Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
Od kilku lat chodzę na tradycyjną Mszę, słucham tradycyjnych kazań, czytam tradycyjne książki i jestem w pełni utwierdzony w tradycyjnej nauce katolickiej. Niestety spowodowało to silny podział z żoną, bo jest ona zupełną zwolenniczką nowej mszy i nowego nauczania i podział ten się cały czas pogłębia. Ona się czuje zdradzona, bo zaczynaliśmy małżeństwo zgodni w posoborowym nauczaniu i liturgii, a ja przeszedłem na jakąś "inną religię" - de facto - ma rację! Bo tradycyjne nauczanie i obecne nie są kompatybilne.
Sprawy nie ułatwia to że mamy dziecko które coraz więcej rozumie i zaczyna pytać. Dotychczas za zgodą z kapłanem FSSPX przychodzę w niedzielę na Nową Mszę, ale nie przyjmuję Komunii świętej. Nie wiem czy moje bycie razem na Nowej Mszy ma sens, skoro moja obecność tam i brak przyjmowania Komunii Św. tylko zaognia konflikt. Mimo że nie atakuję i nie nakłaniam do niczego Żony, to słyszę nieustannie zarzuty że podjąłem decyzję przez którą "wszyscy cierpią" i że powinienem myślec sercem, że jestem zbyt radykalny, że jestem pod wpływem złego ducha itd..
Dlaczego piszę ten post? Po pierwsze proszę o modlitwę o nasze zjednoczenie wokół tradycyjnego nauczania i o cierpliwość i roztropność dla mnie wobec Żony i tej sytuacji. Po drugie jeśli jest jakiś mężczyzna z podobnymi doświadczeniami to proszę info na priv, chętnie bym porozmawiał może zaczerpnął jakąś wskazówkę jak trwać wiernie przy nauczaniu katolickim, ale jednocześnie nie dolewać benzyny do ognia w takich okolicznościach jakie są. Ważę swoje czyny i słowa, bo obecnie byle iskra roznieca wielki pożar i wszelka wskazówka będzie pożyteczna.
Komentarze
mam podobnie chłopie jak ty ale nie tak samo . Zacząłem chodzić na tradycyjną mszę katolicką a przestałem chodzić na novus ordo a dlatego ( może choć w małym stopniu uda mi się przedstawić dlaczego ) że wewnętrznie odbieram to jakbym uczestniczył podróbce, coś z co bym wyśmiewał ale tak się nie godzi robić, coś co jest gorsze ale tak myśleć też się nie godzi i jeszcze jedno jakbym uważał się za jakąś elitę :) bo odkryłem tradycje a to myślenie to już w ogóle jest pełne pychy. Dlatego staram się nie chodzić na noviusa. Novus dla mojej żony to jakby msza skrojona na miarę, wszystko jej tam pasuje, jest krótko, kościół ma blisko a nawet kościoły bo jak nie wyrobi się na jedną godzinę to idzie na godzinę na którą się wyrobi i wszystko gra. Nie naciskam nic bo to tylko wojna werwy i nie ma sensu. Jest nadzieje taka że ona zaprosiła księdza na kolędę novusowego a ja tradycyjnego i była ona i dzieci w takim szoku że gadają o tym. Ten "mój" ksiądz to siedział , modlitwy prowadził w całym mieszkaniu i święcił, wykładał naukę , śmiał się, żartował, śpiewał wspólnie kolędy, napił się herbaty/kawy co chciał . Novusowy cała wizyta 5-7minut i nawet proponowałem herbatę/kawę ale nic nie chciał ( biznes is biznes i musi lecieć dalej ) pomimo że w całym bloku przyjmuje go może 3 rodziny nie wiem ale jak na naszą jedna klatkę to tylko my przyjmujemy księdza. Także nie naciskam na resztę rodziny staram się raczej pokazywać swoim przykładem ale to już jest naprawdę ciężko jak dochodzi o zwarcia choć bardzo chciałbym żebyśmy zaczęli cała rodzina chodzić na Mszę Święta wszechczasów. Także trzymaj się , nie łam się , głowa do góry !
Tak jest! Osobisty postęp jest kluczowy, aby "zachęcić" bliskich, więc jeśli Pan ciągle postępuje w wierze, miłości do Pana Boga. To myślę, że najbardziej potrzeba Panu cierpliwości i wytrwałości. Na siłę nikogo nie zaciągniemy, ale swoim przykładem już jest to możliwe. Oczywiście, jak ktoś już tutaj wspomniał, jest to proces długi i ciężki. A więc życzę tejże wytrwałości w uświęcaniu swojej duszy
Na wieki wieków. Amen.
Wydaje mi się, że nie znajdzie Pan takiej osoby, która będzie w stanie kompleksowo doradzić jak odpowiednio wyważyć delikatne balansowanie pomiędzy dążeniem do Prawdy, a walką o swoją rodzinę. To musi Pan przepracować sam i z pewnością będzie to kosztowało wiele trudu i wysiłku. PROSZĘ JEDNAK NIGDY SIĘ NIE PODDAWAĆ I ZAWSZE TE SPRAWY ODDAWAĆ PANU BOGU.
Dlaczego wspomniałem "dążenie do Prawdy" przez duże P? Ja piszę z perspektywy osoby, która dotarła na Mszę Wszech Czasów stosunkowo niedawno. Od tej pory w ogóle już nie uczestniczę w Novus Ordo Missae i prędzej będę męczył proboszcza mojej parafii o nauczenie się Mszy Wszech Czasów niż powrócę. Wiąże się to oczywiście z dosyć licznymi trudnościami i czasem cierpieniami w moim życiu, które po prostu ofiaruję Panu Bogu. Trwam i ufam.
Pozwolę sobie na wklejenie paru słów na pokrzepienie serca i postaram się Pana i Pana rodzinę wspominać w najbliższym czasie w modlitwie.
Tomasz a Kempis - "O naśladowaniu Chrystusa"
"Nie sądź, że zostałeś zupełnie opuszczony, choćbym na jakiś czas zesłał na ciebie jakąś udrękę albo pozbawił cię upragnionej pociechy, taka bowiem droga prowadzi do królestwa niebieskiego (...)"
"(...). Jak Ojciec Mnie umiłował, tak i Ja was miłuję - powiedziałem moim uimiłowanym uczniom. A przecież nie posłałem ich na światowe rozkosze, lecz do ciężkiej walki; nie na zaszczyty, lecz na wzgardę; nie na spoczynek, leczy żeby przynosili obfity owoc w cierpliwości. Pamiętaj o tych słowach mój synu."
"Dla miłości Boga powinienieś wszystkiemu ochoczo się poddawać, przyjmować wszystkie trudy i cierpienia, pokusy, napaści, zastraszenia, niedostatki, słabości, krzywdy, obmowy, napomnnienia, upokorzenia, zawstydzenia, kary i wzgardę. Wszystko to pomaga umocnić się w cnocie, wszystko to czyni cię żołnierzami Chrystusa i przygotowuje wieniec nagrody w niebie. Za ten krótkotrwały trud dam nagrodę wieczną, za przemijające cierpienia nieskończoną chwałę".
Proszę Pana, żeby Pan trwał i ufał.
W pewnym momencie dobre rozwiązanie sprawy się znajdzie.
Ja mam podobną sytuację. Żyję w związku pozasakramentalnym i od pewnego czasu nawróciłem się i zmieniłem totalnie myślenie. Kobieta, z którą żyję i mam małe (4-letnie) dziecko, jest niepraktykujaca i również oświadczyła, że związywała się kilka lat temu z zupełnie inną osobą, mając na myśli, że wtedy byłem kimś zupełnie innym, a teraz wydziwiam.
Po pierwsze módl się, bracie, pokutuj: bierz na klatkę to, żeś kiedyś błądził. Błędy przynoszą cierpienie. Trzeba to cierpliwie znieść, ciągle wyrażając miłość tym, którzy błądzą (żona).
Po drugie: jesteś facetem, więc masz się z całą łagodnością i wyrozumiałością ale UPRZEĆ przy tym co słuszne i w takim duchu poprowadzić rodzinę. To Twój obowiązek!
Po trzecie: jak sie modlisz, pokutujesz i ćwiczysz w pokorze, to Pan Bóg jakimś sposobem (nie wiadomo jeszcze jakim) rozwiąże Twój problem. Nie zamartwiaj się w jaki sposób tego dokona. Dokona tego, zobaczysz.
Po czwarte: warto ciągle mocno modlić się do Matki Najświętszej. Ja odmawiam od roku caly czas nowennę pompejańską i Matka Boża czyni cuda. Po prostu rozwiązuje problemy jedne po drugich - a jest ich trochę...
Chodzę do Bractwa na Mszę świętą w niedziele sam, potem z dziećmi (trójka dzieci) na Novus po to, żeby towarzyszyc im w rozwijaniu wiary. Sam chodzę również w dni powszednie w mojej miejscowości na Novus, ale caly czas klęczę i mówię po cichu rozaniec. (Myślę że w Polsce w trakcie mszy Novus przeistoczenie ciągle ma miejsce ze względu na stosunkowo male zniszczenie intencji kapłanów). Stopniowo zaś udaje mi się zaprowadzać dzieci na Mszę świętą tradycyjną - wszystko za zgodą "Żony". Dzieciom wpajam zdrowe zasady wiary i wcale niekoniecznie trzeba przy tym zahaczać o tematykę obecnego rozłamu w kościele. Wg mnie warto podejść do sprawy wychowania i w tego typu skonfliktowanych relacjach małżeńskich sprytnie i robić małe kroczki. W sensie nie wywoływać od razu wojen. Uczmy się od masonów, którzy sa mistrzami manipulacji i sprytnego podejścia ;) Czyli małymi kroczakami WYTRWALE do celu
Ja tam bym się kłóciła, gdyby mi mąż nie pozwolił, na przykład robić z dziećmi katechez z Bractwa. Można napisać na stronę katechizacji i wyślą materiały dla zerówki. Tam jest dużo opowiadań,które można dziecku na dobranoc czytać nawet jak ma 4 lata. Osobiście mam tak, że małżonek chodzi na nową mszę, ale się nie wtrąca do wychowywania dzieci. Czasem mu puszczałam programy Mysiora o manipulacji w filmach i dzięki temu zdobyłam przyczółek do zasiewu;D Czasami myję zęby i słucham jakiejś rozprawki,gdy mąż siedzi w wannie i nie może uciec. Z żoną może przejść metoda małych kroczków. Ewentualnie jak żona jest konkretna, jest aspargerem, itp (a tu widzę,że raczej uczuciowa, więc raczej się nie sprawdzi;D) , to można wzbudzić w niej chęc znalezienia odpowiedzi na jakieś pytanie odnośnie wiary. I wtedy po nitce do kłębka powoli się dojdzie;)
Nową mszę porównałbym do knajpy z fast food'em, nibo to też jest jedzenie, ale konsekwencje dla zdrowia są straszne gdy tylko to jemy...
W mojej rodzinie moja żona również preferuje Mszę według Novus Ordo Missae, podczas gdy ja do niedawna wolałem uczestniczyć we Mszach w Bractwie. Na szczęście nie mieliśmy na tym polu żadnych konfliktów, ponieważ co drugi tydzień uczestniczyliśmy w Mszy Novus Ordo, a w pozostałe tygodnie w Mszy Trydenckiej, jako że nie przepadam za Mszami Śpiewanymi. Jednak sam zaczynam coraz bardziej skłaniać się ku Novus Ordo Missae, ponieważ atmosfera wokół Bractwa coraz bardziej przypomina działania sekty.
Mam na myśli zwłaszcza powtarzające się i coraz bardziej stanowcze twierdzenia czy insynuacje, że Novus Ordo Missae jest nieważne, ponieważ rzekomo przeczy dogmatom wiary. Ludzie patrzą na mnie z pewną pogardą, że wciąż uczestniczę w Novus Ordo Missae, ale kiedy proszę o konkretne argumenty wskazujące, które konkretnie słowa wypowiadane w ramach przepisanej liturgii Novus Ordo są sprzeczne z dogmatami wiary, otrzymuję bardzo ogólne odniesienia do tzw. Interwencji Ottavianiego (czytałem), audycji, podcastów i filmików na YouTube, które przesłuchałem i w żadnym z nich nie znalazłem konkretnego zaprzeczenia dogmatom.
Na przykład, to że w Novus Ordo Missae po konsekracji mówi się nie o Ciele i Krwi Jezusa, ale o "chlebie życia" i "krwi zbawienia", w moim rozumieniu nie zaprzecza to realnej obecności. Może zbyt mocno skupia się na niepotrzebnej poetyckości, jak na moje gusta, ale to nie to samo co wprost zaprzeczenie. Albo twierdzenie, że Novus Ordo zapożycza teksty z żydowskiej kolacji sederowej. Nie rozumiem, w jaki sposób miałoby to przeczyć katolickim dogmatom.
Wyjaśnienia, które otrzymuję, są niejasne, dotyczą ogólnego wydźwięku, gotowania żaby itp. Twierdzą, że długotrwała ekspozycja na Novus Ordo zniszczy moją wiarę. Jest to dość pokrętne, zwłaszcza że ja sam nie zostałem wychowany w wierze katolickiej i doszedłem do niej najpierw w ramach Novus Ordo Missae. Czyli, jeśli moja wiara w wieku 15 lat była równa 0, a od tego czasu regularnie uczestniczyłem w Novus Ordo przez prawie 20 lat, to według tej logiki, teraz moja wiara musiałaby być już ujemna.
Nie chcę nikogo obrażać. Wiem z moich wcześniejszych kontaktów z Polakami, że moja odmienna mentalność (nie jestem Polakiem) bywa odbierana jako agresja, co nie jest moją intencją. Pytam jak najbardziej szczerze, czy ktoś byłby w stanie podać konkretne argumenty, teksty liturgiczne itp. z Novus Ordo Missae, które wprost i bezpośrednio zaprzeczają dogmatom Kościoła Katolickiego?
To nie jest odpowiednie miejsce na takie dyskusje, bo temat dotyczy czegoś innego. Pokuszę się jednak o odpowiedź, bo mam nadzieję, że autor nie tylko uratuje kondycję swojej rodziny, ale w tych trudach wytrwa także w swoim postanowieniu uczestnictwa we Mszy Wszech Czasów - najprawdziwszej Mszy Katolickiej - czystym Źródle prowadzącym do krystalicznej Wody niezmąconej chaosem posoborowia.
Po pierwsze - Bractwo nie mówi, że NOM jest nieważna. To kłamstwo. Słynne są słowa założyciela Bractwa abpa Marcela Levebvre'a:
"Nie można formułować generalnego twierdzenia, że nowa Msza jest nieważna i heretycka, niemniej jednak z wolna prowadzi do herezji”.
Skoro tak mówi założyciel, to chyba inni muszą się do tego dostosować prawda? Swoją drogą naprawdę, nie wiem jak po ujrzeniu Mszy Wszech Czasów można jeszcze nie widzieć jak bardzo te słowa są prawdziwe...
Po drugie proszę tego nie odbierać jako atak, ale naprawdę bardzo mnie dziwi, że przeszkadza Panu Bractwo jako "sekta". Uczestniczę na Msze w FSSPX od 10 miesięcy i mam pewność, że jest tam niezmącona, ortodoksyjna nauka katolicka. Na swojej drodze spotykam fantastycznych, nieskazitelnych kapłanów. Widzę też coraz więcej osób, które myślą tak samo jak ja i nie chcą już wracać do posoborowia. Gdzie Pan na miłość zobaczył tę sektę?
Skoro przeszkadza Panu Bractwo jako "sekta" i skłania się Pan z tego powodu do powrotu na NOM to zadam jeszcze parę pytań o sam kształt obu Mszy. Widzi Pan jedną i drugą, więc chyba zdążył Pan już poznać dobrze różnice.
Nie przeszkadza Panu, że na NOM ktoś przyjmuje Pana Zbawiciela na rękę lub na stojąco? Jaki ma Pan stosunek do takiego przyjmowania Komunii Świętej?
Serio nie zauważa Pan, że na NOM jest już bardziej protestancka uczta niż ofiara?
Nie widzi Pan tego stołu na środku, który zastępuje ołtarz? Nie widzi Pan ukrytego gdzieś z boku Tabernakulum?
Nie widzi Pan, że kapłan nagle stoi do Pana przodem i jest bardziej "zagajaczem" ludu niż drugim Chrystusem?
Nie widzi Pan tych wszystkich szopek jakie się odstawiają na NOM na całym świecie - koncerty, protestanckie szafarki, kaczuszki przy Komuni Świętej itp. itd.?
Nie widzi Pan jak NOM i posoborowe zmiany w przyspieszonym tempie doprowadzają do rozpadu Kościoła Katolickiego?
Ja serio nie pojmuję jak można tego nie widzieć. Dziękuję Panu Bogu, że w tej powszechnej zgniliźnie mam jeszcze swoją tratwę ratunkową w postaci FSSPX. Mam nadzieję, że Nauka Katolicka, przy której oni trwają spowrotem rozleje się po Kościele. Mam też nadzieję, że dożyję czasów, że katolicy doznają otrzeźwienia i Msza Wszech Czasów powróci do mojej rodzinnej parafii.
Pozdrawiam
U nas dodatkowo w kościele komunia bezglutenowa(((
U mnie tazm ale jakie to ma znaczenie skoro wiezymy w transsubstancjacje?
Dziękuję za odpowiedź. Chciałbym wyjaśnić, że nie twierdzę, iż FSSPX jest sektą, lecz zauważam, że w pewnych aspektach, przynajmniej w parafii, do której uczęszczam, występują zachowania, które mogą przypominać działania charakterystyczne dla sekt. Mam na myśli na przykład to, że wielu wiernych skupionych wokół bractwa, choć formalnie uznaje ważność Mszy Nowego Porządku (NOM), otwarcie zachęca – co również słyszałem z ambony od kapłana bractwa – by w sytuacji, gdy nie ma możliwości uczestnictwa w niedzielnej Mszy w bractwie, w ogóle nie uczęszczać na Mszę. Wydaje mi się, że jest to próba izolacji danej grupy w ramach logiki „my vs oni”, co jest dość typowe dla sekt. Podobnie typowe są próby oddzielania osób od ich najbliższych, jak w tym przypadku namawianie do uczęszczania na Mszę oddzielnie od małżonka.
Skoro, jak Pan pisze, abp. Lefebvre twierdził, że nowa Msza nie jest nieważna, uważam, że w ramach jedności małżeńskiej lepiej byłoby chodzić razem, raz na Mszę Nowego Porządku, a raz na Mszę Tradycyjną.
Uważam, że na początku XX wieku Kościół Katolicki tracił wiernych i rozpadał się podobnie jak obecnie. Hierarchowie podjęli próbę ratowania sytuacji, ale w najlepszym przypadku można argumentować, że działania te co najwyżej spowolniły rozkład Kościoła. Teza, że początkiem tego rozkładu były zmiany posoborowe, jest nieuzasadniona, ponieważ nie mamy żadnych przesłanek, by twierdzić, że gdyby nie te zmiany, Kościół byłby obecnie bliżej swojego celu istnienia – czyli przyciągania jak największej liczby dusz do zbawienia. Tego typu spekulacje często opierają się na błędnej logice, że skoro obecnie ruchy „tradycyjne” w Kościele tak szybko rosną, to można by ten wzrost ekstrapolować wstecznie od czasu Soboru i w ten sposób twierdzić, że dziś Kościół by kwitł, gdyby nie zmiany. Jednak takie rozumowanie nie bierze pod uwagę faktu, że ruchy tradycyjne przyciągają głównie osoby już zainteresowane tematyką wiary, nie są więc miarodajną próbą. Jeden z wiernych w mojej lokalnej parafii pokazywał mi jako dowód upadku Kościoła posoborowego wyniki ankiet, w których duży procent „zwyczajnych” katolików opowiadał się za aborcją, rozwodami, homomałżeństwami itd., podczas gdy wśród katolików „tradycyjnych” odsetek ten był bliski zeru. Moim zdaniem wynika to z faktu, że na Msze Tradycyjne trafiają głównie osoby już o takich poglądach. To tak, jakby porównywać wyniki badań czytelnictwa wśród wszystkich studentów uniwersytetu z wynikami wśród członków studenckiego klubu miłośników książki, argumentując, że klub ten zwiększa poziom czytelnictwa. Owszem, może to być częściowo prawda, ale w klubie tym większość osób już na wstępie jest miłośnikami książek, dlatego do niego trafiła.
W temacie komunii na rękę, pozycji kapłana czy tabernakulum nie będę się tu wypowiadał, ponieważ byłoby to zbyt duże odejście od głównego tematu.
Ja uczęszczam na Msze Tradycyjne, pomimo tych wszystkich zastrzeżeń, ale nie traktuję tego dogmatycznie. Tak samo pójdę wraz z żoną na Mszę charyzmatyczną i będę mógł oddać cześć należną Bogu w sposób, który w moim mniemaniu jest właściwy i godny. Nie chcę być ani „franciszkowy”, ani „lefebvrowy”, lecz po prostu Chrystusowy.
Szanowny Panie,
na wstępie chcę powiedzieć, że szczerze życzę Panu jak najlepiej i nie mam na celu mądrzenia się. Naprawdę, proszę to pisanie postrzegać w ten sposób.
Człowiek został stworzony z wolną wolą. Za swoje wybory każdy człowiek odpowie potem na Sądzie przed Panem Bogiem.
Podstawowym kryterium, którym powinien kierować się katolik jest to co podoba się Panu Bogu, a nie człowiekowi. Człowiek ma Pana Boga poznawać, kochać i tylko Jemu oddawać chwałę i uwielbienie. Słowem: człowiek ma się dostosowywać do Pana Boga, a nie Pan Bóg do człowieka. To chyba oczywiste.
Katolik przywiązany do Tradycji nie chce Nowej Mszy, bo w jego oczach jest czymś, co ma na celu osłabienie Kościoła. Patrzy przez pryzmat tego, że kiedyś była taka Msza, która Panu Bogu się podobała, lecz została Kościołowi w sprytny sposób odebrana. Logiczne, że w tej sytuacji nie może czegoś takiego "legitymować" i mieć z tym cokolwiek wspólnego. Za swoją postawę odpowie przed Panem Bogiem. Być może dla Pana jest to kontrowersyjne, ale dla takiej osoby przywiązanej do Tradycji nie ma to żadnego znaczenia. Taka osoba stawia Pana Boga na pierwszym miejscu a nie to co myślą inni ludzie.
Jakby mi (nie daj Bóg) zabrano Mszę Wszech Czasów miałbym nie lada orzech do zgryzienia. Poszedłbym do proboszcza, który daje NOM i bym błagał i mu tłumaczył, że ja już nie mogę inaczej. Ujrzałem nieskazitelne Źródło i ja tylko takiego pragnę. Nie chcę już pić "kranówy". Proboszcz by miał mnie dość, ale trudno. Kołatałbym do upadłego.
Pan bagatelizuje Komunię na rękę i na stojąco, jako "odejście od tematu". Nie. To jest jedna z "esencji" tego tematu. Oznacza to, że legitymuje Pan niegodną postawę przyjmowania swojego Zbawiciela. Wg tradycyjnego modlitewnika Te Deum Laudamus jest to postawa grzeszna. Nie można być tu ignorantem. Nie obroni też Pana fakt, że być może Pan akurat okazuje wystarczający szacunek i klęczy. Pan za to odpowie przed Panem Bogiem i proszę być tego świadomym.
Ja na takie coś nie chce patrzeć, żeby się nie narażać potem na konsekwencje na Sądzie. Dlatego wybieram tylko Mszę Wszech Czasów i tylko taką akceptuję. Takich przykładów mógłbym podać więcej, ale ten jest akurat najbardziej wyrazisty.
Pan wybiera swoją drogę i Pan za nią potem odpowie na Sądzie. Ja wybieram swoją drogą i ja też za nią odpowiem na Sądzie. Nikt inny nas oceniać nie będzie. Nawet jeśli to i tak będzie miało tylko to znaczenie co podoba się Panu Bogu.
Mówi Pan, że w ramach jedności małżeńskiej lepiej jest iść na NOM a raz na Mszę Wszechczasów. Ja uważam inaczej. Lepiej iść na Mszę, która jest w pełni katolicka i bardziej podoba się Pana Bogu. Lepiej walczyć, żeby osoba, która nie poznała jeszcze Mszy Wszech Czasów doznała tej Łaski. No chyba, że ktoś woli na pierwszym miejscu stawiać to co się podoba człowiekowi. To skomplikowane rzeczy, ale z pewnością nie jest dobrym rozwiązaniem rezygnowanie z tego co bardziej podoba się Panu Bogu. To droga donikąd.
Wydaje mi się, że powinien Pan więcej poczytać na temat Soboru Watykańskiego II i konsekwencji, który teraz "wypala" w Kościele. "Swąd szatana" o którym mówił papież Paweł VI śmierdzi z każdym dniem coraz bardziej. Widać to każdego dnia coraz jaskrawiej.
"Tak samo pójdę wraz z żoną na Mszę charyzmatyczną i będę mógł oddać cześć należną Bogu w sposób, którym w MOIM MNIEMANIU JEST WŁAŚCIWY I GODNY".
W tym tkwi Pana problem. Patrzy Pan przez pryzmat siebie a nie przez pryzmat tego co podoba się Panu Bogu. Dlatego bagatelizuje Pan Komunię na stojąco i na rękę, pomimo, że wie Pan, że ta postawa jest niegodna i obraża Pana Boga. Tylko woli Pan tkwić w swoim mniemaniu, a nie okazać szacunek Panu Bogu. Tylko powtórze to jeszcze raz: to są Pana wybory i tylko Pan za nie później odpowie.
Pozdrawiam i życzę dojścia do Prawdy oraz wypracowania postawy stawiania Pana Boga na pierwszym miejscu.
Oczywiście, nie mam zamiaru w jakikolwiek sposób obrażać Boga. Zgadzam się, że Msza Tradycyjna najprawdopodobniej jest Bogu miła, dlatego też w niej uczestniczę. Nie wynika z tego jednak logicznie, że Novus Ordo Missae (NOM) jest Mu nieprzyjemne. Skąd Pan czerpie takie informacje?
Jeśli NOM jest ważna, to podczas niej dokonuje się przeistoczenie, a w konsekwencji realna obecność Naszego Pana Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. W związku z tym uważam, że określanie tak ważnej Mszy mianem „kranowy” czy, jak słyszałem od innych wiernych, „ścieku”, wydaje się logicznie większym brakiem szacunku dla obecnego tam Jezusa. W efekcie takie określenia są same w sobie bardziej niegodne niż wszystkie, mniej lub bardziej udane, zmiany wprowadzone w liturgii.
Mówiąc wprost, z Pana wypowiedzi wynika, że NOM jest wystarczająco dobre dla Naszego Pana Jezusa, aby w nim uczestniczył, ale nie dla Pana. Woli Pan nie spotkać się z prawdziwym Jezusem, który czeka na Pana w Najświętszym Sakramencie, tylko dlatego, że NOM nie pozwala Panu klęczeć. To odwrócenie priorytetów, przed którym przestrzegał sam Jezus.
To, czy oddajemy Bogu cześć w sposób godny, zależy w większym stopniu od naszego osobistego nastawienia niż od zewnętrznych obrzędów. To właśnie starałem się przekazać. Twierdzenie, że NOM jest niegodna, jest równie subiektywne i wynika z faktu, że wielu katolikom nie podoba się np. to, że kapłan stoi tyłem do ołtarza itp. To kwestia gustu. Zanim trzy lata temu po raz pierwszy uczestniczyłem w Mszy Tradycyjnej, nigdy nie przyszło mi do głowy, że takie praktyki mogłyby być postrzegane jako brak szacunku czy problem.
Nie jest to również kwestia moich osobistych preferencji, ponieważ faktycznie Msza Tradycyjna podoba mi się bardziej niż NOM
1. Nowa Msza zbliża się do protestanckiego rozumienia wiary (protestanci nie mają problemu, by w niej uczestniczyć, - por. ryt Cranmera, praktykowana jest interkomunia; generalnie jakby zwrot ku idei stworzenia jednego, wspólnego kościoła łączącego różne religie), po odkryciu Tradycji i uświadomieniu sobie rewolucyjnych zmian jest mi ciężko w niej uczestniczyć, mam poczucie, że niewystarczająco wskazuje na Chrystusa i Jego Ofiarę. To nie we mnie uderza, lecz w Chrystusa-Boga i człowiek przeżywa.. Po prostu ciężko jest na sercu, a łzy ciurkiem płyną np. po porannej mszy, gdy boleśnie odczuwa się, że kapłan się tak bardzo spieszył, że trudno było w nim zobaczyć Kapłana .. Jezus oddał się w ręce człowieka..Jak wielka to MIŁOŚĆ..
2. To w jaki sposób się modlimy (jaką postawę przyjmujemy), ma wpływ na to, w co wierzymy (lex orandi lex credendi), naprawdę proszę się nad tym chwilę zastanowić..PS Sama kiedyś uważałam za dziwnych tych, którzy klęczą przy komunii, podczas gdy wszyscy inni ładnie procesyjnie idą, tak mnie zresztą uczono w Ruchu Światło Życie.
(polecam: Krótka analiza krytyczna NOM; wykład Anny Mandreli: Sobór Watykański II jako rok 1789 w Kościele katolickim czy świadectwo nawróconej protestantki, która widzi to niwelowanie różnic ze szkodą dla wiary katolików:
https://pch24.pl/kursy-alpha-nawrocona-protestantka-ostrzega-kosciol-przed-dzialaniem-zlego/)
Rozumiem Pani punkt widzenia, jednak przedstawione argumenty mają dość subiektywny charakter. Na ich podstawie można co najwyżej stwierdzić, że dla wielu wiernych, w tym dla mnie, Msza Trydencka jest bardziej wartościowa. Nie wynika z tego jednak, że Nowa Msza (Novus Ordo Missae) jest sama w sobie niegodna, „kranowa” czy „ściekiem”.
Pani poruszyła istotny temat, który coraz bardziej oddala mnie od tzw. środowisk tradycyjnych. Nigdy nie uważałem osób przyjmujących Komunię Świętą na klęcząco i do ust za dziwnych, podobnie jak teraz nie uważam za dziwnych tych, którzy przyjmują ją na rękę. Nie dostrzegam teologicznych, dogmatycznych ani nawet psychologicznych podstaw, które pozwalałyby uznać postawę stojącą za niegodną w tym kontekście. I jestem bardzo uczulony na wszelkich ludzi, ktozy twierdza ze oni wiedza ze cos jest niegodne lub podoba albo nie podoba sie Bogu. To moim zdaniem pycha, ktora Szatan kusi z gruntu dobrych ludzi, ktorych ciezko byloby mu juz skusic w inny, bardziej “klasyczny” sposob.
Posłużę się przykładem: mój syn jest leworęczny i wykonuje znak krzyża lewą ręką. Ksiądz związany z bractwem próbował go zmusić, aby robił to prawą ręką, co moim zdaniem nie ma nawet symbolicznego sensu. Dla mojego syna lewa ręka jest tą „główną”, więc używając jej, okazuje większy szacunek Bogu i lepiej wypełnia ducha tej czynności – czyli oddaje cześć Bogu w Trójcy Świętej.
Jestem otwarty na zmianę swojego stanowiska, jeśli ktoś przekonująco wykaże, że przyjmowanie Ciała Pańskiego na rękę i na stojąco jest grzechem. Jak dotąd jednak, poza opiniami niektórych teologów czy treściami zawartymi w starych modlitewnikach, nikt nie przedstawił mi przekonujących argumentów na poparcie tej tezy. Jeśli ktoś mi to wykaże, natychmiast zmienię swoje zdanie
Pozbądź się panie Marcin pychy przed Panem Bogiem to może się pan przekonasz jaka forma przyjęcia Komunii Św. się godzi a jaka nie.
To dorzucę np. taki artykuł:
https://pch24.pl/kardynal-sarah-powszechnie-udzielana-komunia-na-reke-to-czesc-ataku-szatana-na-eucharystie/
Pozdrawiam serdecznie
Akceptując Komunię na rękę lub na stojąco obraża Pan Pana Boga nie okazując wystarczającego szacunku. To nie jest moje widzimisię. Podpieram się tutaj tekstem z modlitewnika Te Deum Laudamus. Zatem wg osób przywiązanych do Tradycji (ale nie tylko, bo myśli tak też wielu katolików posoborowych) jest to postawa grzeszna. Musi Pan tutaj się za czymś opowiedzieć i wybór ciąży tylko na Panu. Akceptując Komunię na rękę lub na stojąco wybiera Pan albo przyzwolenie, albo igorancję w tej kwestii. Oba wybory są fatalne.
Mi najbliżej do stanowiska, że jest to grzech i nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Akceptuję tylko Komunię na klęcząco i do ust i dlatego jestem wyłącznie na Mszy Wszech Czasów. Odpowiem za to przed Panem Bogiem. Co Pan z tym faktem zrobi na jakiś mszach charyzmatycznym czy NOM to już Pana sprawa i Pan za to też będzie odpowiadał.
Cytat kardynała Ratzingera zanim został papieżem:
"To, z czym mieliśmy do czynienia po soborze, było czymś zupełnie innego rodzaju: w miejsce liturgii stanowiącej owoc rozwoju pojawiła się liturgia sfabrykowana. Porzuciliśmy owoc organicznego, żywego procesu wzrostu oraz rozwoju w ciągu wieków i zastąpiliśmy go […] gotowym fabrykatem, wątpliwej jakości produktem stworzonym dla potrzeb chwili."
To też mam na myśli mówiąc o "kranówie" w zestawieniu
z nieskazitelnym "Źródłem". Można znaleźć w Internecie wypowiedź Abpa Jana Pawła Lengi, że Nowa Msza nie jest godna. Oczywistym jest, że lepiej uczestniczyć w czymś co jest oryginałem i jest "godne". To też bardziej podoba się Panu Bogu i to JEST NAJWAŻNIEJSZE. To co się Panu lub mi bardziej podoba nie ma tutaj najmniejszego znaczenia.
Po co uczestniczyć w czymś co nie jest godne i jest wątpliwej jakości fabrykatem? Po co się narażać na oglądanie ludzi, którzy nie potrafią okazać dostatecznego szacunku Zbawicielowi przyjmując Komunię Świętą na rękę i na stojąco. Po co przykładać rękę do akceptacji tego wszystkiego? Ja tego nie potrafię zrozumieć.
W tym miejscu ja nie mam zamiaru się kopać z koniem. Jeszcze raz zachęcam do kierowania się tym co się najbardziej podoba Panu Bogu, a nie człowiekowi.
Pozdrawiam
Zgodnie z moją wiedzą, treści modlitewników, wypowiedzi oraz opinie teologów – nawet tych uznanych za świętych – a także objawienia prywatne nie stanowią źródeł wiary w Kościele Katolickim.
Wcześniej wspomniałem o sekciarskich postawach wśród wiernych związanych z bractwem, a Pan przytoczył kolejny przykład – przekonanie, że to my wiemy, co podoba się Bogu, a co nie, wbrew obecnej praktyce i nauczaniu Kościoła powszechnego. Deklarujemy ustami jedność z Kościołem, jednak w praktyce pozostajemy w komunii jedynie deklaratywnej, skoro nawet nie uczestniczymy w ich Mszy Świętej i nie przyjmujemy z nimi nomen-omen komunii.
Szanowny Panie Marcinie,
Co do ważności NOM, to Bractwo nie twierdzi, że z samego rytu może być nieważna. Natomiast jest to ryt niekatolicki i z tego powodu niegodziwy. Co prawda został promulgowany przez papieża Pawła VI, ale to nie zmienia jego istoty. Trzeba umieć rozdzielić kwestię ważności od kwestii godziwości, a z doświadczenia wiem, że sporo ludzi ma z tym problem.
Nie znajdzie Pan w Nowej Mszy niczego, przynajmniej w warstwie słownej, co by jednoznacznie godziło w katolickie dogmaty. Gdyby ten ryt zawierał jednoznaczne ataki na katolickie dogmaty, nie zostałby przyjęty przez dużą część Kościoła. Na potwierdzenie tego jest reakcja na zmianę definicji Mszy świętej na protestancką w Ogólnym Wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego i szybka, nazwijmy to, korekta. Trzeba było czegoś subtelniejszego lub niedostrzegalnego dla ogółu wiernych.
Destrukcyjne dla wiary większości katolików w substancjalną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i przyjęcie podejścia protestanckiego są takie elementy NOM jak:
- zmiana słów konsekracji (dodatek „Bierzcie i jedzcie”, „Bierzcie i pijcie”, ciekawe po co?)
- wyrzucenie przyklęknięcia bezpośrednio po słowach konsekracji i przyklęknięcie dopiero po podniesieniu (sugestia, że potrzeba wiary Ludu Bożego do przeistoczenia)
- podobnie przy udzielaniu Komunii świętej:„Ciało Chrystusa”. „Amen” (potwierdzenie, po co?). W protestantyzmie, rzeczywista obecność Pana Jezusa pod postacią chleba zależy od osobistej wiary.
- Kapłan nie ma już złączonych palców po kontakcie z Ciałem Pańskim, czyli duże ryzyko profanacji. Cząsteczki Najświętszego Sakramentu mogą zostać na palcach, a potem mogą zostać przeniesione na karty nowego mszału lub trafić na posadzkę. Wyrzucenie tradycyjnej praktyki wynikającej z czci do Najświętszego Sakramentu.
- Często odwrócenie kapłana plecami do tabernakulum z Najświętszym Sakramentem.
I wiele innych.
Bardzo dzczegółowa analiza NOM i Mszy Wszechczasów w kontekście wyrażania wiary katolickiej znajduje się w wydanej na KUL (sic!) pracy dr Dawida Mielnika „Ordo missæ mszałów Jana XXIII i Pawła VI w świetle zasady lex orandi - lex credendi”. Zachęcam Pana do zapoznania się z tą książką.
Moim zdaniem, NOM doprowadza do utraty wiary katolików, którzy nie interesują się specjalnie nauczaniem Kościoła. Tych, którzy się interesują, może doprowadzić do obojętności religijnej, np. przestanie ich gorszyć brak szacunku wobec Najświętszego Sakramentu.
Dziękuję za odpowiedź. Rzeczywiście, mam problem z automatyczną klasyfikacją czegokolwiek jako niegodnego wyłącznie na podstawie promulgowanego rytu. Jestem zdania, że podobnie jak „nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,15), tak samo sam ryt, będący czymś zewnętrznym, nie czyni Mszy niegodną. To, co wychodzi z wnętrza człowieka w trakcie Mszy, może ją taką uczynić.
Jeśli chodzi o Pana zarzuty, nie chcę odnosić się do wszystkich, ponieważ odbiegłbym zbyt daleko od tematu, a żaden z przytoczonych przez Pana problemów nie wydaje mi się dogmatycznym odstępstwem od wiary katolickiej. Uważam, że dodatek słów do formuły konsekracji wynika z treści samej Ewangelii i zupełnie mi nie przeszkadza. Słowa „Amen” po przyjęciu Komunii nie mają na celu „uważnienia” przeistoczenia, ale wynikają z faktu, że „sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia” (Rz 10,10). Odwrócenie kapłana tyłem do tabernakulum czy mniejszy szacunek do Ciała i Krwi Jezusa są faktycznie zmianami na minus, ale same w sobie nie wydają mi się zaprzeczeniem rzeczywistej obecności.
W skrócie, misją Kościoła jest zaprowadzenie jak największej liczby dusz do zbawienia. Ludzie mają różne potrzeby duchowe i poziomy rozwoju w tej materii. Uważam, że dla każdego wierzacego powinno być miejsce w Kościele, i podobnie ubolewam nad Traditionis Custodes, jak i nad ciągłą krytyką np. ruchów charyzmatycznych czy samego Nowego Porządku Mszy przez wielu „tradycyjnych” katolików.
Proszę sobie posłuchać księdza Szymona Bańki na kanale Szkoły Akwinaty (YT)
np : https://www.youtube.com/watch?v=a6L0oWXmwBM
Trudna sprawa.
Ja chodziłem codziennie na NOM... I po jakimś czasie zacząłem słuchać słów wypowiadanych przez księdza i wiernych, zacząłem zauważać akcje, które są dziwne i nielogiczne... to skłoniło mnie do szukania odpowiedzi jak to czy tamto rozumieć... I odpowiedź znalazłem we Mszy Tradycyjnej. Najpierw sporadycznie chodziłem tylko na indult, bo Bractwo to...
A potem trafiłem do Bractwa i ... było jak w domu: kazania tak, tak, nie, nie, poruszana tematyka: Jak zbawić swoją duszę i pomóc swoim bliskim... mimo nagonki na Bractwo, że to sekta, to do niczego nie zmuszają. Owszem są ludzie, którzy zachowują się jak sekciarze. Jednak można sobie to wytłumaczyć.
Z Panem Bogiem. Polecam wspólnie z żoną odmawiać różaniec, a szczególnie razem przed dziesiątką rozważyć daną tajemnicę.
Brawo, z Panem Bogiem.
Na wieki wieków amen.
Proszę rozważyć i zastanowić się czy to co piszę poniżej ma jakiś sens i da się z tego przełożyć coś na Wasze życie.
"Nie da się przesadzić starego drzewa" - co to znaczy? Ano, może oznaczać, że nie można oczekiwać by ktokolwiek - czy to Pańska żona, czy dziecko, czy Pan, czy ja postanowił w krótkim czasie zmienić zewnętrzne zwyczaje pozostając wewnętrznie tym samym człowiekiem. Nie da się - pozostając "starym człowiekiem" funkcjonować jako "nowy człowiek".
Jeżeli ktoś ukorzenił się w danym miejscu, to nie da się go wyrwać i postawić w miejscu drugim ot tak. Tutaj trzeba organicznej pracy nad "korzeniami" - trzeba się "ODKORZENIĆ" ze starego człowieka, ze starego miejsca, ze starego środowiska, przyzwyczajeń, poglądów, baniek, "świętospokojów".
Czasem, za Łaską Bożą wspomagającą człowieka wewnętrznego, dzieje się to relatywnie szybko lub bardzo szybko - mówimy wtedy o nawróceniu.
Kiedy ktoś uporczywie tkwi w "starym człowieku" pomimo wysiłków Boga i ludzi, Słowo Boże ma dla niego rozwiązanie opisane w Ewangelii Łk 13, 6-9 - obłożenie korzeni gnojem, nawozem, gó...em - co oznacza oczywiście problemy w życiu, niepowodzenia, tak - by zwrócić człowieka do Boga i by mógł wydać owoc.
Jeśli to nie działa to pozostaje wspomniane w w/w fragmencie Ewangelii wycięcie, o którym mówił wprost Św. Jan Chrzciciel, w słowach: "Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone." Mt 3, 10.
Można postawić na prawdziwe rozbudzanie miłości wewnętrznej w lekturze prawdziwie katolickiej, UKORZENIONEJ w wielowiekowej Tradycji Świętego Kościoła Chrystusowego, tak by uświadomić Pańskiej żonie dysonans pomiędzy tym, jak powinna wyglądać nauka, życie, dyscyplina Katolicka, Boża, a tym co obecnie jest w tzw. "posoborowiu", co jest "głoszone" z ambon, tak - by ona sama zaczęła otwierać oczy i dostrzegać, że "coś tu jest nie tak", a przez to zapragnęła sama poszukiwać Prawdy.
To jest jedna z form pracy nad "korzeniami".
Potrzeba wiele cierpliwości i wytrwałości, pamiętając, że walka nie toczy się (zewnętrznie) na polu Kościół Katolicki - satanizm, ale w łonie samego Kościoła. Jak bardzo raniąca i subtelna jest to walka - widać w samej tylko historii bractwa FSSPX.
Świetną lekturą, którą mogę polecić jest "Mistyczne Miasto Boże" Marii z Agredy, traktującą o wewnętrznym życiu Matki Bożej, z jej naukami i zaleceniami, które doskonale wskazują, wręcz "krzyczą" do dzisiejszego człowieka ma temat obecnego stanu Kościoła Katolickiego.
Za darmo jest audiobook na youtube, na kanale "Ku Bogu".
Kończąc tę krótką myśl przywołam Św. Pawła:
" A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jak do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? Skoro jeden mówi: «Ja jestem Pawła», a drugi: «Ja jestem Apollosa», to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. (...) Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień" 1 Kor 3, 1-7; 11-15
Kiedyś znalazłem się w nieco podobnej sytuacji. Obecnie uczęszczam na niedzielną Mszę Trydencka do Bractwa, żona chodzi do parafii. Nie powoduje to konfliktu. Ale poprzednia sytuacja miała charakter konfliktu na tle religijno-duchowym. Była dramatyczna.
Oto moje wnioski:
1. Dobrze byłoby sprawdzić, czy pod niechęcią Pana żony do Mszy Tradycyjnej nie kryje się coś głębszego, dotyczącego Państwa relacji. Msza może być tylko pretekstem. Nie chcę podawać recepty, jak do tego czegoś głębszego dotrzeć , to już wymaga kompetencji psychologa. W moim przypadku dotarcie do tego jądra konfliktu zajęło sporo czasu i wymagało wyjścia z dotychczasowych schematów wzajemnej komunikacji. Niemniej jest to jak najbardziej możliwe i wskazane. Innymi słowy: trzeba się zdobyć na spokojną I uczciwą rozmowę dwóch osób o różnych wrazliwosciach, w taki sposób, aby się nawzajem nie ranić. Jak taką rozmowę prowadzić, tu już głosu nie zabieram.
2. W sytuacji zaostrzenia konfliktu o udział we Mszy - wybrać jedność rodziny. Przy czym nie chodzi tu o proste ustąpienie. Pana potrzeba uczestniczenia we Mszy Tradycyjnej jest bardzo ważne. Proszę jednak pamiętać, że w Sakramencie Małżeństwa ma Pan wyraźną akceptację przez Boga wyboru, którego razem kiedys dokonaliście. Natomiast nie ma Pan takiego sakramentalnego potwierdzenia co do wyboru Mszy niedzielnej. Ja jestem całym sercem za Mszę Tradycyjną, ale papież Paweł VI, który wprowadził NOM, był jednak legalnym Papieżem. Kościół jest w kryzysie i cierpi całe ciało. Obecny papiez jest wrogo nastawiony do tradycji i to rzutuje na innych. Ale to się może zmienić. Pana obszarem odpowiedzialności jest Pana rodzina.
To tyle mojej całkowicie subiektywnej opinii. Pozdrawiam serdecznie
Bardzo popieram Pański komentarz. Ja też jestem w podobnej sytuacji. Bardzo bym chciał zrobić ten ważny krok w stronę tradycji, ale mam żonę i 4 dzieci i żona w ogóle tematu Tradycji nie poznała, nie rozumie i nie chce poznać. Rozłam w małżeństwie z powodu tak ważnej materii duchowej nie ma sensu i jest zagrożeniem dla wspólnego uświęcania się. Ostatecznie dochodzi się do tego, o czym Pan mówi. Trzeba się zgodzić ustąpić z czegoś bardzo cennego dla siebie, albo podjąć wreszcie prace nad czymś, przed czym się wzbraniam, a co jest kluczowe dla drugiej strony, żeby zechciała pochylić się nad tematem Tradycji.
Ja nie jestem jeszcze gotów, ale jeśli uważam Mszę Świętą Wszechczasów za coś bardzo ważnego, to w końcu będę musiał dla niej złożyć tę ofiarę.
Ma Pan rację. Do sprawy podchodzę spokojnie. Nie da się inaczej. Konieczna roztropność.
Aspekt relacji jak najbardziej ma znaczenie. W kwestii religijnej niezrozumienie nie leży w kwestii OM i NOM, a w kwestii modernizmu. Można uchodzić za oderwanego od rzeczywistości. To nie dziwi, bo mi samemu włosy stanęły dęba jak uświadomiłem sobie, że mój katolicyzm i to co przekazywałem dzieciom niespecjalnie katolicyzmem było.
Ja również od ok. 2 lat poznaję Tradycję, jednak w moim mieście nie ma szans na stary ryt- dziekan twierdzi, że Biskup „zabronił”. Na mszę tradycyjną uczęszczam kilka razy w roku z uwagi na odległości do miast, w których jest odprawiana. Kiedyś, przy okazji, będąc w dużym mieście, zabrałem Żonę na mszę wszechczasów, ale stwierdziła, że msza Novus z udziałem dzieci w naszej parafii bardziej dociera do naszych Maluchów. Nie ma między nami spięć, a nawet widzę wsparcie, kiedy mówię, że doprowadzę do dnia, kiedy w naszym mieście odprawiana będzie msza przedsoborowa. Osobiście wolałbym, aby moje dzieci Ją poznały, ale póki co zostaje nam cieszyć z dostępności kapłanów i możliwości uczestniczenia w mszach w nowym rycie.
Trzymam kciuki, byście doszli do porozumienia!
O! Pomyslałam sobie,że jak żona nie lubi tradycji,ale czyta,to można jej podsunąć jakieś dobreksiązki o byciu matką,albo o kobiecej duchowości. To może duuuuużo dać. Oczywiście jeśli czyta. Mi się bardzo podobały "Wspomnienia-mama świętej Teresy od dzieciątka Jezus". Trzeba tylko tak dobierać książki,żeby nie było tam nic,co mogłoby "obudzić czujność" żony;D na przykład przez wydawnictwo. Ewentualnie można podesłać jakieś programy o kobiecości. Tylko nie Urzekającą bo to nowusy
Cóż. Jak widać, nie ja jeden.
To trudny i delikatny temat. Sam, po próbie podzielenia się odkrytą prawdą - po otrząśnięciu się z lekkiego szoku poznawczego (zawsze uważałem się za pełnoprawnego katolika), chciałem podzielić się z żoną i dziećmi odkrytą prawdą... Trudno wytrzymać spojrzenia jak na wariata.
Doszedłem do wniosku, że nic na siłę. Należy mieć jasne stanowisko, ale nie narzucać. Reagować wtedy, gdy coś jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Modlić się, a resztę zostawić Bogu.
Jeżeli chodzi o Mszę, to w niedzielę zwykle rodzinnie NOM, a na Tradycyjną staram się uczęszczać w tygodniu. NOM męczy, ale stałem się bardziej uważny i można dostrzec spore różnice pomiędzy sposobem sprawowania - od dziadostwa po próbę wydobycia jak najwięcej świętości z nowego rytu. Dostrzega się takie rzeczy, jak przywrócenie klęczników do komunii.
Nie wiem, czy dobrze postępuję, ale nawracanie (również modernistycznych katolików) nie może być na siłę. Pamiętajmy, że jesteśmy narzędziami w rękach Boga. Tak samo inni wobec nas.
Najważniejsze jest właściwe odprawianie mszy świętej. Czy "nowa" czy "stara" to jest drugorzędna sprawa.