Dziś o tym, co w wierze katolickiej uważam za najtrudniejsze dla mnie i co wydaje mi się trudne szczególnie w tych czasach. Jest to wierność w wierze gdy brak jest pewnego szczególnego rodzaju pocieszeń, jakimi są oczekiwane efekty. Jest takie zdanie św. Teresy z Avila, które mocno wryło mi się do głowy: "Obowiązkiem katolika jest walczyć, a nie zwyciężać.". Ktoś inny kiedyś powiedział, że każdy wierzący prędzej czy później przeżyje test, czy wierzy dla Pana Boga, czy wierzy dla pocieszeń od Pana Boga.
Dlaczego napisałem na wstępie, że w tych czasach sprawa może być jeszcze trudniejsza niż kiedyś? Bo kiedyś człowiek wydawał się bardziej pogodzony z brakiem szybkiej gratyfikacji i bardziej gotowy na niepowodzenia. Z wielu powodów dziś system nerwowy człowieka wydaje się być skonstruowany inaczej. Działanie - nagroda, działanie - nagroda. Wróćmy do tego, co w wierze jest najtrudniejsze dla mnie. Jest to trudność, która nie jest moim zdaniem specyficzna dla wiary, ale pojawia się w każdym długofalowym przedsięwzięciu, którego podejmuje się człowiek.
Najpierw postępy będą widzialne, potem może być stagnacja, w której człowiek już nie dostaje ciągłych nagród w postaci satysfakcji z widzialnych efektów. Wtedy trzeba zachować wierność obranej przez rozum drodze i iść naprzód pomimo braku pocieszeń. Jest to wierność wyborowi dokonanemu przez rozum. Wierność w czasie, gdy nie ma widzialnych efektów. Bóg w swojej dobroci i mądrości daje tyle pocieszeń ile trzeba. Czasem więc będą zwycięstwa. Ale będzie też czas bez zwycięstw.
Napisz, mój Drogi Czytelniku, czy nie jest to trudne? Zachowywać się wtedy konsekwentnie? Iść obraną drogą mimo że nie cały czas widać na końcu? Największą trudnością jaką napotkałem w wierze i jaką wydają się napotykać inni jest podjęcie świadomej decyzji, że jestem w tym dla Pana Boga, a nie dla pocieszeń Pana Boga. Chodzi o to, by zawsze robić to, co należy robić, niezależnie od tego, czy w tym momencie wydaje się nam, że to nie działa.
Mój Drogi Czytelniku, jestem bardzo ciekaw co sądzisz o tym co dziś powiedziałem.
Komentarze
Jest to trudne. Dlatego ksiądz Stehlin tak często powtarza o wprowadzaniu w życiu aktów strzelistych. Nie jest to łatwa praktyka. Mi nie wychodzi w zadowalającym stopniu, ale pracuję nad tym.
Ksiądz Stehlin też przestrzega, że te chwile słabości, zwątpenia, znużenia, zniechęcenia nawet u bardzo pobożnych ludzi mogą być szczeliną przez którą przeciśnie się szatan i zrobi trudny do załatania wyłom.
Stąd też warto rozważyć częstą spowiedź i codzienny rachunek sumienia na koniec dnia.
Pamiętam ten swój entuzjazm, kiedy znalazłem się w Tradycji. Z tego co słyszałem wielu ludzi wpada w pułapkę i myśli, że teraz to już będzie tylko pięknie i super. A tu nagle bach - to nie tylko piękno Mszy Wszech Czasów, ale trzeba też przemodelować swoje myślenie i życie, bo wcześniej tkwiło się w błędach i złych przyzwyczajeniach. Nagle też pojawiają się różnego rodzaju utrudnienia i krzyże.
Po ponad roku dobrze już wiem, że odnalezienie Tradycji to wstęp do wzmożonego wysiłku.To dar, po którym od człowieka wymaga się znacznie więcej. Najgorsze co można zrobić to spocząć na laurach lub popaść w rutynę.
Apropo rutyny. Wczoraj ks. Najmowicz mówił na kazaniu, że Św. Piotr tkwił sobie w tej swojej rutynie. Nagle pojawił się Pan Jezus, kazał zarzucić sieci i brutalnie przewrócił jego życie do góry nogami. Któż chce wyjść z wygodnej rutyny, podjąć wysiłek i pójśc w trudne i nieznane? Niewielu.
"Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie".
Dużo łatwiej jest wierzyć, kiedy wszystko wychodzi, jest entuzjazm i radość. Trudniej, kiedy same trudności, zwątpienie i smutek. Zrozumienie i zaakceptowanie krzyża to jakże ciężka sprawa.
Podobnie jak z miłowaniem nieprzyjaciół:
"Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski."
Wydaje się zatem, że trud, cierpienie, wysiłek i "zaparcie się samego siebie" są nieodzwonym elementem na wyższym etapie życia duchowego. Mam też wrażenie, że dobry Pan Bóg często oszczędza tych, którzy na taki krzyż nie są gotowi, a większy wysiłek nakłada na tych, którzy są na niego lepiej przygotowani. Stąd ukuło się powiedzenie "dobrym ludziom zawsze wiatr w oczy".
Dlatego walczmy, utrzymujmy stałą łączność i warto też dużo się modlić się o wytrwanie w dobrem. W modlitewniu Te Deum Laudamus w jednej z modlitw do Najświętszej Maryii Panny po Komunii Św. czytamy:
"(...) Błagam Cię przeto, najlepsza Matko, uproś mi darowanie wszystkich grzechów i obfitą łaskę, abym w przyszłości wierniej Mu służył, a w końcu otrzymał ŁASKĘ WYTRWANIA, abym mógł razem z Tobą wielbić Go na wieki wieków. Amen."
Módlmy się dużo o łaskę wytrwania. Sami sobie na pewno nie poradzimy.
Dla mnie w takich chwilach pomocna jest modlitwa i czytanie życiorysu świętego, który również przeżywał trudności w wierze
Bardzo poruszający tekst — trafnie pokazuje, że wierność Bogu to trwanie mimo pustki, a nie szukanie pocieszeń. Dziękuję!
O tak, akty strzeliste bardzo mi pomagają podczas tych ciężkich okresów, które czasem przychodzą. Potrafię odmawiać je wtedy cały dzień w kółko. Moje ulubione to: "Jezu Chryste zmiłuj się nade mną", "O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami" albo po prostu "Matko Boża ratuj" czy "Duchu Święty wzywam Cię moim cierpieniem".
Raz ksiądz na kazaniu też powiedział coś w tym stylu, że Pan Bóg nie patrzy na efekty naszych działań, tylko na nasze starania/ działania/ zaangażowanie. Bardzo mnie to pocieszyło, bo przychodziły do mnie myśli, że Pan Bóg jest mną rozczarowany.
Tak, żywoty świętych bardzo podnoszą na duchu. Chyba św. Wojciech był zrozpaczony, że ludzi nie potrafił nawrócić, a dopiero po jego śmierci nastąpiły masowe nawrócenia. Ostatnio przeczytałam książkę Święty i diabeł - bardzo pocieszające ile lat św. proboszcz z Ars walczył z różnymi trudnościami , aby móc zostać kapłanem. W każdym razie żywota świętych pokazują, że trzeba się modlić o cierpliwość i wytrwałość.