POKORA KONTRA PYCHA

30.06.2025

Niegdyś poprosiłem o zasugerowanie tematyki rozprawek. Przyszła taka odpowiedź: Temat trudny i nie umiem sobie na niego odpowiedzieć. Chodzi o pokorę i pychę. Jestem dzieckiem Bożym umiłowanym obdarzonym hojnie przez Ojca. Z tego powodu powinnam być dumna. I teraz problem. Jak to pogodzić z pokorą. Tą dumę z bycia dzieckiem bożym z pokorą. A teraz pycha. Gdzie jest ta granica. Jak rozpoznać, że jestem pyszna a nie naprawdę dumna ze swojego dziecięctwa Bożego, że zwycięstw w walce duchowej itp. A jeżeli kogoś upominam to jak potem nie słuchać podszeptów szatana, że kto mi dał do tego prawo, gdzie twoja pokora jak mogłaś. Czyli pycha pokora duma z bycia dzieckiem bożym radość chrześcijańska i jak się w tym nie pogubić i nie stać się pyszałkiem. Jak odróżnić pokorę od tchórzostwa. Myślę, że wielu katolików musi się z tym mierzyć.

Dziękuję za ten wpis i przyznaję, że wielu katolików musi się z tym mierzyć, a to za sprawą dużego zamętu pojęciowego, jaki niestety w naszych czasach panuje. Jednym z niezwykle niebezpiecznych przejawów ataku na Kościół Katolicki, w tym przypadku od wewnątrz, jest mylenie pojęć. Pomyśl, mój Drogi Czytelniku, jakie postępy poczynić może przeciwnik, gdy ludziom pomiesza język na tyle, że nikt nie będzie rozumiał na czym te 7 grzechów polega? Jak trudno może być nam walczyć z grzechem nie rozumiejąc jego istoty? Pycha. Niezliczoną liczbę razy spotkałem się z niewłaściwym używaniem tego słowa. Ktoś mówi, że zna prawdę? TO PYCHA! Ktoś uważa, że coś umie? TO PYCHA. Zatem pokorą musi być mówienie, że nie znasz prawdy oraz że nic nie umiesz.

Proste? Oczywiście nie. Czym zatem jest PYCHA? To składowa wszelkich grzechów. W niej tkwi istota zła. Pycha to przerost miłości własnej, ale uwaga, niekoniecznie życzliwej. "Jestem cudowny, fajniejszy, mądrzejszy i lepszy niż inni i moja w tym zasługa" to pycha, którą rozpoznajemy łatwo. "Jestem beznadziejny, mniej fajny, głupszy i gorszy niż inni" jako postawa przeciwna, wydaje się więc pokorą. A jest to jedynie inny przejaw pychy. Pycha to przypisywanie sobie innej wartości niż prawdziwa, większej czy mniejszej - to nie ma znaczenia. Czy siebie zachwalam, czy czynię cierpiąco-niby pokornym, przypisuję sobie większa istotę, wagę, niż mam naprawdę. Pokora nie polega na przypisywaniu sobie gorszych cech niż mam w rzeczywistości, ale na wskazaniu, że źródłem wszelkiego dobra w nas jest Pan Bóg, a nie my sami.

Gdy pięknie śpiewamy, pokorą nie jest mówienie: "e tam, tak sobie trochę skrzeczę..." Pokorą jest nieprzypisywanie sobie zasługi. Tak pięknie śpiewam. Jeżeli to tylko talent, zawdzięczam go tylko Bogu. Jeżeli to talent plus praca, talent zawdzięczam Bogu, a pracę - uwaga - też zawdzięczam tylko Bogu. Wszyscy, sami z siebie, jesteśmy naprawdę bardzo mierni. Jedynie pozwalając Duchowi Świętemu działać w nas, co wymaga dużej walki z naszą pychą, możemy otworzyć się na jakieś cechy pozytywne - rozumność, miłość, dobrotliwość itd. Najlepiej w ogóle nie skupiajmy się zbytnio na tym pyłku, jakim w porównaniu do Boga i wieczności jesteśmy. Rozkosz kryjąca się za taką postawą przerośnie wszystkie nasze oczekiwania. A odpowiadając bardziej konkretnie na pytania z wpisu: Jestem dzieckiem Bożym umiłowanym obdarzonym hojnie przez Ojca. Z tego powodu powinnam być dumna.

I teraz problem. Jak to pogodzić z pokorą? Moim zdaniem chodzi o źródło tej dumy. Jestem dumny z bycia dzieckiem Bożym i przypomina to wielką wdzięczność, czy jestem dumny z bycia dzieckiem Bożym i przypomina to satysfakcję z jakiegoś osiągnięcia? W drugim przypadku może oznaczać to brak pokory, gdyż przypomnijmy, pycha to przypisywanie sobie innej wartości niż prawdziwa. Dalej było pytanie: Jak rozpoznać, że jestem pyszna a nie naprawdę dumna ze swojego dziecięctwa Bożego, że zwycięstw w walce duchowej itp. Ponownie, bycie dumnym z ze zwycięstw w walce duchowej ma przypominać najwyżej dumę dziecka, które wygrało konkurs na wierszyk. Ma to być wdzięczność, a nie satysfakcja, bo niezależnie jak ciężki bój duchowy stoczyliśmy, zwycięstwo zawdzięczamy Bogu, nie sobie.

Kolejne pytanie: A jeżeli kogoś upominam to jak potem nie słuchać podszeptów szatana, że kto mi dał do tego prawo, gdzie twoja pokora jak mogłaś. To dotyczy raczej przylgnięcia do prawdy, a nie samej tematyki pokory i pychy. Trzeba znać prawdę o swoich motywacjach w upominaniu. Właściwe motywacje to miłość bliźniego i miłość do prawdy. Natomiast miłość do racji to znowu przypisywanie sobie innej wartości niż prawdziwa, a zatem pycha. I ostatnie pytanie: Jak odróżnić pokorę od tchórzostwa. Znowu, przylegając do prawdy. Jeżeli powinienem coś czynić, a nie czynię, z czego to wynika? Lenistwo, tchórzostwo, czy może właśnie źle rozumiana pokora? Moim zdaniem, a przypominam, że wszystko co piszę to ewentualnie pożywka dla rozumu, nie jestem duszpasterzem, ani autorytetem moralnym, a więc ja rozumiem to tak, że pokora to prawda, pycha to fałsz i to tutaj najprościej szukać rozróżnienia.

Prawda jest taka: sam z siebie nic dobrego nie mogę. Załóżmy teraz, że coś osiągnąłem, nawet same szczyty. Śpiewam najpiękniej na świecie, wynalazłem lek na wszystko, zaprojektowałem lub zbudowałem najpiękniejszy budynek w mieście. Zaprzeczanie temu lub umniejszanie tego nie jest pokorą ale pychą. Uznawanie tego i przypisywanie SOBIE zasługi również jest pychą. Uznawanie tego i przypisywanie, w duchu wielkiej wdzięczności, całej zasługi Panu Bogu wydaje się być pokorą. Mój Drogi Czytelniku, jeżeli masz chęć, napisz w komentarzu co sądzisz o tym co napisałem. Pycha to przypisywanie sobie innej wartości niż prawdziwa. Pokora to przypisywanie sobie wartości prawdziwej, a Panu Bogu przypisywanie wszelkiego dobra, również tego w nas.

Komentarze