boją. Nie wiem czy jest taka szansa, ale moim marzeniem byłoby przekazanie głosów Sławomira Mentzena na Grzegorza Brauna. Tyle, że wielu wyborców SM nie jest gotowych zagłosować na GB. Tak samo w drugą stronę. Wielu wyborców GB nie ufa już SM. Pożyjemy, zobaczymy.
Słynne jest zdanie: "Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju” Może warto wziąć sobie to do serca? Jestem świadom tego jak upodlona została moja Ojczyzna. Wiem, że u władzy mamy aktualnie obcych agentów i zdrajców. Dobrze widzę, że na wschodzie wojna polegała i w sumie dalej polega głównie na "mieleniu mięsa". Wielu władców tego świata Polskę i Polaków w tej roli "mięsa" by chętnie zobaczyło. Póki jeszcze mamy możliwość trzeba walczyć, żeby tym "mięsem" nie zostac. Nie przepadam, kiedy ktoś pisze roszczeniowo, że to wszystko wina Ojczyzny. Takie podejście to z reguły podejście słabych ludzi naszych czasów, przyzwyczajonych do przesadnego dobrobytu i komfortu. Wszystko im się należy. Nie mają żadnej woli, żeby tę Ojczyznę odzyskać. Nikt już nie pamięta jak wielu naszych wspaniałych przodków oddało krew, życie, wszystko, żebyśmy mogli mieć chociaż tę upodloną Ojczyznę. Jak można o tym zapomnieć? Jak można nie doceniać ich poświęcenia? Jak teraz można oddać to co swoją katorgą wywalczyli całkowitym walkowerem? Dziś zamiast oczerniać wszędzie Ojczyznę lepiej wziąć się za jej odbudowę zaczynając ostro od siebie. Wtedy jeśli Pan Bóg pozwoli może przyjdzie czas i nadzieja na jej odbudowanie. Jeśli jednak po raz kolejny będzie potrzebna krew Polaków, to chociaż człowiek będzie miał czyste sumienie. Szeroko pojęta Tradycja katolicka, wytwarzanie zdrowej żywności, patriotyczne i mądre edukowanie dzieci, umiejętność samoobrony i posługiwania się bronią, pierwsza pomoc, zgromadzenie zapasów na trudne czasy. Kto wie, może uda się jeszcze zmienić bieg historii i Ojczyznę odzyskać. Ewentualnie chociaż pomóc słabszym, którzy mogą nie wytrzymać nawet dnia potwornego czasu wojny. Zamiast oczerniać swoją umęczoną Ojczyznę może lepiej zacząć się za nią modlić? "Przed Twe ołtarze zanosim błaganie: Ojczyznę wolną, racz nam zwrócić Panie...".
1. Bez wyjęcia belki z własnego oka i NIEUSTANNEJ duchowej pracy nad sobą nie ma żadnych szans na dobre owoce. Diabeł nigdy nie zapomni nawet o najdoskonalszych duszach. Czeka tylko na dobry moment, żeby uderzyć w najsłabszy punkt. 2. Kiedy już ktoś jest blisko Tradycji to diabeł zawsze może się posłużyć konfliktami typu Indult vs FSSPX. Niejednokrotnie już widziałem wzajemną i otwartą niechęć, podczas gdy w tak w wielu przypadkach jedziemy przecież na jednym wózku. Wystarczy przy tym trochę merytorycznej rozmowy, a powstają z tego jakieś wrogie "wojny tradi-gangów". 3. Mam czasami wrażenie, że diabieł intesyfikuje swoje działania, kiedy ktoś jest już bardzo blisko dojścia do Tradycji. Mój znajomy podjął decyzję, że chce ze mną pojechać na Mszę Wszech Czasów. W ostatniej chwili splot niefortunnych zdarzeń go od tego odwiódł. Na drugie podejście się nie zdecydował... a minęło już pewnie z pół roku. Pamiętam też swój moment decyzji "Idę na Mszę Wszech Czasów". Diabeł trzymał mnie za ręcę i nogi, żebym tego nie robił. Dzięki Bogu jakoś udało się. 4. Rozprawka jest jak najbardziej słuszna, ale trzeba też pamiętać, że czasami nasze działanie "przekonywania" mija się z celem. Wielokrotnie ta szeroko pojęta "Tradycja" jest na siłę utożsamiana z "brakiem uznania papieża" lub stwierdzeniem, że "NOM jest nieważna". Uporczywie się potem wpiera, że tak właśnie jest i nie może być inaczej. Poza tym tradycjonalista to w oczach wielu często synonim sedewakantysty. Wiele osób tkwiących w radosnym modernizmie nie jest gotowe na takie "poważne" podejście do wiary. Gra gitara, mam tu radnosne uniesienie, ludzie fajni i uśmiechnięci, więc po co mi tu o jakimś piekle i diable wyjeżdżać. Bóg mnie kocha, więc przecież nie ma innej opcji, żeby mnie nie zbawił. Byleby krótko ksiądz odprawił i dawaj do domu na schabowego. Z kolei tych "szurów" postrzega się jako jakiś bezalternatywnych odklejeńców. Nierówno pod sufitem, bo w jakiś firankach na głowach chodzą. Msza z kolei ma tam taką dyscyplinę, której by się najlepsze wojsko nie powstydziło. Przecież to nie może być normalne. Trochę luzu trzeba. Zapewne jakby zobaczyli takie pobożne praktyki jak Intronizacja Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w domostwie to by pukali się w czoło, że mieszkają w tym domostwie jacyś psychicznie chorzy. Nie ma co tego wszystkiego brać bardzo do siebie. Wpierw punkt 1 i trza po prostu robić swoje.
Od zawsze wprost uwielbiałem dyskutować na ciekawe tematy. Oddawałem się takim rozmowom, kiedy tylko nadarzyła się ku temu jakaś dobra okazja. Nierzadko głównym celem była wyłącznie obrona swojej racji aż do upadłego. Ewentualnie chciało się udowodnić jaki to człowiek elokwentny, oczytany i mądry. Zgniła natura domaga się udowodnienia, że jest się lepszym od kogoś innego. Pycha pycha pycha. Dziś wiem, że to wielki błąd. Odkąd jestem w Tradycji dalej lubię dyskutować. Problem tkwi w tym, że dla rozmówcy często to co mówię jest jak "treści z kosmosu". Z kolei mnie już kompletnie nie interesują pospolite tematy na temat "cioci-kloci", bo żyję czymś innym. Niestety właśnie takie tematy wszędzie w moim środowisku dominują. Tak jest nie tylko z wiarą, ale też polityką, zdrowiem, historią, "teoriami spiskowymi". Dlatego czuję się czasem jak amisz w wielkim świecie. Trudno. Nie ma co się żalić na rzeczywistość. Po prostu staram się, żeby podstawowym wyznacznikiem takich rozmów było ZAWSZE dobro rozmówcy. Co mi po rozmowie o polityce z pijanym wujkiem, który na koniec wyzwie mnie od idiotów i oszołómów? Nic. Strata czasu. Co innego jeśli chcę, żeby taka rozmowa była dla dobra bliźniego. Tym warto się kierować. Wtedy też warto podejmować próby wiele razy. Zachowywać przy tym pokorę, łagodność, opanowanie, skromność, cierpliwość. To prawdziwa definicja miłości do bliźniego a nie nerwowe wykrzykiwanie swoich racji, przeklinanie rozmówcy i udowadnianie swojej wyższości. Łatwo mówić, trudniej zrobić. Już widzę tę łagodność gdy zbuntowane i krnąbrne dziecko odpowiada rodzicowi "co ty tam wiesz tatuńku o życiu". Nie potrafię jeszcze w pełni zapanować nad tym wewnetrztnym "zbulwersowaniem", kiedy wiem, że robię coś dla czyjegoś dobra, a efekty są mizerne lub odwrotne od oczekiwanych. Ciężko mi patrzeć jeśli ktoś tak po ludzku "błądzi". Ja na 100% wiem, że tak jest, ale nie wychodzi mi wyciągnięcie tej osoby z tych błędów. To trudne. Pozostaje wtedy modlitwa. Pocieszeniem jest to, że będziemy przede wszystkim rozliczani ze szczerych intencji i swoich uczciwych prób działania, a nie skuteczności. Ważne jest, że wpierw warto zacząć od siebie. Bez wstępnego wyprostowania siebie nie ma co podejmować walki o innych. Wydaje mi się, że bardzo dobrą książęczką do tego jest "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza a Kempisa. Książka ocieka pokorą. Warto dać na prezent zwłaszcza jakimś gorącym głowom od których emanuje za bardzo pycha. Pycha i nieuporządkowane działanie nie przynoszą niczego dobrego, ale nie można też dać sobie wmówić, że bierność to to czego oczekuje od nas Pan Bóg. Ostatni będą pierwszymi. Nie zwalnia to od walki. Przecież jesteśmy Ecclesia militans, czyli Kościołem Wojującym. Mamy walczyć nie tylko o siebie, ale i o innych. Robić to na tyle umiejętnie, żeby nie przerodziło się w tę "pałkę" z tej świetnej rozprawki.
Nie mogę się nadziwić jak wielką wiarę mieli ci ludzie. Jak wielką wiarę miał ten człowiek, który się nawrócił i dobrowolnie poszedł na śmierć w miejsce tego, który zwątpił. Gdzie te czasy, kiedy pobożni ludzie ochoczo chcieli iść na męczęńską śmierć za wiarę, bo to była winda do Nieba? Dziś ludzie są tak słabi, że jeden dzień bez Internetu to już katorga nie do zniesienia. Kto sobie poradzi w chwili próby? Takie rzeczy wciąż dzieją się w wielu miejscach na świecie. Po podmiance władzy w Syrii wprowadzana jest już otwarta eksterminacja chrześcijan. Jak my się zachowamy jeśli też staniemy przed próbą? Wejdziemy do tej gorącej bani, czy będziemy mężnie stali jak ci wspaniali Wojownicy Prawdy? Chyba warto takie rzeczy rozważać, bo nie wiadomo co życie nam szykuje Przynosi to trwogę, ale jest to też znak, że trzeba nieustannie pracować nad swoją duchowością. Przecież nikt z nas nie wie ile każdemu z nas pozostało jeszcze czasu...
Grzegorz Braun ma takie szanse na ile zaangażują się w to zwykli ludzie jak my. To jego jedyna oparcie. On nie ma absolutnie żadnej taryfy ulgowej i prowadzi obecnie katorżniczą kampanię spotkań i długich wywiadów gdzie tylko się da i gdzie tylko zaproszą. Tak było zawsze. Rzeczywistość była i w sumie dalej jest kreowana, że głos poza PiS lub PO to "głos zmarnowany". Tyle, że ludziom się już ulało. Dalej się tak ze wszystkimi nie da. Ten "lewicowy" kandydat, co się określał jako "dupiarz" jeszcze jakoś trzyma się na powierzchni bo zjada przystawki PO. Natomiast ten "prawicowy" kandydat, co twierdzi, że są "dwie pucie" robi tak bardzo złą robotę, że już nawet są teorie, że Jarosław Kaczyński ma poprzeć Sławomira Mentzena. Ano właśnie. W całym tym ambarasie Sławomir Mentzen (jako ten trzeci) notuje bardzo dobre wyniki. Jest przy tym niesamowicie pompowany przez media reżimowe (byle kogo do Republiki nie zaproszą, a już na pewno nie Grzegorza Brauna). Po (nie wahajmy się już tego otwarcie powiedzieć) wrogim przejęciu Konfederacji Sławomir Mentzen stał się beneficjentem środków, którymi partia Konfederacja dysponuje na kampanię wyborczą. Dlatego będzie miał co wydawać na zalanie przestrzeni publicznej plakatami. Wydaje się jednak, że to sztucznie napompowana bańka, która łatwo może pęknąć... Co ma z tego Grzegorz Braun? Mizerne środki finansowe dobrowolnych darczyńców. Kompletne przemilczenie w reżimowych mediach. Dosyć powszechne wymazywanie go z sondaży. Odwoływane w ostatniej chwili wynajęte sale. Oczernianie go na wszystkie możliwe sposoby. Ma coś jeszcze... Czas działa na jego korzyść. Ma za sobą prawdziwych ideowców prawicy, a ich siła jest nie do przecenienia. Z biegiem czasu coraz więcej ludzi "systemu" będzie dostrzegało Sławomira Mentzena. Jednak przy okazji wielu wyborców Konfederacji będzie też dostrzegć, że zostało bezczelnie oszukanymi i obecny twór to już "neokonfederacja". Oni z kolei będą kierować się do Grzegorza Brauna. Dlatego Grzegorz Braun od ogłoszenia startu notuje stopniowy stabilny wzrost poparcia. Ogromnym plusem jest to, że do programów zapraszają go naprawdę spore kanały na YouTube. Dają mu się tam spokojnie wypowiedzieć. Resztę muszą wykonać zwykli ludzie i Panu Grzegorzowi pomóc. Tak jak wspominałem - on sztucznie napompowany nie zostanie bo system się go boi. Apropo tego. Pogaduje się, że i u nas szykuje się wariant rumuński, bo coraz więcej upodlonych do granic ludzi w końcu powoli zaczyna otwierać oczy. Jak będzie? Zobaczymy. Pewne jest jedno. To ostatni dzwonek, żeby powalczyć jeszcze o Polskę, a nie twór polskopodobny. Komu na Polsce zależy powinien sobie to wziąć do serca.
Wielkie dzięki za te piękne rozważania!
Być może mamy ostatnią okazję, żeby jeszcze uczciwie powalczyć o Polskę, a nie produkt polskopodobny.
To nie Ty młody człowieku "sfiksowałeś" tylko świat sfiksował. Naprawdę serce rośnie, gdy się czyta takie rzeczy. Mam nadzieję, że i rodzice docenią Pana odwagę i dojdą to takich samych wniosków. Proszę być silnym i się nie poddawać. Być może na początku będzie ciężko, ale warto to cierpienie oddać Panu Bogu. To właściwa droga. Warte ogromnego podziwu jest to, że dostrzegł Pan ją w tak młodym wieku.
Piękny tekst. Mi tak daleko do tej doskonałości. Czasem mnie trochę przygniata jak wiele mam do zrobienia. Czy na pewno podołam? Plus taki, że przynajmniej się już w ogóle nie łudzę, że jest ze mną tak wspaniale i dobrze. Pycha to przepotężny przeciwnik. Dlatego warto zacząć od zaprzyjaźnienia się na poważnie z pokorą. Wpierw należy wyjąć belkę z własnego oka. To konieczność. Zaraz potem zacznie się w końcu odbierać bodźce, że tutaj to w większośći "marność nad marnościami". Dostrzeże się też wreszcie co w życiu ma prawdziwą wartość. Wtedy już otwarta droga do próby naśladowania niedoścignionego Mistrza. Wie się, że nie będzie do łatwa droga, bo nie może być łatwa. Będzie to droga Krzyża, cierpienia i oddawania siebie innym. Tyle, że to życie w Prawdzie, więc to jedyna słuszna droga. Jedyna droga prawdziwego szczęścia.
https://kresy.pl/wydarzenia/braun-chce-zeby-prokuratura-sprawdzila-czy-jest-ruskim-agentem-video/ Taki z niego "ruski agent", że sam na siebie doniósł do służb, żeby to ustaliły. Teraz Grzegorz Beaun często mówi, że ma to "na papierze". Jak się nie ma żadnych argumentów to pozostaje oczernianie i przypinanie łatek. Druga metoda to konsekwentne odcinanie od głosu w reżimowych mediach. Pan Dawid ostatnio mówił o wywiadzie w Radio Szczecin. Ja się z tym zgadzam. Dajmy 2 tygodnie Grzegorzowi Braunowi w tvn, republice, neo tvp, zetkach itp. to naród zostanie obudzony.
W Starym Testamencie czytamy w Księdze Sędziów: "Izraelici [znów] czynili to, co złe w oczach Pana, i Pan wydał ich na siedem lat w ręce Madianitów. A ręka Madianitów zaciążyła nad Izraelitami, tak że przed Madianitami kopali sobie schronienia w górach, jaskinie i miejsca obronne (...) Madianici wtrącili więc Izraela w wielką nędzę. Poczęli zatem Izraelici wołać do Pana" Zaraz potem czytamy: "Pan rzekł do Gedeona: «Zbyt liczny jest lud przy tobie, abym w jego ręce wydał Madianitów, gdyż Izrael mógłby przywłaszczyć sobie chwałę z pominięciem Mnie i mówić: "Moja ręka wybawiła mnie" (...) Rzekł wówczas Pan do Gedeona: «Przy pomocy tych trzystu mężów, którzy chłeptali wodę językiem, wybawię was i w ręce twoje wydam Madianitów. Wszyscy inni mężowie niech wracają do siebie». Lud wziął ze sobą żywność i rogi, a Gedeon odesłał mężów izraelskich, każdego do swego namiotu, z wyjątkiem owych trzystu mężów. A obóz Madianitów znajdował się w dolinie poniżej jego stanowiska." Zaraz potem Pan Bóg posługując się tą garstką Izraelitów wybawił ich od Madianitów. Czy sensownie myślący Polak nie widzi w jak trudnej sytuacji jako naród jesteśmy aktualnie? Chcemy być dalej w rękach "Madianitów" czy chcemy zostać wybawieni? Tylko czy dziś Polacy są blisko Pana Boga? Czy jako naród zasługujemy na wybawienie? To kwestia otwarta. Mamy tę garstkę świętych kapłanów w Polsce. Napawa to nadzieją. Dla mnie to wspaniali bohaterowie naszych czasów. Kiedy idę na Mszę na 5.40, przyjeżdżam sporo za wcześniej, bo jestem trochę po 5 i widzę już tam samotnego, modlącego się kapłana FSSPX to moje serce płonie. Ci kapłani dwoją się i troją, żeby odbudować Kościół. Są za to szykanowani i często oceniani jako schizmatycy i "odłączeni". Za mówienie prawdy są krytykowani. Natomiast znakomita większość Książąt Kościoła, którzy powinni w pocie czoła robić to co oni wolą zajmować się innymi sprawami i bratać się z fałszywym światem. Przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Po ludzku to ciężko zrozumieć, ale zarazykowałbym stwierdzenie, że ta garstka świętych kapłanów ma zdecydowanie większą wartość niż jakakolwiek dywizja pancerna szykowana do nie naszej wojny (nie twierdzę tutaj, że nie powinniśmy się profilaktycznie zbroić). Dlatego dołączam się: Panie, daj nam kapłanów. Panie, daj nam świętych kapłanów. Panie, daj nam wielu świętych kapłanów. Panie, daj nam wiele świętych powołań zakonnych. Panie, daj nam wiele świętych katolickich rodzin! My natomiast pracujmy, żeby na tych świętych kapłanów, święte powołania zakonne i święte katolickie rodziny zasłużyć własną postawą.
Dorzucę swoje trzy grosze chociaż tam na górze wiedzy jest już wystarczająco. Kapłan FSSPX na kolędzie sprawę wyjaśnił także i u mnie. Dosyć niedawno jeszcze odprawiał NOM, ale powiedział, że wraz ze wzrostem świadomości "każdego dnia umierał". Musiał to zmienić i dlatego dzięki Bogu trafił do FSSPX. Powiedział też, że już na tym etapie świadomości odprawienie NOM byłoby dla niego ciężkim grzechem. Utwierdziłem się tylko w swoim przekonaniu, które miałem instynktownie od pierwszej MW - nie chcę i nie mogę już chodzić na NOM. Z biegiem czasu pogłebiana świadomość różnic i wiedzy na temat sposobu w jaki NOM została ustanowiona tylko mnie w tym utwierdzała. Przecież to widać gołym okiem. Męczy mnie też już trochę to musztrowanie i oczernianie kapłanów, którzy odważnie tkwią, ciężko pracują i dają nam Mszę Wszech Czasów jednocześnie zachowując niezmienną, niezmąconą i trwałą naukę Kościoła. Przecież jest ich tak niewielu. Ręce całować i dziękować, a nie szukać dziury w całym.
Dzięki za fajne przemyslenia. Grzegorz Braun, Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak są od 2018 r. sygnatariuszami Konfederacji Gietrzwałdzkiej. https://www.konfederacjagietrzwaldzka.pl/ Mam takie swoje political fiction marzenie, że oni są tak na serio od tego momentu po cichu dogadani. Wiem, że to myślenie mocno życzeniowe i nic na to nie wskazuje. Chciałbym jednak w to bardzo wierzyć. Podpisanie się pod takim aktem to w końcu nie jest byle co... To byłby plan idealny! Grzegorz Braun reprezentuje prawdę. Wielu Polaków jeszcze wystarczająco nie otworzyło oczu i na tym etapie po prostu nie są na niego jeszcze gotowi. Jest dla nich zbyt kontrowersyjny. Grzegorz Braun w imię brudnej polityki nie układa się z szemranymi typami i nigdy nie gryzie się w język. Zawsze staje na wysokości zadania. Poza tym reżimowe media starają się go wszędzie obrzydzić lub wykluczyć z dyskusji publicznej. Natomiast Sławomir Mentzen swoją osobą trafia do elektoratu znacznie liczniejszego. Wielu "korwinistów" chciałoby wolności gospodarczej w państwie, ale z Kościołem to już im niekoniecznie po drodze. Wielu ma też już w końcu dosyć układu pookrogłostołowego i taki Sławomir Mentzen jest idealnym odpowiednikiem "antystystemowego Kukiza". "Brauniści" po ostatnich wydarzeniach w Konfederacji na Sławomirze Mentzenie się srogo zawiedli. Jeśli ta "kosa" w Konfederacji będzie trwała to Sławomira Mentzena zapamiętam jako kombinatora i nieuczciwego polityka, który za wszelką cenę chciał zaspokoić swoje ambicje polityczne i wystartować na prezydenta. Tutaj wchodzi moje political fiction marzenie. Ależ by to była genialna strategia gdyby na koniec Sławomir Mentzen swoje zdobyte ciężką pracą (tego nie można mu odmówić) głosy przekuł na tego kandydata, który zawsze stał w prawdzie. Obaj z pewnością zostaną kandydatami na prezydenta, więc wspólnie mogliby otwierać bardziej i mniej świadomym Polakom oczy... by potem całą pulę oddać jednemu. Och i ach. Pomarzyć zawsze sobie można.
https://www.bankier.pl/wiadomosc/USA-i-Rosja-spotkaja-sie-w-Arabii-Saudyjskiej-Ukraina-bez-zaproszenia-8893220.html Swoja drogą jest to bardzo dobry moment, żeby przedstawić dziecku na czym polega geopolityka. W szkole z poprawnym politycznie bełkotem się tego nie nauczy. Geopolityka jest dla państw, które są podmiotami w stosunkach międzynarodowych. Przodownictwo w prowadzeniu geopolityki mają wielkie mocarstwa. Natomiast mali gracze (będący podmiotami) mogą się do tego dostosowywać i w tym koncercie mocarstw odpowiednio coś dla siebie urwać. Jednak, żeby coś dla siebie urwać wpierw muszą być państwami niepodległymi. Polska niepodległym państwem od dawna nie jest i aktualnie powinniśmy się mocno szykować na poważne turbulencje z tym związane.
Nawet w szkole już nakręcają dzieci do bezalternatywnej rusofobii... Swoją drogą temat strasznie głupi. Ja bym udowodnił, że nie jest, bo najbardziej prorosyjskim politykiem na świecie jest Władimir Putin. Niech dziecko napisze o tym, że wojna na Ukrainie trwa od 2014 r., a w 2022 r. zaczęła się i trwa do dziś "operacja specjalna". Mina nauczyciela WOSu byłaby bezcenna.
Zapomniałem jeszcze o dwóch, które jest grzechem pominąć: https://key4.pl/ Wydawnictwo Retro Henryk Pająk - książki Pana Henryka Pająka w wielu przypadkach dostępne są już tylko jako drugi obieg i osiągają astronomiczne ceny. Na allegro można znaleźć wznowienia niektórych z nich. W celu wyłowienia ciekawych pozycji na różne tematy można też zajrzeć tutaj: https://sklep-niezalezna.pl/ https://www.wydawnictwofronda.pl/ - zwłaszcza książki Pana Pawła Lisickiego https://bialykruk.pl/ https://polskaksiegarnianarodowa.pl/ https://ksiegarniamiles.pl/ Medycyna niekonwencjonalna. Tylko na własną odpowiedzialność. Wahałem się czy w ogóle o tym wspominać. Można trafić coś pomocnego i bardzo ciekawego, ale można też trafić coś absolutnie zakazanego i niebezpiecznego. Po kryzysie klimatycznym w ramię i obecnym "wielkim" zaufaniu do medycyny i lekarzy niektóre pozycją mogę się okazać dość pomocne. https://ordomedicus.org/sklep/ https://wydawnictwovital.pl/ https://www.wydawnictwo-ast.pl/ https://www.galaktyka.com.pl/ To tyle. Może ktoś poleci jeszcze coś innego?
Takie rzeczy to dopiero dla Polski niepodległej. O sprawie oczywistej, czyli normalizacji stosunków z sąsiadami, mówi zaledwie jeden kandydat na prezydenta. To jest malutki procent w skali całego społeczeństwa. Reszta rusza już "na Moskwę" i szyje Ukropolin. Aktualnie to Polska jest już do tego stopnia upodlona, że jej "polityka zagraniczna" ogranicza się do zachowania jakiejkolwiek państwowości. Na tym się trzeba skupić i nie dać się zgruzować w wojennych scenariuszach starszych i mądrzejszych. Uciekajmy indywidualnie i jako naród pod płaszcz Królowej Polski póki jeszcze na to czas.
Sytuacje z życia wzięte. Poważniejsze i mniej poważne. 1. Syn znajomego od małego zaczytywał się w książkach. Uwielbiał czytać i zanosiło się, że będzie jakiś "naukowiec". Zaczytywał się aż do momentu, kiedy dostał konsolę z możliwością grania online. Granie go całkowicie pochłonęło. Realny kontakt ze światem utrzymuje jeszcze dzięki planszówkom i grom RPG, które pozwalają trochę odetchnąć od ekranu. To wiela przestroga. Dziecko zawsze wybierze prostą i atrakcyjną rozrywkę (podżyrowaną przez udział kolegów, którzy przecież wszyscy grają) niż takie znacznie bardziej wymagające czytanie książek. 2. Jako słaby i grzeszny człowiek pretenduję do braku trwonienia swojego czasu. Nie jestem w tej sytuacji usatysfakcjonowany i nie wiem czy kiedykolwiek będę. Mogę jednak powiedzieć, że czasu wolnego dla siebie mam naprawdę niewiele. Całkiem niedawno zawoziłem syna na zajęcia dodatkowe. Wziąłem ze sobą literaturę duchową i ostrzyłem zęby z myślą "OOOO ale będzie spokojne i owocne czytanie". Syn wszedł do sali... Pierwsze co zrobiłem to wzięcie smartfona do ręki i odpisanie znajomym na jakiś tam grupach. Potem jeszcze chwileczkę zerknę co tam na świecie... Zostało 15 minut. Dobra, już nie będę zaczynał, bo za mało czasu. Syn wyszedł, wziąłem książkę do ręki i pomyślałem... "ALE TY JESTEŚ ROBERT CIENKI BOLEK". 3. Internet to ciężki przeciwnik. Przez jakiś czas nosiłem się z zamiarem całkowitego odcięcia i miałem nawet taki okres "treningu". Oglądałem wyłącznie kazania FSSPX. Dziś staram się dalej Internet odpowiednio "ujarzmić", ale z różnymi skutkami. Bez urazy, ale Sprawki tutaj sytuację komplikują. W powszechnej zgniliznie Internetu są jasnym punktem dla którego warto ten czas na Internet przeznaczać. Mają trzy potężne atuty: - Są rzetelną pigułą informacyjną. Akurat ja potrafię się na tyle poruszać już po różnych portalach, że sam wyszukuję co się dzieje na świecie. Są jednak tu rzeczy, których nie widzę nigdzie indziej. Stwierdziłem też w tych swoich przemyśleniach, że jako głowa rodziny, Polak, katolik nie mogę się odciąć całkowicie od informacji. Zatem takie wykorzystanie Internetu w rozsądnych proporcjach wydaje się racjonalne. - Dla mnie osobiście bardzo dużą wartość mają Sprawki.pl. Pozwalają mi w prosty sposób odnaleźć tę garstkę swoich w "wielkim świecie". Mogę się od nich wiele dowiedzieć, odpowiednio zmotywować siebie w swoich brakach, ale mogę też podzielić się z innymi własnymi doświadczeniami. Takiej wioski dla "amiszów" chyba nie ma gdzie indziej w Internecie. O wioskę trzeba dbać jak o dobro wspólne i uważam, że jest to w interesie każdego "amisza". Póki jest jeszcze "wolny" Internet ta wioska to nieocenione dobro. Mam też nadzieję, że ta wioska stanie się kiedyś wielką metropolią, a "amiszów" będzie tylko przybywać. - Poruszanie zakazanych tematów. Bez dostępu do Internetu/dobrych książek wielu ludzi nie ma szans na poznanie prawdy. Tutaj taką szansę otrzymują. Szkoła, radio, telewizja, komercyjne portale internetowe to najczęściej poprawny politycznie bełkot. Niestety przekazywanie takich zakazanych informacji w Internecie wiąże się z tym, że można oberwać w głowę. Warto też uważać, żeby rozbudzaniem "nadmiernej ciekawości" nie zaniedbywać innych istotnych kwestii. Tak czy siak bez tych rzetelnych punktów informacji, gdzie jest jeszcze zakazana prawda uśpiony naród nie dostanie szansy na otwarcie oczu. To chyba tyle. Czas na obowiązki stanu.
Bardzo dziękuję Pani Joanno za ten post. Miałem do tego wykładu wrócić i dziś w końcu udało się znaleźć odpowiednią chwilę. Słuchanie Pana Grzegorza to czysta przyjemnośc. Tak jest od wielu już lat. Trochę się rozmarzyłem. Mam nadzieję, że jako prezydent Polski dokona on tego jakże ważnego aktu w imieniu Polaków. Serdecznie pozdrawiam
1. Przede wszystkim proszę się nie poddawać i dalej podejmować trud konstruktywnej rozmowy. Jeśli nie będzie już pola do takowej pozostaje zawsze modlitwa. Konsekwencje i przeciwności związane z trwaniem przy Prawdzie najlepiej oddawać i ofiarować Panu Bogu. Sam proceder przekonywnia też należy oddawać Panu Bogu i nie przypisywać sobie żadnych zasług. Nawet jeśli odnosimy sukcesy. Nie może być tu żadnej pychy i udowadniania na siłę własnej racji i wartości. Pycha wszystkie te starania zmarnuje lub przyniesie efekty odwrotne od oczekiwanych. 2. Jeszcze dosyć niedawno sam byłem na stanowisku przekonywanego. Byłem głupiomądrym, trudnym i upartym przypadkiem. Na szczęście mój przyjaciel o mnie sporo czasu walczył i wymodlił (przy niemałym też wpływie Pana Dawida). Dziś wciąż mam wiele pracy nad sobą, ale przynajmniej wiem, że jestem na właściwej drodze. Chętnie podejmuję dyskusję z innymi. Skutki są różne, ale cały czas jestem bogatszy o nowe doświadczenia. Początkowo trochę mnie zrażało jak mnie obrażano lub efekt był odwrotny od oczekiwanego. Teraz jest już z tym znacznie lepiej. Nie można się poddawać (patrz pkt 1). 3. FSSPX vs FSSP. Na początku portalu były tutaj liczne, burzliwe dyskusje na ten temat. Nie warto zmierzać w stronę konfliktu "co lepsze", bo nic z tego dobrego nie wynika. To często bratobójcza walka. Z tego co mi wiadomo wiele osób przywiązanych do Tradycji na Msze w szeroko pojętym Indulcie uczęszcza w tygodniu. W niedzielę chodzą do FSSPX, bo tam na kazaniach/katechezach nie ma unikania "kontrowersyjnych" w oczach biskupa tematów. Wiem też, że Indult Indultowi nierówny, więc to też zależy od miejsca. Różnice dosyć dobitnie widać było ostatnio na Kongresie dla Społecznego panowania Chrystusa Króla. Instytut Dobrego Pasterza (IBP) powstały w wyniku Indultu miał rano odprawić na tym Kongresie Mszę. Po pogrożeniu palcem przez Archidiecezję Warszawską Mszę odwołano. Można powiedzieć, że Archidiecezja Warszawska odcięła się tym samym od hasła Społecznego panowania Chrystusa Króla. IBP w tej sytuacji musiało pójśc na "zgniły kompromis". FSSPX na takie kompromisy nie idzie i ponosi za to konsekwencje bycia w oczach wielu odłączonymi od Kościoła "schizmatykami". Ot i cała różnica pomiędzy FSSPX i "Indultem". Komu mamy być w tej sytuacji posłuszni? Biskupowi, który nie utożsamia się z hasłem Chrystusa Króla czy też samemu Królowi? Odpowiedź jest oczywista. 4. Powstały tu liczne tematy jak rozmawiać z "nieprzekonanymi". To naprawdę jest trudne. Ja na bazie swoich doświadczeń mogę zalecić prostą metodę konkretnych przykładów i skupiania się głównie na osobie rozmówcy. Trzeba rozmówcy dużo pytać o konkretne zagadnienia i dać mu się wypowiedzieć, a nie wyłożyć całą historię Soboru Watykańskiego II. Tematów jest naprawdę mnóstwo i po prostu trzeba samemu je dobrze poznać: - Stosunek do Komuni Świętej na rękę i na stojąco - Pytanie co to jest Msza Święta i zestawienie różnic pomiędzy MW, a NOM - Pokazanie zdjeć wnętrza kościoła przed i po soborze - Ołtarz na MW vs stół na NOM. Tabernakulum częścią Ołtarza vs Tabernakulum gdzieś z boku... - Stosunek do innych religi przed soborem (np. Syllabuss Errorum papieża Piusa IX) i po soborze (radosny ekumenizm) - Fiducia Supplicans z błogosławieniem par homoseksualnych jako obecne nauczenie magisterium Kościoła w kontekście Listu Św. Pawła do Rzymian, który mówi zgoła zupełnie co innego Itp. Itd. Tematów jest masa. Warto dać się wykazać rozmówcy i mieć przy tym umocowanie w dokumentach Kościoła. Rozmówca musi się za czymś opowiedzieć. Kościół przed soborem i Kościół po soborze to przecież tak często są dwa różne światy. Katolik musi się za którymś z tych światów jasno opowiedzieć. Potem odpowie za to przed Panem Bogiem. TAK TAK NIE NIE. Reszta pochodzi od diabła. 5. W przypadku Pana Marcina ja już nie podejmuję szerzej tematu. Widzi jakąś tam rzekomą "sektę" w FSSPX. Jednocześnie w kwestii Komuni Świętej na rękę i stojąco pozostaje całkowitym ignorantem. Twierdził w innym temacie, że bez problemu pójdzie też na "mszę charyzmatyczną". Sugerowałbym, że jeszcze warto zaliczyć jakąś mszę u prawosławnych do kompletu. Przecież jest ważna. Ewentualnie w zgodzie z niektórymi obecnymi wytycznymi magisterium Kościoła od razu walnąć z meczet i pomodlić się razem z muzułmanami. Cytat z wypowiedzi Pana Marcina: "Liturgia ta jest wystarczająco dobra dla samego Boga, aby zstąpił z nieba i był między nami, oddając nam swoje Uwielbione Ciało na pokarm, ale nie jest wystarczająco dobra dla pana Mariana, który wie lepiej, co się Bogu podoba, a co nie, ponieważ wyczytał to w jakiejś książce z XIX wieku. To prowadzi mnie do kolejnego sekciarskiego trendu – przekonania, że wiemy lepiej niż Kościół powszechny, co się Bogu podoba, a co nie. Na przykład wiemy, że Bogu nie podoba się Komunia na stojąco, bo autor jakiegoś modlitewnika nam to powiedział". Ten pogardliwie nazwany "Marian" to pewnie ja. W innym temacie już z Panem Marcinem dyskutowaliśmy. Idąc tokiem myślenia Pana Marcina rozdawanie Komunii Świętej w tle piosenki "Kaczuszki" przez świecką kobietę przy jakimś tańczącym klaunie (co miało miejsce w Niemczech) to liturgia wystarczająco dobra dla Pana Boga. Prawosławna Msza też jest ok, bo podobnie jak NOM jest przecież "ważna". Już tam palicho, że taki Święty Andrzej Bobola oddał za takie rozróżnienie w sposób męczeński życie. Chciało mu się nawracać prawosławnych, których msza jest przecież "ważna". Może w ogóle pójdźmy jeszcze dalej na maxa. Satanistyczna msza ze skradzionym przez satanistów Panem Jezusem też jest ważna. Też jest "wystarczająco dobra dla Pana Boga"? Litości. Przepraszam. Trochę się podpaliłem. Ciężko jest w takich sytuacjach zachowywać zimną głowę, ale to właśnie bardzo zalecam w rozmowach z innymi. Kończąc. Potrzeba wiele miłości, pokory, cierpliwości, spokoju i łagodności. Taki był Pan Jezus kiedy nauczał. Warto Go naśladować. Serdecznie pozdrawiam i życzę samych sukcesów.
Słuszna i bardzo potrzebna akcja. Niech Pan Bóg błogosławi osoby, które się w nią angażują.
U nas dobrze. Walka trwa. Pracy nie brakuje. Sprawki są na tyle wartościowe, że są stałym punktem w życiu. Wiem, że myśli w ten sposób wielu "tradycyjnych katolików". Na konferencji "Śmierć rozumu" osoby z którymi rozmawiałem wypowiadały się o Sprawkach bardzo ciepło. Prosimy więc nie dać się pożreć tym wszystkim "przyjacielskim" cenzorom. Żyjemy w czasach w jakich żyjemy. Niestety prędzej czy później można się było spodziewać, że Sprawki oberwą za zbyt duże natężenie prawdy. Przecież prawda to często synonim mowy nienawiści. Tak czy siak Bóg zapłać za odwagę i bezkompromisowość. Są osoby, które to naprawdę bardzo doceniają. Niestety na przestrzeni lat wiele wartościowych materiałów kończyło tak, że można je już tylko odnaleźć w głębokich odmętach Internetu lub w starszych książkach. Ciekawe materiały są przez przezorne osoby zapisywane na wszelki wypadek na dysku. Przecież nikt nie zna dnia ani godziny, kiedy ktoś się takim materiałom może lepiej "przyjrzeć". Dlatego cieszy decyzja odnośnie punktu 3 i 4. To słuszny kierunek. Niestety trzeba powoli przyzwyczajać ludzi, że wygoda YouTube ma swoją często zbyt wysoką cenę. Na YouTube chyba nie warto przesadnie ryzykować i pewnie zespół ma już opracowaną strategię jak sobie z tym radzić. Nie ma co się kopać z koniem. Niepożądaną przez świat "prawdę/mowę nienawiści" chyba lepiej zostawić na inne platformy. Rumble, sprawki.pl czy taki BanBye wydają się odpowiednimi miejscami. Ja będę podążał za Wami tam gdzie Was cenzura zaniesie ;) Życzę dużo siły i energii. P.S Powodzenia u Pana Rymanowskiego! Co by nie mówić ostatnio jakoś w tych mediach widać trochę iskierki nadziei. Pewnie dlatego światli ministrowie cyfryzacji kombinują dla naszego dobra, żeby ten proceder w porę zatrzymać...
Nie wszystkie seriale to strata czasu! Można np. obejrzeć serial "Rewolucja w Kościele" i polecać każdemu. https://www.youtube.com/watch?v=zsacEKNuy-g&list=PLJoYNVHBOmLlld1FRr8BWxJXnYtQt7oS7
"Człowiek dobry i pobożny najpierw uporządkuje swoje wewnętrzne sprawy, zanim przejdzie do działania na zewnątrz. Wtedy nie odciągają go one ku pragnieniom zrodzonym ze zgubnych skłonności, lecz sarn skierowuje je na szlachetniejszą płaszczyznę rozumu. A któż dzielniej wojuje niż ten, kto stara się pokonać samego siebie? To winno być naszym zadaniem: pokonać naprawdę samego siebie, stawać się codziennie coraz mężniejszym, coraz lepszym w tej walce." Nie ma nic złego w tym, że ktoś lubi czasem wypić trochę alkoholu. Jednak prawdziwym zwycięzcą jest ten który dla Pana Boga z tego alkoholu zrezygnował. Tak jest też praktycznie ze wszystkimi atrakcyjnymi "zjadaczami" czasu. Musimy mieć nad nimi pełną kontrolę. Sztuka to jak najbardziej wyzbyć się egoizmu i "własnego ja". Kiedy się tego dokona dopiero wtedy człowiek czerpie radość z uczestnictwa we Mszy, czytania literatury duchowej, posiłku z umiłowaną rodziną, wspólnego wyjścia do kina, rozmowy z bliskim przyjacielem, poświęcenia dla bliskich, obcowania z naturą, przeżycia kolejnego dnia itp. itd.
Piekny, wzruszający wywiad i kawał historii. Chętnie bym posłuchał takich wnikliwych wywiadów na temat historii prominentych polityków w naszym kraju. Wyszłoby tyle prawdy...
https://www.youtube.com/watch?v=IwEDViMun4o - wywiad Grzegorza Brauna w Super Expressie. https://www.osuchowa.org/ - link do strony Fundacji Osuchowa. https://www.konfederacjagietrzwaldzka.pl/ - link do strony Konfederacji Gietrzwałdzkiej. https://www.pobudka.org/ - link do strony Pobudki.
Na wieki wieków. Amen. Wydaje mi się, że nie znajdzie Pan takiej osoby, która będzie w stanie kompleksowo doradzić jak odpowiednio wyważyć delikatne balansowanie pomiędzy dążeniem do Prawdy, a walką o swoją rodzinę. To musi Pan przepracować sam i z pewnością będzie to kosztowało wiele trudu i wysiłku. PROSZĘ JEDNAK NIGDY SIĘ NIE PODDAWAĆ I ZAWSZE TE SPRAWY ODDAWAĆ PANU BOGU. Dlaczego wspomniałem "dążenie do Prawdy" przez duże P? Ja piszę z perspektywy osoby, która dotarła na Mszę Wszech Czasów stosunkowo niedawno. Od tej pory w ogóle już nie uczestniczę w Novus Ordo Missae i prędzej będę męczył proboszcza mojej parafii o nauczenie się Mszy Wszech Czasów niż powrócę. Wiąże się to oczywiście z dosyć licznymi trudnościami i czasem cierpieniami w moim życiu, które po prostu ofiaruję Panu Bogu. Trwam i ufam. Pozwolę sobie na wklejenie paru słów na pokrzepienie serca i postaram się Pana i Pana rodzinę wspominać w najbliższym czasie w modlitwie. Tomasz a Kempis - "O naśladowaniu Chrystusa" "Nie sądź, że zostałeś zupełnie opuszczony, choćbym na jakiś czas zesłał na ciebie jakąś udrękę albo pozbawił cię upragnionej pociechy, taka bowiem droga prowadzi do królestwa niebieskiego (...)" "(...). Jak Ojciec Mnie umiłował, tak i Ja was miłuję - powiedziałem moim uimiłowanym uczniom. A przecież nie posłałem ich na światowe rozkosze, lecz do ciężkiej walki; nie na zaszczyty, lecz na wzgardę; nie na spoczynek, leczy żeby przynosili obfity owoc w cierpliwości. Pamiętaj o tych słowach mój synu." "Dla miłości Boga powinienieś wszystkiemu ochoczo się poddawać, przyjmować wszystkie trudy i cierpienia, pokusy, napaści, zastraszenia, niedostatki, słabości, krzywdy, obmowy, napomnnienia, upokorzenia, zawstydzenia, kary i wzgardę. Wszystko to pomaga umocnić się w cnocie, wszystko to czyni cię żołnierzami Chrystusa i przygotowuje wieniec nagrody w niebie. Za ten krótkotrwały trud dam nagrodę wieczną, za przemijające cierpienia nieskończoną chwałę". Proszę Pana, żeby Pan trwał i ufał. W pewnym momencie dobre rozwiązanie sprawy się znajdzie.
Bardzo ciekawy tekst. Tak było w 1999 tak jest i dzisiaj. Swoją drogą jeśli ktoś to przeczyta to może podesłać jakieś ciekawe materiały czemu OFICJALNIE drogi biskupa i FSSPX się rozeszły? Wszędzie geopolityka i kłamstwa. Weź komuś powiedz, że USA niczym nie różni się od "krwiożerczej" Rosji to można w głowę dostać. Warto sobie wpisać w google "pomnik dzieci zabitych w zamachu bombowym NATO w Belgradzie". No ale jak to?! Przecież NATO to taki miły "sojusz obronny". Ostatnio słynny jest przykład różnego traktowania zbrodniarzy wojennych. Putina wgniatamy w ziemię, ale Netanyahu rozwijamy czerwony dywan. IDENTYCZNY przypadek w sensie prawnym. Polityka międzynarodowa i geopolityka to brud i smród. Liczą się tylko interesy i kto tego nie rozumie po prostu będzie omamiony propagandą dla dzieci w telewizorni.
Czy przypadkiem pewien cudowny arcybiskup nie pisal "Oni Jego zdetronizowali". Pasuje jak ulał. Tragedią jest też sytuacja Indultu. Zacna inicjatywa to wydarzenie, ale IBP musi odwołać Mszę, bo zapewne "ci co detronizują" grożą palcem. W jakich my czasach żyjemy, że znakomita większość następców apostołów pracuje na szkodę Kościoła...
Jak bardzo jest już upodlony nasz biedny naród, że taki ktoś stoi na czele naszej "nauki"...
Polemizowałbym. Należy dopisać "robi się normalnie w kwestiach obrony życia poczętego". Wtedy artykuł będzie rzetelny. Fajnie też byłoby czasem "na drugą nóżkę" ludzi poinformować o "ciemnej" stronie Trumpa a nie tylko rozsiewać propagandę jego sukcesu. Jest już jeden Wojciech Cejrowski, który stracił zaufanie wielu ludzi przez swój manifest przywiązania do "agendy syjonistycznej" w wywiadzie z Grzegorzem Braunem. W Stanach Zjednoczonych wcale nie jest normalnie. Trzeba aktualnie trochę posprzątać po bałaganie sporządzonym przez poprzednich gangusów, żeby uwiarygodnić obecnych. Pewnie niewielu z poprzednich gangusów włos z głowy spadnie. Chyba, że będzie jakaś pokazówka na potrzeby starszych i mądrzejszych lub jeszcze większego "uwiarygodnienia". Pewnie się czepiam do przesady. Czy przez "normalnie" rozumiemy też zaproszenie do Białego Domu jako pierwszego zagranicznego gościa "zbrodniarza wojennego"? Przynajmniej tak go określa Miedzynarodowy Trybunał w Hadze. Joe Biden jest niefajny, ale Bendżi już swój chłop wiadomo. https://www.tvp.info/84739264/-netanjahu-spotka-sie-z-trumpem-czy-wizyta-bedzie-przelomowa Czy przez "normalnie" rozumiemy zmarginalizowanie masowego ludobójstwa, które teraz pan prezydent swoim "autorytetem" będzie tuszował na arenie międzynarodowej? W imię interesów Izraela chce teraz "resztki" umęczonego narodu deportować z własnego domu. Och i ach! "Złote czasy". https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/trump-proponuje-przeniesienie-palestynczykow-do-egiptu-i-jordanii/y8mbn59 Dziwię się, że jeszcze ktoś się łudzi i jest na tyle naiwny, że to zmierza w dobrym kierunku. Dziwi mnie ten hurraoptymizm i rozgrzanie do czerwoności, jakby tutaj nagle nastał "raj na ziemi". Państwa arabskie z Turcją na czele tego nie zostawią. Co to oznacza dla świata? Poza tym Izrael wielokrotnie szykował się na wojnę z Iranem. Kiedy mają już swojego "faceta" w Białym Domu czyż nie dostaną tego czego żądają? Proszę o więcej rzetelności. To tak jakby się cieszyć, że w końcu nastała "normalność", bo jednym będzie dane żyć, ale innym żyć już nie będzie dane. Jakaś grupa ludzi będzie mordowana i deportowana, a cały "wolny" świat nawet nie pisknie, bo przybija to nowo mianowany "autorytet". Słusznym byłoby mieć też obawy o konsekwencje polityczne całej tej sprawy. Tylko kto to widzi... Na pewno Grzegorz Braun, co potwierdza jego wczorajsza brawurowa akcja.
https://www.youtube.com/watch?v=EAQTrjYtJbk Tutaj ciekawa wypowiedź redaktora Lisickiego na temat seminariów. Natomiast, żeby nie było tak całkiem smutno. Informacja z tej niedzieli: "Również 1 lutego w seminarium w Zaitzkofen jeden polski kleryk przyjmie święcenia egzorcysty i akolitatu, czterech - ostiariatu i lektoratu. Natomiast 2 lutego ośmiu Polaków seminarzystów przyjmie tonsurę oraz sześciu zostanie obłóczonych. Polecamy naszych seminarzystów Waszej modlitwie i hojności." Panie, daj nam kapłanów. Panie, daj nam świętych kapłanów. Panie, daj nam wielu świętych kapłanów. Panie, daj nam wiele świętych powołań zakonnych.
Szaleństwo, obłęd czy zdrada? Może wszystko na raz?
Nastąpiły już pierwsze ochy i achy "prawicowego" świata, bo Amerykanie i świat dostali jasny sygnał, że "chłop to chłop, a baba to baba". W świecie powszechnego zidiocenia dobre i to. Jednak jak można się było spodziewać Trump też przyspiesza w realizowaniu agendy syjonistycznej: https://wiadomosci.onet.pl/swiat/donald-trump-chce-wyslac-palestynczykow-do-egiptu-i-jordanii-jest/6s0c7jm W państwach muzułmańskich wrze. Z resztą o masowym ludobójstwie w Palestynie wie już wielu przeciętnych zjadaczy chleba. Donald Trump może i wie, że "chłop to chłop, a baba to baba", ale w tej kwestii jakoś dziwnie już racjonalny nie jest. Idealny scenariusz na III wojnę światową? Albert Pike lubi to.
Dołączam się do podziękowań. Zaznaczam, że nie ustalaliśmy niemal równoczesnego wstawienia swoich postów :) Po prostu serce Polaka i Katolika po tak doskonałym materiale mocniej bije...
Czy my w Polsce dożyjemy kiedyś takich mężów stanu u władzy?
Warto też zajrzeć tutaj: https://www.magnapolonia.org/deklaracja-szesnastu-czyli-kwik-szabesgojow-nasz-komentarz/?fbclid=IwY2xjawH_IKtleHRuA2FlbQIxMAABHcLnPc2b_ToX1tFFIaURf6Y8N4gTQYeuOSovEozL2ThkROaJxIt96aEBqQ_aem_GE2xA8nsvxt-SrQ3x7IAXA
Chyba bym nie szedł w stronę podziałów Indult vs FSSPX. Jakby nam ostatnio było mało podziałów... Niby człowiek nie powinien się łudzić (wiadomo kto rozpoczął palenie chanuki w sejmie), ale niesmak pozostaje. Tak ciężko jest komuś w tych czasach zaufać. Nawet tym, którzy teoretycznie są z najbliższego nam otoczenia. To może posłużę się cytatem z książeczki Tomasza a Kempisa "O naśladowaniu Chrystusa" dotyczącym Sądu. "Wtedy okaże się, że na tym świecie mądry był ten kto dla Chrystusa umiał być głupim i pogardzanym.” Warto, żeby sygnatariusze się z tym zapoznali. Jeśli nie ma w tym jakiegoś głębszego "ukrytego dna" to ciężko takie stanowisko zaakceptować. Wydaje się, że dla lepszego oglądu sytuacji warto też zerknąć tutaj: https://teologkatolicki.blogspot.com/2025/01/chanukka-w-natarciu-manifest-szesnastu.html?spref=fb&fbclid=IwY2xjawH-09RleHRuA2FlbQIxMQABHV4Uc6SFFBh7MZ5wUN4TDuoSYvyGAUqZK58cdB7-lpcD3NABsfMniKY-Dw_aem_2-YGFXgpFIlCM7_H-CdY6Q
Brudna polityka. Teraz nagle obudzili się z kongresem... Konfederacja skończy jak Kukiz15. Takie coś nie może długo się utrzymać. https://www.rp.pl/polityka/art41718621-konfederacja-po-dlugiej-zwloce-robi-kongres-wystraszyla-sie-grzegorza-brauna?fbclid=IwY2xjawH_HUlleHRuA2FlbQIxMAABHd7SpnU26c1Iire--KyIc64SrpebirwBjUREcKwviPiHw2UjCsodQ-v-Bg_aem_XKVrQY4MRIssKA5JAuqCiA
Myślę, że powinienem teraz wrzucić drugą część wpisu na temat Grzegorza Brauna. Wtedy Pan Dawid zostanie już całkiem zakwalifikowany jako "ukryta opcja braunowska" :D A tak na poważnie. Bardzo fajne i logiczne przemyślenia. Dodałbym jeszcze opcję, że Pan Grzegorz mógł przecież tę decyzję podjąć niedawno. Po prostu się wahał, na co mogło też wskazywać jego unikanie tematu na różnych spotkaniach i pokazach filmu "Gietrzwałd 1877 wojna światów". Tutaj nie było dobrego rozwiązania. Każda decyzja jest fatalna w skutkach. Można było dalej ciągnąć ten "kulawy" projekt Kondederacji i znosić "potwarze" od koalicjantów. Można było pójść i przewietrzyć pokój. Czy dało się tutaj rozstać we względnym pokoju i bez złej krwi? Sam nie wiem. Chyba nie. Suma sumarum uważam, że Pan Grzegorz zrobił słusznie. Suma sumarum uważam, że to on niesie w tej sytuacji Ogień Prawdy. Apropo Ognia Prawdy. W samochodzie słuchałem ostatnio kazań FSSPX. Było to chyba kazanie ks. Konstantyna Najmowicza. Mówił o tym co mamy aktualnie robić, kiedy sytuacja wydaje się beznadziejna. Mamy nieustannie być niegasnącą pochodnią na której świeci się jasny ogień dla Pana Boga. Jest duża szansa, że ktoś kto jest blisko naszego ognia również stanie się taką pochodnią. Może dożyjemy dnia, że ten ogień tak się rozprzestrzeni, że większość narodu będzie jasno świeciła jego blaskiem dla chwały Pana Boga? Zobaczymy. Pewne jest jedno. Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie. Jest o co walczyć.
Dlatego nieustannie bądźmy wierni Kościołowi katolickiemu, Jego niezmąconemu nauczaniu i Prawdzie Objawionej. Pomimo wściekłego ataku wojsk nieprzyjaciela trwajmy mężnie i niewzruszenie na swoich pozycjach. Potęga nieprzyjaciela może przerażać, ale cóż to! Zwycięstwo jest przecież już pewne, bo po swojej stronie mamy Króla królów. W tej niełatwej walce trzeba na swojej pozycji wytrwać i jeśli zajdzie taka potrzeba oddać nawet swoje życie. Jako Kościół walczący wspierajmy się wzajemnie, budźmy śpiących wojowników i prośmy o wsparcie Kościół triumfujący. Nigdy nie zapominajmy też o Kościele cierpiącym, bo bez nas nie dadzą rady. Im większa i bardziej wyspecjalizowana nasza armia tym skuteczniejszy opór stawimy śmiertelnemu wrogowi.
Taa, a mówili, że na Białorusi taki straszny reżim...
Jakże potrzebny jest ten film! Na facebooku jest grupa "Abp Lefebvre - dlaczego?", gdzie można śledzić postępy. Zwiastun wygląda bardzo profesjonalnie. Oby samo dzieło było równie udane.
Ja Pana rozumiem doskonale. Nawet to co Pan tu piszę wytłumaczę przykładem. W 2023 roku były wybory parlamentarne. Z ramienia Konfederacji Korony Polskiej miała startować Justyna Socha - słynna w wąskich kręgach wojowniczka o kwestię dobrowolności szczepień. "Beton polityczny" Konfederacji stwierdził na tamtym etapie, że na takich kontrowersyjnych treściach "kapitału politycznego" się nie zbije i wbrew stanowisku Grzegorza Brauna, Włodzimierza Skalika i Janusza Korwin-Mikke Justynę Sochę usunięto. Po terrorze "kryzysu klimatycznego w ramię" to stanowisko jest co najmniej dziwne i trudne do wytłumaczenia. Tutaj mamy oświadczenie Pani Sochy. "Decyzją Krzysztofa Bosaka (RN), Sławomira Mentzena, (NN), Krzysztofa Tuduja (RN), Witolda Tumanowicza (RN), Marcina Sypniewskiego (NN) i Michała Wawera (RN) - zostałam usunięta z listy kandydatów do Sejmu RP Konfederacji Wolność i Niepodległość. Przeciw tej decyzji był Grzegorz Braun (Korona) Janusz Korwin-Mikke (NN) i Włodzimierz Skalik (Korona). Nie głosował Konrad Berkowicz (NN). Konsekwentnie od wielu lat występuję w obronie dzieci i rodzin atakowanych przez systemową tyranię, oraz walczę o uwolnienie nas wszystkich od bezprawia, doprowadzając m.in. do sukcesów w sądach: w obronie przed policyjną przemocą na organizowanych przeze mnie wolnościowych protestach (150 wygranych), w obronie wolności lekarzy, w obronie rodzin, ktore mogą liczyć nieustannie na moją pomoc, a teraz mają szansę odzyskać 13 milionów zagrabionych im przez rządy PO i PiS grzywien, dzięki ofensywie setek skarg do Trybunału Konstytucyjnego. Realnie zagrażam temu systemowi, dlatego jestem atakowana. Zapewniam, że niezmiennie jestem z Grzegorzem Braunem." Chichot losu sprawił, że w Stanch Zjednoczonych Sekretarzem Zdrowia ma zostać (już został?) Robert Kennedy Jr. Jest on postrzegany jako "guru anstyszczepionkowców". Jestem w 100% przekonany, że osoby, które przyczyniły się do braku startu Pani Justyny po "efekcie Trumpa" będą już teraz inaczej mówić. Zapewne wyślą Pana Jacka Wilka (który od lat tym się zajmuje zawodowo) i będą twierdzić, że oni przecież zawsze popierali ideę dobrowolnych szczepień i walczyli o to nieustannie całymi sobą. Jest w tym wielki fałsz. Dlatego finalnie skończą jak Kukiz15. Nie potrzeba historii tak jak to mówi Sławomir Mentzen. To już widać dzisiaj gołym okiem.
Po ostatnich Pana wpisach jakbym chciał tak "po koleżeńsku" zrobić Panu mały dowcip to bym Panu napisał "przestrzegałbym przed Donaldem Trumpem". Ja czuję się jak po wyborach prezydenckich w 2020 r., kiedy Andrzej Duda pokonał Rafała Trzaskowskiego. Nic specjalnego. Prawica, wtedy go reklamowała w II turze "mimo wszystko Duda", bo głównym atutem jego zwycięstwa było to, że nie zwyciężył Rafał Trzaskowski. Większy optymizm miałem w 2015 r., kiedy Andrzej Duda wyrzucił z pałacu prezydenckiego Bronisława Komorowskiego. Wtedy jeszcze się łudziłem, że po Andrzeju to będzie już tylko lepiej i fajniej. Mam wrażenie, że aktualnie wiele osób w ten sposób postrzega zwycięstwo Donalda Trumpa i może się srogo pomylić. Tak samo jest i tutaj - "mimo wszystko Trump". Po optymizmie z 2015 r. za kogo dzisiaj uważamy Andrzeja Dudę? Czasami ma się wrażenie, że to prezydent bardziej Ukrainy niż Polski. Oczywiście trzeba zauważyć jakieś względnie pozytywne procesy, ale z pewnością dla mnie nie jest to sprawa jakiejś najwyższej wagi. Już na pewno nie jest to sprawa wagi najważniejszych wyborów XXI wieku. Dla istnienia Polski dużo ważniejsze będą wybory prezydenckie w naszym kraju. Tutaj w końcu nie będę miał już "mimo wszystko" tylko z czystym sumieniem oddam głos na kogoś, kto swoim działaniem na niego w pełni zasłużył. Na wybory prezydenckie w Polskie jakiś wpływ mam. Dlatego lepiej się na tym skoncetrować. To na co nie mam kompletnie wpływu wolę zostawić Panu Bogu i nie trwonić cennego czasu.
Cóż za oświecony proboszcz by takie rzeczy rozstrzygać! Tylko pozazdrościć. W ciemno bym obstawiał, że takie ogłoszenia są pokłosiem odpływu wiernych z parafii. Tradycja i FSSPX z każdym dniem rośnie w siłę, bo tam jest Prawda. Tego po prostu zatrzymać się nie da.
Wspaniały wpis i przepiękny głos rozsądku. Wielkie dzięki!
Przypisywane temu Świętemu są słowa o czasach, które ma się wrażenie niebezpiecznie się zbliżają... "Przyjdą takie czasy, że ludzie będą szaleni i gdy zobaczą kogoś przy zdrowych zmysłach, powstaną przeciw niemu mówiąc: Jesteś szalony, bo nie jesteś do nas podobny." Lubię te słowa, bo zawsze kiedy czuję się "inny" od świata podnoszą mnie na duchu.
A może rozwiązaniem byłoby zwołanie kongresu zgodnie ze statutami Konfederacji i wybranie kandydata w legalnych prawyborach jak w 2020 r.? Czemu to się nie stało? Komu to było na ręke? https://www.bankier.pl/wiadomosc/Konfederacja-nielegalna-Przez-5-lat-nie-zwolano-kongresu-partii-8785844.html Konfederacja brakiem zwołania kongresu naraziła się na kwestionowanie legalności rady liderów i ta legalność była ciągana po sądach. Można tutaj kwestionować każdą decyzję rady liderów, łącznie z wybraniem Sławomira Mentzena na kandydata na prezydenta... Trafi się usłużny sędzia i jak to w naszym bałaganie prawnym można zrobić wszystko. Teoretycznie sąd był pod koniec 2024 r. litościwy, ale czemu nie można podejść do sprawy jeszcze raz? Przykładowo jakby prawicy poszło za dobrze? Przecież już mamy taki stan państwa, że wyroki sądów nie są respektowane przez władzę wykonawczą itp. itd. https://www.rp.pl/polityka/art41441831-konfederacja-uratowala-swoje-wladze-nie-bedzie-kuratora-w-partii Krzyszytof Bosak już zdążył się wypowiedzieć, że Ruch Narodowy był za "prawyborami", ale bez wyłonienia nowych władz na kongresie. Tłumaczy się, że on chciał dobrze. Konfederacja Korony Polskiej domagała się wpierw kongresu i prawyborów. Ani kongresu ani prawyborów nie chciała Nowa Nadzieja. Wnioski są proste. Tu cytat z wypowiedzi Krzysztofa Bosaka "Latem zeszłego roku to Ruch Narodowy zaproponował władzom Konfederacji uchwałę o organizacji prawyborów (których od początku byliśmy zwolennikami). Jednak — co dla wielu było zaskoczeniem — dla przegłosowania tej uchwały nie udało się zbudować większości w Radzie Liderów. Nasi koalicjanci wiązali poparcie prawyborów z dodatkowymi warunkami (np. ZWOŁANIEM KONGRESU czy zawężeniem listy kandydatów), podczas gdy my uważaliśmy, że trzeba po prostu powtórzyć formułę sprzed pięciu lat, skoro się sprawdziła. Szkoda, że liderzy Korony lub Nowej Nadziei nie poparli naszej propozycji! Razem mielibyśmy większość. Można było z prawyborami ruszać od września i od jutra wspólnie zbierać już podpisy dla ich zwycięzcy, którym naprawdę nie było jasne kto by został." Konfederacja Korony Polskiej postepowała wg logiki prawa. Chciała wpierw kongresu, bo tak jest zapisane w statutach. Czemu go nie zwołano? Nie mam pojęcia, ale teraz już jest po ptakach o czym Pan Grzegorz mówił w wywiadze z Panem Dawidem. Odwrócmy to. Niech Sławomir Mentzen (wybrany przez kwestionową prawnie radę liderów) zrezygnuje i odda poparcie Grzegorzowi Braunowi. Wtedy będzie jeden kandydat i prawdziwa prawica ruszy razem z kopyta! Dla dobra Polski i Polaków! Czy można na takim bałaganie prawnym budować dalej Konfederację? Nie można było. Dlatego każdy kto śledzi uważnie politykę cieszy się, że dzięki decyzji Grzegorza Brauna znowu mamy świeże powietrze. Sławomir Mentzen już zdążył powiedzieć, że Grzegorz Braun "podjął decyzję o rozstaniu z Konfederacja". Dla mnie to jest żałosne. Pewnie ustalili to razem przy piwie z Przemysławem Wiplerem. Tyle zostało z tak wspaniałego projektu jakim była Konfederacja... Przecież Grzegorz Braun jasno powiedział w wywiadzie, że nie chce burzyć Konfederacji. Działania prawne w celu zwołania kongresu jasno pokazują kto dla Konfederacji chciał dobrze, a kto kierował się fałszem i obłudą. Konfederację zburzył Sławomir Mentzen z Przemysławem Wiplerem do spółki i ja już do końca życia będe miał do nich o to pretensje. Wolę nawet te 5% w prawdzie niż 15% w fałszu i w jechaniu na dotychczasowych zasługach Konfederacji, która składa się (przypominam) z 3 partii a nie z komitywy Sławomira Mentzena i Przemysława Wiplera. Co ma być to będzie. Jeśli nas Najświętsza Maryja Panna nie uratuje to nic nas nie uratuje. Jestem przekonany, że Polacy drugiego takiego kandydata jak Grzegorz Braun prędko nie dostaną. Dlatego ja się z tej decyzji bardzo cieszę. Nie ma to większego znaczenia, ale przy Sławomirze Mentzenie nawet bym się nie fatygował na wybory. Przy Grzegorzu Braunie muszę z przykrością stwierdzić, że trzeba wrócić z poświęcaniem czasu na coś tak obrzydliwego jak polityka.
Do mnie ta "teoria frontów" nie przemawia. O ile dobrze rozumiem to chyba taka trochę "pochodna" przysłowia "wróg mojego wroga jest moim przyjacielem". Tylko nie zawsze jesteśmy w stanie w pełni zdiagnozować kto jest naszym wrogiem. Nie zawsze też znamy INTENCJE innych osób/organizacji. Można przecież czynić pozornie dobro, ale ukryte intencje mieć złe prawda? Moim zdaniem ta teoria jest za bardzo uogólniona. Szatan to nadludzka inteligencja. Potrafi też czynić dobro dla swoich interesów i należy zachować wielką ostrożność. Z drugiej strony nie można być wiecznie malkontentem i blokować każdego, kto próbuje cokolwiek robić. Jeśli walczymy w słusznym celu to poglądy trzeba odłożyć na bok, bo w danej sytuacji nie mają często większego znaczenia. Weźmy parę przykładów. Czemu tak lubię Sprawki Okiem Katolika i poświęcam tu swój czas? Dlatego, bo czuję, że są tu dobre INTENCJE i nie zdiagnozowałem fałszu. Poza tym mam to ubezpieczenie, że jeśli twrócy przejawialiby chęć szerzenia fałszu to są katolikami, do wiary podchodzą poważnie i odpowiedzą z tym przed Panem Bogiem. Takie ubezpieczenie jest super w każdej płaszczyźnie, dlatego np. ostatnio jeden z użytkowników szuka pracy w pierwszej kolejności (a jakże) u katolika. A w takiej Wielkiej Brytani muzułmanie wysyłają swoje dzieci do szkół chrześcijańskich, bo tam jest spokojniej. Przestałem ostatnio w ogóle słuchać Pana Cejrowskiego. Dlaczego? Zawsze nie miałem do jego osoby 100% pewności. Jednak po wywiadzie z Grzegorzem Braunem zdiagnozowałem u niego tak wielki fałsz, że nie jestem w stanie już dalej go słuchać. Nie oznacza to jednak, że od razu człowieka skreśliłem. Po prostu nie marnuję już czasu na jego audycje. Tak jest w sumie z 95% mediów. Nie jestem w stanie im w pełni zaufać, bo często mają fałsz za uszami. Do Elonów Musków, Cukierbergów, Trumpów już wracałem wielokrotnie. Co z tego, że Trump poluzowuje i wchodzi w rolę "orędownika porządku i pokoju" skoro dalej przejawia chęć szerzenia polityki czysto syjonistycznej. Jakie są jego intencje? Ja tego nie wiem. Może chce po prostu zdobyć zaufanie, by potem z czystym sumieniem rozwalić Iran, bo taki jest biznes Izraela. Prawdopodobnie oznaczałoby to III wojnę światową. Pół świata go poprze bo jest "orędownikiem porządku i pokoju". Czy ja mam się wtedy cieszyć, że wcześniej zrobił trochę dobrego, by potem rozwalić pół świata? No nie wiem. Oczywiście możemy też założyć, że taki Trump się w pełni nawrócił i teraz jest czysty jak łza. Tylko na razie tego nie widać. Nikt z nas tego nie wie i ja uważam, że po prostu nadmierne jaranie się tym to strata czasu. Zwłaszcza, że nie mamy na to żadnego wpływu. Dla świadomego katolika może to nawet zakrawać o grzech trwonienia czasu na bzdury. Ostatnio bardzo jaskrawy przykład na świeżo, który podzielił całe środowisko antysystemowe. Wielu z nas cieszy się, że Grzegorz Braun startuje na prezydena. Inni sugerują, że przecież powinniśmy wspierać Sławomira Mentzena i ci od Brauna rozwalają Konfederację. Sławomir Mentzen na papierze to kandydat, który ma wszystko co potrzeba. Dlaczego zatem tak wiele osób go nie chce poprzeć? To proste. Wiele osób wyczuło w nim fałsz. Jego wpadki można wybaczyć, bo wpadki zdarzają się nawet największym mężom stanu. Jednak sposób w jaki "mianował" się na kandydata i jego stosunek do Grzegorza Brauna jest dla wielu wyborców Konfederacji zwyczajnie nie do przyjęcia. Podsumowując: ja się nie chcę bawić w żadne "teorie frontów" i nie chcę też podcinać skrzydeł dobrym inicjatywom, które pochodzą od osób niekoniecznie mi bliskich światopoglądowo. Zawsze jednak będę czujny, zawsze będę pamiętał co takie osoby robiły wcześniej i zawsze będę starał się wyczuć ich INTENCJE. A to dlatego, bo czasem mogę (nawet nie do końca świadomie) poprzeć coś co będzie bardziej na rękę szatanowi, a nie Panu Bogu.
W środowisku "anysystemowym" wrze. Jedni się cieszą, inni widzą tutaj brak jakichkolwiek szans na sukces przy dwóch kandydatach. Z pewnością jest ciekawie. Polityka mi dawno obrzydła, ale chyba trzeba do niej wrócić. To naprawdę mogą być kluczowe wybory dla naszego kraju. Kto wie. Być może Polska prędko takiego kandydata jak Grzegorz Braun już nie otrzyma. Czy nie obliguje nas to do walki o naszą Ojczyznę? Jest też coś z czym Panie Dawidzie się z Panem do końca nie zgadzam. Ewentualnie uważam, że wymaga coś doprecyzowania, bo może źle zrozumiałem. Chodzi o rozprawkę z daty 13 stycznia 2025 r. Jest w niej mowa o "teorii frontów". Skrytykowane tam jest patrzenie na coś przez pryzmat ludzi, a nie procesów. Jest tam mowa o przykładzie arcybiskupa, który zasłynął z robienia czegoś złego, ale potem wprowadził w swojej archidiecezji Komunię na klęcząco i do ust. Z grubsza stwierdził Pan, że należy się koncetrować na procesach i działaniach, a nie osobach. Od oceniania osób jest Pan Bóg. Zgoda. Od oceniania osób jest Pan Bóg, ale od oceniania postępowania osób już jesteśmy my wszyscy. W kontekście dobra wspólnego to jest nawet nasz obowiązek. Dlatego uważam, że podejście z rozprawki to nie jest właściwe podejście. Właściwe podejście to oczywiście popierać dobre działania, ale zawsze PAMIĘTAĆ, co wcześniej dany człowiek sobą reprezentował. Nie mówię tu o wytykaniu z miejsca od razu tego co było wcześniej złe lub wiecznym ostrzeganiu. Przecież każdy może się nawrócić lub zejść ze złej ścieżki. W omawianym przykładzie biskupa zaraz po tych dobrych działaniach wartoby go zapytać o to, co źle czynił, czy dalej będzie to robił. Niech odkryje swoje prawdziwe zamiary. Nie popadałbym też w euforię, bo Donald Trump, Cukierberg czy inny Elon Musk poluzował trochę w gułagu. Oczywiście są to widoczne dla nas (na ten moment) pozytywy, ale TRZEBA pamiętać, co ci ludzie robią oprócz tego. Nie mówię tu o ocenianiu tych osób, tylko o ocenianiu ich postępowania. Często Pan mówi o nadludzkiej inteligencji szatana. Szatan w swojej przebiegłości potrafi robić DOBRO, żeby potem wyciągnąć z tego swoje interesy. Idąc za logiką z roprawki powinniśmy się wyłącznie cieszyć, że nastąpił jakiś dobry "proces". Już nieważne, że szatan potem ugra na tym swoje podwójnie. Wg mnie świadomy człowiek musi być zawsze ostrożny, a bez pamiętania co robiła jakaś osoba publiczna/organizacja łatwo damy się wmanewrować w maliny. W polityce często stosuje się mechanizm "podpuszczenia". Na początku politycy robią coś pod publiczkę, poluzowują, dadzą coś na start, żeby zaraz po tym jak zdobędą zaufanie robić swoją brudną politykę. To właśnie powoduje, że ludzie się do nich przywiązują, bo pamiętają, że coś zrobili np. słynne PIS przynajmniej 500 plus dał. 500 plus dali, a potem mogli bez trzymanki rozwalać państwo. To samo jest z wyborami. Przed wyborami politycy czołgają się i błagają, by zaraz po wyborach wyborcę totalnie olać - np. 100 konkretów Tuska. To tylko też pokazuje jak ludzie mają krótką pamięć i za tę krótką pamięć potem płacą wszyscy. Słowem: cieszmy się z dobrych rzeczy i z procesów, ale nie popadajmy w jakąś specjalną ekscytację. Jeśli są czynione przez osoby, które mają dużo za uszami nie zapominajmy, że mają sporo za uszami. Inaczej wierząc w "dobry proces" możemy zostać bezczelnie oszukani.
Oby to była prawda. To chyba jedyna szansa, żeby jeszcze powalczyć o nasz biedny, umęczony kraj.
Parę propozycji. Dziecko z biegiem czasu do nich dorośnie, a i rodzic skorzysta, bo wiele się nauczy ;) https://tedeum.pl/pl/p/Katechizm-katolicki-dziecka-polskiego/929?srsltid=AfmBOopFfPFz_Tfg0-XTgB7hLm1WccUD5Vn5EuZg-PlnDvwFnjpL5MdT https://tedeum.pl/pl/p/Moj-Pierwszy-Mszalik-ecru/1032 https://allegro.pl/oferta/upadnij-na-kolana-modlitewnik-dla-dzieci-ksiazka-do-nabozenstwa-15694920521?srsltid=AfmBOormV_SPSnmpfDzj8r8XUu5Cdq20bbFHRyPXDNK-adqehQLVCe-1
Dzięki za walkę i dzięki za podzielenie się przemyśleniami. Kierunek "pozytywny" do dobry kierunek. Kiedyś jeden z użytkowników napisał tutaj genialny post, ale nie mogę go odnaleźć. Wskazywał tam, żeby zwracać uwagę na szczegóły np. nie mówić "jestem wiernym FSSPX", tylko "jestem wiernym Kościoła Rzymskokatolickiego korzystającym z posługi kapłanów FSSPX". To dla mnie kwintesencja problemu rozmów z osobami tkwiącymi w posoborowiu. Niby jesteśmy w jednej drużynie, a są oni z góry nastawieni jakbym był ich wrogiem lub chciał dla Kościoła czegoś złego. Wielką sztuką jest przekazanie komuś Prawdy, nie powodując wrażenia, że jesteśmy z dwóch różnych ugrupowań. Przekazanie rozmówcy, że tkwi w czymś niewłaściwym w naturalny sposób będzie wywoływało u niego reakcję obronną. Wszystko dlatego, bo zaburza to komfort i przyzwyczajenie do stałego oraz utartego myślenia. Jeśli rozmówca za wszelką cenę wszystko neguje to czasem po prostu lepiej dać sobie już spokój. Pozostaje wtedy modlitwa. W pozostałych przypadkach zamiast na siłę uświadamiać lepiej wypracować łagodne podejście z miłością bliźniego. Dobrze też dać się komuś wykazać i wygadać, a nie wprowadzać bezskuteczną i jałową naukę wszystkich meandrów Soboru Watykańskiego II. Takie zwyczajne pytanie o podejście do przyjmowania Komunii Świętej na stojąco wprowadzi w zakłopotanie każdą osobę, która tkwi w posoborowiu. Powodzenia w dalszej walce i samych sukcesów w przekonywaniu rozmówców! Prosze się też dzielić wrażeniami. Będą z pewnością przydatne dla innych, którzy też prowadzą batalię na własnym podwórku. Z Panem Bogiem
Obawiam się, że kardynał Ryś wiele rzeczy rozumie inaczej. Tutaj np. piękne orędzie na Boże Narodzenie 2024 r. https://www.youtube.com/watch?app=desktop&v=-MZgEZ3mnyo Czasem mu się też świeczniki mylą.
Modernizm. Trucizna uzależniająca i słodka... Katoliku? Jeszcze nie odnalazłeś Mszy Wszech Czasów? Weź w końcu odtrutkę i nie zwlekaj już więcej dla dobra swojej duszy. Tyle miesięcy nie chciałem wyjść z uzależnienia. Przecież to moja parafia, przecież mój proboszcz ogólnie to jest w porządku, przecież mam tutaj swoją rodzinę i znajomych. Do pobliskiego kościoła mam rzut beretem. Nie chcę zauważać tego co jest złe lub niestesowne, bo to zabierze mi moją wygodę i komfort. W moim życiu pojawiła się dobra dusza, która o mnie walczyła. "Robert - jest coś takiego jak FSSPX". Nie miał ze mną łatwo, bo wiecznie grałem głupiomądrego, że przecież u mnie w parafii też jest ok. Jednak wlewająca się do mojej duszy trucizna modernizmu coraz bardziej zaczęła mi doskwierać. Tu Komunia na rękę, tam protestancki koncert kolęd, proboszcz twierdzący, że obecny ekumenizm jest ok. Dzięki tej dobrej duszy liznąłem też trochę tradycyjnego nauczania. Trucizna w końcu się za bardzo we mnie skumulowała. Trucicel próbował za wszelką cenę dalej mnie trzymać za nogi - NIE NIE NIE IDŹ TAM! No ale poszedłem. Doznałem olśnienia. Msza Wszech Czasów to cud. Wiedziałem, że już nigdy nie wrócę. Pomimo tego, że prawie nic nie rozumiałem. Jedynie podpatrywałem co robią inni i obejrzałem wcześniej coś tam w Internecie. Otrzymałem wtedy pierwszą dawkę odrutki. Jak to przy pierwszej dawce od razu nie można oczekiwać cudów. Potrzeba wielu kolejnych. Trzeba też powiedzieć, że przy tej kuracji odwykowej wcale jakoś super łatwo i przyjemnie nie było. Z resztą można powiedziec, że ta kuracja trwa do dzisiaj, bo trucizna zrobiła wielkie spustoszenie. Tak wielu ludzi potrzebuje odrutki. Są też tacy, którzy nawet jak już wiedzą, że muszą przejść taką kurację wolą, żeby ta słodka i uzależniająca trucizna dalej się sączyła. Nie chcą za żadne skarby wyjśc ze swojej strefy wygody i komfortu. Ja tej trucizny nie chcę i brzydzę się nią. Tyle dobrze, że przynajmniej wiem, gdzie jest właściwa droga. Są bliskie mi osoby, które w trej truciznie tkwią i mam nadzieję, że kiedyś wymodlę, aby doznali łaski odtrucia. Sam natomiast obym wytrwał na właściwej drodze. Wiem jednak, że potrzeba jeszcze wielkiej pracy i Łaski Bożej, aby się tak stało. P.S początkowo 40 minut drogi samochodem postrzegałem jako utrudnienie w celu uczęszczania na Mszę Wszech Czasów. Dziś już nie śmiałbym marudzić. Oczywiście wolałbym, żeby była w mojej pobliskiej parafii, ale jest jak jest. Trzeba dziękować Panu Bogu, że to tylko 40 minut samochodem.
W życiu katolika trudno jest wytłumaczyć sens dwóch rzeczy: 1. Zaakceptowanie trudów/cierpienia/śmierci za wiarę. 2. Miłowanie nawet najgorszych wrogów. Ostatnio jak czytałem synowi życiorys i finalnie jaką śmiercią skończył Św. Maciej syn stwierdził "tato ja to się chyba trochę boję, że mnie zabiją". Nie oszukujmy się. Generalnie jak dzieciom czytam życiorysy wielu Świętych to nie są to zbyt "leciutkie" historie. Tego ukamieniowali, tamtą ścięli. Tak po ludzku bardzo "pozytywnie". Cóż. Dorosłemu cięzko takie coś zaakceptować, a co dopiero dziecku. No bo tak czysto po ludzku, jak można kochać zaciekłego wroga lub jak można postrzegać cierpienie jako wielki dar? Na takie coś trzeba być po prostu gotowym. Mówił o tym ksiądz Szydłowski. Każdy z nas w pewnym momencie zostanie doświadczony Krzyżem. W wielu przypadkach cierpienie czy krzywdy wyrządzone przez bliźniego będą zbyt przytłaczające. Dlatego trzeba wielkiej wiary, żeby sobie z tym poradzić. Trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Swego czasu uczęszcząłem na spotkania biblijne. Jedna z pań stwierdziła, że jak patrzy na tę młodzież aktualną to wg niej już jest "wielki ucisk". Odpowiedziałem, że siedzimy sobie w ciepłym pomieszczeniu, mamy pełne brzuchy i dyskutujemy. Czy to naprawdę jest wielki ucisk? Ostatnio usłyszałem na kazaniu, że wielu ludzi ma lekkie życie tutaj, ponieważ już tutaj odbierają swoją nagrodę. Da się to tak często zauważyć, że "złego diabli nie biorą". Tylko będzie jak w przypowieści o bogaczu i Łazarzu. Kiedy zamkniemy oczy wszystko zostanie każdemu odpowiednio wyrównane.
Koniec roku i dobry czas na postanowienia, żeby nad sobą więcej pracować i stawać się lepszym człowiekiem. Dodatkowo w tym tygodniu idealny moment, żeby pomyśleć o nabożeństwach pierwszych piątków i sobót miesiąca. Katoliku! Różaniec w dłoń i do boju! To też dobry moment, żeby podziękować zespołowi Sprawek okiem katolika za to co robicie. 2025 r. może nie zapowiada się jakoś specjalnie usłany różami, ale trzeba patrzec na pozytywy. Pozytywem jest to, że w 2024 r. powstał ten portal i się rozwija. W końcu katolik przywiązany do "Tradycji" ma gdzie się podziać w sieci. Pozytywem jest też to, że jest jeszcze skąd czerpać w Internecie rzetelne informacje. Kto wie. Byc może to już kwestia czasu. Całemu zespołowi życzę wytrwałości w pracy, którą wykonujecie. Nie ustawajcie i w trudach życzę Wam schronienia i ochłody pod płaszczem Najświętszej Maryi Panny. No i zdrówka przede wszystkim (taki noworoczny żarcik) ;)
Może warto Panie Dawidzie już tworzyć taką "kopię zapasową", żeby każdy wiedział gdzie ona jest? Wydaje się, że BanBye.com jest całkiem przyzwoitym portalem na który przenoszą się "zakazane" osoby i kanały. Fajnie jakby i tam Sprawki okiem katolika zawitały. No i miejmy nadzieję, że przyzwyczajeni do wygody YouTube użytkownicy bardziej zaczną doceniać portal sprawki.pl. Serdecznie pozdrawiam
Jak już zaczynałem być bliżej miejsca w którym jestem teraz wpadłem na pomysł, żeby kupić sobie Różaniec na rękę. W zamyśle miałem częstsze zmawianie. W praktyce Różaniec ten stal się bardziej ozdobą niż powodem mojej widocznej poprawy. Pewnego dnia ten Różaniec zgubiłem. Przeszukałem cały dom i miejsce pracy. Pogodziłem się, że już go nie ma. Minął jakiś tydzień lub dwa i któregoś dnia o poranku wziąłęm do ręki Różaniec "kościelny". Odmówiłem jedną część i ofiarowałem ten dzień Najświętszej Maryi Pannie, żebym go dla Niej jak najlepiej przepracował. Jakżeż było moje wielkie zdziwienie, kiedy tego dnia odnalazłem zgubę w najmniej oczekiwanym miejscu. Otrzymałem jasny i klarowny znak: zaczynaj dzień od Różańca! ---------------------------------------- Jeden z kapłanów FSSPX złapał mnie za serce, kiedy poszedłem do Spowiedzi akurat z winami trochę mniejszego kalibru. Kapłan błagał mnie, żebym się bardzo pilnował i uważał na szatana. Koniecznie modlitwa rano i wieczorem z rachunkiem sumienia! Modlitwa przed pracą i posiłkiem. Koniecznie akty strzeliste! Myśl o Panu Bogu cały czas. Wtedy szatan cię nie dorwie, a on tylko czycha na potknięcie! Do dziś o tym myślę i staram się, żeby w moim życiu było jak najmniej bzdur, a jak najwięcej miejsca dla Pana Boga. Różnie wychodzi, ale przynajmniej wiem, że muszę nad tym pracować.
Święta święta i po świętach. Rozmowy na temat wiary to standardowo orka na ugorze. Kiedy brakuje racjonalnych argumentów lecą właśnie negacje lub obelgi typu "mamy już przecież jednego biskupa w rodzinie". Trzeba po prostu dalej SPOKOJNIE i bez emocji robić swoje i modlić się za bliskich i rozmówców. Jak się oberwie trzeba brać to na klatę i się jakoś specjalnie nie odgryzać. Ja mam już swój sposób. Większkość tematów związanych z obecną sytuacją Kościoła jest po prostu zbyt skomplkowana dla niewtajemniczonych rozmówców. Wystarczy koncetrować się na Panu Jezusie. Każdą osobę z modernistycznym podejściem można zawstydzić SPOKOJNIE i bez emocji pytając: "Czemu pozwalasz, żeby w kolejce obok ktoś twojego Zbawiciela przyjmował na rękę lub na stojąco? Naprawdę ci to nie przeszkadza?" Dobrym tematem jest też ekumenizm, bo otwiera oczy jakie podejście do Pana Jezusa mają inne religie. "Mógłbyś się modlić z muzułmaninem, który neguje Boskość twojego Zbawiciela?" Można się pytać też o to po co spowiadają się "braciom i siostrom". Można się spytać po co "przekazują sobie znak pokoju" i przybijają piątki. Już nawet moje siedmioletnie dziecko, któremu tłumaczę czym się różni NOM od Mszy Wszech Czasów potrafi logicznie powiedzieć: "Jak ksiądz może stać tyłem do Pana Jezusa" lub "Jak w kościele można urządzić koncert i obrażać w ten sposób Pana Jezusa". Niby takie oczywistości, a się o nich nie mówi. Cały pic polega na przekierowaniu uwagi na rozmówcę. Niech on coś powie a nie wiecznie pracuje w "loży szyderców". Po co wiecznie nadstawiać swoją głowę i się tłumaczyc, że się nie jest wielbłądem? "Serio uważasz, że ktoś może stać przed twoim Zbawicielem? Uważasz to za wystarczający wyraz szacunku?". Nawet jak osoba z modernistycznym podejściem jest jeszcze na tyle "pobożna", że przyjmuje Pana Jezusa na klęcząco to i tak tego nie obroni. Przepracowałem. Zawsze następuję zawstydzenie. Bo jest się czego wstydzić. Świadome przyjęcie Zbawiciela na stojąco lub na ręke to grzech. Wczoraj w doskonałym kazaniu ks. Najmowicza w przeoracie w Warszawie była o tym właśnie mowa. Św. Szczepan do samego końca okazywał swoim rozmówcom miłość. Błagał by Pan Bóg nie liczył winy jego mordercom. Zginął ze wzorową postawą jako męczennik za wiarę. Wybłagał z wielkim prawdopodobieństwem nawrócenie Św. Pawła. Ksiądz Najmowicz namawiał wiernych, żeby nigdy nie dawać się unosić emocjom. Emocjami kierowali się ci, którzy kamieniowali. Św. Szczepan zawsze ze spokojem przekazywał Prawdę. Dlatego to Św. Szczepan jest dla nas wzorem do naśladowania. Umiejętna rozmowa nie działa? To trzeba modlitwy. Skutku nie ma od razu? Św. Monika nie tyle czekała. A może skutek jest tylko my o tym jeszcze nie wiemy. Ważne, żeby nie ustawać w działaniu.
Ut inhabitem in domo Domini Abym zamieszkał w domu Pańskim Takie jest hasło przy herbie biskupa Stricklanda. Wiele wskazuje, że dobrze pracuje, aby się wypełniło. Oby więcej takich odważnych biskupów.
Jakiś czas temu w pobliskiej miejscowości miało miejsce pewne zdarzenie: 2 młodych chłopaków napadło na sklep spożywczy. W sklepie początkowo była tylko sprzedawczyni. Jeden z chłopaków miał pałkę teleskopową, a drugi atrapę pistoletu. Chcieli od sprzedawczyni pieniądze. W pewnym momencie do sklepu wpadł właściciel, który w amoku rzucił się na jednego z chłopaków z nożem. Zadał mu bodajże kilka ran. Obaj chłopcy zdołali uciec, ale ten który otrzymał kłute rany umarł gdzieś na chodniku. Od zawsze mam problem z moralną oceną takich zdarzeń: W jakim momencie "nadstawić drugi policzek", a gdzie zastosować obronę konieczną. Tutaj każdy od razu stwierdził, że to oczywiście była obrona konieczna. Młody chłopak stracił przy tym życie. Przez swoj głupi czyn stracił życie. Gdyby nie te rany kłute być może ukradłby pieniądzę i by żył. Z drugiej strony łatwo mówić, kiedy nie było się w sytuacji właściciela, który ratował swoje mienie i sprzedawczynię przed zagrożeniem utraty życia. Trudne to. Podobnie mam z karą śmierci i Limbusem. Wiem czego Kościół nauczał przez tysiące lat na temat kary śmierci. Mimo to trudno mi tę karę godzić z Ewangelią. Mój Zbawiciel mówił, że należy wybaczać aż 77 razy, więc kim jest człowiek, żeby kogoś skazywać na śmierć. Czy człowiek może być panem życia i śmierci w imię sprawiedliwości społecznej? Kiedy szukam kogoś, żeby mi naprawdę sensownie wytłumaczył zasadność kary śmierci to nigdy nie jest to dla mnie w wystarczającym stopniu satysfakcjonujące. Jestem świadom, że nauczanie Kościoła jest ciągłe, ale zawsze myślę sobie przy tym, że mój Zbawiciel mówił przecież wcześniej "wybaczaj 77 razy". Skąd wynika i na jakiej podstawie Kościół uznał karę śmierci za zasadną i w jakich przypadkach? Limbus z kolei to na chłopski rozum kompletny brak sprawiedliwości. Człowiek został przecież stworzony z wolną wolą. Abortowany mały człowiek lub mały człowiek, który nie został z winy rodziców ochrzczony odbiera karę nie za swoje winy. Zostaje pozbawiony możliwości oglądania Pana Boga. Ochrzczony człowiek idzie do Nieba, nieochrzczony (nie z własnej woli) nie idzie do Nieba. To się kompletnie kłóci z wolną wolą. Ciężko mi to zaakceptować i po prostu zostawiam to, bo nie mam na to wpływu. Może ktoś się podejmie, żeby te sprawy wystarczająco rozjaśnić? Ewentualnie będe wdzięczny za jakieś dobre wskazówki z artykułami lub literaturą.
Już prawie każdy polityk zdążył nie spełnić pokładanych w nim oczekiwań lub stracić zaufanie. Wydaje mi się, że został tylko jeden niepozorny kandydat na męża, któremu kobieta mogłaby zaufać. Jest to Konfederacja Korony Polskiej. Inna sprawa, że sama kobieta - Polska nie jest na takiego kandydata gotowa. Przez lata upodlenia przez obu mężów zdążyła się już do tego przyzwyczaić. Za każdym razem, kiedy po raz kolejny została źle potraktowana przez jednego z dwóch mężów spogląda na tego drugiego, myśląć, że nie ma innego wyboru i może z tamtym będzie teraz już lepiej. Przyzwyczaiła się też do tego złego traktowania i w wielu przypadkach uznała to za coś normalnego. "Nieważne, że bije i zdradza, ważne, że to mój wybranek." Problem też tkwi w tym, że ta kobieta miała bardzo trudną przeszłość. Ta przeszłość w dużym stopniu wyeliminowała wiele najlepszych i najzdrowszych komórek z których kobieta się składa. Powstania, zabory, dwie wojny światowe, PRL, PRL 2.0. Przez to ciężko jest jej uwierzyć, że może być inaczej. Ciężko uwierzyć, że można stworzyć szczęśliwe małżeństwo. Tekst jest piękny, choć dla kogoś, kto obserwuje co się dzieje dookoła smutny. Czemu nie może być inaczej? Mi tęskno do tego, żeby komórki z której składa się ta kobieta zaczęły odmieniać jej oblicze i żeby obrała w końcu właściwą drogę. To już jednak inny temat.
Warto się pomodlić za tych wszystkich chrześcijan w Syrii, którzy są teraz w fatalnej sytuacji. Oby wytrwali do końca w wierze... Kto wie. W niedalekiej przyszłości taki czas próby może przyjść i dla nas.
Nie wszystko płynie... W rozmowach z osobą niewierząca lub "wierzącą ale niepraktykującą" fajnie jest zadać 2 pytania: 1. Co to jest prawda? 2. Jak powstał świat? Osoba, która mocno wierzy w Pana Boga z tymi pytaniami nie ma większego problemu. Osoba niewierząca/"wierząca ale nie praktykująca" będzie kombinować i prawdopodobnie finalnie nie dojdzie do zadowalającej odpowiedzi. Ludzkość ma problemy z ustaleniem precyzyjnych szczegółów na temat budowy piramid w Egipcie, co miało miejsce wcale nie tak dawno. Natomiast przeciętny zjadacz chleba jest na 100% pewny tego, że około 250 milionów lat temu żyły dinozaury. Czy jest w tym logika? Dla mojego męskiego rozumu wiara to wielki dar. Wszystko mi się pięknie spina i da się "po męsku" wytłumaczyć. Od stworzenia świata aż do dziś. Pamiętam jak w wieku 16 lat miałem w liceum przedmiot "wiedza o kulturze". Nikt tego przedmiotu nie lubił, bo to był nudny zapychacz. Dodatkowo był prowadzony przez pana, który lubował się w gnębieniu i gnojeniu młodzieży. Pewnego dnia zachciało mu się zgnoić mnie. Zadał pytanie: "Co było pierwsze jajo czy kura?". Kluczyłem i cała klasa miała ze mnie super polewkę. Zgnoił mnie i co ciekawe sam nie dał finalnie żadnej odpowiedzi. Dziś mam już wiarę i Księga Rodzaju daje jasną i prostą odpowiedź. Równie dobrze można zadać pytanie: "Co było pierwszej człowiek czy plemnik?". To oczywiste. Nie wszystko płynie.
Jeśli to prawdziwa miłość do bliźniego to to powinno być celem każdej dyskusji. Prawda ma być dla rozmówcy bardziej dostępna. Inna sprawa, że przekazywanie Prawdy nie jest wcale taką prostą umiejętnością. Przekazana nawet w najbardziej przystępny sposób może zostać po prostu odrzucona, a czasem nawet ośmieszana. Problem ma z tym każdy, kto otrzymał łaskę obcowania z Prawdą. Nie tylko Pan Panie Dawidzie. Ja też nad tym pracuję z bardzo mizernym skutkiem. Problem z tym mają nawet kapłani. Jeden swoją postawą głoszenia Prawdy do Kościoła przyciąga tłumy, drugi odpycha. Wynika to chyba z tego, że jesteśmy tylko słabymi, grzesznymi ludźmi. Bez bezgranicznego zaufania i otwarcia na Ducha Świętego nie ma szans na powodzenie. Kiedy czytałem ostatnio dzieciom Biblię bardzo zwróciła moją uwagę scena, kiedy Pan Jezus umył apostołom nogi. Pierwsza moja myśl była taka jak ta Św. Piotra. "Panie, przecież nie może być tak, że Ty myjesz nogi!". Nasz Pan wytłumaczył dlaczego to zrobił: "Czy rozumiecie, co zrobiłem? Nazywacie Mnie „Nauczycielem” oraz „Panem” i macie rację, bo Nim jestem. Skoro więc Ja, wasz Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście czynić podobnie. Dałem wam przykład, abyście postępowali wobec siebie tak, jak Ja. Zapewniam was: Sługa nie jest ważniejszy od swojego pana, a posłaniec od tego, kto go posłał. Jeśli będziecie o tym pamiętać i tak postępować będziecie szczęśliwi." Pan Jezus mówił o sobie: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem ŁAGODNY I POKORNY SERCEM, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie." Są tu wskazówki jak przekazywać Prawdę. Mniej arogancji, pychy, udowodnienia swojej racji za wszelką cenę, podnoszenia głosu. Więcej łagodności, pokory, spojrzenia z prawdziwą miłością, spokoju i mówienia tylko tego co potrzebne. Łatwo mówić, trudniej wdrożyć w życie...
Zastosować te brutalne zasady i już kończą się prawie wszystkie tematy na typowym rodzinnym obiedzie. Milczący sposób z tematu jest ambitny, bo jego konsekwencją jest wyjaśnienie rozmówcy, że obmowa nie jest właściwa. Ja czasami stosuję metodę mniej ambitną: "Jego/jej sprawa (wiem, kontrowersyjnie, że tylko 2 płcie)" "Niech robi jak uważa za słuszne" Efekt jest podobny, bo urywa chęć dalszej rozmowy na temat nieobecnych osób trzecich. Często sprowadza się to niestety do tego, że nie ma już jakiegoś dobrego tematu do rozmowy. Obgadywanie innych jest łatwe, powszechne i lubiane. Jakoś tam dopuszczalne wydaje mi się mówienie o prywatnych sprawach osób trzecich w jednym kontekście - wychowawczym. "Wujek Franek pali papierosy. Tak synu, to złe, bo wujek rujnuje swoje zdrowie" "Ksawery ciągle obżera się słodyczami i niestety widać po nim już otyłość. Lepiej sięgnąć po warzywa" "Marta non stop sięga do telefonu, nawet przy stole. Widać u niej uzależnienie. Lepiej tak nie robić częściej zaglądać do książki." Oczywiście lepiej to robić bez wskazywania konkretnej osoby, ale dzieci często same to potem sugerują.
Bardzo się cieszę, że powstał zalążek do ciekawej dyskusji. Nie tylko na temat edukacji, ale też z segmentu zdrowia. Temat żywienia czy wszechobecnej elektroniki chciał nie chciał przerobi każdy zatroskany rodzic. Warto o tym rozmawiać, bo dla dziecka są to często sprawy kluczowe. Jestem naprawdę miło zaskoczony, że w zasadzie nie spotkałem do tej pory jakiś bardzo krytycznych komentarzy. To chyba świadczy o tym, że w świecie, który zwariował trzeba po prostu szukać miejsc, gdzie wariactwo nie doszło.
Sprawa jest prosta jak budowa cepa. Ktoś kto nie wierzy w Pana Jezusa po prostu nie wierzy w prawdziwego Boga. Jeśli nieświadomie to może to być na Sądzie Ostatetcznym potraktowane jako środek łagodzący. Jeśli w pełni świadomie to taka osoba jest heretykiem. Sprawa jest jasna i klarowna. Abraham nie miał możliwości poznania Pana Jezusa, bo wtedy naród wybrany na Niego oczekiwał. Po śmierci trafił do Otchłani/Piekeł i czekał. Nawet w przypowieści o Łazarzu i Bogaczu jest "Łono Abrahama", które nie jest tożsame z Rajem/Niebem, do którego drzwi otworzył dopiero nasz Pan Jezus Chrystus. W Credo jest jasno powiedziane "zstąpił do Piekieł". Po co? Po to, żeby zabrać stamtąd Abrahama i innych sprawiedliwych. Bez Pana Jezusa nie dostąpiliby zaszczytu możliwości świętowania w Niebie. Starzec Symeon kiedy zobaczył małego Pana Jezusa poznał w nim Zbawienie. „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twojego, Izraela” (Łk 2, 29-32). Ucieszył się, bo wiedział, że w końcu nadeszło upragnione wybawienie. On Pana Jezusa przyjął. Wielu jednak nie przyjęło, a nawet skazali Go na śmierć. Pan nasz Jezus Chrystus oddał za nas życie i od tej pory tylko przez Niego jest Zbawienie. Od tej pory narodem wybranym stali się ci, którzy w Niego wierzą i postępują zgodnie z nauką Jego i Jego jednego apostolskiego Kościoła, który tu na ziemskim padole ustanowił. Nastąpiło nowe przymierze. Ci, którzy Go nie przyjęli (żydzi) i ci którzy nie przyjmują jego Boskości (muzułmanie) po prostu nie wierzą w prawdziwego Boga. Jedni być może bardziej inni trochę mniej świadomie. Tyle. Dla mnie jest to oczywista oczywistość. Jeśli uczęszcza Pan na Mszę Wszech Czasów to zawsze na koniec słucha Pan: "Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy." Jeśli Pan nie uczęszcza to bardzo zachęcam, żeby zacząć. Z Panem Bogiem
Mk, 10, 17-22 Bogaty młodzieniec "Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę». On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości." Łatwo wierzyć, gdy się powodzi. Trudno wierzyć, gdy się nie powodzi lub potrzeba większego wysiłku, cierpienia i poświęceń. Prawdopodobnie większości z nas jest teraz łatwo, bo z pełnymi brzuchami stukamy sobie w klawiaturę. Czy podołamy jeśli przyjdzie czas próby? Cała historia narodu wybranego w Starym Testamencie pokazuje, że jeśli ufali Panu Bogu to im się powodziło. Przestawali ufać to spotykała ich kara. Ledwie Mojżesz zdążył ich wyprowadzić z Egiptu już narzekali, że nie ma co jeść i mieli do niego pretensje. Poszedł po Dekalog, a oni w tym czasie już sobie złotego cielca postawili. Z wielkim entuzjazmem wspomiają czasy Salomona, kiedy "gardzili nawet srebrem". Waga złota, które co rok dostarczano Salomonowi, wynosiła "sześćset sześćdziesiąt sześć talentów". Tak jest zapisane w Piśmie Świętym i liczba nie jest przypadkowa. Jakżeż to wymowne i jasno pokazane nam, że pokładanie nadziei w tym świecie nie jest słuszne. Starotestamentowy naród wybrany do tego stopnia zbłądził, że nie przyjął finalnie swojego Zbawiciela. Módlmy się za nich, żeby się nawrócili i przestali błądzić. Warto się zapoznać z życiorysami biblijnych postaci, które miały pod górkę i potrafiły się dla Pana Boga poświęcić. To naprawdę cenna nauka. Abraham był w stanie poświęcić dla Pana Boga swojego upragnionego, jedynego syna Izaaka. Dla niewierzącego wydaje się to szaleństwem. Wielu ludzi nawet nie czyta swoim dzieciom tej historii, bo tak "po ludzku" wydaje się zbyt przerażająca. Józef egipski sprzedany na niewolnika przez własnych braci. Jak już zaczęło się coś układać to wrobiony w czyn, którego nie zrobił. Zawsze ufał Panu Bogu i na końcu otrzymał nagrodę i władzę nad swoimi braćmi, którzy go wcześniej zdradzili. Doskonałym przykładem jest też Hiob. Diabeł zabrał mu wszystko, że w pewnym momencie prosił Pana Boga o śmierć. Cierpiał tak straszliwe męki, że aż ciężko sobie to wyobrazić. Wytrwał w tym i do końca ufał Panu Bogu. Mniej znany Tobiasz z Księgi Tobiasza. Fantastyczna postać. Ikona uczciwości, która nawet w niedoli nie chciał koźlęcia, bo "miał podejrzenie", że mogło pochodzić z kradzieży. To urągałoby Panu Bogu. Jakżeż trzeba mieć wielką wiarę, że woli się klepać biedę od podjęcia nawet malutkiego ryzyka, że coś jest z "nielegalnego" źródła. Wreszcie nasz Pan pokazał nam jak mamy żyć. Powiedział, że mamy nieść swój Krzyż, więc trzeba go nieść. Zostawił nam Ewangelię. Bodajże ksiądz Łukasz Szydłowski FSSPX mówił na kazaniu, że niektórzy już niosą swój Krzyż, a niektórzy dopiero się do niesienia przygotowują. Ja sobie zadaję często pytanie. Czy jestem gotowy na niesienie Krzyża? Było tak wielu Świętych Męczenników. Swoim życiem dali dowód, że nasza wiara po prostu musi być prawdziwa. Myśląc po ludzku tylko szaleniec by oddawał życie za jakąś tam wiarę. Często mam przed oczami naszego patrona Andrzeja Bobolę lub matkę i synów machabejskich. Przeszli przez tak okropne katusze. Oni zdali chwilę próby. Czy ja też wytrwam jeśli moja chwila próby przyjdzie? Trzeba nieustannej pracy nad sobą i jeśli zajdzie potrzeba to musimy podołać. Od tego zależy nasze Życie Wieczne. Kończąc. Uwielbiam przypowieść o Bogaczu i Łazarzu. Kiedy widzę tak wiele niesprawiedliwości na tym świecie ta przypowieść zawsze łagodzi moje myśli. Wiem, że dobry Pan Bóg ma wszystko pod kontrolą i finalnie każdemu zostanie zabrane lub dodane wedle jego zasług. Z Panem Bogiem
Mt, 24, 42-44 "Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie." Kiedyś na kazaniu usłyszałem, że tylko nierozumny lub szaleniec pozostaje w stanie grzechu ciężkiego. Tak faktycznie jest. Pogłoski wojenne to tylko taki dodatkowy motywator. Równie dobrze można sobie wyobrazić, że jutro może potrącić mnie samochód. Ja też uważam, że częsta spowiedź jest bardzo pożyteczna. Co prawda człowiek sobie jeszcze bardziej uświadamia jak bardzo jest słaby i grzeszny, ale podejmuje kolejną i kolejną próbę w celu doskonalenia duszy. W swoim środowisku mam swój "mało śmieszny" żart. Kiedy ludzie gadają o polityce, wojnie, ciężkich czasach lubię powiedzieć: "eeee tam, jakby jutro mi miała atomówka spaść na główę, to oby być w stanie Łaski Uświęcającej". Niektórzy tego nie rozumieją, niektórzy patrzą jak na wariata. Kiedy ktoś niewierzący chce ze mną pogadać o polityce czasami odpowiadam "Może warto pomyśleć o Spowiedzi Świętej?". Zdecydowanie warto też pomyśleć o pierwszych sobotach miesiąca: https://militia-immaculatae.org/wp-content/uploads/2019/02/First_Five_Saturdays_PL_WEB.pdf OBIETNICA Matka Boża objawiła się Łucji ponownie 10 grudnia 1925 r. w Pontevedra i złożyła następującą obietnicę: „Ogłoś w moim imieniu, że obiecuję przybyć w chwili śmierci ze wszystkimi łaskami koniecznymi do zbawienia tym osobom, które w pierwsze soboty pięciu kolejnych miesięcy przystąpią do sakramentu spowiedzi, Komunii św., odmówią pięć dziesiątek różańca i dotrzymają mi towarzystwa przez 15 minut, rozważając 15 tajemnic różańcowych z intencją zadośćuczynienia mojemu Niepokalanemu Sercu.” Ta obietnica jest gwarancja zbawienia! Ja ostatnio nadrobiłem też wiedzę o sakramencie Ostatniego Namaszczenia. Niestety tutaj też posoborowie spowodowało kompletną ruinę. Warto znać szczegóły na temat tego sakramentu i czym on faktycznie jest. W Przeoracie FSSPX w Warszawie jest nawet specjalny, alarmowy numer. Bywa, że nie ma czasu, a w niektórych przypadkach taka pomoc może uratować duszę...
Czasami mam wrażenie, że my katolicy "Tradycji" musimy aktualnie podejmować bardzo trudne decyzje. Jesteśmy w krytycznym momencie i sytuacja wygląda bardzo poważnie. Wyobrażam sobie, że jesteśmy na wojnie i aktualnie znajdujemy się w zdecydowanym odwrocie. Przeciwnik zmasowanym i potężnym atakiem naciera na nasze fortece. Fortece są w fatalnym stanie. Jeszcze jakoś stoją, ale dziura na dziurze. Obsada fortecy to też często kompani, którym w pełni nie da się zaufać. Czasami bardziej szkodzą niż w tej obronie pomagają... Co w tej sytuacji zrobić? Czy porzucić niektóre fortece, czy pomimo ich przeogromnych braków dalej ich bronić? Czy warto te fortece jakoś lepić, czy może iść w spokojne miejsce, żeby przegrupować i odbudować siły? Może w przyszłości przy bardziej sprzyjających warunkach uda się te fortece odbić? Wgryzłem się w temat jak wygląda religia w szkole. Przynajmniej w moich okolicach. Informacje mam z pierwszej ręki, bo od katechetki. Wygląda fatalnie. Opowieści jakie słyszałem mrożą krew w żyłach. Nie wydaje mi się, żeby w skali kraju było jakoś specjalnie lepiej. Katechetka mi opowiadała, że jest do wyboru religia lub dla bardziej wybrednych etyka. W praktyce religia też nie ma często wiele wspólnego z prawdziwym nauczaniem Kościoła. W wielu przypadkach nawet jakby katecheta chciał nauczać jak należy to i tak skutecznie mu to uniemożlwią. Jeśli sam papież gani za prozelityzm to jak ma sobie poradzić świecka katechetka? Przecież nie może powiedzieć Prawdy, bo może ktoś zostanie urażony. Jeśli ktoś wpadłby z prawdziwym nauczaniem na tę religię to prawdopodobnie góra po miesiącu pracy miałby 2 skargi od rodziców i wezwanie na dywanik do dyrektora. Taki katecheta zostałby postawiony przed "wyborem": "Jeśli się nie opamiętasz to się pożegnamy". Taki mamy klimat i trzeba to zrozumieć. To dotyczy nie tylko religii. Jeśli religia może spaczyć myślenie dziecka, to czy w ogóle nie jest wielkim ryzykiem pozostawić dziecko w pierwszej lepszej placówce szkolnej? Czy pozostawienie dziecka pod nadmiernym wpływem rówieśników w tych czasach jest rozsądne? Wielu ludzi ma problem ze swoją parafią. Wiedzą, że w dobie modernizmu nie jest tak jak być powinno, ale żal im ją pozostawić. Chodzą bo blisko, rodzina i ogólnie jest swojsko... Takie dylematy będą pojawiać się teraz wszędzie. Trzeba wiele siły i zaufania Panu Bogu, żeby w tych trudnych czasach podejmować właściwe decyzje.
Wpis nie ma na celu złośliwości. Coraz popularniejsi Bracia Rodzeń w swojej diecie keto nie są fanami owsianki. Zwłaszcza jeśli jest suto doprawiana węglowodanami. Wielu ludzi odchodzi od śniadań w ogóle, a zboża traktuje jako zbędny element diety. Dzięki temu zdrowieją i czują się coraz lepiej. Po sobie wiem, że jest w tym sporo prawdy. Jeśli dodatkowo trafi na człowieka z cukrzycą to satysfakcja po posiłku w postaci owsianki może nie być tą omawianą 8, a wpędzać w coraz większe problemy zdrowotne. Wiem. Czepiam się. To tylko tak na marginesie. Sam sens wpisu bardzo spoko ;) Pozdrawiam
Ostatnio w rozmowie ze znajomym wspólnie stwierdziliśmy, że jeszcze trochę to człowiek będzie musiał się sam na wszystkim znać. Chociaż orientować się na jakimś względnie przyzwoitym poziomie. Inaczej albo sobie nie poradzi, albo zostanie wmanewrowany w maliny. Czy w dobie modernizmu można powierzyć swoją duszę pierwszemu lepszemu duchownemu? Czy ktoś trzeźwo myślący zaufa jeszcze państwu lub wyłudzającym specjalistom w kwestii swojej majętności? Czy po czasach "kryzysu klimatycznego w ramię" można powierzyć swoje zdrowie konowałowi, który polecał truciznę? Czy w "uśmiechniętej edukacji" można spokojnie zostawić swoje dziecko w szkole? Czy w tych niespokojnych czasach już niebawem człowiek nie będzie musiał się zatroszczyć sam o bezpieczeństwo swoje i rodziny? Już wiele lat temu Grzegorz Braun zalożył doskonałą inicjatywę o nazwie Pobudka. Kościół, szkoła, strzelnica, mennica. Pewnie jakby wiedział co się rozpocznie w 2020 roku to by dorzucił jeszcze szpital. Mnie już wtedy to motywowało, żeby w każdej z tych dziedzin starać się samemu coś wiedzieć. Niestety już za późno na zapisy, ale 23 listopada odbędzie się konferencja Pobudki na której między innymi będzie dawał wykład ksiądz Łukasz Szydłowski FSSPX. Powstają już też tutaj pomysły jednoczenia się w różnych tematykach np. edukacji domowej. Apropo tematu warto też pomyśleć o ekonomii. Myślę, że jeśli Pan Bóg jeszcze pozwoli pożyć światu i Polsce to takie "podziemie" nas w najbliższej przyszłości niestety czeka. https://www.pobudka.org/2024/11/13/zaproszenie-na-ix-konferencje-pobudki-szkola-pt-jak-nie-zgubic-dziecka-w-usmiechnietej-edukacji-polaczonej-z-iv-zlotem-tradi-wakacji-mlodych-oraz-pokazem-filmu-grzegorza-brauna-pt-gie/
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. W kontekście postępowego "zachodu" to już samo przyjście człowieka do konfesjonału można postrzegać jako sukces. Trzeba w końcu odwagi, żeby się zebrać i wyznać swoje winy. Opowieść o godzinnym, poniedziałkowym dyżurze Spowiedzi na calutki tydzień w Niemczech (na który w dodatku nie ma chętnych) mrozi krew w żyłach. Zwłaszcza, że potem wszyscy przystępują stale do Komunii. Tam już w ogóle wszystko stanęło na głowie. O ile dobrze pamiętam kapłan FSSPX, który o tym opowiadał skwitował, że jak to zobaczył to pomyślał "nie ma tu już co zbierać". Wcale się nie dziwię. Po drugie wg mnie w posoborowiu zaciera się definicja, co jest grzechem i z czego się trzeba spowiadać. Dlatego Spowiedź jest różna. Jeden ksiądz zgani i przykręci śrubę drugi ksiądz oleje i nie będzie przywiązywał żadnej wagi. Pójdę zatem do tego, który oleje, bo będzie mi łatwiej. Już w ogóle najlepiej wybrać takiego postępowego, co nic nie wymaga i dalej gnić w grzechu. 1. Mam nałogowe problemy z alkoholem. - Wyluzuj, przecież wszyscy piją. 2. Żyję z związku bez ślubu - Spoko, przecież trzeba iść z duchem czasu. 3. Używam antykoncepcji - Luzik, już dawno powinni przestać z tym średniowiecznym podejściem przesadzać. Itp. Itd. Ksiądz Najmowicz opowiadał o kobiecie, który żyła w związku bez Małżeństwa. Bardzo chciała przyjąć Pana Jezusa, ale nie mogła. Ksiądz jej radził, żeby się modliła i może Pan Bóg jakoś tę sytuację rozwiąże. Przychodziła, przychodziła i modliła się. Po czym trafiła do modernistycznego księdza, który ją wyspowiadał i spytał "kochasz go?". Ano kocham. To czym ty się dziewczyno przejmujesz? Słuch o kobiecie zaginął i już do księdza Najmowicza nie przychodziła. Jaka piękna katastrofa! Niebezpiecznie zmierzamy ku usprawiedliwaniu i przyzwalaniu na takie rzeczy, o których przed soborem nikomu nawet się nie śniło. Człowiek nie idzie do konfesjonału, żeby się poprawić, bo często nie rozumie jak bardzo obraża Pana Boga. Zły z wielkim zacięciem trzyma za nogi kogo się da, żeby tylko dalej paplał się w swojej śmierdzącej smole. W fazie przejściowej i wybudzaniu proboszcz mi powiedział, że Komunia na rękę jest ok. Za nic nie mogłem tego wewnętrznie zaakceptować. Dziś kiedy mam już w ręku modlitewnik Te Deum i jasno napisane, że przyjęcie Komunii nawet na stojąco to grzech już się nie krępuję. Walę prosto z mostu. Co prawda nie wyobrażam sobie już pójścia na NOM. Jednak jeśli bym tam był i zobaczył kolejkę stojących ludzi lub nie daj Bóg Komunię na rękę to powinieniem rozedrzeć szaty i krzyczyć "Ludzie, ludzie ludzie! To Wasz Zbawiciel! Na kolana przed swoim Panem". Wtedy byłbym w zgodzie ze swoim sumieniem. Na szczęście nie muszę tam chodzić i chwała Bogu. Swoją drogą jestem ciekaw czy "Tradsi", którzy chodzą i tu i tu nie mają z tym problemu. Wydaje się, że w kościele nowego adwentu to tylko kwestia czasu jak dogonimy zachód i stwierdzimy "Bóg cię kocha i cię zbawi". Nawet jak jesteś najbardziej zatwardziałym grzesznikiem. Zaśpiewajmy sobie razem Alleluja i będzie wszystko git. Wspólna uczta i do domu, bo już schabowy gotowy. Potrzebowałem całego swojego życia, żeby zrozumieć, że Spowiedź ma być krótka i konkretna. W przeoracie FSSPX w Warszawie praktycznie każdy to rozumie. Jest masa chętnych ludzi, ale wszystko z reguły idzie sprawnie i szybko. Wiadomo, że może się trafić trudniejszy przypadek, ale niezależnie od kapłana Spowiedź w FSSPX to najwyższy poziom. Od każdego kapłana usłyszy się tę samą niezmącąną i stałą naukę. Dlaczego tak jest? Bo kapłani i ludzie tam idący rozumieją czym jest grzech i mówią o tym jasno i klarownie. Dlatego Spowiedź jest krótka i konkretna, czyli taka jak być powinna. Kończąc. Swego czasu miałem spowiednika u którego się spowiadałem pół Mszy. Miałem wielki deficyt i głód wiedzy. Akurat z tym kapłanem w konfesjonale można było sobie ciekawie pogadać. To o Komunii na rękę, to o posłuszeństwie, to o soborze, to o tym co akurat w Piśmie Świętym wyczytałem. Z perspektywy czasu wiem, że to było złe, ale tego nie rozumiałem. Uważam też, że przynosiło mi to jakieś względne korzyści, bo przybliżalo mnie to malutkimi kroczkami to miejsca w którym jestem teraz. Znam przypadek, kiedy takie konfesjonałowe pogadanki uratowały znajomego z ciężkiej depresji. Dlatego wg mnie problem tkwi gdzie indziej. Polega na zacieraniu definicji grzechu. Ja rozumiem, że psychologiczne pogadanki są złe. Nie pochwalam i nie usprawiedliwiam tego. Wiem jak być powinno. Mają jednak jeszcze jakieś tam malutki plusy jak: 1. Człowiek w ogóle przychodzi do konfesjonału i utrzymują łączność. 2. Czasami kapłan rozjaśnia człowiekowi wątpliwości i motywuje do działania. 3. Sprawia, że posoborowy ksiądz musi się trochę wysilić i robi coś pożytecznego (chyba, że nie wie co jest grzechem a co nie jest). Jeśli uda nam się "dogonić" w Polsce postępowców to Spowiedź Święta w ogóle przestanie mieć znaczenie. Nie daj Panie Boże. Bez Spowiedzi nie da się zmyć smoły. Dlatego daj nam Panie Bożych kapłanów i wielu sprawiedliwych w Polsce, którzy będą zawracać ten kierunek ku zatraceniu.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Partia szachów trwa i każdy ruch ma swoje konsekwencje. Ja akurat jestem na etapie walki z pokusą Internetu i przesadnego "zdobywania wiedzy" oraz przywiązania do świata. Walka nie ustaje i jeszcze nie czas na powrót. Wciąż nie czuję się usatysfakcjonowany w kontrolowaniu tego. Dziś jednak zerknąłem na portal, przeczytałem i Pan Panie Dawidze dalej trzyma formę. Cieszy mnie też, że powstaje coraz więcej tematów na forum na naprawdę wysokim poziomie. Jest Pan najprawdziwszym wojownikiem Kościoła Walczącego i proszę nie przestawać w głoszeniu Prawdy. Już o tym pisałem, ale napiszę jeszcze raz. Bardzo proszę pomyśleć o wydaniu książki z rozprawkami. Jestem przekonany, że byłaby hitem. Może by Pan nawet jakąś skromną dotację 17 baniek dostał jak Olga Tokarczuk. Jeżeli do tego nie dojdzie to z pewnością wydrukuję je sobie sam i zrobię segregator wartościowych treści dla siebie i potomnych. Pana teksty są na niezwykle wysokim poziomie. Skomplikowane treści są wyłożone w sposób bardzo przystępny dla przeciętnego śrmiertelnika. Motywują do działania. Takiej nauki już niestety często nie ma z ambony w posoborowiu, więc zapotrzebowanie w uśpionym społeczeństwie jest ogromne. Apropo nauki. W ramach treningu nad sobą jestem w trakcie zgłębiania "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza a Kempisa. O ile się dobrze orientuję książka jest wymagana na rekolekcjach ignacjańskich w FSSPX. Wydaje mi się, że kiedy człowiek chce wejść na wyższy poziom gry w szachy z diabłem musi zacząć od dokładnego poznania figury o nazwie POKORA. Odkrycie Tradycji i Mszy Wszech Czasów siłą rzeczy ukazuje człowiekowi jak wiele jest cały czas do zrobienia i jak wiele potrzeba nieustannej pracy. Świadomy katolik zawsze ma pełne ręce roboty i nie trwoni czasu. Przecież mamy go tak mało. Szeroko pojęte dojście do Tradycji otwiera drogę, by z każdym dniem lepiej rozumieć zasady gry. Człowiek sobie uświadamia jak wielka jest stawka i jak poważna jest ta partia. Wie też jak wytrawny gracz siedzi naprzeciwko. To co wcześniej wydawało się "lekkim grzeszkiem" nagle zaczyna ciążyć jak stukilowa sztanga na plecach. Wieczne wyszukiwanie drzazg u innych zaczyna mieć mniejsze znaczenie, bo wielka belka tkwi we własnym oku. Zaczyna się rozumieć, że namolne uświadamianie innych i potrzeba wiecznego udowadniania swoich racji to śmierdząca pycha. Zaczyna się prawdziwie i szczerze kochać innych i się im poświęcać. Wreszcie wie się, że bez uniżenia i ofiarowania swojej partii szachów Panu Jezusowi, Najświętszej Maryi Pannie i orędownikom w Niebie można w sumie się od razu poddać. Dobry szachista to taki, który nawet najmniejszy ruch oddaje swojemu Mistrzowi. Od Mistrza trzeba się nieustannie uczyć. Nawet wprawiony szachista często traci swoje figury, ale jeśli potrafi każdy dzień ofiarować Mistrzowi odbudowuje je. Z takim podejściem szachista zaczyna też być coraz lepszy w tej grze i skuteczniej potrafi odpierać wściekłe ataki figur nieprzyjaciela. Trochę się rozpisałem. Pozwolę sobie jeszcze wkleić 2 fragmenty ze wspomnianej wyżej książki, które traktują o POKORZE i o tym jak uczyć się od Mistrza. Książkę bardzo polecam każdemu, bo to świetny podręcznik z zasadami. "Marnością jest gromadzić bogactwa, które przeminą, i w nich pokładać nadzieję. Marnością także - zabiegać o własne znaczenie i piąć się na coraz wyższe szczeble godności. Marnością - iść ślepo za zachceniami ciała i szukać tego, co kiedyś przyjdzie ciężko odpokutować. Marnością jest pragnąć długiego życia, a nie dbać o życie dobre. Marnością - przykładać wagę tylko do teraźniejszości, a o przyszłości nie myśleć. Marnością - miłować to, co tak szybko przemija, a nie śpieszyć tam, gdzie radość nieprzemijająca. Miej często w pamięci to zdanie: Nie nasyci się oko widzeniem, a ucho nie napełni się słyszeniem. Staraj się więc odciągać serce od rzeczy widzialnych, a zwracaj się ku niewidzialnym. Bo ci, co zawierzają tylko poznaniu zmysłów, plamią sumienie i tracą łaskę Boga." "Oto największa i najlepsza szkoła: poznać naprawdę samego siebie i odwrócić się od siebie. O sobie samym niewiele mniemać, a o innych zawsze jak najlepiej - to mądrość, to jest doskonałość. Nawet gdybyś widział, że ktoś jawnie grzeszy albo dopuszcza się zbrodni, nie powinieneś uważać się za lepszego, bo nie wiesz, jak długo wytrwasz w dobrym. Wszyscy jesteśmy ułomni, lecz ty nie sądź, że ktoś mógłby być bardziej ułomny od ciebie.". Ja też wszystkim życzę zwycięstwa w tej walce!
Pan Cejrowski zasłynął z dyskusji z Szymonem Hołownią na temat aborcji stwierdzając, że ten ze swoimi poglądami wykluczył się z Kościoła. Ostatnio twierdził bodajże w rozmowie z Panem Lisickim, że papież Franciszek po swoich ekumenicznych wypowiedziach wykluczył się z Kościoła i jest "heretykiem". Przewrotnie można się pokusić, że Pan Cejrowski z takimi wypowiedziami może wykluczyć się z Kościoła. Pan Cejrowski MUSI to naprawić, bo ogląda go ponad 700 000 osób i jest w dużej mierze odpowiedzialny za poglądy tych osób. Ktoś kto życzy Panu Cejrowskiemu jak najlepiej powinien mu to dobitnie wytłumaczyć. Cięzko mi sobie wyobrazić, że świadomy katolik nie rozumie, że dzięki Panu Jezusowi ma możliwość dołączyć do narodu wybranego. Wskazywanie jako naród wybrany aktualnego Izraela to potężna niewiedza, która nie przystoi komuś takiego formatu. Zwłaszcza, że przeciez ma za rozmówcę taką tęgą głowę jak Pana Lisieckiego... Chęć gazowania milionow ludzi, pochwała Izraela, wszechobecna ignorancja, usprawiedliwainie ludobójstwa i przymykanie na nie oka i "wybielanie" brutalnej rzeczywistości jest zwyczajnie w świecie obrzydliwe. Byłem na 2 występach Pana Cejrowskiego. Były naprawdę super. Szanuję to, że ma odwagę po nich stanąć twarzą w twarz z człowiekiem. Jeżeli mi przyjdzie być na występie po raz kolejny to z pewnością nie omieszkam to Panu Cejrowskiemu dla dobra jego duszy powiedzieć. Chyba, że wcześniej sam dostrzeże swoje błędy. Im szybciej, tym lepiej dla niego.
Nie ukrywam, że druga część wywiadu wywołała we mnie zażenowanie. Naprawdę lubię Pana Cejrowskiego, ale po jego wypowiedziach zapaliła mi się czerwona już nawet nie lampka a LAMPA ostrzegawcza. Ogólnie wywiad ciekawy, piękna końcówka o odmawianiu Różańca za ojczyznę, oczywiście niezmiennie genialny Grzegorz Braun. Jednak wypowiedzi Pana Cejrowskiego są po prostu skandaliczne. Teraz pytanie czy on tak na serio, czy tak jak autor tematu sugeruje "rżnie głupa". Druga częśc wywiadu jest bardzo dobrze opisana przez Agnieszkę Piwar pod tym linkiem: https://piwar.info/syjonistyczne-oblicze-wojciecha-cejrowskiego/
Ja na pewno lubię słuchać papieża ze zdjęcia ;) Bardzo przyjemnie się czyta co Pan pisze. Jeśli w "walce duchowej" uda się znaleźć wolny czas to proszę nie przestawać. Serdecznie pozdrawiam
Akurat przygotowując się do detoksu jestem na bieżąco w temacie. Tuba szatana - ksiądz Najmowicz ze swoimi kazaniami jest niezastąpiony. https://www.youtube.com/watch?v=7arzJ6d0lUI No i nieśmiało zwrócę uwagę, że został zjedzony punkt 5.
Niestety mam tendencję do przegadywania tego co chcę przekazać. Potem rodzą się wątpliwości i kolejna strata czasu na niedopowiedzenia. W omawianym odcinku Sprawek extra jest też bodajże mowa, że najlepiej słuchać Tradycyjnych Kazań FSSPX. Jak już będzie mnie strasznie korciło, żeby odpalać YouTube lub przeglądarkę internetową to na tym właśnie planuję się skupić przy planowanym detoksie. Apropo tradycyjnych kazań. To co chciałem przekazać dużo lepiej jest zawarte w jasnym kazaniu wspaniałego kapłana związanego z FSSPX: https://www.youtube.com/watch?v=Rpcr9_TFdOw Morał jest tu bardzo prosty i klarowny. Lepiej nie trwonić cennego czasu danego nam od Pana Boga. Nawet mając dobre intencje, można zostać fałszywym prorokiem. Łatwo też zostać ofiarą fałszywych proroków, kiedy szukamy i łakniemy przesadnej sensacji. Zaczynamy nią żyć i zapominamy o tym co jest znacznie ważniejsze. Jeszcze raz życzę wszystkiego dobrego! :)
Cóż za fantastyczna działalność! Czy działa Pan może w okolicach Warszawy?
W kontekście tego co napisałem powyżej, jaki jest w ogóle sens wprowadzenia tajemnic światła? Przecież 15 tajemnic stanowi jasny, kompletny i spójny przekaz dla katolika. Po co przy tym grzebać? Znalazłem w Internecie: "Papież zaproponował tajemnice światła, aby podkreślić chrystologiczny charakter różańca” Czy to tłumaczenie trzyma się kupy? Najświętsza Maryja Panna w 1877 roku powiedziała "mówcie gorliwie różaniec". Wynikiem objawień fatimskich z 1917 roku są nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca z kluczowym różańcem w tle. Czy ktoś wtedy myślał o jakiś tajemnicach światła? Większość z nas nie może się nadziwić jak wiele jest zmian, nowinek i zniszczeń po soborze - na czele oczywiście z Mszą Świętą. Tajemnice światła też powodują zaburzenie porządku, sensu i piękna odmawiania różańca świętego z wnikliwym rozmyślaniem nad 15 tajemnicami, które stanowią esencję życia katolika. Pozwolę sobie jeszcze na luźną swoją dywagację. Dodanie do istniejących 15 kolejnych 5 tajemnic w naturalny sposób burzy porządek nabożeństw do Najświętszej Maryi Panny. Jest coś jeszcze. W pierwsze soboty miesiąca nakazane jest katolikowi rozmyślanie na temat szczególnego udziału Najświętszej Maryi Panny we wszystkich tajemnicach. W większości nowych tajemnic ciężko tego udziału się doszukać. To też znalazłem w Internecie: "Maryja w Tajemnicach Światła Św. Jan Paweł II zwrócił uwagę, że oprócz cudu w Kanie, obecność Maryi pozostaje w tle. Jednak „rola, którą przyjęła w Kanie, w pewien sposób towarzyszy Chrystusowi w całej jego posłudze z jej matczyną radą: Czyń, cokolwiek ci powie (J 2, 5”). Ta rada to odpowiednie wprowadzenie do słów i znaków publicznej posługi Chrystusa i stanowi maryjną podstawę wszystkich «tajemnic światła» - uważa Papież. Jak to przy posoborowych zmianach wszystko jest "jasne, klarowne i oczywiste". Ciężko się w ogóle doszukać jakiś cnót przypisanych nowym tajemnicom. Te cnoty są przecież tak wyraziste w 15 starych tajemnicach. Czepliwy mógłby powiedzieć, a czemu nie ma ustanowienia kapłaństwa lub małżeństwa skoro jest ustanowienie Eucharystii itp. itd. To wszystko po prostu nie trzyma się kupy. Osobiście przy wprowadzeniu tajemnic światła prędzej bym się doszukiwał działania "tego, który niesie światło" niż jakiegoś dobra dla katolików. Ja je omijam szerokim łukiem i każdemu polecam to samo.
Ja poproszę o ten wykład, bo temat mnie bardzo ciekawi. Jako nieświadoma ofiara modernizmu do tajemnic różańcowych wcześniej nie przywiązywałem kompletnie żadnej wagi. Różaniec to był taki "automatyczny karabin Zdrowasiek". Siłą rzeczy tajemnice światła nie zrobiły zatem na mnie żadnego wrażenia, co uważam za jakąś tam zaletę. Wszystko się zmieniło kiedy niezasłużenie trafiłem na Mszę Wszechczasów i rozpoczałem cykl nabożeństw pierwszych sobót miesiąca. W naturalny sposób wymuszają one na człowieku pochylenie się nad tematem i "poważniejszym" wzięciem różańca do ręki. Jako kompletnie nieopierzony kurczak trafiłem wtedy w przeoracie FSSPX na tę ulotkę: https://militia-immaculatae.org/wp-content/uploads/2020/03/09_Rozaniec_jak-odmawiac_PL.pdf Z biegiem czasu tajemnic nauczyłem się na pamięć. Uświadomiłem sobie przy tym jak one są pięknie przemyślane. To kwintesencja całego Bożego Planu na uzdrowienie ludzkości!!! "Boże, któryś godność natury ludzkiej, przedziwnie stworzył i jeszcze przedziwnej naprawił..." W życiu bym nie pomyślał, że jest tu potrzeba rozszerzania czegokolwiek, bo jest to spójne i kompletne. Tajemnice różańcowe są spięte w cudowny sposób od Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny po Ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny na Królową Nieba i Ziemii. 5 tajemnicych bolesnych w centrum podkreśla jak była wielka miłość i poświęcenie naszego Zbawiciela. Najświętsza Maryja Panna została ukoronowana na Królową Nieba i Ziemi i my dziś mamy OBOWIĄZEK u tej Królowej szukać ratunku. To nasz ostatni ratunek. W drugim poście napiszę jak wielkie to ma znaczenie w kontekście tajemnic światła. Dodatkowa zaleta pochylenia się nad tajemnicami jest taka, że z każdej można wyciągnąc cnoty, które należy kultywować w codziennym życiu. To sprawia, że można się delektować tajemnicami jako spójną całością, ale można też pochylić się na jednej konkretnej (np. taką która symobolizuje cnotę nad którą aktualnie pracujemy). Wielką pomocą może być przy tym genialna książeczka arcybiskupa Levebvre'a "Rozważania różańcowe", którą oprócz różańca warto nosić ze sobą. Dziś dalej jestem kurczakiem, ale mam już chociaż parę piór. Niepokój, rozproszenia, ospałość, ludzkie słabości skutecznie utrudniają dobre skupienie na właściwym i godnym odmawianiu różańca. Zamiast zatopić się w te piekne tajemnice człowiek potrafi myślec o niebieskich migdałach, walić paciorki z automatu albo przysypiać. Wiem, że muszę nad sobą pracować, by wejść na wyższy poziom i zdobyć kolejne pióra. Nie jest to łatwe, ale trzeba walczyć. Temat tajemnic światła pozwolę sobie poruszyć w kolejnym poście, żeby nie przerazić długością.
To wszystko prawda. Obiektywnie mówiąc mam z tym wielki problem i muszę nad tym jak najszybciej popracować. Przęgladane przeze mnie treści w Internecie nie należą do tych głupokowatych, ale nie potrafię zapanować nad tym nieustannym "głodem wiedzy". Już od jakiegoś czasu nosiłem się z myślami, że muszę mocno poprawić porządkowanie swojego dnia i wprowadzić akty strzeliste. Setki razy jest niestety tak, że jak znajdę już tę chwilę wolną od obowiązków to poświęcam ją na "zdobywanie wiedzy" w Internecie. Chwytanie za smartfona lub zaglądanie w przeglądarkę jest najprostsze i stanowi takie "odmóżdżenie" i tę chwilę wytchnienia. W praktyce to nie jest odpoczynek, a dalsze "nakręcanie się" w szybkim życiu. Wiele razy oglądam przypadkowe filmy (często interesujące), ktore zasugeruje mi algorytm. Można w tym czasie robić dużo bardziej pożyteczne rzeczy. Bardzo dziękuję za zwrócenie na to uwagi. Mam nadzieję, że za jakiś czas i mi uda się osiągnąc jakieś umiarkowane sukcesy. Serdecznie pozdrawiam!
Ogromna strata. W czasach kiedy najwyższa hieriarchia dopina rozwalanie od środka Kościoła na synodzie o synodalności tracimy takiego wspaniałego pasterza. FSSPX zostaje tylko z dwoma biskupami. Jeśli wolą Pana Boga będzie, żeby ten świat i Kościół jeszcze poegzystował to chyba bez interwencji z Nieba się nie obędzie...
https://www.gietrzwald1877.pl/papieskie-wezwanie/ Papież Pius X mówił, że naród polski ma się cierpliwie modlić. Różaniec to nasza potężna broń, która jednoczy i oby jak najwięcej Polaków za niego chwytało. Pięknie i bardzo "kompromisowo" jest to wszystko napisane, ale nie można zgodzić się z jednym - dyskutować o tych podziałach trzeba wszędzie. Gdybym nie dyskutował (poczatkowo z pozycji modernisty) to nie doszedłbym do miejsca w którym aktualnie jestem. Dziś czuję dług do spłacenia, żeby próbować doprowadzić też innych. Nie wyobrażam sobie zaakceptowania NOM i posoborowych bledow i bede o tym mowil na kazdym kroku.
https://militia-immaculatae.org/polski/foldery/ Zwlaszcza folder: odmawiaj codziennie rozaniec.
https://debogora.com/product-pol-815-Rozwazania-rozancowe.html?country=1143020003&utm_source=iai_ads&utm_medium=google_shopping&gad_source=1&gclid=Cj0KCQjwsJO4BhDoARIsADDv4vDZL1i8t9o-fsn48HhZxutxn2OPkOxvDzHoaX7IJLBAPp9AqsXvQSkaArJLEALw_wcB
Na szybko, żeby rozwiać trochę wątpliwości. Wydaje mi się, że "Sprawki okiem katolika" to portal dedykowany zwłaszcza dla katolików a nie dla geopolityków i teoretyków spiskowych. Dla mnie to logiczne, że temat wiary katolickiej jest tutaj tematem wiodącym. Jeżeli celowałbym w geopolitykę to bym poszedł na podcasty np. Leszka Sykulskiego, który taką tematyką zajmuje się zawodowo. Oczywiście geopolityki też można trochę liznąć, ale PRZESADNE skupianie się na tym to wg mnie zły kierunek i o tym tam wyżej napisałem. Poza tym mówienie o modernizmie to też łączenie spraw duchowych ze światowymi. W kontekście aktualnen sesji synodu o synodalności i tego co się odwala w oficjalnych strukturach Kościoła jest to absolutny PRIORYTET dla ratowania zagubionych i zdezorientowanych sytuacją dusz. Zwłaszcza teraz, gdy tak wielu ludzi może zostać wyprowadzonych na manowce. To właśnie tu trzeba otwierać oczy ludziom, a nie wpędzać ich w ciekawostki i smaczki nakręcane przez "panów z jarmułkami schowanymi w szafie". Dla mnie tkwienie w modernizmie to aktualnie największy rak, który trawi Kościół Katolicki . W większości przypadków okraszony jest przesadnym konformizmem, lenistwem, pielęgnowaniem swojej wygody i tkwieniem w swoich błędnych, zgniłych przekonaniach przez wiernych. Wyławianie z tego dusz to absolutny priorytet nad którym może i powinien pracować każdy z nas. O metodach była tu już mowa wielokrotnie, więc nie będę się powtarzał////////////////////////////// Nie chcę w tym temacie zostać odebrany jako ignorant, który nie docenia potęgi i znaczenia wiedzy. Polityka to sztuka sprzedawania ludziom kłamstwa w ładnym opakowaniu. Bez własnego rozumu w kwestii zdrowia aktualna medycyna w wielu przypadkach prędzej wyprowadzi człowieka do trumny niż do dobrego stanu. Bazując na podręcznikach szkolnych nigdy nie pozna się prawdziwej historii świata i Polski. Bez zerwania utartych przez system schematów nie osiągnie się sukcesu w edukacji i ekonomii. Bez wgryzienia się w temat posoborowia katolik nigdy nie dojdzie do czystego i doskonałego nauczania Świętego Kościoła Katolickiego. W kontekście walki duchowej dla mnie to ostatnie ma największą wartość i działalność Pana Dawida w tej kwestii jest właśnie pionierska. Nie ma drugiego portalu katolika przywiązanego do Tradycji o takiej jakości i raczej nie będzie. Ja czekam na setki tysięcy katolików przywiązanych do Tradycji w Polsce. Dopiero wtedy można wybudzać w kwestiach polityki, historii, zdrowia, ekonomii itp. itd.
To też wydaje się calkiem fajny wybór - może być wersja złocona lub posrebrzana: https://debogora.com/product-pol-2332-Moj-pierwszy-mszalik.html?country=1143020003&utm_source=iai_ads&utm_medium=google_shopping&gad_source=1&gclid=CjwKCAjw6c63BhAiEiwAF0EH1BuYpoFSWFabIGZheQRoJBX_nU5hr3l87WCT2LP4ZcySjrE6g0Z_KBoCqIUQAvD_BwE
Ja też jestem fanem rozprawek! To zawsze uczta intelektualna i fajnie jakby były gdzieś dostępne wszystkie odpowiednio uporządkowane. Nawet jak czasem zabraknie czasu na całe sprawki to staram się chociaż wysłuchać rozprawki. Tak jak słusznie tam wyżej wzkazano można też odsyłać innych nieprzekonanych w najbardziej palących tematach.
Po obejrzeniu Gietrzwałd 1877 Wojna Światów doszło do mnie jeszcze bardziej, że przesadne zamartwianie się takimi rzeczami do niczego nie prowadzi. Jest to wszystko zatrważające, ale nic nie zyskamy poprzez przesadną koncentrację myśli na tych tematach. Abp Levebvre mówił: "Wasze kaplice są waszymi parafiami, traktujcie wasze przeoraty i kaplice jak parafie – oto jak macie postępować. Nie wracajcie do swoich poprzednich parafii, które wpadły w ręce modernistów". Po prostu każdy z nas musi robić swoje i pracować u podstaw nad uświęceniem siebie i swojego otoczenia. Póki jeszcze mamy gdzie iść na Mszę Wszechczasów to przecież jest wszystko super! Naród polski w XIX w. był w kompletnie BEZNADZIEJNEJ sytuacji. Zabory, kulturkampf, tępienie religii, patologia w rodzinach, pijaństwo, bieda, agenci klepiący nas po plecach, żeby rzucić nas w przepaść dla interesów swoich państw itp. itd. Dziś stoimy znowu na rozdrożu. Wydaje się, że sytuacja nie jest jakaś specjalnie gorsza niż wtedy. Polacy w 1877 r. masowo zjeżdżali się do Gietrzwałdu pokonując często setki kilometrów, tworzyli kółka różańcowe, pracowali nad trzeźwością rodzin i przede wszystki oddawali się pod opiekę "Pięknej Pani". ODBUDOWALIŚMY SIĘ. Zaufajmy zatem opatrzności i nie martwmy się przesadnie o takie kwestie. Zostawmy to Panu Bogu, bo nie mamy na to wielkiego wpływu. Różaniec do ręki, pierwsze piątki i soboty miesiąca, Msza Wszechczasow w intencji Ojczyzny, rodzin i powołań kapłańskich, zwiększanie pobożności swojej i otoczenia, obrona prawdziwych wartości chrześcijańskich. Wtedy na pewno DAMY RADĘ!
Dałem serduszko, bo herezja jest już wyłożona tak jasno, zwięźle i klarownie, że chyba bardziej sie nie da.
Zwłaszcza końcówka świetna. Kawał dobrej roboty. W świecie powszechnej zgnilizny mediów Pan Jan bardzo zyskał w moich oczach.
Znowu głównym bohaterem Prymas Polak... Jakżeż trudne dla zdeklarowanego katolika jest patrzenie kiedy ci co powinni najbardziej gorliwie o wiarę katolicką walczyć już wielokrotnie przyczyniają się do jej poniżenia i upadku. Czy w takiej sytuacji można jeszcze zakładać dobrą wolę takiego hierarchy?
To ja tak po swoim chłopskim rozumowaniu. Mam nadzieję, że gdzieś po drodze nie popełnię jakiegoś błędu. W Piśmie Świętym jasno jest napisane w wielu miejscach, że Zbawienie jest TYLKO poprzez Jezusa Chrystusa. Żydzi odrzucają Pana Jezusa, a tym samym Boży Plan na naprawienie błędów Adama i Ewy. Muzułmanie kwestionują boskość Pana Jezusa i mają go jedynie za proroka. Czy katolik w tej sytuacji ma jeszcze o czym rozmawiać, nie obrażając Pana Jezusa? Może ewentualnie rozmawiać, ale o ich nawróceniu i zwróceniu się ku Panu Jezusowi. -------------------------------------------------- Pan Jezus założył jeden apostolski Kościół. "Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest." Bramy piekielne go nie przemogą. Kościół przekazuje od tysiącleci spójną naukę, która wynika z Objawienia. Po drodze pojawiają się różne religie i herezje, które być może wydają się względnie tożsame, bo odwołują się do Pana Jezusa, ale tożsame nie są z różnych powodów. Tak doszliśmy do herezji modernizmu, która nie jest tożsama z nauczaniem Kościoła i depozytem wiary. Święty papież Pius X mówił: "wrogowie ukrywają się – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni." Kapłan z którym Pan rozmawia albo tego nieświadomie nie rozumie, albo świadomie nie chce zrozumiec. W FSSPX już Pan się z czymś takim nie spotka. Wszystko będzie się zgadzało i stanie się jasne i klarowne.
Szanowny Panie, FSSPX uśmiecha się do Pana coraz szerzej. Tam już nie będzie takich kuriozalnych problemów i zbędnych wysiłków intelektualnych. Wszystko będzie na właściwym miejscu i będzie mógł się Pan skoncentrować na prawdziwym i niezmąconym nauczaniu Kościoła Katolickiego. Jeśli ma Pan w pobliżu jakąś kaplicę FSSPX to naprawdę szkoda Pana cennego czasu na tę walkę z wiatrakami. Serdecznie pozdrawiam
Ja trochę osiwiałem, że już mówią o tym tak dobitnie i oficjalnie. Tylko w sumie to kontynuacja działań Prymasa i nie powinniśmy się jakoś specjalnie dziwić: - Prymas Polski: "Zostańcie w domach. Nie łamcie piątego przykazania. Łamanie zakazów podczas epidemii jest naruszaniem piątego przykazania, w którym jesteśmy obowiązani dbać i strzec życia innych i własnego - podkreślił prymas Polski abp Wojciech Polak. Poprosił też wiernych, aby "święta życia" spędzili w domach i nie czynili z nich "świąt śmierci". Pytany, czy będzie namawiał wiernych, żeby w Niedzielę Wielkanocną pozostać w domach i nie iść do kościoła, odparł, że kierując się informacjami o rozwijaniu się epidemii i apelami ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, poprosi wiernych, żeby święta przeżyli w domach i skorzystali z dyspensy. - Pięknie pan minister Szumowski powiedział, że to są święta życia. Więc dlaczego mamy, idąc w ten sposób na przekór, czynić z nich święta śmierci? - powiedział abp Polak. Pytany, czy grzechem jest sytuacja, gdy wierni nie przestrzegają zaleceń i wchodzą do kościoła, jako szósta, siódma osoba, prymas Polski podkreślił, że "pan Bóg dał nam rozum" i "żadne nasze pragnienia, nawet najświętsze i najgłębsze, nie mogą być pragnieniami niezgodnymi z naszą ludzką naturą, która ma się kierować tym, co rozumne i co jasne". - Pokusa, żeby temu się przeciwstawiać, żeby nie słuchać zakazów, które są, żeby je łamać, jest pokusą przeciwko naszemu człowieczeństwu. Jeżeli jest to robione z rozmysłem i ze świadomością, to jest naruszanie piątego przykazania Dekalogu, w którym jesteśmy przecież obowiązani dbać i strzec życia nie tylko innych, ale też własnego - dodał. Duchowny ocenił, że wprowadzone zakazy są racjonalne i "mają służyć zdrowiu i życiu ludzkiemu". - I przeciwko temu występować nie powinniśmy i nie możemy - podkreślił." ALBO "Osobiście staram się słuchać ekspertów i traktuję szczepienie nie tylko jako szansę na pokonanie pandemii i powrót do normalności, ale także jako realizację przykazania miłości bliźniego” – mówi Prymas zachęcając, by zapoznać się ze stanowiskiem Zespołu Bioetycznego KEP nt. szczepionki.".
Nasz kraj tak blisko Sodomy i Gomory. Trzeba mocno pracować nad sprawiedliwymi, żeby deszcz siarki i ognia nas nie sięgnął.
Papież Grzegorz XVI w encyklice Mirari Vos z 1832 r. miał troszkę inne zdanie na ten temat ;) Błąd indyferentyzmu "13. Teraz przejdźmy do innej przyczyny wielu nieszczęść, które wraz z Naszym żalem dotykają Kościół to jest do indyferentyzmu, czyli przewrotnej opinii bezbożnych, wszędzie podstępnie rozpowszechnianej, że w każdej religii można dostąpić wiecznego zbawienia duszy, jeśli się uczciwie i obyczajnie żyje. W tak oczywistej sprawie, jesteście w stanie z łatwością uchronić powierzony Wam lud od tego najbardziej zgubnego błędu. Kiedy bowiem apostoł przestrzega, że, "jeden jest Bóg, jedna Wiara, jeden Chrzest" (Ef 4, 5), niechże drżą z bojaźni wszyscy, którzy z jakiejkolwiek religii spodziewają się fałszywie otwartego przystępu do błogosławionej wieczności i niech szczerze rozważą według świadectwa Zbawiciela, że "są przeciw Chrystusowi, bo z Chrystusem nie są, i że rozpraszają nieszczęśliwie, bo z nim nie gromadzą" (Łk 11, 23), dlatego "niezawodnie na wieki zaginą, jeśli katolickiej wiary wyznawać i jej całkowicie i bez naruszenia zachowywać nie będą" (11). Niech posłuchają św. Hieronima, który gdy się Kościół podzielił schizmą na trzy stronnictwa, mówi o sobie, że jest nieugięty w postanowieniu, jeżeli ktoś chciał go przyciągnąć na swoją stronę, mężnie wyznając: "Kto się łączy z katedrą Piotra, jest ze mną" (12). Próżno by ktoś sobie schlebiał, że i on także jest odrodzonym w wodzie chrztu świętego, bo na ten zarzut trafnie odpowiedział św. Augustyn: "Gałązka z winnicy odcięta swój kształt zachowuje, ale cóż jej po kształcie jeżeli nie czerpie życia z korzenia?" (13).
Nie ślędzę działalności tego kapłana. Jeśli broni Marcina Zielińskiego to chyba szkoda tracić czas i traktować to co mówi na serio... Na temat "Trudno byc katolikiem" i "Okiem tradycjonalisty" była już mowa na portalu w innych temacie. Zarzut wobec wymienionych kanałow jest taki, że do przesady podsycają u katolików strach, zamęt i "apokaliptyczne" wizje. Osobiście "Okiem tradycjonalisty" już nie oglądam, odkąd bez przerwy przewijają się "czerwone jałówki" "antychryst już tu jest!!!!" itp. itd. Mają wartościowe materiały, ale mnie to "straszenie" zniechęca. "Trudno byc katolikiem" niebezpiecznie skręca w tę stronę, ale to nie jest to samo. Ich nie skreślam, bo film "Ukryty Skarb Kościoła" to kawał godnej polecenia dobrej roboty. Nie rozumiem też czemu kanał zmienił ostatnio nazwę na "TBK". Zwyczajnie w świecie trzeba być ostrożnym i wyszukiwać tego co wartościowe. Jeden z użytkowników podesłał mi w tamtym temacie kazanie księdza Miłkowskiego na ten temat. Bardzo polecam. https://www.youtube.com/watch?v=Rpcr9_TFdOw
Renaud Escande - Czarna księga rewolucji francuskiej. Św. Józef Sebastian Pelczar - Rewolucja francuska wobec religii katolickiej i jej duchowieństwa Andrzej Cisek - Wolność, równość, ludobójstwo Jacques Bainville - Dzieje Francji Warren H. Carrol - Gilotyna i krzyż Marek Robak - Wandea 1793. W obronie Boga i króla. Michał Poradowski - Dziedzictwo rewolucji francuskiej. Pierre Gaxotte - Wielka rewolucja francuska. Teodor Jeske-Choiński - Psychologia rewolucji francuskiej. Film - Wandea. Zwycięstwo albo śmierć. Serdecznie pozdrawiam.
Jeżeli to wszystko prawda to żyjemy w czasach, gdy skromna dyrekcja szkoły ma więcej wiary niż znakomita większość "następców apostołów". Ostatnio w Sprawkach było o liście osoby powiązanej z księdzem Glasem. Ksiądz Glas mówił, że niebawem będziemy mieli kapłanów judaszowych i kapłanów, których głowa będzie na misie na wzór Świętego Jana Chrzciciela.
Dzięki. Będzie, gdzie odsyłać nieprzekonanych ;)
Dziś słuchałem już o tym z rana w samochodzie. Teraz jeszcze zerkam dla pewności, czy dobrze usłyszałem. Ciężko mi wciąż uwierzyć, że takie rzeczy się dzieją naprawdę... (dodatkowo w dniu wspominania Św. Piusa X).
Tak tylko w ramach uzupełnienia. Panie Dawidzie - bardzo dziękuję za ten wpis. Naprawdę bardzo dziękuję. Widzę jak mówienie o tym jest katolikom bardzo potrzebne. Nie myślałem, że ten wpis może wywołać taką burzę na YouTube. Czytam komentarze do tej rozprawki i nie wierzę co widzę. Jedni już Sprawki przestają słuchać, inni krytykują za radykalizm, jeszcze inni odwracają kota ogonem i czują się urażeni. Aż mi się przypomniało, kiedy szatan na wszelkie możliwe sposoby próbował sprawić, żebym nie odnalazł właściwej drogi. Tradycja przez duże T prowadzi na właściwą drogę. Mówią o tym nawet tak "wyszukane" źródłó jak wikipedia: "Katolicyzm – jeden z głównych odłamów chrześcijaństwa, najliczniejsze wyznanie chrześcijańskie, oparte na Piśmie Świętym i Tradycji apostolskiej". Szkoda, że tak wielu katolików (świadomie lub nieświadomie) nie chce tego zrozumieć, bo woli tkwić w zgniłym konformizmie, utartych schematach i własnej wygodzie. Mnie Pan swoim działaniem bardzo motywuje i proszę nie schodzić z tej drogi, bo to co Pan pisze jest prawdziwe i nie ma tu nic kontrowersyjnego. Mam też nadzieję, że się Pan jakoś przesadnie tą krytyką nie przejmuje. Serdecznie pozdrawiam!
Bardzo przydatny tekst. Z własnego (wciąż bardzo nikłego) doświadczenia uważam, że katolik, który faktycznie chce spróbować z miłości do innych przyciągać do "prawdziwego katolicyzmu" powinien pracować nad swoim "warsztatem" rozmowy i przekonywania. No i oczywiście odpowiednio takie działanie wcześniej przemodlić o czym wspomina Pan Dawid. Ja każdego dnia się tego uczę i kiedy mam tylko okazję staram się dyskutować i szlifować "praktykę". Skutki są oczywiście różne. Kiedy ostatnio zobaczyłem w Internecie projekt przebudowy kościoła w mojej pobliskiej parafii trochę mnie olśniło. Uświadomiłem sobie, że w rozmowie z szeroko pojętym modernistą nie muszę od razu grać tego "odmieńca", który chodzi do jakiegoś podziemnego kościoła dla "oszołomów". To zawsze ma słabe efekty, bo to co mniejszościowe i powszechnie uważane za "dziwne" jest odbierane przez ludzi z góry założonym sceptycyzmem. Od razu można zostać zaszufladkowanym jako jakiś "naganiacz" do swojego dziwnego światopoglądu. Moim zdaniem lepiej zadawać pytania na temat tego co się dzieje na Novus Ordo Missae: czy przyjmujesz Pana Jezusa na klęcząco? (dodaję, że w tradycyjnym modlitewniku na stojąco lub na rękę to grzech). Można dopytać czemu to zmienionio, że teraz wymagają na stojąco? Nawet niektórzy biskupi się bulwersują jak ktoś śmie klęczeć, bo to jakaś samowolka... Przecież nikt prawdziwie wierzący nie będzie z tego dumny, że świadomie nie okazuje wystarczającego szacunku dla Zbawiciela. Puentę można okrasić jakimiś nadużyciami liturgicznymi ze świata typu kaczuszki w Niemczech. Potem można spytać dlaczego Tabernakulum z Panem Jezusem nie jest już w centrum kościoła? Dlaczego wstawiono na środek zamiast ołtarza z Tabernakulum jakiś stół? Można wspomnieć o tym jak wygląda początek Mszy Wszechczasów i dodać różnice w nowym i starym Confiteor. Następnie wzmianka co to są balaski i czemu je likwidują? Dlaczego kapłan nagle stoi przodem do ludu i nagle stał się "swoim chłopem", a nie poświęconym Panu Bogu wybrańcem z ludu? itp. itd. To pobudza katolika tkwiącego w modernizmie do myślenia. Wydaje mi się, że po takim wstępie może trochę lepiej rozumieć istotę Eucharystii i jak okrutnie okraja się Ją z godności. Wtedy można z łezką w oku ruszać z Mszą Wszechczasów jak to kiedyś było pięknie i godnie...
Na forum wiecznie żywy jest temat Indult vs FSSPX. Powstało już w tym klimacie sporo rozmyślunków. Wydaje mi się, że OBIEKTYWNE uporządkowanie może być pomocne dla każdego katolika szukającego Tradycji. Super by było odsyłać nowych użytkowników w takie miejsce (np. rozprawkę), gdzie jest to wyjaśnione. Przy okazji na miarę możliwości dobrze by było środowiska Tradycji starać się jednoczyć, a nie dzielić, bo wszyscy jedziemy na jednym wózku. Genialana była (i jest) seria "Rewolucja w kościele". Przy okazji pytanie czy planowane są dalsze części? :) Nawiązując do tego uważam, że bardzo użyteczne dla wielu katolików byłoby wyjaśnienie w rozprawce czym jest Novus Ordo Missae i w jaki sposób powstała. Nawet w kilku częściach. Zapewne byłoby to ultra trudne w zwięzłym tekście, ale myslę, że byłby to wielki hit portalu. Dzisiaj rozmawiałem ze znajomą i bardzo mocno wierzącą katoliczką, która uczęszcza na Novusa. Powiedziała, że jest oburzona, że przyjmując Pana Jezusa na kolanach czuje się jakaś taka "wykluczona" i jest coraz więcej osób, które uważają podobnie. Ma iść do proboszcza, żeby coś z tym zrobił :D Ma poprosić, by ci co chcą na stojąco mieli swoją kolejkę a ci co chca klęczeć niech idą w swojej. Coraz więcej katolików chce przed swoim Bogiem klęczeć. A to dziwota i heca... Kiedyś były balaski i nikt nad takimi "problemami" się nie rozwodził. Dziś niektórzy katolicy, nawet w pełni nie pojmując co się stało, tęsknią za tym co wewnętrznie czują i wiedzą, że jest właściwe...
Nie wiem jak to się ma z prawami autorskimi itp. itd. Jednakże taka skarbnica użytecznej wiedzy (nie tylko katolickiej) istnieje pod tym linkiem: https://marucha.wordpress.com/do-pobrania/
Jeśli to nie problem to proszę o jakiś sensowny link z kazaniem lub opracowaniem, który w pigułce przedstawi mi przedsoborowe stanowisko Kościoła o karze śmierci. Mam tu straszny dylemat. Serio. To jest jedna z tych rzeczy, które w nauczaniu Kościoła są "z moralnego punktu widzenia" trudne dla mnie do ogarnięcia rozumem. Dlaczego? Może się trafić niesprawiedliwy lub sfingowany wyrok władzy publicznej. Ktoś musi tę karę wykonać a zatem wziąć na własne sumienie zabicie człowieka. Skazany za swoje zbrodnie człowiek zostaje definitywnie pozbawiony szansy na nawrócenie i poprawę (myślę tu sobie np. o Św. Pawle). W Ewangelii i w Nowym Testamencie raczej nigdzie nie da się doczytać możliwości zabicia człowieka za cokolwiek. Czyta się raczej o ciągłym przebaczaniu wrogom (77 razy) i modlitwie o nawrócenie. Będę wdzięczny za rozjaśnienie tematu. Być może to po prostu kwestia mojego niedouczenia. Pozdrawiam
Kiedy czytam informacje jak ta lub niedawna "olimpijska" to mam przed oczami obrazek, że barbarzyńskie hordy antychrysta nacierają już na bramy i są o krok od wioski w której mieszkam. Nie wiem czy zawsze tak było. Ja za mojego życia nie pamiętam aż takiej intensyfikacji złych i przygnębiających informacji - kryzys kościoła, upadek społeczny i gospodarczy, dociskanie śruby, wszędzie wirusy i choroby, wisząca nad głową wojna, rozruchy na zachodzie, powszechna demoralizacja itp. itd. Od początku "pandemii" karmi się nas wyłącznie strachem i dołowaniem. Z kim bym nie rozmawiał w otoczeniu to takiego życiowego optymizmu jest jak na lekarstwo. Oczywiście są osoby pokroju "dopóki jest piwo i grill" to jest git, ale nawet już i takie zauważają ciężar ekonomicznego docisku. Nie mam tu oczywiście pretensji do zespołu, że to pokazuje bo świat zwyczajnie jest jaki jest. Wiem jednak, że przy wysokim natężeniu złych informacji człowiek może pobłądzić. Słuchałem ostatnio kazania na temat "smutku" i związanych z nim uczuciami. Uważam, że jest to całkiem niezły temat do przepracowania dla każdego katolika. Wiem po sobie jak trudno jest walczyć z tym defetyzmem i trudnościami życia. Cały czas się tego uczę. Na pewnym etapie świadomości, kiedy człowiek wie coraz więcej, może po prostu mieć już dość i chce od tego wszystkiego uciec. Na szczęście mam wiarę katolicką, która pozwala mi utrzymać się na powierzchni. Wielu ludzi niestety do wiary nie przywiązuję już żadnej wagi, więc łatwo ich przechowywać w tym "przerażającym" świecie. Natomiast posoborowy Kościół często już nie wie jak człowieka z tego "dołu" wyciągać. Wieloktrotnie przykłada też rękę by dół stawał się coraz głębszy. Mam w rodzinie przypadki, które są przyspawane do telewizora. Dzień w dzień dostają porcję swojego defetyzmu, żeby przypadkiem nie poszukać jakiejś drogi, która by ich od tego uwolniła. Ja niby mam telewizor, ale tak jakby go nie było. Wiem, że nie znajdę tam raczej nić pożytecznego. W 99% natomiast dostanę kolejną porcję wieści, która będzie przerażała lub bezużyteczną papkę w międzyczasie. Myślę, że dobrym tematem "na czasie" dla każdego katolika jest temat "Jak radzić sobie z przygnębieniem i smutkiem". Sam temat zgłębiam i chętnie posłuchałbym o metodach innych. Serdecznie pozdrawiam
Ja z kolei mam problem, że jak chcę zajrzec na swój profil po zalogowaniu wyskasuje "500 server error". To samo jest, kiedy się zaloguję i chcę przejrzeć zakładkę "społeczność". Kiedy nie jestem zalogowany problemu z zajrzeniem do zakładki "społeczność" nie ma.
Panie Pawle jeśli to nie jest problem to proszę o odpowiedź na poniższe pytania. Ostatnio Pan trochę ostrzej podchodzi do FSSPX i dosyć nerwowo reaguje na wszelkie wątpliwośći..Otwarcie Pan mówi, że jest Pan w grupie indultowej, więc jako całkowity laik chętnie bym się dowiedział tych rzeczy w celu lepszego poznania "Indultu": 1. Co Pan sądzi o 1 artykule Summorum Pontificum i innych dokumentach stanowiących podstawę "Indultu"? Czy dla Pana Novus Ordo Missae to "ryt zwyczajny" a Msza Wszechczasów to "ryt nadzwyczajny", czy akurat te zapisy są dla Pana obce? 2. Czy jeśli papież zakaże jakimś dokumentem Mszy Wszechczasów i "Indult" przestanie być już legalny to wróci Pan na Novus Ordo Missae, czy będzie Pan chodził do FSSPX? 3. Czy wybiera Pan kapłanów, którzy udzielają tylko Mszy Wszechczasów, czy nie ma Pan problemów z kapłanem udzielającym zarówno NOM i Mszy Wszechczasów? 4. Jak powyższe kwestie są traktowane w miejscu do którego Pan uczęszcza na Mszę Wszechczasów, czyt. Warszawę. Proszę się nie obrazić za te pytania, ale chciałbym po prostu lepiej poznać "Indult" od środka. Pozdrawiam
Art. 1. Summorum Pontificum papieża Benedykta XVI "Mszał Rzymski ogłoszony przez Pawła VI jest zwyczajnym wyrazem zasady modlitwy (Lex orandi) Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego. Jednakże, Mszał Rzymski ogłoszony przez św. Piusa V i wydany po raz kolejny przez bł. Jana XXIII powinien być uznawany za nadzwyczajny wyraz tej samej zasady modlitwy (Lex orandi) i musi być odpowiednio uznany ze względu na czcigodny i starożytny zwyczaj. Te dwa wyrazy zasady modlitwy (Lex orandi) Kościoła nie mogą w żaden sposób prowadzić do podziału w zasadach wiary (Lex credendi). Są to bowiem dwie formy tego samego Rytu Rzymskiego. Jest przeto dozwolone odprawiać Ofiarę Mszy zgodnie z edycją typiczną Mszału Rzymskiego ogłoszoną przez bł. Jana XXIII w 1962 i nigdy nie odwołaną, jako nadzwyczajną formą Liturgii Kościoła. Zasady użycia tego Mszału przedstawione we wcześniejszych dokumentach Quattuor abhinc annis i Ecclesia Dei, zostają zastąpione na następujące."/ Zamysł Stolicy Apostolskiej od Soboru Watykańskiego II nieprzerwanie zakładał całkowitą eliminację lub "drugorzędność" Mszy Wszechczasów. Stawiał zawsze na piedestale NOM. Oczywistym jest, że jeśli ktoś uznaje pierwszeństwo Mszy Wszechczasów lub w ogóle nie chce uczęszczać na NOM to ma mieszane uczucia. Tak jest przecież napisane jak byk w dokumentach stanowiących podstawę "Indultu". Ja nie mam zamiaru mówić, że Msza Wszechczasów to "ryt nadzwyczajny", bo to pomieszanie z poplątaniem i w ogóle to nie godzi się tak mówić osobie przywiązanej do Tradycji. Przecież twórcy portalu udostępniają tu miejsca, gdzie są Msze Wszechczasów i do nich namawiamy innych wiernych. Dla nas to nie jest jakaś tam "starożytność", a chcemy Mszę Wszechczasów oglądać w każdej parafii. Często jezdzimy tak daleko z konieczności. Natomiast wiele osob dostepu nie ma w ogóle właśnie przez to "lex orandi" NOM. Ja tego nie akceptuję i nie mam zamiaru.
W tematyce pychy warto wysłuchać kazań księdza Najmowicza. https://www.youtube.com/watch?v=4kcPoCaN_NQ https://www.youtube.com/watch?v=tKLJRfaiXpY
Wprowadza Pan Panie Pawle niepotrzebny zamęt i odwraca kota ogonem. Krytyka Indultu przez Bractwo jest jak najbardziej dopuszczalna. Nie można przecież tkwić w rozkroku. "TAK TAK NIE NIE". Wszystkie Msze indultowe były dopuszczane przez władze kościelne z adnotacją, że NOM jest "lex orandi", a Msza Wszechczasów to właśnie dla tych odmieńców - "indian z rezerwatu". To do twórców Indultów Pan powinien teraz mieć pretensje, a nie do FSSPX. Bez FSSPX być może nie byłoby już co zbierać w kwestii Mszy Wszechczasów, więc należy się im szczególny szacunek. Jeśli dla uczciwego kapłana "lex orandi" to Msza Wszechczasów a NOM to zło to wg posoborowych struktur Kościoła "wypad z baru", bo nie myślisz jak chcemy. Struktury Kościoła od Soboru Watykańskiego II notorycznie zmierzają to ograniczenia i wyrugania Mszy Wszechczasów gdzie się tylko da. Indult jest właśnie dla oficjalnych struktur Kościoła takim "rezerwatem" Mszy Wszechczasów i ochłapami dla wiernych, którzy tesknią za tym co było kiedyś. Kapłan, który prawdziwie kocha Mszę Wszechczasów i prawdziwą naukę Kościoła katolickiego na takie coś często nie może się zgodzić i gryzie go sumienie. Przecież przynajmniej oficjalnie musi akceptować też Novusa, bo tego od niego wymagają. Inna sprawa, że np. taki ksiądz Grzegorz Śniadoch zapewne ma w poważaniu "posoborową naukę" mimo, że jest z IBP. Natomiast inny kapłan Indultu będzie kluczył, bo garnuszek jest na parafii i trzeba być miłym dla biskupa. Czy to jest w porządku? Oczywiście, ze nie. Dlatego posyłając kogoś na mszę indultową, można zrobić komuś krzywdę, bo trzeba wpierw wiedzieć czy prawdziwa nauka katolicka jest tam w pełni zachowana. Posyłając kogoś do FSSPX jest niemal pewność, że dusza będzie wzrastać, bo tam trudno o takie "dylematy". Ja tu mam inny problem i nie chcę się wdawać w takie niepotrzebne dysusje. Jeśli namówię kogoś do pójścia na Mszę indultową (tak, żeby zobaczył piękno Mszy Wszechczasów) i trafi potem do FSSPX to uznam to za sukces. Natomiast jeśli pójdzie na Mszę indultową i dołączy do grupy "FSSPX to schizmatycy" to uznam to za porażkę. Ja kocham Bractwo Piusa X jak to Pan napisał. Za to co otrzymałem nie mam zamiaru popierać kogokolwiek, kto jest przeciwko nim. Będę bronił Bractwa dopóki będzie tam PRAWDA. W mojej opiniii jest. To wspaniali i oddani Bogu kapłani. Co bym nie czytał lub słuchał to FSSPX jest praktycznie we wszystkim uczciwe i zawsze stoją w PRAWDZIE. Dlatego jest też moje pytanie czy chodząc na Indult nie popieram przypadkiem pośrednio trwania Novusa i nie szkodzę FSSPX. Ja z Novusem (na miarę możliwości) nie chcę mieć nic wspólnego. Jeśli Pan chce to Pana wybór i Pana sprawa. Rozważam Msze indultowe w tygodniu, bo w swoim kształcie w zasadzie niewiele różnią się od FSSPX. Mam dużo bliżej. Tyle, że jestem świadom tego ryzyka, które się z tym wiąże. Naukę na kazaniach chcę już mieć taką jak należy, więc w tym przypadku już nie ryzykuję i w niedzielę zawsze wybieram FSSPX. Nie wykluczam jednak, że z ambon innych miejsc nauka też może być taka jak należy. Oby tak było. To już musi każdy kto tam jest ocenić indywidualnie w zależności od tego co tam u siebie na mszy indultowej usłyszy.
Doskonała inicjatywa. Pomijam tutaj techniczny chaos i pominięcie innych miejsc niż FSSPX, bo to ma drugorzędne znaczenie. Teraz najważniejsza jest aktywność. Tak, żeby w każdym zakątku Polski wyrastały dusze, które chcą innym pomóc, dusze które potrzebują pomocy z powodów technicznych i dusze, które być może się boją tego kroku i potrzebują poprowadzenia z empatią za rękę.
Msze święte są też w Wołominie w kaplicy na ul. Kurkowej 35 z reguły wg porządku: Poniedziałek - godz. 19:00 Wtorek - godz. 19:00 Środa - godz. 19:00 Czwartek - godz. 6:00 Piątek - godz. 6:00 Sobota - godz. 7:00 Niedziela - godz. 10:30 (Msza uroczysta) Najlepiej śledzić bieżące ogłoszenia.
Z reguły o godz 7 w niedzielę melduję się i jeśli się trafi jakaś potrzebująca dusza z moich wołomińskich stron to chętnie pomogę z transportem :)
Jeżeli udźwigniecie psychicznie i materialnie edukację domową to jest to świetne wyjście z sytuacji. Niestety jedna osoba musi się czemuś takiemu poświęcić i z pewnością będzie miała utrudnioną "ścieżkę zawodową". Kompletnie nie mam pojęcia na temat placówek przyjaznych takim metodom w Krakowie. Wiem jednak, że w dobie powszechnego "ogłupiania" coraz więcej rodziców będzie brało kształcenie dzieci w swoje ręce.
Proszę Pana, tu wszystko nie gra, ale niech Pan się raczej nie łudzi, że ktoś będzie w tym widział jakiś problem. Walec jedzie i się rozpędza. Podmianka Kościoła ma się dobrze i niestety nie ma innej rady jak szukać "szalupy ratunkowej". Co to jest Chemin Neuf niech sobie każdy sprawdzi na ich stronie. Ja poznałem w "chlubnych" czasach tego: https://deon.pl/kosciol/szafarki-dziewiec-kobiet-bedzie-w-diecezji-lodzkiej-rozdawac-komunie-bede-to-robic-z-miloscia-i-czuloscia,2510984 "Jest to takie doświadczenie, kiedy mogę dotykać żywego Jezusa, i Jezusa, który jest życiem będę mogła przekazywać innym. To wielki zaszczyt i wielki dar. Blisko mi jest do świadectwa Marii Magdaleny, która potrzebowała dotykać Jezusa, i ja jako Magdalena chyba odziedziczyłam to pragnienie – mówi Magdalena ze wspólnoty Chemin Neuf." Kiedy do powszechnej akceptacji Komunii Świętej na rękę doszło jeszcze to powyższe już wiedziałem, ze moje dni tkwienia w czymś takim są policzone. Jeszcze się trochę łudziłem, ale z perspetywy czasu już wiem, że to była walka z wiatrakami. Msza Wszechczasów i powrót do Tradycji. Wtedy nie będzie miał Pan takich problemów. Serdecznie pozdrawiam i z Panem Bogiem.
Przedsoborowa nauka Kościoła już dawno stała się przeżytkiem. Została posoborowa nauka "miłości" i wszystkie tego konsekwencje. Obawiam się, że trzeba by cudu, żeby w naszym kręgu cywilizacyjnym wróciło stare myślenie. Dożyliśmy czasów, że sodomia w naszym kręgu cywilizacyjnym jest postrzegana jako coś powszechnie akceptowalnego, a w kontekście tego Rosja, która bije rekordy w rozwodach przedstawiana jest jako "oaza normalności". Powiedz dzisiaj komukolwiek, że antykoncepcja to poważny grzech. Powiedz dzisiaj komuś, że chcesz poczekać ze współżyciem do ślubu. Powiedz dzisiaj komuś, że małżeństwo to "kontrakt" w celu zrodzenia potomstwa i właśnie dzięki temu "kontraktowi" człowiek ma prawo radzić sobie ze swoim popędem. Przecież od razu człowiek zostanie wyśmiany. Pan Jezus mówił, że przywilej dany przez Mojżesza w postaci "listów rozwodowych" był z powodu "zatwardziałości serc waszych, LECZ OD POCZĄTKU TAK NIE BYŁO". Pan Jezus i założony przez Niego Kościół daje jasne wskazówki czym małżeństwo jest i czym być powinno. Tak dalej pójdzie to wierzący młody człowiek kandydata na drugą połówkę będzie mógł chyba tylko znaleźć w tradycyjnym kościele. Rodziny wielodzietne są już traktowane wszędzie jako "patologia". Natomiast wchodzi moda na "psirodziców" czy coś w ten deseń. Tu może tylko pomóc cud. W przeciwnym razie kwestia kilkunastu lat i jako naród się całkowicie zwiniemy. Zachód już dobitnie pokazuje jak można być gościem we własnym domu.
W Uśmiechniętej Polsce jest ostatnio tyle sprawiedliwości, że nigdy w swoim życiu nie czułem się tak bardzo bezpiecznie i tak bardzo sprawiedliwie. Obawiam się tylko, że znacznie ważniejszy sąd szczegółowy może potraktować tę walkę o "prawa kobiet" trochę odmiennie.
Artykuł z cyklu: "Kiedy modernista mówi ci, że przez Mszę Wszechczasów i swoją zaściankowość dzielisz jedność Kościoła..."
Wiara katolicka polega na tym, że człowiek ma obowiązek przestrzegać zasad i reguł danych nam przez Pana Boga. Kościół katolicki pomaga nam je poznawać, tak byśmy mogli dostosowywać do nich swoje życie. Tym samym trwać w tym, co się podoba Panu Bogu, a nie człowiekowi. Często jest to trudne do zaakceptowania, ale przy tych zasadach i regułach prawda jest zawsze tylko jedna i właściwa. Z kolei Protestanci niemal za każdym razem reguły i zasady dopasowują pod siebie. Jeśli coś nie pasuje do światpoglądu to zawsze można to wykreślić lub "przemodelowac". Samo studiowanie Pisma Świętego to swego rodzaju "przygoda". Ja interpretuję tak, ty interpretujesz inaczej. Twoje i moje jest spoko. Ogólnie to "róbta co chceta", bo przecież "Bóg cię kocha" i nie chce twojej zguby. Pan Bóg wszystkich zbawia i aby do przodu! / Prawdziwy Kościół katolicki nie zrezygnował z nauki tradycyjnej doktryny. Tylko niestety trzeba się wysilić, żeby dotrzeć do tych miejsc, gdzie katolicka, tradycyjna doktryna jeszcze się ostała. Czemu tak jest? To już temat rzeka. Tak jak Pan mówi. Media społecznościowe akurat w tym przypadku są (jeszcze) naszym sojusznikiem. Jeszcze niedawno dostęp do Mszy Wszechczasów postrzegałem jako "uciążliwy", bo muszę przejechać spory kawałek samochodem. Dzisiaj postrzegam to jako "luksus" dla mnie niegodnego. Niestety wiele osób takiego luksusu wciąż nie ma...
Uważam, że to zapowiedź świetnej i bardzo potrzebnej świadomym katolikom serii. Bardzo za to dziękuję. Dzisiejsza rozprawka o pierwszym grzechu pychy przypomniała mi kazanie księdza Najmowicza na temat Św. Piotra i wydarzeń nad jeziorem Genezaret. Po krótce streszczając Pan Jezus nakazał Piotrowi zarzucić sieci, ale ten za pierwszym razem wykazał się grzechem lenistwa. Wpierw zamanifestował, że nie ma chęci tego robić. W końcu te sieci zarzucił. Znacznie ciekawsza jest druga część historii. Św. Piotr po dokonanym cudzie mówi "Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny". Całe życie myślałem, że jest to właściwa postawa i piękna pokora przed naszym Zbawicielem. Nawet w nowych komentarzach biblijnych można poczytać o tym jakiż to Św. Piotr był wtedy bogobojny. Jakżeż było moje wielkie zdziwienie, gdy usłyszałem, że Św. Piotr wykazał się tu fałszywą pokorą. Czyli taką odmianą pychy o której mówi Pan Dawid w najnowszej sprawce. Można przegiąć w samozachwycie, ale można też przegiąć w drugą stronę. Św. Piotr przerażony tym cudem miał czelność w tej sytuacji mówić Panu Bogu co ma robić. Chyba to można właśnie określić "fałszywą pokorą". Ostatecznie Św. Piotr zwyciężył, bo całe te bogactwo z połowu całkowicie porzucił i poszedł za Panem Jezusem. Niewiele brakowało, a mógł w tej sytuacji zbłądzić. Wg mnie pycha to jedno z najsilniejszych narzędzi szatana. Z jednej strony zachęca do tego, żeby się mądrzyć, wywyższać, karmić własne ego i udowadniać swoją wartość. Z drugiej strony może wpędzić w poczucie beznadziei, bezsilności i braku chęci do działania. Pychę jest ciężko diagnozować. Zwłaszcza gdy sam "modernistyczny" Kościół nie tłumaczy katolikom jak właściwie do tego grzechu podchodzić.
To ja może dam cytat z książeczki Abp Levebvre'a. "Czyściec przedsionkiem nieba (...) Bez wątpienia niektóre dusze mogą iść po śmierci prosto do nieba. Rozstrzyga o tym Bóg. Ale my zbyt dobrze WIEMY O SOBIE, ŻE JESTEŚMY GRZESZNIKAMI. Dlatego prawdopodobnie będziemy musieli się oczyśćić, pozostając przez jakiś czas w tym przedsionku nieba (...), obmyć tam nasze dusze, które muszą stać się czyste i doskonałe, aby mogłby spotkać Tego, który jest prawdą, piękne, doskonałością, świętością, i aby mogły przebywać w towarzystwie aniołów (...)" Ja osobiście nie ukrywam, że zrobiło mi się bardzo ciężko po przeczytaniu tego, bo sobie jeszcze bardziej uświadomiłem jakie było moje podejście do tej pory. NIE MA TARYFY ULGOWEJ!!! Jeżeli taka osoba jak arcybiskup (o której wielu ma przekonanie, że jest już Świętym) twierdzi, że czeka go czyściec, to co ze mną? Modernistyczne podejście do grzechu przez długi czas trzymało mnie w tym "uśpieniu", że grzech to nie grzech. Teraz już podchodzę do tego inaczej. Wiem, że każdego, nawet najmniejszego grzechu mogę potem bardzo żałować. Dalej jestem grzesznikiem, ale przynajmniej potrafię to trochę lepiej diagnozować. To nieustanna praca nad sobą i poznawanie siebie. Nie ma usprawiedliwiania się lub odkładania, że zacznę od jutra...
Radosław Patlewicz - "Historia polityczna Polski nowe spojrzenie" Tom I i II. Piguła, która odkłamuje wiele kwestii z naszej historii. Napisana przez człowieka, który jest katolikiem i współpracuje razem z Przemysławem Holocherem z Magna Polonia (wydawcy wielu książek o których wspomina Pan Dawid).
Szkoda tracić czas. "W tych komunikatach powinien być podział na zmarłych zaszczepionych (plus tych, którzy z jakichś przyczyn nie mogą się zaszczepić) oraz pozostałych. Aby było wiadomo, ilu osób żałować, a przy ilu wzruszyć ramionami - napisał na Twitterze dziennikarz i właściciel grupy "Weszło"."
Jest tu duża złożoność tematu i bardzo ubolewam, że tak świadoma osoba nie ma swobodnego i łatwego dostępu do Mszy Wszechczasów. Ciężko tu coś poradzić. Jeśli jest możliwość proszę walczyć o uczestnictwo w miejsach, gdzie jest "godnie" i wtedy nie będzie takich problemów. Ja też z własnego doświadczenia wiem, że niektórych rzeczy nie przeskoczy. Nawet jakby się chciało stanąć na głowie. Doprowadza to niestety do bardzo trudnej i przytłaczającej myśli "co ja tu robię i czy ci ludzie faktycznie jeszcze wierzą?" Ja po przymykaniu oczu na wiele rzeczy w końcu przestałem chodzić na Novusa we własnej parafii. Mam ten luksus, że samochodem mogę dojechać na Mszę Wszechczasów do kaplicy FSSPX Jest kawałek, ale przynajmniej wiem, że nie muszę już obcować z takimi problemami. Może kiedyś zbierze się u Pana grupa świadomych wiernych i powalczy o własną kaplicę? Trzymam kciuki, żeby sytuacja jakoś się rozwiązała. Z Panem Bogiem!
Dziękuję za te przypomnienie i zachętę. Jestem na punkcie 3 i tak jak wcześniej wspominałem niezmiennie proszę o modlitwę, żeby się udało. Nie tylko odbębnić, ale zrobić to tak, żeby faktycznie stanowiło wynagrodzenie przy całej mojej niedoskonałości. Dodam, że w moim przeoracie w dniu dzisiejszym z rana frekwencja była prawie jak w niedzielę. Tak więc w całym tym bagnie, które nas otacza dookoła są też jakieś punkty, które mogą człowieka jakoś budować ;) Każdemu kto chce podjąć ten trud pomocne mogą się okazać te 2 foldery do wydrukowania: https://militia-immaculatae.org/wp-content/uploads/2019/02/First_Five_Saturdays_PL_WEB.pdf https://militia-immaculatae.org/wp-content/uploads/2020/03/09_Rozaniec_jak-odmawiac_PL.pdf Z Panem Bogiem!
Takie coś już jest dostępne w zakładce na górze "polecamy" ;) Są tam podgrupy i jedna z nich to własnie to o czym Pani pisze.
No ja np. nie używam Telegrama. Też myslałem o czymś takim, ale wydaje mi się, że z biegiem czasu i rozwoju portalu takie coś mogłoby się narodzić pod autoryzacją Sprawek. Byłoby to wielce pomocne np. w jednoczeniu i szukaniu wiernych danego obszaru. Czy Zespół Sprawek rozważał na przyszłość jakąś grupę dyskusyjną lub komunikator?
To tylko daje dodatkowe świadectwo, że w świecie obłudy, zakłamania i fałszu jesteście oazą prawdy.
Warto przeczytać ten fragment w Piśmie Świętym. Piękne świadectwo męczeńskiej i jakże bohaterskiej śmierci. Nie podoba mi się natomiast brak uwzględnienia bohaterstwa matki. Powinno być "7 braci machabejskich i ich matki". Matka patrzyła i dawała otuchę w śmierci męczeńskiej siódemce swoich ukochanych dzieci! Kto jest w stanie znosić coś takiego i zachować wtedy trzeźwość umysłu? Nie podoba mi się, że jest pomijana. "Przede wszystkim zaś godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Przyglądała się ona w ciągu jednego dnia śmierci siedmiu synów i zniosła to mężnie. Nadzieję bowiem pokładała w Panu. Pełna szlachetnych myśli, zagrzewając swoje kobiece usposobienie męską odwagą, każdego z nich upominała w ojczystym języku. Mówiła do nich: «Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata bowiem, który ukształtował człowieka i wynalazł początek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego że wy gardzicie sobą teraz dla Jego praw»." Czyż taka matka nie zasługuje na większą uwagę lub chociaż na bardziej dobitne wspomnienie również i jej?
Śpi Pan czasem? Proszę nie przegrzać umysłu ;) Gdzie leży prawda? Ja jestem za cienki bolek, żeby komuś to spróbować jeszcze przekazać, ale ksiądz Dzierżak robi to fantastycznie: https://militia-immaculatae.org/wp-content/uploads/2023/03/01a_Z-milosci-do-prawdy_PL.pdf Na marginesie foldery i książeczki z poniższej strony leżą w kaplicach Bractwa FSSPX. https://militia-immaculatae.org/polski/ Można je też za darmo pobrać ze strony, co uważam za wielce pożyteczne dla każdej pracującej nad sobą duszy. Wiem, że strona jest w polecanych, ale warto o niej częściej wspominać.
"Jeżeli nie sprowadzamy historii do nieustannej walki między Szatanem a Jezusem Chrystusem, to tak naprawdę nic prawdziwego nie będziemy o niej mogli powiedzieć". To jest kwintesencja prawdy o historii. Kiedy mój chrześniak mnie pyta o jakieś wydarzenie historyczne to go na początku pytam: "Chcesz tak jak nauczają w szkole czy tak jak wydaje się, że było na serio?" Prawda o wielu wydarzeniach i postaciach historycznych to zupełnie co innego niż nam wtłaczają do głów. Życie w Prawdzie czyli prawdziwej nauce katolickiej pomaga nam to odkrywać i widzieć ten fałsz.
To odwieczny problem katolika, który zbliża się do Prawdy. Tak być musi, bo jest napisane, że tak będzie. Nie ma innej drogi. Trzeba brać swój Krzyż na swoje barki i do przodu. Nie ma co płakać oraz biadolić tylko trzeba walczyć. "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę?" - Apropo olimpiady. Za wczesnej młodości wprost uwielbiałem sport. Nie namawiam oczywiście nikogo, żeby go nie uprawiał, ale ten "medialny" to już dawno został przejęty przez diabelstwo. Dlatego nie oglądam. Ewentualnie naprawdę z rzadka z jakiś pozostałości pobudek patriotycznych. Generalnie to nie jest złym pomysłem wywalenie telewizora przez okno to i problem sportu się zmniejszy. - W przypadku sportu to tylko rezygnacja z własnych przyzwyczajeń i czegoś co się po prostu lubi. Naprawdę są większe problemy. W tych czasach puszczenie własnych dzieci do rówieśników to prawie pewnik, że wchłoną od nich jak gąbka głupotę i złe nawyki. Izolować od głupoty i robić z dziecka odludka, czy jednak dać im się bawić z rówieśnikami? To ogromny dylemat dla każdego poważnie myślącego rodzica. - Życie w zgodzie z Panem Bogiem wiąże się u wielu osób z ostracyzmem wśród znajomych i rodziny. Rugają nie tylko ci, którzy otwarcie sprzeciwiają się wierze, ale też ci, którzy pozornie z Panem Bogiem żyją w zgodzie. Budowanie w sobie pokory i brak nadmiernego przywiązania do "radości tego świata" naturalnie zawęża tematy z wieloma ludźmi. Dlatego tak wielu katolików żyjących w Prawdzie czuje się porzuconymi i samotnymi. Po prostu trzeba to zaakceptować i prosić Pana Boga o umocnienie w wytrwaniu w Prawdzie. Czasem ból stanie się nieznośny. Jeśli Krzyż stanie się za ciężki warto prosić innych o modlitwę lub poszukać pomocy u dobrego kapłana. To nie są proste rzeczy, ale nikt też nie mówił, że będzie łatwo i przyjemnie. Na szczęście nikt z nas tak naprawdę nie jest sam. W momencie kryzysu warto poszukać pomocy np. na tej grupie. Chyba to jeden z ważniejszych powodów dlaczego wg mnie twórców portalu pasowałoby serdecznie wyściskać z wdzięczności. Jak już tu będa nas setki tysięcy to nikt nie będzie czuł się samotny i porzucony. Będzie wiedział, że żyje tak jak należy i to świat zwariował, a nie on.
https://youtu.be/NMxZGeyFs4k?si=kRgHmZuRit3bflea - w kontekście tematu świetne kazanie księdza Piotra.
Jakoś ciężko mi tu kliknąć "polub". Ja wiem, że takie czasy, że na wszystko trzeba być gotowym. Mimo wszystko mocno bym rozważył dodanie reakcji "nie lubię". Może się czepiam do przesady, ale "lubienie" czegoś takiego jakoś zle mi sie kojarzy, a raczej zbiera na wymioty.
Od mniemanej pandemii niestety sport już nie smakuje tak samo. Można popatrzeć od czasu do czasu, ale w większości przypadków to strata czasu. Mało tam postaci, które można jeszcze przedstawić młodemu człowiekowi jako "autorytet".
1/3 duchów? Skąd ta pewnośc, że nie 1/2? :) Gdzie pozostałe 2/3? Jak się zagłębiałem w temat zadawałem sobie zawsze pytanie: kto stoi na czele tego całego diabelstwa? Nigdy nie doszedłem do klarownej odpowiedzi. Może i lepiej nie wiedzieć. Przerażają mnie egzorcyzmy. Zapewne prawda o tej ukrytej dla oczu "elicie elit" też by mnie przeraziła. Wydaje mi się natomiast, że armia ciemności jest raczej podzielona. Poszczególni jej uczestnicy na wyższych szczeblach mają różne wizje jak osiągnąć swoje cele. Wygląda to czasem trochę jak "wojna gangów" i który jest większym gangusem to wychodzi przed szereg. Jak to w armii są również najemnicy, których cele nie obchodzą za bardzo, a wyłącznie własna korzyść. Dlatego tak wielu duszę zaprzeda byleby tylko mieć sławę, bogactwo, dobra materialne, stanowisko itp. itd. My służymy w przeciwnej armii. Jest tu wielu uśpionych wojowników. W jednostkach specjalnych też są podziały, bo wiele razy można usłyszeć "FSSPX to schizmatycy" lub "Poza FSSPX nie ma innego świata". Sławne są już spory o NOM. Tak czy siak jednostki specjalne mają za zadanie podnosić morale reszty armii. Trzeba próbować kształcić "nowych specjalsów", którzy skutecznie dadzą opór przeciwnikowi. Cel tej armii to budować, a nie niszczyc. Zwycięstwo jest pewne, bo mamy po swojej stronie Króla królów. Tylko trzeba to zwycięstwo dobrze przepracować.
1. Z książeczki abp Marcela Levebvre'a "Rozważania różańcowe". "ZAWIERZYĆ SIĘ CAŁKOWICIE OPATRZNOŚCI. Nie powinniśmy zbytnio niepokoić się o jutro. Jeżeli naprawdę żyjemy w Bogu, będzie On ukazywał z dnia na dzień drogę, którą mamy kroczyć. Ta droga stanie się dla nas widoczna dwa dni wcześniej lub dzień wcześniej, a może tylko dwie godziny wcześniej - nie wiemy tego. Oddajmy się w ręce Boga. (...) A zatem - po co niepokoić się i troszczyć o jutro? Wystarczy ufać Bogu. Spełniajmy obowiązki naszego stanu, co do reszty, zawierzajmy się całkowicie dłoniom opatrzności Bożej." --------------------------------------------------------------------------------- 2. Postacie "konserwatywne" nawet naszej sceny politycznej jarają się Elonem Muskiem, który jeszcze niedawno występował w kostiumie Baphometa i pokornie przepraszał w Polsce, bo przegiął w obrażaniu władców świata. Widzą nadzieję prawicy w Trumpie, który np. uznał Jerozolimę za stolicę Izraela, podpisał 447, jego działania kreują go na aktywnego piewcę agendy syjonistycznej i wg niektórych jest zbawcą świata bo ma walczyć rzekomo z jakimś deep state itp. itd. Nie sądzę by był on "niezależny" w podejmowaniu swoich decyzji. Chwalił swego czasu też kryzys klimatyczny w ramię, a ostatnio zmiękcza swoje stanowisko w sprawie aborcji. Kto wie. Być może się nawróci i zostanie przez Pana Boga wykorzystany do jakiś szczytnych celów. Tylko my nie mamy na to wpływu, więc warto wrócić do punktu nr 1. Argentyński Milei to rzekoma nadzieja w walce z osobistościami Davos, a ostatnio chciał porzucić lub już porzucił religię katolicką. Jeździ i zachwyca się judaizmem. Ileż to było ochów i achów jak w Davos rzekomo "pojechał" globalistom. Ostatnio zachwyt wzbudziła Ewa Zajączkowska swoim przemówieniem. Mój też. Ludzie pokazują już jej zdjęcia gdy na koncercie pokazuje "ave satan". Może to po prostu przypadek, niewiedza i głupota? A może kolejna kreacja. Szkoda na to poswięcać jakoś wiele czasu. Z czystej sympatii apeluję do rozsądku. Nie mówię, żeby nic nie wiedzieć o świecie, ale takie analizy na pewno nic dobrego nie wnoszą do życia prawdziwego katolika. -------------------------------------------------------------------- "Będziecie słyszeć o wojnach i o pogłoskach wojennych; uważajcie, nie trwóżcie się tym. To musi się stać, ale to jeszcze nie koniec! Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będzie głód i zaraza, a miejscami trzęsienia ziemi. Lecz to wszystko jest dopiero początkiem boleści. Wtedy wydadzą was na udrękę i będą was zabijać, i będziecie w nienawiści u wszystkich narodów, z powodu mego imienia. Wówczas wielu zachwieje się w wierze; będą się wzajemnie wydawać i jedni drugich nienawidzić. Powstanie wielu fałszywych proroków i wielu w błąd wprowadzą;a ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony." Skoro nasz Pan powiedział, że kiedyś będzie ciężko to będzie. Nie sztuka przewidywać kiedy to nastąpi, a zawsze wytrwać w miłości do Niego. To jest naprawdę ważne.
Najbardziej bulwersujące w tym wszystkim jest to, że tak zwyczajnie po świńsku zapomnieli o kotach! Ja rozumiem, że mogą pojawić się problemy, że psy będą za nimi ganiać, ale nie zmienia to faktu, że to RASIZM czystej wody.
" (...) A wy miejcie się na baczności. Wydawać was będą sądom i w synagogach będą was chłostać. Nawet przed namiestnikami i królami stawać będziecie z mego powodu, na świadectwo dla nich. Lecz najpierw musi być głoszona Ewangelia wszystkim narodom. A gdy was poprowadzą, żeby was wydać, nie martwcie się przedtem, co macie mówić; ale mówcie to, co wam w owej chwili będzie dane. Bo nie wy będziecie mówić, ale Duch Święty. Brat wyda brata na śmierć i ojciec swoje dziecko; powstaną dzieci przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. I będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mojego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony." Proszę się trzymać i nie poddawać. Czytanie Pana mądrych postów to czysta przyjemność. Mam nadzieję, że z biegiem czasu Krzyż stanie się lżejszy i wszystko dobrze się ułoży. Nie lubię tak obiecywać, żeby potem nie być gołosłownym, ale będę miał na uwadze w modlitwie. Wytrwałości i proszę pamiętać, że nie jest Pan sam na tej trudnej drodze. Pozdrawiam
Dobre wskazówki są też w 1 liście do Tesaloniczan. "(...) Prosimy was, bracia, abyście uznawali tych, którzy wśród was pracują, którzy przewodzą wam i w Panu was napominają. Ze względu na ich pracę otaczajcie ich szczególną miłością! Między sobą zachowujcie pokój! Prosimy was, bracia, upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, przygarniajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi! Uważajcie, aby nikt nie odpłacał złem za złe, zawsze usiłujcie czynić dobrze sobie nawzajem i wobec wszystkich! Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła."
To temat rzeka. Najlepszą sugestią może być "nie marnuj swojego czasu". Zacznij już dziś nad sobą pracować. Nikt nie wie ile życia zostało, a zawsze jest coś dobrego do zrobienia. Jeden uświęci swą duszę gwałtownie inny poprzez mozolną i żmudną pracę. Św. Antoni chciał zostać męczennikiem, a dostał pracę na rzecz bliźnich. Nie zawsze dzieje się tak jak chcemy, ale trzeba ufać Panu Bogu. Sakramentalne życie, modlitwa, miłość do bliźniego, realizacja obowiązków stanu. Reszta rozwiąże się sama i prędzej czy później "odbuduje zniszczony ład społeczny". Czy znajdzie się wystarczajaco takich ludzi? Czas pokaże. P.S: zapomniałem. W Gdyni usłyszałem od kapłana jakże mądre słowa na kazaniu. Cuda często rodzą się w ciszy, pokorze i tam gdzie mocno tego nie widać. To co głośne, mocno eskponowane i z fajerwerkami w wielu przypadkach pochodzi od diabła.
Polacy w znakomitej większości to pewnie nawet nie zajarzyli, że coś takiego jak 447 było ;). Powinni też przy okazji przeanalizować historię i początki kariery tego polityka, jego poglądy itp. itd. Już sama postać jego potencjalnego zastępcy pokazuje, o co w tym wszystkim chodzi. Bez obrazy, ale moim zdaniem trochę szkoda czasu na takie rozmyślunki. To trochę temat sensacyjny, pochodny z czerwonymi jałówkami, apokalipsą, antychrystem, wielkim uciskiem, nowym porządkiem świata itp. itd. Równie dobrze można to przedstawić, że jak wygra Trump to może będzie trochę mniej aborcji w USA, ale więcej zamordowanych Palestyńczyków i III wojna światowa w Iranie lub innym Tajwanie. Czy my mamy na to wpływ? Nie. To po co tracić czas? Lepiej od rozmyślania kto będzie oficjalnie "na papierze" rządził w USA pomyśleć nad tym, żeby Pan Jezus rządził w życiu jak największej liczby osób. Może wtedy i taki Trump zostanie wykorzystany przez Pana Boga do odciągnięcia w czasie Sądu Ostatecznego, żeby więcej osób mogło jeszcze powalczyć o swoją duszę. "(...) Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec. A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie."
Myślę, że dało się już odczuć, że na obecnym stanie swojej świadomości nie jestem wielkim fanem Novus Ordo Missae. Są osoby w środowisku Tradycji, które uważają, że trzeba to "zaorać". Dla mnie to brzmi za ostro, bo przy całej delikatności tematu kojarzy się z jakimś burzeniem kościołów. Zwłaszcza laikom i niedoinformowanym. Zdecydowanie lepsza taktyka to wyławiać stamtąd osoby i wtedy samo się będzie naprawiać. Staram się rozmawiać z innymi katolikami na ten temat jeśli przejawiają jakieś zainteresowanie. Z reguły bez wielkich sukcesów, ale zostaje taka nutka zainteresowania. Zawsze zachęcam, żeby sami poszli na Mszę Wszechczasów i się przekonali na własne oczy. Zostawiam to ziarenko. Może tak jak niegdyś ja otrzymają łaskę by tam w końcu trafić. No właśnie Tylko jak mają zobaczyć Mszę Wszechczasów, skoro sam Kościół spuścił ją do przykościelnych kaplic? Po Traditonis Custodes pilnuje się, żeby przypadkiem ktoś się nie dowiedział, że coś takiego istnieje... Ja miałem szczęście, że w sąsiednim mieście "podziemna" MW się jeszcze ostała. Tam byłem pierwszy raz i potem już zacząłem jezdzić do Bractwa Św. Piusa X. Moim zdaniem FSSPX dwoi się i troi, żeby katolik Mszę Wszechczasów miał. Wg mnie to święci i oddani sprawie kapłani. Tylko przeciętny katolik od razu ma obawy jak o takim Bractwie słyszy. Spacer do swojej parafii jest przecież przyjemniejszy niż wyszukiwanie odległych kaplic jakiś dziwnych "schizmatyków". Z drugiej strony wyraźnie widzę, że w samym środowisku tradycyjnym często da się odczuć usprawiedliwanie NOM. Nie masz MW to idz na NOM i też będzie git. Z takim podejściem być może będziemy niebawem na NOM skazani... ZAWRÓĆMY! W głowie od jakiegoś czasu tli mi się szalony pomysł o roboczej nazwie "Zagaj proboszcza". Kiedy odnalazłem Mszę Wszechczasów siłą rzeczy musiałem porzucić rodzinną parafię. Próbowałem rozmawiać o soborze, ekumenizmach, błogoslawieniu sodomii, Komunii na rękę itp. itd., ale nie było woli by się w to zagłębiać. Teraz myślę czy nie wrócić... tylko już z pismem z prośbą do biskupa, że bardzo bym chciał spacerem chodzić nie na NOM, a Mszę Wszechczasów. Wiem, to szalone i nie ma prawie żadnych szans na powodzenie. Tylko od czegoś trzeba zacząć. Czy są tu osoby, które w ramach walki o MW razem ze mną sporządziłyby takie pismo? Skoro Kościół tak chętnie dostosowuje sie w wielu miejscach do sodomitów to może i dostosuje się do starego i nudnego tradycjonalisty. Gdyby się okazało, że biskupi takich pism dostają tysiące to kto wie...
Rodzi się to pytanie: co ja mogę z siebie dać, by działać? Jak zmierzać do bycia gorącym, a nie ciepłym? Wydaje się słusznym, że wpierw trzeba zacząć od siebie. Kiedy już widzę "belkę" we własnym oku, to próbuję ją wyjąć i nieustannie staram się trenować w sobie pokorę i ujarzmiać pychę. W dużym skrócie: pracuję wpierw nad sobą i swoją relacją z Panem Bogiem. Kiedy już widzę te śmieci na własnym podwórku i próbuję je posprzątać to mogę się pokusić o zerkanie na inne podwórka. Wpierw z najbliższego otoczenia. Zależy mi na tych osobach, więc logiczne, że chcę ich Zbawienia. Po tym jak już sam coraz więcej rozumiem muszę się nauczyć jak wskazywać innym właściwy kierunek. To bardzo trudny i delikatny temat, bo do każdego trzeba podejść indywidualnie. Łatwo się też zniechęcić, bo efekty są często odwrotne od zamierzonych. Wzorem niech będzie Św. Monika, która 18 lat walczyła a nawrócenie swojego syna. Pracuję nad sobą, drążę skałę w najbliższym otoczeniu i co dalej? Pojawia się multum możliwości. W ramach wdzięczności przejawiam np. aktywność na stronie "Igi Świątek" szeroko pojętego środowiska Tradycji. Internet z całym swoim brudem jest coraz większym zgorszeniem ludzkości, ale tu jest sens. Już sama myśl, że są też inni, którzy prowadzą tę arcytrudną batalię buduje. Warto też wspierać takie dzieła finansowo. Co dalej? Chciałbym, żeby ta myśl była osobno, więc przepraszam, ale napiszę 2 posty obok siebie.
Jak się odnajdzie Tradycję życie nie jest już takie jak wcześniej. W Prawdzie czyli niezmąconym katolicyzmie jest dużo lepiej, choć niekoniecznie łatwiej. W konfesjonale sie słyszy: "Jak się grzebie w śmietniku to się wygrzebuje śmieci", a nie szuka takiego, gdzie księża za bardzo nie ganią. Jednocześnie zaczyna się prawdziwa walka bez żadnych kompromisów, by wyzbyć się tego całego, obrzydliwego brudu na duszy. Wie się, że Zbawienie jest tylko przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, a nie we wszystkich religiach. Wie się też, że jest się tylko prochem i wszystkie ziemskie zasługi są dla chwały Pana Boga. Pycha staje się zaciekłym wrogiem, którego trzeba ujarzmić. Tylko w Prawdzie trzeba miłować każdego, nawet swojego nieprzyjaciela. Do tego czuje się tę nieustanną tęsknotę za Wszechmogącym Stwórcą. Natomiast możliwość obcowania z Nim staje się wielką radością i szczęściem. Dlatego Msza Święta to kawałek Nieba tu na łez padole, a nie przykry obowiązek lub spacer z piknikiem. Kapłana całuje się po rękach, bo jest on darem od Pana Boga. Życie w Prawdzie to nieustanna praca nad sobą i troska o innych ludzi. Często mozolna, ciężka i niewdzięczna praca bez użalania się nad sobą. Trudy i zgryzoty przemieniają się w Krzyż, który uszlachetnia. Natomiast Ci co Prawdę poznali ochoczo potrafią za nią oddać życie, bo wiedzą, że to winda do raju. Droga jakże trudna i kręta, lecz jedyna właściwa. Przecież tu jest tylko na chwilę. Zdecydowanie to nie jest "gniotek".
Trzeba mieć jaja jak kokosy :) Pełen szacun.
Prawdziwy katolik zawsze kocha bliźniego i chce jego dobra. No, ale żeby to właściwie zrozumieć to właśnie trzeba dostępu do prawdziwej nauki katolickiej i GODNEGO obcowania z Panem Bogiem na Mszy Świętej. Dlatego te dwa kryteria to dobry odnośnik. Inna sprawa, że nie każdy człowiek, mający się za katolika to zrozumie. Jest tak wiele diabelskich pułapek... Ja akurat sedewakantystów na swojej drodze zbyt często nie spotykam. Tłumię w sobie i w innych te sedewakantystyczne zapędy. Owszem, jest ciężko, ale jeszcze za wcześnie na takie radykalne poglądy. Potrzebowałem czasu, żeby do tego dojrzeć. Przecież fajnie jest powiedzieć "ale ten Bergoglio odwalił!". To już jest błąd. Kościół po coś jest wprowadzony w ten stan agonii i uśpienia. Co będzie dalej to już zależy od każdego z nas. Ja akurat więcej mam do czynienia z modernistycznym i "fajnokatolickim" podejściem. Takim typowo leniwym i konformistycznym. Sam w tym tkwiłem przez bardzo długi czas. Teraz uczę się jak z innymi osobami rozmawiać. Nie lada sztuka powiedzieć pełną prawdę i jednocześnie nie być przy tym w grzechu "pychy". Poza tym przemówić komuś do rozsądku to często graniczy z cudem i efekty są odwrotne od zamierzonych... Dlatego najprostszą metodą jest praca nad sobą i modlitwa za postawione cele i osoby. Jeśli sami będziemy świecić przykładem i będziemy żyli w harmonii z Panem Bogiem to i efekty samoczynnie zaczną się pojawiać dookoła. Dlatego dobrze, że jest to forum, gdzie ta nasza nieliczna garstka może się jednoczyć i wzajemnie wspierać w walce duchowej ;)
Posiadam tę książkę, ale nie posiadam jeszcze wystarczająco czasu, żeby zajrzeć :) Natomiast mogę z czystym sumieniem polecić wydawnictwo, które tę książkę wydało: 3dom. Na swoim koncie mają mnóstwo oryginalnych pozycji. Niestety nie pozostaje to niezauważone przez "przyjazne państwo" i zmagają się z problemami prawnymi. Wydawnictwo ma wiele zasług w wydawaniu pożytecznej literatury katolickiej. Choćby teraz wznowili sprzedaż tego Mszału Rzymskiego: https://3dom.pro/18903-mszal-rzymski-z-dodaniem-nabozenstw-nieszpornych-1949-r-o-g-lefebvre.html
Szczytna idea. Ja jestem młody stażem i wdrażam się "bardziej serio" stopniowo. Podjąłem trud pierwszych sobót miesiąca i na razie 2 są za mną. Jeśli to nie jakiś wielki problem dla Was to proszę o jakąś krótką modlitwę, żebym wytrwał do końca. Wydaje mi się, że bardzo przydatne mogą się okazać foldery MI. Można je wydrukować i samemu korzystać lub dać komuś kogo chce się zachęcić. https://militia-immaculatae.org/wp-content/uploads/2020/03/09_Rozaniec_jak-odmawiac_PL.pdf https://militia-immaculatae.org/wp-content/uploads/2019/02/First_Five_Saturdays_PL_WEB.pdf Jestem też w trakcie poznawania tej książeczki. Bardzo polecam. https://tedeum.pl/pl/p/Rozwazania-rozancowe/924
To bardzo fajny pomysł. Mądrze umieszczony na stronie link do tego ułatwiłby życie zalatanemu katolikowi ;) https://www.missalemeum.com/pl/2024-07-17
W pełni popieram.
Jakże prawdziwa jest ta rozprawka. Kiedy jest się coraz bliżej prawdy następuje przewartościowanie i człowiek zaczyna dostrzegać, co jest naprawdę ważne. Uświadamia sobie też jak wiele musi nad sobą pracować. Sprawy tego świata jednak zawsze pozostaną kuszące i będą nieustannie pukać do drzwi... Może to zabrzmi trochę głupio, ale w środowisku tradycyjnym Pan jest taką Igą Świątek. Posiada Pan niebywały talent w tym co Pan robi i jednocześnie jest w tym prawda, czystość intencji i pokora. Pana kanał miał i ma ogromny udział w moim dochodzeniu do prawdy. Dlatego teraz tak ochoczo poświęcam swój czas, zeby się jakoś odwdzięczyć. Uważam, że warto. Jeśli jest tutaj już mowa o priorytetach to proszę pamiętać w tym wszystkim o najważniejszym, czyli swojej rodzinie. Na pewno będzie coraz trudniej wszystko ogarnąć. Tym portalem targnął się Pan na coś ultra AMBITNEGO. Zbieranie informacji, zmontowanie, doczytanie kwestii, żeby były zgodne z prawdą, poruszanie kontrowersyjnych treści, odpisanie ludziom i teraz jeszcze wklejanie tego na stronę i moderowanie wszystkiego. To dużo pracy. Proszę nie brać jej za dużo na swoje barki, żeby nie przedobrzyć. Ostatnie materiały dotyczące "spraw tego świata" w moim odczuciu nie są niezbędne dla środowiska Tradycji i trochę szkoda na to czasu. Prawdziwego katolika nie powinno jarać, że jakiś Vance, który na papierze jest tradycyjnym katolikiem, a w rzeczywistości wspiera politykę Izraela zostanie wiceprezydentem. Jaranie się Trumpem z całym jego dotychczasowym "dorobkiem politycznym" to też nie powinien być omawiany wyżej "priorytet". Już teraz niektórzy doszukują się np. ustawki w ostatnim zamachu. Oczywiście takie doszukiwanie się może być głupie, ale po co się narażać na kolejnych fałszywych proroków? Ja wolę posłuchać Pana mądrych rozmyślań, czytania o prawdziwych Świętych i krótkiej "piguły" ważnych informacji ze świata. To wystarczy. Ostatnio dwa konkurecyjne kanały "z branży" dostaly reprymendę od kapłana FSSPX, że są fałszywymi prorokami, bo szukają za dużo sensacji, a nie koncetrują się na prawdziwej walce duchowej. Być może zamiast wyszukiwać "zbędnych informacji" lepiej niech Pan ten czas poświęci rodzinie ;) To już Pan najlepiej będzie wiedział, które infromacje są ważne, a które być może zbędne... Życzę Panu wszystkiego najlepszego i odpowiedniego balansowania w życiu. Bardzo bym chciał, żeby kiedyś ten portal był hubem i radością setek tysięcy katolików Tradycji. Wtedy może i nasz kraj się odbuduje :) Z Panem Bogiem
Jestem tylko niegodnym świeckim który niewiele wie, ale też się wypowiem jak ja do tego podchodzę. Mój rozum rozeznaje to tak: Ja na aktualnym etapie świadomości nie miałbym odwagi komuś polecać lub nie polecać chodzenia na NOM. W życiu nie wziąłbym odpowiedzialności za czyjąś duszę, bo przecież mogę się mylić. Mogę odpowiadać jedynie za siebie. Dla przykładu: mówiąc komuś, że NOM jest też ok przykładam rękę do tego, żeby dalej trwał. Z kolei mówiąc komuś, że nie musi chodzić na sprotestantyzowany NOM, bo ma za daleko na Mszę Wszechczasów mogę komuś wyrządzić krzywdę robiąc z niego (jakże ostatnio popularnego) telewizyjnego katolika. Wszystko zależy od POZIOMU ŚWIADOMOŚCI JEDNOSTKI. Co innego pobożna babcia, która nie wie co to Sobór Watykański II, a co innego oczytany i poinformowany człowiek, który wie w jaki sposób powstał NOM. To samo tyczy się kapłana. Jeden kapłan pobożnie odprawia NOM w nieświadomości, drugi kapłan tkwi w NOM, ale podświadomie czuje, że coś tu jest nie tak. Niektórzy kapłani w tym siedzą i cierpią, inni np. odchodzą do Bractwa. Każdy człowiek wybiera swoją drogę. Chyba wszyscy tu twierdzą, że wolą Mszę Tradycyjną od NOM. To znaczy, że każdy wie, że na starej Mszy było lepiej i bardziej godnie prawda? To czemu o nią nie walczymy? Odkąd trafiłem na Mszę Wszechczasów doznałem olśnienia. Ja już nie moge patrzeć na Novusa. Teraz to już widzę aż za bardzo. Zwłaszcza, kiedy doczytuję kolejne kwestie z tym związane. Jednocześnie wiem, że wielu katolików w tym tkwi i nie chcę ich mocno oceniać. Mogę jedyne poruszać temat jeśli mają na to ochotę (zazwyczaj nie mają). Poza tym niedawno w tym sam tkwiłem i wiem dobrze jak trudno z tego wyjść... Obrałem za to inną drogą. Poztywywną a nie negatywną. Każdego z otoczenia szczerze zachęcam do udziału w Mszy Wszechczasów, bo moim zdaniem tam jest prawdziwa wiara katolicka i będzie to dobre dla ich duszy. Niech każdy sam zobaczy i porówna. Natomiast nie moją rolą jest krytyka innych, bo chodzi na Novusa lub nie chodzi. Wydaje mi się, że jak ktoś się już zanuży w prawdziwej Tradycyji to ma ciężko wrócić. Ja tak mam. Wydaje mi się też, że tak częste usprawiedliwianie uczestnictwa na NOM to nie jest właściwa droga. Skoro już jesteś na NOM to idź zagaj do proboszcza, żeby Ci dał Mszę Wszechczasów. Czyż to nie jest bardziej pobożne? W ogóle powinno się zrobić akcję "Zagaj swojego proboszcza". Niech sie nauczy odprawiać też Mszę Wszechczasów. Bo czemu nie? Przecież Święty Pius V taką ustanowił na wieki... Takie usprawiedliwanie NOM prowadzi do tego, że walec dalej jedzie. Ja tego nie mam zamiaru praktykować. Chcę powrotu do prawdy. "Niech mowa wasza będzie tak tak nie nie". Letnim też nie warto być, a gorącym lepiej się stawać. Życzę każdemu, żeby obrał właściwą drogę. Jeśli ktoś ma jakieś materiały, które mogą być pomocne w rozważaniu tej kwestii to bardzo za nie dziękuję. Pozdrawiam serdecznie
Bardzo dziękuję za te odpowiedzi. Temat stoi chwilę a posty już pokazują jak skrajne mogą być stanowiska. Jedni dopuszczają udział w NOM lub w jej elementach inni absolutnie. Tak jest na każdym forum związanym z naszym środowiskiem. To potwierdza tylko w jakim obecnie ogromnym zamęcie się znajdujemy. Nie tylko w oficjalnych strukturach Kościoła, ale nawet w tym ogólnie pojętym środowisku "Tradycjonalistów". Ludzie, którzy tu są to raczej nie są ludzie z przypadku. Jeden katolik Tradycji myśli tak drugi zupełnie w drugą stronę. Gdzie tu jedność nauczania Kościoła? Tak być nie może i jeśli Kościół stanie jeszcze na nogi jak najszybciej powinien takie kwestie wyjaśnić. Na ten moment pozostało się opierać na autorytetach, bo o jasne i klarowne stanowisko ciężko. Życie mnie nauczyło pokory. Nie zawsze tak jak mi się wydaje to jest właściwe myślenie. Tutaj też jestem bardzo ostrożny, bo to arcytrudny i delikatny temat. Klucz tematu to znaleźć takie rozwiązanie, które podoba się Panu Bogu, a nie takie, które mi pasuje i z którym mi wygodniej. Mam nadzieję, że ta dyskusja się choć w małym stopniu do tego przyczyni. Pozdrawiam wszystkich
Nie wiem czy jest powód do jakiegoś wielkiego entuzjazmu... Cytaty z pierwszego lepszego portalu: "Vance poparł też ostrą politykę wobec Iranu i ocenił, że powinien zostać "mocno uderzony". Oskarżył też Joe Bidena o to, że "nic nie zrobił, by pomóc naszemu sojusznikowi Izraelowi" i zamiast tego przedłużył wojnę i utrudnił osiągnięcie trwałego pokoju." "W wywiadzie w Fox senator z Ohio - który przeszedł na katolicyzm w 2019 roku - zmiękczył swoje wcześniejsze stanowisko dotyczące aborcji, popierając to wyrażane przez Trumpa, to znaczy, by pozostawić politykę aborcyjną w gestii poszczególnych stanów." Rozumiem, że cieszymy się z tego, że człowiek odpuści Ukrainę, ale być może będzię parł do wywołania III wojny światowej, tylko, że w Iranie? Poza tym czy katolik przywiązany do tradycji może wspierać takiego "sojusznika" w rzezi niewiniątek naszych czasów? Czy nie jest to sytuacja anologiczna z katolikiem, który szerzy w kraju aborcję? Pytanie retoryczne. Ja już dawno przestałem wierzyć w polityków, którzy tylko kreują się na kogoś, a z biegiem czasu okazują się kimś zupełnie innym. "Po owocach ich poznacie" wiecznie żywe.
Panie Dawidzie chciałbym zgłosić 2 problemy natury technicznej: 1. Przy dłuższym rozmyślunku nie ma możliwości go opublikować, bo przycisk z jego umieszczeniem zjeżdża na sam dół. Próbowałem wkleić coś krótkiego i potem edytować, ale przycisk edytowania też jest "poza ekranem". Sytuacja była taka sama przy 2 różnych przeglądarkach. 2. Przy opublikowaniu odpowiedzi tekst zlewa się zawsze w całość. Przy dłuższych tekstach dużo lepiej się coś czyta jak są akapity, przerwy pomiędzy myślami i odstępy. Serdecznie pozdrawiam!
Ja zacznę od podziękowania za cały trud i ciężką, ale jakże pożyteczną pracę - bardzo dziękuję. Podstawowe pytanie czy portal ma być bardziej do informowania, czy będzie stanowić swego rodzaju forum dla katolików związanych z Tradycją. Jeśli to pierwsze to kształt jest odpowiedni. Jeśli to drugie to tak jak wspominałem popracowałbym nad grupowaniem i lepszym uporządkowaniem materiałów. Raz w zakładce "sprawki" wg wspomnianych dat dodania, dwa w zakładce "społeczność". Aktualnie jest jeden worek rozmyślunków w zakładce "społeczność". Jakieś pogrupowanie ich w tematyki typu polityka, książki, wiara, inne itp. itd. wprowadziłoby ład i porządek. Dziś jest mało osób, ale jak już będą tu dyskutować miliony to ciężko się będzie połapać ;)
Myślałem, że jestem jedynym człowiekiem, który ma takie przemyślenia... :) Najprostsza metoda to niezawrazanie sobie tym głowy do przesady. Od razu mówię: wiem, że to ultra trudne dla człowieka, który żyje poważnymi tematami. Polityka czy tego chcemy, czy nie dotyka nas coraz mocniej. Ludzie mają jednak tendencję to czekania na apokalipsę, antychrysta, wielki ucisk, stan wojenny, wojnę itp. itd. Zapominają przy tym, że to praca nad duszą powinna być priorytetem, bo tu to i tak jest tylko na chwilę. Człowiek zajęty pracą nad duszą nie ma przesadnie dużo czasu na rozmyślanie o wojnach. Przynajmniej tak mi się wydaje i próbuję w sobie taki stan względnie wzbudzić. Oczywiście różnie mi to wychodzi... Inna sprawa, że niestety perspektywa wojny w naszych czasach staje się coraz bardziej realna. Chciał nie chciał ignorować tego całkiem nie można. Mam swój taki czarny dowcip: "Jeśli jutro spadnie na mnie bomba atomowa to obym tylko w łasce uświęcającej wtedy był...". Przy okazji to taka dodatkowa motywacja, żeby tę walkę duchową jakoś mozolnie posuwać. Też uważam, że niestety nie żyjemy w niepodległym kraju. Po kilku latach śledzenia polityki doszedłem do wniosku, że nasz kraj może uratować tylko Pan Bóg. Tylko w tym nadzieja. Samo podejście do ciężkich czasów trzeba roztropnie rozważyć i dopasować do swojego życia. Czy mogę oddać swoje życie jeśli jakiś obcy generał będzie chciał mnie posłać jako mięso armatnie? No raczej nie. Czy mam iść na jelenia piorącego gacie, kiedy dzieci zamożnych ludzi zostaną wykupione i będą się bawić w dyskotekach? Też tak średnio. Co mogę zatem zrobić? Ja akurat mam rodzinę. Dla moich dzieci muszę być w jakimś stopniu przygotowany na ciężkie czasy. Trudno sobie wyobrazić okropieństwa wojny i ciężkich czasów komuś kto tego nie doświadczył. Jakbym żył samotnie to chyba jakoś bym potrafił takie cierpienia przekuć w swój własny "krzyż". Jednak jakbym widział głodujące i cierpiące dzieci to chyba by mi serce pękło. Dlatego jakieś sensowne przygotowanie "na wszelki wypadek" wydaje się wskazane dla odpowiedzialnego za rodzinę człowieka. Obycie z samoobroną to też nie jest zły kierunek. Wojna to nie tylko główny front, ale np. obrona rodziny przed grupami zbirów w biedującym kraju. Obycie z bronią nie oznacza, ze koniecznie trzeba jej użyć, ale brak obycia wiąże się z bezbronnością. Pan policjant już dzisiaj w większości przypadków spóźni się o 2 godziny, a co dopiero w czasach wojennego chaosu... Natomiast ja ucieczki z kraju na ten moment nie biorę pod uwagę. Trzeba będzie cierpieć w niestabilnym kraju to trudno. Być może taka będzie wola Pana Boga, by nasz naród po raz kolejny wziął swój krzyż. Jakoś będzie trzeba sobie z tym radzić. Oczywiście jeśli sytuacja w kraju zrobiłaby się tak fatalna i jedynym wyborem dla ratowania rodziny byłaby ucieczka to zrobiłbym to. Św. Józef też uchodził do Egiptu. Tylko to już trudne. Rodzi się wiele pytań. Co mi z ucieczki do takiej np. względnie bezpiecznej Turcji jak nie miałbym tam dostępu do Kościoła. Ewentualnie do bezpiecznego kraju zachodniego, gdzie nie byłoby np. FSSPX, tylko gitary i tańce. Nie ma złotych rozwiązań. Róbmy swoje i starajmy się być tymi "sprawiedliwymi" o których targował się Abraham. Jak znajdzie się nas trochę to może targi się powiodą i deszcz siarki, akurat Polskę ominie ;) Tego Panu i sobie życzę i dziękuję za bardzo ciekawą aktywność na forum. Pozdrawiam i z Panem Bogiem!
Ja bym wolał i PO i PiS w końcu na śmietniku historii. https://www.sejm.gov.pl/sejm10.nsf/agent.xsp?symbol=glosowania&NrKadencji=10&NrPosiedzenia=39&NrGlosowania=81 Raptem 2 posłów PiS głosowało "po polsku". Co z resztą?