Wśród wszystkich uzależnień, w które wpaść może współczesny człowiek uzależnienie od Internetu uważam za wyjątkowe, ponieważ po wszystkie inne człowiek sięga jednak w określonych punktach w czasie, a po treści z Internetu, dzięki swojemu smartfonowi, może sięgać niemal w każdym punkcie w czasie. W toalecie, w kolejce w sklepie, w pracy, w domu, niemal w każdej chwili, którą mógłby poświęcić na coś innego. Nazywam te chwile "nudą", choć kiedyś nuda kojarzyła się z czasem dłuższym, człowiek sprzed ery smartfonów pewnie bardzo zdziwiłby się, gdyby usłyszał: stałem w kolejce w mięsnym przez 6 minut i bardzo się w tym czasie nudziłem.
Jakie zagrożenie płynie z sięgania po treści z Internetu w niemal każdej wolnej chwili? W tej rozprawce zupełnie pominę to, po jakie treści sięgamy. Mogą one oczywiście być czymś brudnym lub głupim albo całkiem niegłupim. Jakość treści oczywiście ma znaczenie, ale dziś skupmy się na zjawisku zapychania treścią z Internetu najmniejszej szczeliny naszego czasu, gdy przez moment moglibyśmy się "ponudzić", co w praktyce oznacza konieczność myślenia. Zagrożenie płynące z takiego nawyku, czy wręcz ciężkiego nałogu, jest wielorakie. Po pierwsze, nawykowe sięganie po treść z Internetu wyklucza myślenie, więc raczej nie można spodziewać się od osoby postępującej w ten sposób, że ma cokolwiek w życiu naprawdę PRZEMYŚLANE. Po drugie, trudno mi wyobrazić sobie, że człowiek tak postępujący tak naprawdę w swoim życiu toczy WALKĘ DUCHOWĄ.
Nie twierdzę, że toczy się ją jedynie w momentach przerw między zajęciami, ale pozbawianie siebie tych krótkich przerw przez zapychanie ich informacjami z zewnątrz oznacza przerywanie walki duchowej, być może właśnie w jakimś ważnym momencie, gdy robi się trudniejsza. Dobra, nie ma co się napinać, spójrzmy co tam w świecie. I zanim zdążymy o tym świadomie zdecydować, ręka nawykowo sięga po smartfona, bezwiednie odblokowuje ekran i automatycznie klika w konkretną aplikację. Pozbawiamy się więc nie tylko myślenia własnego, ale też uciekamy z pola walki duchowej. Po trzecie, nasz system nerwowy nie jest na to przygotowany. Nie został on stworzony do braku tych chwil, gdy nie dzieje się NIC. Te chwile są ważne nie tylko dla duszy i rozumu, ale też dla psychiki.
Kto ma zacięcie, może analizować swoje statystyki używania telefonu i podjąć próbę polepszania tych statystyk. Mniej czasu ze smartfonem, ale przede wszystkim mniej samych uruchomień, przebudzeń smartfona ze snu w kieszeni czy torebce. Podjęcie takiej próby da dobry pogląd na to, jak mocny jest to w naszym przypadku problem. Przy czym w moim przypadku nie o samego smartfona tu chodzi, ale o wszelkie treści z Internetu, po które sięgam w sposób nieplanowany. I powiem Wam, że problem jest dużo większy niż myślałem.
Komentarze
Sytuacje z życia wzięte. Poważniejsze i mniej poważne.
1. Syn znajomego od małego zaczytywał się w książkach. Uwielbiał czytać i zanosiło się, że będzie jakiś "naukowiec". Zaczytywał się aż do momentu, kiedy dostał konsolę z możliwością grania online. Granie go całkowicie pochłonęło. Realny kontakt ze światem utrzymuje jeszcze dzięki planszówkom i grom RPG, które pozwalają trochę odetchnąć od ekranu. To wiela przestroga. Dziecko zawsze wybierze prostą i atrakcyjną rozrywkę (podżyrowaną przez udział kolegów, którzy przecież wszyscy grają) niż takie znacznie bardziej wymagające czytanie książek.
2. Jako słaby i grzeszny człowiek pretenduję do braku trwonienia swojego czasu. Nie jestem w tej sytuacji usatysfakcjonowany i nie wiem czy kiedykolwiek będę. Mogę jednak powiedzieć, że czasu wolnego dla siebie mam naprawdę niewiele. Całkiem niedawno zawoziłem syna na zajęcia dodatkowe. Wziąłem ze sobą literaturę duchową i ostrzyłem zęby z myślą "OOOO ale będzie spokojne i owocne czytanie". Syn wszedł do sali... Pierwsze co zrobiłem to wzięcie smartfona do ręki i odpisanie znajomym na jakiś tam grupach. Potem jeszcze chwileczkę zerknę co tam na świecie... Zostało 15 minut. Dobra, już nie będę zaczynał, bo za mało czasu. Syn wyszedł, wziąłem książkę do ręki i pomyślałem...
"ALE TY JESTEŚ ROBERT CIENKI BOLEK".
3. Internet to ciężki przeciwnik. Przez jakiś czas nosiłem się z zamiarem całkowitego odcięcia i miałem nawet taki okres "treningu". Oglądałem wyłącznie kazania FSSPX. Dziś staram się dalej Internet odpowiednio "ujarzmić", ale z różnymi skutkami.
Bez urazy, ale Sprawki tutaj sytuację komplikują. W powszechnej zgniliznie Internetu są jasnym punktem dla którego warto ten czas na Internet przeznaczać. Mają trzy potężne atuty:
- Są rzetelną pigułą informacyjną. Akurat ja potrafię się na tyle poruszać już po różnych portalach, że sam wyszukuję co się dzieje na świecie. Są jednak tu rzeczy, których nie widzę nigdzie indziej. Stwierdziłem też w tych swoich przemyśleniach, że jako głowa rodziny, Polak, katolik nie mogę się odciąć całkowicie od informacji. Zatem takie wykorzystanie Internetu w rozsądnych proporcjach wydaje się racjonalne.
- Dla mnie osobiście bardzo dużą wartość mają Sprawki.pl. Pozwalają mi w prosty sposób odnaleźć tę garstkę swoich w "wielkim świecie". Mogę się od nich wiele dowiedzieć, odpowiednio zmotywować siebie w swoich brakach, ale mogę też podzielić się z innymi własnymi doświadczeniami. Takiej wioski dla "amiszów" chyba nie ma gdzie indziej w Internecie. O wioskę trzeba dbać jak o dobro wspólne i uważam, że jest to w interesie każdego "amisza". Póki jest jeszcze "wolny" Internet ta wioska to nieocenione dobro. Mam też nadzieję, że ta wioska stanie się kiedyś wielką metropolią, a "amiszów" będzie tylko przybywać.
- Poruszanie zakazanych tematów. Bez dostępu do Internetu/dobrych książek wielu ludzi nie ma szans na poznanie prawdy. Tutaj taką szansę otrzymują. Szkoła, radio, telewizja, komercyjne portale internetowe to najczęściej poprawny politycznie bełkot. Niestety przekazywanie takich zakazanych informacji w Internecie wiąże się z tym, że można oberwać w głowę. Warto też uważać, żeby rozbudzaniem "nadmiernej ciekawości" nie zaniedbywać innych istotnych kwestii. Tak czy siak bez tych rzetelnych punktów informacji, gdzie jest jeszcze zakazana prawda uśpiony naród nie dostanie szansy na otwarcie oczu.
To chyba tyle. Czas na obowiązki stanu.
Sprawa z internetem i jego zawartością: dobrą lub złą jest bardziej skomplikowana niż przykład z nożem i jego potencjalnym wykorzystaniem do dobrych lub złych celów. Internet jako zjawisko pojmowane całościowo jest następcą telewizji. Czyli sączy do głowy propagandę, dając złudzenie interaktywnego uczestnictwa, czyli np możliwość kłócenia się z płatnymi i ideologicznymi trollami. Co więcej sieć pozornie jest coraz bardziej niezbędna i oszczędza czas. Możesz płacić rachunki, załatwiać sprawy urzędowe i nie tylko, robić zakupy, komunikować się, grać, oglądać co chcesz.
At wszystko za niewygórowaną cenę prywatności, wrażliwych danych i mętnie zdefiniowanej przez demiurgów świata mediów - wolności. Uzależnienie nas od internetu jest jak owijanie ofiary przez pająka, potem tylko ugryzienie na dobicie i jesteśmy unieszkodliwienia.
INTERNET - największe współczesne zagrożenie - po mistrzowsku wykorzystywane przez władcę tego świata. Módlmy się, aby Bóg dał nam wystarczające łaski, aby korzystać z tego wynalazku i nie zatracić duszy. Może to radykalne, ale tak uważam. Po mojej Córce widzę ile zła już spotkała w sieci mimo że ograniczamy i okresowo odcinamy od korzystania.
Z Panem Bogiem!
Każdą chwilą życia powinienem świadomie zarządzać. Co do tego potrzebne? Znajomość siebie, świata i prawidłowe odczytywanie moich obowiązków. Gdy moim obowiązkiem jest działalność polityczna, to jakieś relacje z internetem muszę mieć. Jednak korzystanie z internetu musi być przemyślane. Nawykowe sięganie po telefon uniemożliwia poznanie samego siebie. Skazuje człowieka na nowy rodzaj niewolnictwa. Dzisiaj rządzący pozwalają każdemu by czuł się najmądrzejszy, a nigdy do mądrości nie doszedł. Z Panem Bogiem.
Dla mnie internet jest jak Drzewo Poznania Dobrego i Złego... a ja jestem Ewą...Dlaczego zerwała (zgrzeszyła)? "Niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest rozkoszą dla oczu i że owoce z tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy." Rdz3,6 ...To wspaniałe, więc chcę więcej i więcej... kosztem obowiązków stanu...