O przestrodze księdza Bańki - czyli o polityce, katolickich mediach i trudnych decyzjach

  @wavey
20.05.2025

W ostatnim czasie ksiądz Szymon Bańka, znany i ceniony głos tradycji katolickiej w internecie, w jednym ze swoich nagrań poruszył temat bardzo delikatny, ale też bardzo ważny. Mianowicie: zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo zamieniania kanałów promujących tradycyjny katolicyzm i demaskujących kryzys w Kościele - w tuby propagandowe dla polityków. Choć nie padły żadne konkretne nazwy, dla wielu było jasne, że jego słowa można odnieść również do Sprawek Okiem Katolika, które w ostatnich tygodniach otwarcie wsparły kandydaturę posła Grzegorza Brauna oraz jego partię.

Niestety, zauważyłem, że wielu ludzi - szczególnie tych, którzy emocjonalnie angażują się w sprawy polityczne - bardzo szybko odrzuciło tę przestrogę. Dlatego ten tekst nie będzie ani obroną, ani oskarżeniem kogokolwiek. Będzie próbą zrozumienia. Zrozumienia tego, co naprawdę ksiądz Bańka powiedział, dlaczego to ważne i jak my, jako katolicy wierni Tradycji, możemy roztropnie myśleć w czasach zamętu.


Czego naprawdę dotyczyła przestroga?

Przede wszystkim: ksiądz Bańka nie powiedział, że katolicy nie mogą wypowiadać się o polityce. Nie zakazał twórcom katolickich treści politycznego zaangażowania. Jego przestroga dotyczyła konkretnego zjawiska - kiedy medium (np. kanał youtube’owy), które szerzy katolicką Tradycję, zaczyna wplatać w to przekaz polityczny. Nawet jeśli dotyczy on osoby tak wiarygodnej i jednoznacznie katolickiej jak poseł Braun. Dlaczego to niebezpieczne? Bo ludzie, którzy przychodzą na takie kanały, szukają czystej wody - formacji, nauczania, rozeznania duchowego. A każde dodanie do tego pakietu wątku politycznego - choćby i z najlepszymi intencjami - zmienia barwę tego źródła. Woda może być nadal dobra. Ale zabarwiona.


Autorytet Kościoła Katolickiego może na tym tracić

Trzeba jasno powiedzieć: medium katolickie, które podejmuje się misji głoszenia Tradycji i diagnozowania kryzysu w Kościele, czerpie swój autorytet z autorytetu Kościoła katolickiego jako takiego. To nie jest po prostu prywatny kanał o wartościach - to przestrzeń, która w oczach wielu wiernych niesie ze sobą powagę, czystość i nadprzyrodzony sens. I właśnie dlatego łączenie takiego przekazu z konkretnym nazwiskiem politycznym, choćby i nieskazitelnym, zawsze niesie ryzyko symbolicznego obniżenia tego autorytetu. Sprawy ziemskie - nawet słuszne - muszą zostać przepuszczone przez bardzo dokładny filtr roztropności, zanim zostaną zawieszane obok spraw niebieskich, bez szkody dla postrzegania całości. Im bardziej medium jest utożsamiane z Kościołem, tym większa odpowiedzialność za to, co do tego przekazu dokleja jego twórca. A że polityka wywołuje silne emocje, bardzo łatwo w tym wszystkim niechcący przesunąć granicę - i doprowadzić do sytuacji, w której dla części odbiorców Kościół zacznie się kojarzyć nie z Ewangelią, lecz z konkretnym nazwiskiem czy ruchem politycznym. I o to - jak można sądzić - w tej przestrodze ks. Bańki chodziło najbardziej.


Polityka to teren grząski - nawet w dobrych butach

Nie da się ukryć: polityka, nawet uprawiana przez najlepszych, to pole, na którym wiele rzeczy dzieje się poza naszą wiedzą. I to zauważył ksiądz Bańka bardzo trafnie. Nawet najbardziej obiecujący ludzie mogą kiedyś zawieść. Mamy na to dowody choćby w Piśmie Świętym - wystarczy przypomnieć postać Salomona, który mimo szczególnych łask i mądrości, pod koniec życia odwrócił się od Boga. Dlatego nie chodzi tylko o tu i teraz. Chodzi o to, że łącząc jednoznacznie medium, które w odczuciu jest katolickie, z jakimś politykiem, nawet bardzo porządnym, tworzymy skojarzenie, które może kiedyś uderzyć rykoszetem. Jeśli ów polityk kiedyś zawiedzie (oby nie!), ludzie mogą uznać, że zawiódł cały przekaz katolicki. I to jest prawdziwe niebezpieczeństwo: zamknięcie drogi do prawdy przez rozczarowanie.


Dogmatyzowanie poparcia

Kiedyś Dawid zwrócił uwagę na zjawisko dogmatyzowania, które dobrze przedstawił C. S. Lewis w „Listach starego diabła do młodego”. Jesteś katolikiem - edukacja domowa!, Jesteś katolikiem - nie szczepisz się! Itd. To samo niebezpieczne zjawisko można odnieść do poglądów politycznych. Czyli np. „jesteś prawdziwym katolikiem = musisz popierać Grzegorza Brauna”. To pułapka. I to również grozi, gdy mieszamy zbyt mocno te dwie przestrzenie. Bo bardzo łatwo przeskoczyć z „to dobry człowiek” na „kto go nie popiera, ten nie jest z nami”.


Ale czy w tej sytuacji dało się inaczej?

Z drugiej strony - i to trzeba jasno powiedzieć - sytuacja, w której się znaleźliśmy, nie jest standardowa.

– Wybory tuż za rogiem.

– Kandydat otwarcie katolicki. WIARYGODNY i sprawdzony w boju.

– Medialne embargo totalne.

– Czasu mało, narzędzi niewiele.

– Część społeczeństwa zrezygnowana, zdezorientowana.


W takiej sytuacji wiele osób chciało po prostu pomóc. I trudno mieć pretensje o dobre intencje. Tym bardziej, że pan Dawid od początku jasno mówi, że celem Sprawek Okiem Katolika jest społeczne panowanie Chrystusa. Jeśli więc pojawia się polityk, który działa dokładnie w tym kierunku - to nie dziwi, że autor kanału uznał, że warto wykorzystać zasięgi. Było to szczere i spójne z wyznawanymi wartościami oraz z celem tego medium. W tym temacie bowiem, stosunek ryzyka do ewentualnych społecznych korzyści wyglądał bardzo dobrze, a okazja mogła się już nie powtórzyć.


Co zatem robić?

Nie chodzi o to, by bać się każdego tematu politycznego. Chodzi o roztropność.

– Czy widz wie, że to, co ogląda, to komentarz polityczny, a nie katechizm?

– Czy umie rozdzielić poparcie dla wartości od ślepego kultu osoby?

– Czy twórcy jasno komunikują granice i cele?

– Czy widz wie, że w pierwszej kolejności liczy się sztandar Prawdy, a dopiero potem ludzie, którzy go niosą?


Jeśli tak - ryzyko maleje. Ale jeśli nie - trzeba uważać. Bo wiele dusz można stracić przez nieostrożny splot skojarzeń.


Na koniec

Niech ten tekst nie będzie dla nikogo ani wymówką, ani oskarżeniem.


Napisałem ten tekst, ponieważ zauważyłem, że wielu ludzi - będąc pod silnym wpływem emocji politycznych i przekonania o słuszności działań posła Grzegorza Brauna - zbyt łatwo zlekceważyło przestrogę ks. Szymona Bańki. A przecież mówimy o kapłanie, który od lat reprezentuje głos jasny, spójny i wierny Tradycji. I nawet jeśli nie od razu zgadzamy się z jego oceną, to postawa pokory wobec kapłana, który także na przestrzeni lat zapracował na swoją wiarygodność, powinna nakłonić nas do refleksji. Nie chodzi o to, by w sprawach złożonych udawać, że wszystko jest czarno-białe, ale właśnie dlatego, że sytuacje są trudne, potrzebujemy więcej roztropności, a nie mniej. Nie chodzi o to, by od razu zmieniać decyzje. Chodzi o to, by raz jeszcze - na spokojnie i z użyciem rozumu - przyjrzeć się sprawie.

Tym artykułem chciałem zwrócić na to uwagę.


Ksiądz Bańka nie atakował. Ksiądz Bańka przypomniał o ciężarze odpowiedzialności, i warto to wziąć do serca.

Komentarze