Dzień dobry.
Jestem stałym widzem kanału “Sprawki” i bardzo doceniam pracę, którą Pan wykonuje na rzecz Kościoła informując o tym co się dzieje w Kościele. Jednak ostatnio jeden odcinek sprawił, że się z Pańskim zdaniem trochę nie zgadzam i z tego powodu postanowiłam napisać tego maila. Chodzi o odcinek dotyczący Taylor Swift, której osobiście nie jestem fanką, jednak zauważyłam kilka niezgodności w tym materiale.
Z tego jak Pan mówi wynika, że Swisties to obsesyjnie zakochane w Swift osoby. Wręcz wyznawczynie, ale to nie jest prawda. Swifties to nazwa fandomu (grupy fanów, którzy w dużej większości są normalnymi ludźmi, którzy nie “modlą się” do swojej idolki bądź idola. Jest to całkiem naturalne np. grupy k-popowe nazywają swoich sympatyków (BTS - ARMY, BlackPink - Blink etc.), którzy przez to mogą się odróżniać od innych grup. Zachodni piosenkarze również lubią nazywać swoich fanów (Ariana Grande - Arianators, Justin Bieber - Beliebers itd.) i bynajmniej nie ma to nic wspólnego z sektą albo innym religijnym uwielbieniem. Nie wyjaśnił Pan jednak tego swoim słuchaczom i widzom czym mógł wprowadzić ich w błąd.
Inną sprawą jest to, że jak podał ten “bardzo wiarygodny” portal fanki modlą się pod jej drzwiami. Taylor Swift nie każe swym obserwującym wynosić jej jako bóstwo. To, że jakaś osoba (możliwe mniej zdrowa psychicznie lub rozchwiana emocjonalnie) tak robi nie świadczy źle o piosenkarzu, ale o małym wycinku jej fanów.
Bransoletki to również nie kolejny przykład religijnego fanatyzmu, ponieważ każdy fan kupuje sobie przedmioty związane z idolem np. plecaki, koszulki, plakaty etc. Taylor nie jest w tym odosobniona.
Kolejna sprawa to stwierdzenie, że “jak coś ma własny język to przypomina to kult, może trochę sektę”. Nie zgadzam się w tym całkowicie. Znowu odniosę się do k-popu. Fani tego gatunku muzycznego, a nawet sympatycy konkretnych zespołów używają wyrażeń i sformułowań rozumianych tylko przez nich np. “I purple you” (pozdrowienie ludzi lubiących BTS odwołujące się do koloru grupy i wspomnianego wyżej fandomu), sasaeng (obsesyjny fan), maknae (najmłodszy piosenkarz w zespole). Nie ma więc w tym nic po pierwsze dziwnego, a po drugie szkodliwego.
Jak rozumiem wizerunek Taylor Swift też jest problemem. Przecież ma ona 35 lat [sic!], a zachowuje się jak nastolatka. Jak dla mnie jest to zwykłe czepianie się przecież nie starej, atrakcyjnej dziewczyny. Gdyby pani Taylor miała 70 albo 90 lat, to rozumiem. Jednak jest ona młoda, a na scenie chodzi w body, jednak zakrytym i nie wykonuje wyuzdanych ruchów jak jej młodsze koleżanki po fachu np. angielska piosenkarka Dua Lipa (13,3 mld słuchających na YT). To, że jej wizerunek to “niewinna nastolatka” nie jest chyba czymś strasznym.
To, że pokazuje Pan rozemocjonowane młode dziewczyny nie jest niczym złym. W większości z przypadków są to na pewno osoby normalne, jednak tak działa muzyka i sama obecność koncercie obojętnie czy rockowego czy popowego jak w przypadku Swift. Czy nie identycznie zachowywały się fanki na koncertach Elvisa Presleya albo grupy The Beatles (którzy zresztą święci nie byli, co warto zaznaczyć)? To nie są - jak Pan ujął - “uwielbieniowej histerie” lecz reakcję pod wpływem bodźców. Jak jednak pisałam wyżej nie wykluczam, że część tych ludzi może być rozchwiana emocjonalnie, jednak nie dopatrywał bym się w tym winy Taylor Swift. W drugiej strony część tych filmików wygląda mi na ustawione z chęci wybicia się na nich.
Piosenki w niektórych przypadkach naprawdę “ratują życie”. Może jest to duży skrót myślowy, ale ich teksty i przesłanie pomagają niekiedy wyjść ludziom z depresji. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Każdy piosenkarz w tych czasach skupia się nie tylko na śpiewaniu, lecz tak by jak najlepiej mobilizować swoich fanów. Powstają książki, filmy dokumentalne, piosenkarze grają w filmach fabularnych a nawet tworzone są gry komputerowe o nich (np. BTS Universe Story).
35-latka to nie 70 albo 90-latka. To jest młoda osoba. Fakt tańczenia na scenie, nie można uznać za wadę. Jeśli chodzi o tematy popkultury, to Taylor Swift ze wspomnianą przez Pana dziewczęcością i niewinnością i tańczeniem w sukienkach jest i tak małym problemem. Znacznie młodszą i o wiele bardziej wulgarną piosenkarką jest angielska gwiazda albańskiego pochodzenia - Dua Lipa. Nie mówiąc już o amerykańskich raperkach Meghan Thee Stallion, Cardi B albo Lizzo. W takim świecie dziewczęcy anturaż to chyba nic złego.
Fakt, że młode kobiety będą na uczelni uczyć się o zmianach przyrody albo rasizmie na podstawie tekstów piosenek Swift najlepiej świadczy o uczelni a nie o piosenkarce. To samo zresztą, że “wykładowczyni” ma flagę LGBT albo uczyła “Literatury queer”. W tym wszystkim nie ma winy samej Taylor.
Niestety w kwestiach polityki Taylor Swift nie jest lekko mówiąc ideałem. Jak praktycznie każdy obecnie człowiek, który chce się wybić nie tylko w popkulturze. Gwiazda i idol nastolatke Harrry Styles, który zresztą był rok temu w Polsce, na gale chodzi w sukienkach i torebkach oraz mimo i jest heteroseksualny w fabularnych filmach gra geja. Niektórzy piosenkarze na siłę usiłują przypisać sobie inną orientację, albo promują mówiąc o zboczonych członkach swoich rodzin np. Ariana Grande. Wydaje mi się, że podkreślanie poglądów jednego piosenkarza - nawet supergwiazdy nie zważając uwagi na sytuację polityczną sprawia wrażenie jakby zagrożenie miało wypływać tylko z jednej strony. Ariana Grande ma nawet więcej obserwujących na Instagramie niż Taylor Swift (378 mln) podobnie zresztą jak inna piosenkarka i aktorka Selena Gomez (426 mln). Zresztą jeśli niemądre dziewczynki powtarzają wszystko co głosi ich idolka, to nic się nie da poradzić. Ciężko zamykać nastolatkę lub kogokolwiek innego, bo i tak jak nie przejdzie na wulgarną Jennifer Lopez albo Rihannę to trafi na muzykę metalową, tak bardzo przecież promowaną.
Nie jestem w pełni przekonana czy poważny dziennikarz i youtuber jako “dowód” przeciwko komukolwiek powinien korzystać z 30 sekundowych filmików znalezionych na X na przypadkowym filmiku. Zresztą jego autentyczność też jest wątpliwa, gdyż nawet jeśli Taylor Swift jest anty-chrześcijanką nie wiem czy akurat kiwanie głową na te słowa jest adekwatną reakcją.
Wśród moich znajomych mam 2 fanów - mężczyzn Taylor Swift, a nie mam żadnej kobiecej fanki, którą mogłabym nazwać Swifties, więc trzeba zaznaczyć, że jej piosenki podobają się nie tylko “rozhisteryzowanym kobietom”.
Wspominałam już o saseangach czyli pseudo-fanach artystów z Korei Południowej. Piszczenie pod hotelem to naprawdę nie jest problem. Ludzie posuwają się do wlewania kleju do silnika (A.C.E.), śledzenie (GOT7) lub śledzenie lotów piosenkarzy (BTS). Jak wspomniałam w każdej grupie fanów zdarzają się tacy, którzy przekraczają granice, i dla których idol jest całym światem. Nie jest to jednak wina artystów, bo oni sami często przez to cierpią.
Kończąc chciałam jeszcze zapytać, skoro już Pan sięgnął po temat kultury popularnej kogo, jakiego piosenkarza po Mieczysławie Foggu może słuchać bez obaw młody katolik? Oczywiście można słuchać wszystkiego świadomie, ale to nie o to w tym chodzi.
Chciałam jeszcze zauważyć, że o ile Taylor Swift jest potęgą muzyczną, to najwięcej młodzieży, która w ogóle utożsamia się z tym czego słucha, są fani heavy metalu i innego rodzaju mocnej muzyku i to jest faktycznie duży problem.
Temat gwiazd muzyki pop i ich stosunku do religii (często przechodzą oni nawrócenie lub są katolikami o czym się nie mówi), od dawna bardzo mnie interesuje stąd moja reakcja na Pański materiał.
Pozdrawiam serdecznie.
Komentarze
"jakiego piosenkarza po Mieczysławie Foggu może słuchać bez obaw młody katolik?" A może nikogo? A w szczególności nie tych, których twórczość niesie ze sobą wysoki czynnik ryzyka zepsucia naszej duchowości.. Bardzo trudno człowiekowi podejść krytycznie do rzeczy, które dostarczają mu przyjemności (tzw. strzał dopaminy - jak często o tym mówi Dawid) i czytając Pański wpis odnoszę wrażenie, że dochodzi tu do swego rodzaju maksymalnego wybielenia Pani Taylor Swift. Jeżeli się mylę to proszę o zwrócenie mi uwagi.
Mam 28 lat i od kilku lat nie słucham muzyki praktycznie w ogóle (w szczególności tej "popularnej") i czuje się z tym zaskakująco dobrze. Ta przerwa nawet zaczęła powodować, ze jak usłyszę gdzieś fortepian lub skrzypce to mam dużo bardziej pozytywne odczucia niż kiedyś. Nie wiem czy tylko ja tak mam czy to naturalny proces "konwersji upodobań".
Ludzie przyzwyczaili się do muzyki, która towarzyszy im wszędzie - droga do pracy, praca, samochód, rower, dom. Kiedyś dla mnie to było w miarę normalne, a teraz patrzę na to jak na szaleństwo. To nawet nie zastrzyki dopaminy, a ciągła jej kroplówka.. Trzeba sobie zadać pytanie czy to dla nas naturalne? Czy ludzie zastanawiają się w ogólne nad tym, że są uzależnieni od muzyki? I czy przypadkiem uzależnienia nie dotyczą najczęściej tego typu muzyki jaką prezentuje Pani Taylor Swift?
Ja też tak mam. Prawie w ogóle odmóżdżającej muzyki rozrywkowej. Prawie w ogóle "zsatanizowanego" sportu. Życie jest dużo piękniejsze. Przy okazji można się zakochać w "błogiej ciszy" ;)
o tak.. cisza.. to jest "piękna muzyka" ;). Dla dzisiejszego społeczeństwa cisza jest odpychająca. I nie mówię tu o młodym pokoleniu, ale ogólnie.. Wchodzę do urzędu, przy stanowisku Panie w średnim wieku i starsze, a ja upewniam się czy nie pomyliłem budynków bo radio aż huczy - normalnie dyskoteka.
Nie mam zamiaru wybielać Taylor Swift. Nie jestem fanką tej piosenkarki. Powtórzę jeszcze raz: nie uważam, że ona jest osobą godną stawiania za wzór wszelkich cnót. Chodziło mi o to, że argumenty przytaczane przez pana Mysiora, opisujące jej “fenomen” nie trafiają w sedno. TS jest jedną z bardzo wielu gwiazd muzyki, które wywołują u swoich fanów identyczne zachowania. Nic nowego od lat 60 XX wieku. Pod tym względem Taylor Swift nie jest żadnym wyjątkiem. Do pozostałej części Pana komentarza nie będę się odnosić, gdyż nie dotyczy ona tematu dyskusji.
Rozumiem co Pani chce przekazać, ale ja mam też swoje spostrzeżenia. Wg mnie Taylor Swift w zdecydowanej większości trafia do dziewczynek, nastolatek i młodych kobiet. A treści jej piosenek nie uczą niczego dobrego, ani też rozsądnego prowadzenia się moralnie. Pod przykrywką dziewczęcej, nie tak wulgarnej jak pozostałe wokalistki- pani Taylor pozyskuje sobie rzesze młodych umysłów-nie wzbudzając przy tym specjalnie podejrzeń rodziców- przecież Taylor jest kreowana na eteryczną, zwykłą dziewczynę, poukładaną, nieszokującą- więc spoko, który rodzic zabroni jej słuchać dziecku. Tymczasem to niezły podstęp, bo w jej muzyce sączy się mnóstwo niebezpiecznych treści- antykatolickich. Zwłaszcza co do relacji damsko-męskich, wierności, zdrady. To, co niewinnie sobie śpiewa Taylor zostaje zakodowane w młodym umyśle. Jak taka kobieta później ma stworzyć trwałą rodzinę? Jednocześnie pani Taylor określa siebie jako katoliczkę..a popiera lewackie postulaty jak np. aborcja. Udziela się politycznie promując zepsute poglądy (coś jak Joe Biden, który tylko z nazwy jest katolikiem). Moim zdaniem tutaj leży problem z panią Swift. Nie chce mi się rozpisywać szerzej, ale chyba wiadomo o co chodzi. Taki wilk przebrany za owieczkę.
Polecam zapoznać się z innym punktem widzenia: https://www.instagram.com/p/C-IptS5ofbv/?igsh=MWVwY3o5bHB6c2w3Zw==
Uważam, że wysyłanie linków w dyskusji jest jałowe. Każdy z uczestników może wysyłać mnóstwo linków i to do niczego nie prowadzi.
można się śmiać z teorii spiskowych, ale w życiu dzieją się naprawdę absurdalne rzeczy, więc kto wie
O zagrożeniach duchowych w muzyce i kulturze świetnie mówi Grzegorz Kasjaniuk. Polecam!!
co jest złego w metalu i mocnej muzyce?