Szczęść Boże!
W skrócie przedstawię sytuację w jakiej obecnie się znajduję. Od marca zaczęłam uczęszczać na mszę świętą do bractwa sw. Piusa X z moim chłopakiem. Poznajemy tradycje katolicką, czytamy przedsoborowe książki, ogólnie poznajemy prawdę o kościele.
Niestety, moja mama bardzo krytykuje bractwo i moja decyzję, mówiąc że to jest sekta i mój chłopak na pewno mnie do tego namówił (oczywiście to nieprawda). Przez to zmieniła zupełnie o nim zdanie i w skrócie uważa że odciągnął mnie od kościoła... Mama próbuje mnie namawiać (łagodnie pisząc) do porzucenia bractwa lub przeciągnięcia chłopaka do "normalnego" kościoła.
Już nie ma spotkania z nią bez jej monologu pełnego manipulacji i po drugie braku wiedzy o bractwie.
Niestety do mojej mamy nic nie dociera - nie chce czytać lub oglądać materiałów mówiących co to jest bractwo, bo jak to ona mówi " jest wierna swojemu kościołowi" i nigdy go nie zdradzi.
Mama dowiedziawszy się, że chcemy się pobrać przy obecności kapłana z bractwa,
oznajmiła mi że nie pobłogosławi nas w dniu ślubu i że to będzie wstyd w rodzinie (w wielkim skrócie).
To mnie bardzo zabolało.
Przez to w głowie mam pełno obaw o przyszłość (co nie pomaga w budowaniu związku).
Proszę o rady do owej sytuacji oraz modlitwę ✝️
Zastanawiam się również czy Wy drodzy sprawkowicze też macie podobne konflikty w rodzinie z powodu przylgnięcia do tradycji.
Komentarze
To bardzo trudne, delikatne i niekiedy tragiczne sprawy.
Wielu ludzi w takich sytuacjach wybiera konformizm. Zaczynają chodzić i na Novusa i na Mszę Tradycyjną. Niektórzy pomimo, że poznali Mszę Wszech Czasów i tak chodzą na Novusa, bo rodzina i wszyscy inni chodzą. Dla niektórych pozostaje Indult, bo ci to chociaż nie "odłączona sekta".
Pytanie czy po otrzymaniu łaski odnalezienia Tradycji można balansować?
Ja nie balansuję. Nie krytykuję jednak przy tym tych, którzy balansują, bo każdy odpowiada za siebie.
To mój wybór i biorę to na własne sumienie. Mam obowiązek nad tym pracowac. Wiąże się to z różnymi turbulencjami. Każdy musi sam wybrać jaką chce podążać drogą.
Pewne jest przy tym, że módlcie się bardzo dużo za mamę. Może po tej ciężkiej próbie i wytrwaniu przyjdzie też nagroda. Tam wyżej jest doskonały pomysł modlitwy o wstawiennictwo w tej sprawie do Św. Moniki.
Tam wyżej jest też fragment z Ewangelii wg. Św. Łukasza. Warto też znać podobny fragment z Ewangelii wg. Św. Mateusza.
"Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je. a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je."
Tego się trzymajmy. Abraham do tego stopnia ufał Panu Bogu, że przeszedł próbę z ofiarowaniem swojego umiłowanego i jedynego syna Izaaka. Przy bezgranicznym zaufaniu i oddaniu życia Panu Bogu i my takie próby przejdziemy.
Serdecznie pozdrawiam i życze dużo wytrwałości.
Może pomodlić się do św. Moniki? Ona przez lata modliła się o nawrócenie syna oraz męża i się udało, syn nawet został świętym i doktorem Kościoła.
"Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej»
Ubolewam nad Twoją sytuacją, próbuj spokojnie i z wyczuciem przekonać mamę tak żebyś nie miała sobie nic do zarzucenia, niemniej jednak błogosławieństwo Twemu małżeństwu przez Jezusa jest istotniejsze niż błogosławieństwo matki. Módl się w tej intencji i dajcie sobie trochę czasu na poukładanie wzajemnych relacji. Dla Boga 100 lat to jak mrugnięcie okiem a my, ludzie chcielibyśmy wszystkiego po jednym różańca.
Dziękuję za radę :) będziemy się modlić do sw. Moniki.
Prawda potrzebuje czasu i cierpliwości.
Na pewno nic od razu się nie zmieni, ale dobre i pobożne życie w małżeństwie zaowocuje również z rodziną.
Jak to klasyk mawia: lepszy przykład jak wykład.
Pani przypadek nie jest jednostkowy, niejednokrotnie (też z autopsji) spotykałem się z przypadkiem, że rodzice nie rozumieją (a tak naprawdę nie chcą zrozumieć) dlaczego dzieci porzucają novus i zaczynają uczęszczać do Bractwa. Rodzice często mają emocjonalne (a nie rozumowe) nastawienie do novusa, taki sentyment z młodości (polski papież etc). Zalecam cierpliwość, modlitwę ale również zasadę "ani kroku w tył", żadnych ustępstw w tym temacie.
Serdecznie dziękuję wszystkim radzącym i za cenne fragmenty z Ewangelii, których już nie pamiętałam. Dobrze jest wiedzieć, że mamy wsparcie od innych w tej sytuacji ❤️❤️ Bóg zapłać!
Laudetur Iesus Christus!
Otrzymaliście od Pana Boga Naszego w Trójcy Jedynego ogromną łaskę. Trwajcie w wierze i bierzcie Krzyż na swe ramiona. Nie jesteście sami. Dziękujcie Panu Bogu każdego dnia, że trafiliście do źródła PRAWDY.
Będę się za Was modlił.
Niech Najświętsza Panna Maryja otacza Was płaszczem swej miłości.
Z Panem Bogiem
Ci co przeszli ze swojego kościoła parafialnego do Bractwa, zmagają się często z różnymi rozterkami/ problemami. Ja już 3 lata w Tradycji. Ale przez 1,5 roku mierzyłam się z rozterkami, czy dobrze robię chodząc tu i tu. (na Mszy indultowej nigdy nie byłam). Na początku broniłam Mszę Posoborową, ponieważ się na niej nawróciłam. Odmówiłam wiele Różańcy w tej intencji, o światło Duch Św. w tej sprawie. Stopniowo zaczęła do mnie docierać PRAWDA. Zaczęłam widzieć owoce Mszy Trydenckiej. Czasem jestem zmuszona iść na Mszę Posoborową. A moja rodzina cały czas mówi, że chodzę do sekty. Cierpliwie to znoszę, ale cały czas modlę się o łagodność i cierpliwość.
LICH!
Znam to uczucie doskonale kiedy najblizsi nie chcą cię zrozumieć. To jest to innego niż nieznajomość lub nieświadomość - robią to z zatwardziałości serc. Jest trudno, ale wierze że Bóg zsyła łaski na tych trwających przy prawdzie:)
Sami nie damy rady. Bez pomocy Niepokalanej nic nie zdziałamy (tak jak pisał w ostatniej rozprawce Dawid).
Jestem bardzo wdzięczna za tą możliwość dzielenia się swoimi doświadczeniami, jaka tu dostajemy. Bóg zapłać Dawidowi i zespołowi sprawek :)
Ok, rozpisałam się...
Niecha Niepokalana ma Cię pod płaszczem swojej opieki :)
Z Bogiem
LICh!
Nie mam chłopaka !) , chodzę na novus ordos, będąc raz na ordo missae i czytając przedsoborowe encykliki. Mogę tylko powiedzieć, że znalazła się Pani w dobrej sytuacji kiedy Bóg sprawdza, czy wierzysz w Niego. Św. Cyryl chciał , aby mszę można było odprawiać w języku słowiańskim, o czym dowiedziałem się w Rzymie z ust księdza w kościele św. Klemensa (obok Lateranu). Przyznaję, że ordo missae jest bardziej podniosła, majestatyczna.