Dziś o Bractwie Kapłańskim św. Piusa X. Choć obnażanie własnych emocji zwykle jest zupełnie niewłaściwe, dziś myślę, że warto zrobić wyjątek. Gdy piszę te słowa, targają mną silne emocje. Mam pisać mojemu Drogiemu Czytelnikowi coś, co może nim zachwiać? Ile tu kłamstw-pułapek zastawionych zarówno na Ciebie, mój Drogi Czytelniku, jak i na mnie. Ale to emocje, a katolik ma kierować się rozumem i zamiast bać się Twojej reakcji, mój Drogi Czytelniku, jeżeli wpadniesz z jedną z tych zastawionych na Ciebie kłamstw-pułapek, postaram się te pułapki na chłodno rozbroić.
1. Kłamstwo-pułapka pierwsza: moderniści, aby móc wdrażać swoją agendę, kładąc w ostatnich latach ogromny nacisk na cnotę posłuszeństwa, jednocześnie zupełnie ją zakłamali. Sam wychowywałem się w przeświadczeniu, że posłuszeństwo jest czymś zasadniczym. I jest. Ale posłuszeństwo katolickie. Najpierw Bogu, potem przełożonemu. Wola przełożonego jest dla mnie Wolą Bożą i mam się jej poddać. Jednak, i tu kryje się cała zwodniczość modernistów, wola przełożonego jest dla nas Wolą Bożą zawsze gdy... nie przeczy Woli Bożej objawionej w całej nauce katolickiej. I - tu niektórych musze rozczarować, - ślepe posłuszeństwo nie zwalnia katolika z odpowiedzialności. Gdy sam Papież powie Ci, że masz zgrzeszyć, to jak zgrzeszysz, to... zgrzeszysz. Posłuszeństwo nie może być wymówką.
2. Kłamstwo-pułapka druga to niemal wszystko, co usłyszysz w kuluarach. Być może targany wątpliwościami zapytasz mój Drogi Czytelniku jakiegoś kapłana, czy wolno chodzić do Bractwa na Mszę, i być może ten, w wyniku swojej zawinionej lub niezawinionej niewiedzy odpowie „lepiej nie” czy coś o „braku jedności z Watykanem” czy wręcz o „schizmie”. Zastanów się wtedy proszę dlaczego w kuluarach takie coś powie, ale żadnego oficjalnego pisma czy wypowiedzi publicznej tak twierdzącej nie znajdziesz? Od siebie dodam opinię prywatną: Bractwo jest obecnie w ścisłym centrum Kościoła, to jest sól, która nie straciła smaku i jeżeli za lat 5, 50 lub 150 cały Kościół walczący, czyli ten na ziemi, miałby zawrócić z tej modernistycznej katastrofy, w której teraz niestety biedny się nurza, to Bractwo i tylko Bractwo będzie zaczynem, który to umożliwi, a przynajmniej bardzo ułatwi, gdyż zachowało wszystkie skarby, które modernizm świadomie przez dziesięciolecia wymazywał.
3. Kłamstwo-pułapka trzecia: pójście na Mszę do Bractwa, słuchanie tam nauk, jest wyrzuceniem do kosza absolutnie wszystkiego w czym się wyrosło, a przecież przy tych gitarach też były nawrócenia, przy modernistycznych kazaniach też w tle był konfesjonał... Tak, ale to nie świadczy o tym, że modernizm ma swoje dobre strony, ale że w kilkadziesiąt lat, choć zdewastował bardzo bardzo dużo, nie dał rady wypłukać z Kościoła jego skarbów, mocy sakramentów, czy troski Pana Jezusa o swój własny Kościół. Łaski w Kościele są pomimo szalejącego modernizmu, a nie dzięki niemu.
4. Kłamstwo-pułapka czwarta: być może myślisz, że krytyka działań jest krytyką człowieka. Weźmy przykład. Msza dla dzieci w tzw. Kościele Nowego Adwentu, czyli Kościele katolickim, ale toczonym rakiem modernizmu. Pan lub Pani z gitarą gromadzi wokół siebie 30 dzieci i pokazując skrzydła lub trąbę słonia śpiewają "tu stoją krokodyle i orangutany". Ktoś powie: błagam, obudźcie się, przestańcie. Ja dodam od siebie: to nie tylko niewłaściwe, ale też przeciwskuteczne, dzieci być może się cieszą, ale bardziej pobożne od tego nie są. Moje dzieci na Mszach dla dzieci często pytały "długo jeszcze?". Te same dzieci, miesiąc później, na Mszy Tradycyjnej trwającej 1,5 razy dłużej, siedziały cicho i nie wyglądały na znudzone. Dzieci wyczuwają sacrum. Wróćmy do orangutanów. Czy krytykowanie tego jest krytyką osoby z gitarą? Czy osądzam ją? Czy neguję jej serce dla dzieci? Czy trzeba tę osobę przede mną bronić? Podobnie jak wszystkich księży, katechetki, wspólnoty, kościelnych. Czy trzeba ich bronić przed tradycjonalistą? Przecież to kłamstwo. Błędy wytyka się w trosce o dobro najwyższe: dusze tych wszystkich ludzi. Należy ich bronić przed błędami, a nie przed Tradycją.
Mój Drogi Czytelniku, w jednej rozprawce nie dam rady napisać wszystkiego o Bractwie Kapłańskim św. Piusa X. Na razie więc te cztery kłamstwa, z którymi należy się mierzyć. Dlaczego w ogóle piszę o Bractwie? Uwierz mi, mój Drogi Czytelniku, nie dlatego, że Bractwo coś zyska, jak Ty pójdziesz tam na Mszę i po nauki. Bractwo już dziś jest przepracowane. Tyle, że to nie jest zwykła praca, a praca na rzecz zbawienia dusz, więc z NMP dadzą radę. Gdy Ty, mój Drogi Czytelniku, udasz się do Bractwa zyska nie Bractwo, ale Twoja dusza. Życzę rozwagi i odwagi.
Komentarze
Bogu niech będą dzięki za Bractwo Św. Piusa X.
Szykuje mi się w weekend impreza na której prawdopodobnie będzie wielu ludzi, którzy deklarują bycie katolikami. Być może będę pod odstrzałem jako ten egzotyczny dziwak, który uczęszcza tylko i wyłącznie na Mszę Wszech Czasów. Dodatkowo gada o jakimś SWII i broni na każdym kroku dobrego imienia Bractwa Świętego Piusa X.
Miałem wczoraj krótką, przelotną rozmowę. Bliscy mi "novusowi" katolicy zastosowali "żarcik" , że może ci wszyscy ludzie na imprezie mnie przekonają bym zaczął chodzić w końcu do kościoła "normalnego". Na chłodno spytałem:
- Co to jest kościół "normalny"?
- No ten do którego chodzi większość.
- I tylko to?
(...)
Dalsza rozmowa była już bez sensu, więc ją kulturalnie i spokojnie zakończyłem. Wpierw trzeba rozumieć o czym się rozmawia. Inaczej nie warto tracić czasu.
Dlatego sami szukajcie Mszy Wszech Czasów, FSSPX i dobrych kapłanów Tradycji. Zobaczcie to na własne oczy. Dla dobra swojej duszy.
Ja kiedyś usilnie chciałem ludzi przekonywać może trochę na siłę do tradycji. I to ludzi praktykujących. Osiągałem odwrotny efekt. Teraz staram się to robić bardziej subtelnie. Głównie dobrym przykładem. Bo jedynie na co mam realny wpływ to są to moje wady. Staram się z nimi walczyć.
Tylko prawda nas wyzwoli. Ja po kilkunastu latach poszukiwań znalazłem ją w tradycji katolickiej.
Ma Pan niesamowite dzieci, moje na NOM nuda, w Bractwie "ale tu dziwnie" i za długo ☹ Ale cóż robić, staram się nie poddawać i modlić o łaskę przemiany serca...
U mnie to samo. Mój 16-latek był kilkanaście razy na Mszy Wszechczasów, ale w końcu stwierdził, że "za długo", "za wcześnie trzeba wstawać" i "ludzie są dziwnie ubrani". Natomiast mój 7-latek ziewa tak bardzo, że boję się, że kogoś połknie. A modlitewnik używa tylko do sprawdzania ile do końca ;-( Pozostaje mi tylko Różaniec, Msze św. i ofiarowywanie cierpień w tej intencji.
A jednak nie wszyscy mówią o tym w kuluarach i po cichu..niektórzy mówią głośno i otwarcie
https://youtu.be/IdEp_wFTMXw?si=90xeVrucD48wieaV
Posłuchałem tego kazania, a jeszcze z większą ciekawością poczytałem komentarze, w których ksiądz próbuje bronic 'nowego' Kościoła. To idealny przykład, jak w imię ślepego posłuszeństwa można posługiwać się arguemntami bez oparcia.
Jeżeli ktoś ma zatwardziałe serce, to żadne argumenty go nie przekonają. Pomóc może jedynie nasza modlitwa i ofiarowywanie naszych cierpień, przeciwności, wszystkich prac...itp. Jezusowi Chrystusowi przez ręce Niepokalanej, aby otrzymali Łaskę wiary. Bez łaski od Boga i tak żadne dyskusje nie pomogą. Św. Monika wiele lat modliła się o nawrócenie męża i syna.