Sprawa która najbardziej przyśpieszyła mój rozwój duchowy

Chciałbym podzielić się z wami pewnym umartwieniem, które bardzo przyśpieszyło mój rozwój duchowy, i uważam że jest "must-have" dla każego katolika. 

Pamiętam, że jeszcze do niedawna miałem bardzo luźny stosunek do internetu, i ogólnie do konsumowania treści chociażby na youtube.  Korzystałem z praktycznie wszystkiego co się dało w internecie: youtube, twitter, instagram, twitch oraz czytałem bardzo dużo wiadomości. Owszem modliłem się, i wypelnialem obowiązki ale gdy zrobiłem swoje, to mój mózg przerzucił się na tryb: OGLĄDAĆ I CZYTAĆ CO TYLKO SIĘ DA.

Jednak dzięki łasce zrozumiałem jak wielka jest to patologia,  i jak bardzo szkodzi człowiekowi, który chce dążyć chociaż do pewnego stopnia doskonałości, dlatego postanowiłem to w 100% zwalczyć. Zaczęła się żmudna walka z tą wadą nadmiernej konsumpcji, którą po jakimś czasie udało się wygrać (chociaż przyznam, że nadal zdarzają się upadki).

Wymienię teraz wszystkie zalety tego umartwienia które zauważyłem:

1. Czas - zaprzestanie nadmiernego korzystania z internetu pozwoliło mi zaoszczędzić wiele godzin w ciągu dnia. Jak wiemy, dla wieczności każda chwila jest bezcenna, każda mała modlitewka odmówiona w zastępstwie za internet może zrobić wiele dobrego np. nawrócić grzesznika czy pomóc duszy w czyścu.

2. Wieksza łatwość w robieniu rzeczy trudnych - droga do doskonałości w życiu katolika to tak naprawdę ciągły trud. Trzeba się modlić, wykonywać gorliwie swoje obowiązki, czytać lektury duchowe i wiele innych rzeczy. Jednak nadmierne korzystanie z internetu to tylko i wyłącznie prosta konsumpcja, która upośledza naszą wolę. Takiemu zbombardowanemu dopaminową katolikowi nie będzie chciało się zbyt wiele trudzić. To co u siebie zauważyłem - trudne rzeczy po jakimś czasie stały się proste, zacząłem gorliwiej i dłużej się modlić oraz o wiele gorliwiej wykonywać swoje obowiązki stanu.

3. Rozmyślanie stało się bardziej naturalne - wcześniej podczas różańca moje myśli latały gdzie tylko chciały, mogłem skupić się jedynie przez kilkanaście sekund, po czym znowu stawałem się rozproszony. Po tym umartwieniu o wiele prościej jest wyobraźni zatrzymać się w jednym miejscu, bez rozproszeń, co powiększa jakość i skuteczność modlitwy.

Jak walczyłem z tą wadą i co polecam?

Podstawą w walce z tym jest wypełnianie całego czasu rzeczami pożytecznymi.
Na początku będzie to tragicznie trudne, jednak po jakimś czasie człowiek się szybko do tego przyzwyczaja. Stara maksyma "ora et labora" bardzo tutaj się przyda.
Po prostu staramy się modlić się, i wypełniać swoje obowiązki stanu nie marnując ani chwili w ciągu dnia (oczywiście nie chodzi o to, żeby się przepracować, odpoczynek jest bardzo ważny).

Również polecam ofiarować to umartwienie w jakiej intencji chcemy, (np. za nawrócenie grzeszników) zresztą polecam to robić również z naszą codzienną pracą.
Dzięki temu będziemy mieli z tyłu głowy, że możemy wiele dobrego zdziałać, i łatwiej będzie pokonać tę wadę.

Jeszcze z rzeczy praktycznych polecam wtyczkę na google: Unhook.
Youtube to był mój największy problem, często wchodziłem na główną stronę i oglądałem co się da. Ta wtyczka ukrywa główną stronę, wyłącza shortsy i polecane filmiki na prawym pasku.

Podzielcie się proszę przemyśleniami na ten temat :)

Komentarze