Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Jesteśmy już po Środzie Popielcowej.
Wielu z nas rozpoczyna ciężką pracę, aby w sposób szczególny przeżyć okres Wielkiego Postu. W bardzo dobrym materiale zamieszczonym przez Panią Joannę można się dowiedzieć na czym Wielki Post powinien polegać i jak owocnie go przepracować:
W moim przypadku będzie to pierwszy Wielki Post w szeroko pojętej "Tradycji". Tak naprawdę dopiero calkiem niedawno dowiedziałem się jakie były dawne zalecenia Kościoła na ten czas. Jest to kolejny element brutalnego wybudzania "zagubionego katolika". Wciąż wiele takich rzeczy mam jeszcze do uczciwego przepracowania. Każdego dnia uświadamiam sobie to coraz bardziej. Tym razem jednak nie o tym.
Chyba się nie pomylę, że najczęstszą formą postu jest odmawianie sobie jedzenia lub picia. Taką też formę wyrzeczeń na Wielki Post praktykuję od lat. W pewnym sensie nawet ją "egoistycznie" polubiłem, bo po pierwszych tygodniach "cukrowego kaca" przychodzi czas, że znacząco poprawia się moje samopoczucie. Tak jest zawsze. Organizm w pierwszym dość trudnym okresie uwalnia się od toksyn i potem zaczyna dużo lepiej pracować. Niestety jak przystało na słabego i ułomnego człowieka zazwyczaj krótko po Wielkim Poście wracam do swoich złych przyzwyczajeń żywieniowych i stopniowo sobie coraz więcej pozwalam. To pyszne ciasto teściowej, to impreza ze znajomymi więc ciutkę więcej alkoholu, to cięższy czas, więc pozwolę sobie go "trochę" zajeść kilogramem cukierków, to lampka wieczornego winka zagryzionego czipsami z żoną. Pewnie to znacie.
Po czasach pandemicznych i wzrostu zaufania do aktualnej medycyny przeglądałem kilka ciekawych książek o zdrowiu. Jakbym miał polecić 3 uniwersalne rzeczy w celu poprawienia samopoczucia lub wyleczeniu się ze swoich dolegliwości byłyby to:
1. Odpowiednie nawadnianie organizmu.
2. Monitorowanie i utrzymywanie właściwego poziomu witaminy D.
3. ZMIANA NIEWŁAŚCIWYCH PRAKTYK ŻYWIENIOWYCH.
Chyba moim największym zdrowotnym "odkryciem" było zrozumienie, że jelita są nie tylko od trawienia i wchłaniania, ale przede wszystkim od OCZYSZCZANIA. Problem polega na tym, że ludzie nie dają jelitom na to czasu i możliwości. Współczesna medycyna od najlepszych przyjaciół ludzkości Rockefellerów tego Wam już nie powie. Świat powszechnego zalewu bezsensownego konsumcjonizmu z ciągłym przejadaniem się niezdrowymi produktami 24/h na dobę też.
Przy ograniczeniu jedzenia, rezygnowaniu z określonych produktów i PRZEDE WSZYSTKIM odpowiednim oddaniu tego Panu Bogu z pewnością będą z tego wielkie korzyści duchowe. To oczywiście jest najważniejsze i tym trzeba się wpierw w życiu kierować.
Jest też jednak bonus. Przy odpowiedniej wiedzy, w większości przypadków. będzie to też znacząca poprawa zdrowia i samopoczucia. Same plusy! Żal zatem nie skorzystać i warto wracać do tych starych praktyk zalecanych nam przez Kościół. Zwłaszcza teraz.
Życze każdemu owocnego przepracowania okresu Wielkiego Postu!
Komentarze
(...) Po czasach pandemicznych i WZROSTU zaufania do aktualnej medycyny (...)?! Zakładam, że to fraza przepełniona sarkazmem :P
W moim przypadku czas plandemicznego oszustwa był wielkim game changerem. Zacząłem się zastanawiać - skoro ludzie mogą być tak bezczelnie i ostentacyjnie oszukiwani w kwestii zdrowia, to ile jest prawdy w innych sferach. No i poszło - historia zakłamana, media i politycy wielokrotnie bardziej zakłamani niż mi się to wydawało. W sferze religii okazało się, że przez ponad 40 lat żyłem w imitacji Kościoła katolickiego. Z prześmiewczego powiedzonka, że "wszystkiemu winni są żydzi, masoni i cykliści" okazało się - póki co - że tylko ci ostatni są niewinni ;-).
Zapoznając się z działalnością Katherine Watt https://bailiwicknews.substack.com/p/orientation-for-new-readers i Sashy Latypovej w kwestii ujawniania prawdy na temat tego o co chodziło z covidowym cyrkiem, tzn. jak ta operacja była wdrażana od wielu lat od strony prawnej, dotarłem do informacji na temat amerykańskiej agencji rządowej FDA czyli Food & Drug Administration (Agencji Żywności i Leków). Wówczas tknęło mnie, by zagłębić się także w "tematykę żywnościową", bo skoro w temacie leków (Big Pharma) jest tak słabo, to czy agencja, która – mówiąc w skrócie - pozwala na trucie ludzi wątpliwymi specyfikami, to czy w sferze żywności może być inaczej? No i oczywiście nie jest. Tu szok był nie mniejszy niż w przypadku tych wszystkich wcześniej wymienionych zagadnień.
W moim przypadku największym zdrowotnym odkryciem okazał się mechanizm autofagii [zjadania przez organizm człowieka własnych "chorych" komórek - https://pl.wikipedia.org/wiki/Autofagia , który najłatwiej indukuje się poprzez… post. M.in. właśnie z autofagią wiąże się styl żywienia oparty na oknie żywieniowym np. 8/16. Oczywiście w przypadku każdego człowieka to samozjadanie chorych/uszkodzonych komórek rozpoczyna się w różnym momencie i jest to kwestia indywidualna. Jednak nawet w mainstreamie może przeczytać, że 72-godzinny post to znakomity pomysł na reset systemu immunologicznego. Przetestowałem to już 3-krotnie i to naprawdę (w moim przypadku) działa! Mówię tutaj o poście od jedzenia czegokolwiek. Piłem elektrolity, kawę, herbatę. Po drodze przekonałem się także jak gigantycznym oszustwem jest tzw. piramida żywieniowa i dlaczego istnieje tak gigantyczne parcie na faszerowanie ludzi różnej maści węglowodanami.
Wracając do postu - całkowicie zmieniłem swoje myślenie i zrozumiałem, że posty są zbawienne nie tylko dla ducha, ale także ciała. Mam teraz „problem”, bo jak traktować w tej sytuacji post jako jakieś wyrzeczenie skoro mam świadomość jak bardzo mi służy. Każdemu! (dorosłemu oczywiście). Doszedłem do wniosku, że 72-96 godzinny post w czasie suchych dni, to znakomity pomysł. Zatem w przyszłym tygodniu wydam znacznie mniej na jedzenie :-). Muszę jednak zaznaczyć, że nie wszedłem w temat autofagii i związany z nią 72-godzinny post prosto z marszu. Dowiedziałem się, że najlepiej pójść w to dopiero po przestawieniu się z odżywiania wysokowęglowodanowego na niskowęglowodanowe, tj. odrzuceniu produktów zbożowych, soków owocowych itp.
Dodatkowo, dziś nie mam cienia wątpliwości, że walka z klimatem i związana z tym walką z mięsem, z produktami odzwierzęcymi, ma na celu także doprowadzenie do tego, żeby ludzie stali się jeszcze mniej zdrowi (bardziej chorzy). Jestem przekonany, że każdy rozumny kto zacznie grzebać w tej dziedzinie zrozumie, że większość lekarzy i dietetyków działa na szkodę ludzi. I pytanie jakie należy sobie postawić dotyczy wyłącznie tego - ilu z nich robi to w pełni świadomie, a ilu z ignorancji.
Najchętniej bym Panu przybił piątkę.
Podpisuję się rękami i nogami pod tym wszystkim. Osobiście głódówek jeszcze nie praktykowałem, bo mój organizm chyba nie ma ku temu najlepszych predyspozycji. Może kiedyś wrócę do książki na ten temat i spróbuję bardziej poważnie w wolnej chwili. Natomiast wprowadzenie okna żywieniowego 8/16 to chyba najlepsze co mogłem zrobić dla mojej rodziny. Poprawę zdrowotną odnotowali wszyscy. Też wyeliminowałem zboża i ograniczyłem do maximum wszelkiej maści produkty przetworzone. Chleb pieczemy z niepalonej kaszy gryczanej. Soki (głównie warzywne) wyłącznie z wyciskarki wolnobrotowej. Różnice widać gołym okiem.
Ksiądz Świerczek FSSPX twierdził, że pandemia to był "czas błogosławiony". Dużo w tym prawdy, bo człowiek zaczął w trybie przyspieszonym otwierać oczy. Niektóre kwestie już do mnie docierały wcześniej, ale po podaniu (pewnie połowie ludzkości) kryzysu w ramię to już poszli na grubo. Problem w tym, że przez ten miniony okres nie cierpię wprost jeździć do lekarzy. Chociaż ostatnio jest już z tym lepiej bo znalazłem dzięki Bogu takich dwóch z powołania. Jeszcze się tacy ostali.
Pandemia trochę przycichła, ale co z tego. Dziś ciężko dostać dobre jajka i mięso i zazwyczaj trzeba się wybrać do kogoś "zaufanego" na wieś. Najlepszą inwestycją jednego z moich dobrych kumpli były kury. Na półkach marketowych 95% produktów to pasza dla ludzi. Kiedy pokazałem koledze mój zasyfiony brązową mazią filtr wstępny wody miejskiej z wodociągu i pożyczyłem mu "smaczej kawusi" w 7 dni zamontował sobie filtr osmotyczny. Można by dalej... Fluor w pastach do zębów... a jak ktoś się z fluorem zorientuje to zawsze pozostaje dwutlenek tytanu. "Leki" z takim składem, że bardziej podtruwają niż pomagają. Obowiązek szczypania już od pierwszej doby życia eliksirami z takim składem, że koń by padł itp. itd.
Całe szczęście dzięki Panu Bogu mam dzieci. One są moją motywacją by nigdy nie ustawać w tym staraniu i na każdym kroku walczyć i być ostrożnym. Znając życie o siebie pewnie bym tak nie dbał, ale o nich to jeden z moich najważniejszych obowiązków.
Dziękuję za ten wpis i serdecznie pozdrawiam!
Jeśli chodzi o post ilościowy, to oprócz obowiązkowych dni postu (Środy Popielcowej i Wielkiego Piątku), planuję pościć w Suche Dni Wielkiego Postu i ofiarować to Panu Bogu przez ręce Matki Boskiej w konkretnych już ustalonych intencjach.
Życzę dużo siły, żeby w postanowieniach wytrwać.
Po ilu tygodniach „cukrowego kaca” można zauważyć poprawę samopoczucia?
Ja pościłem, pijąc tylko wodę z odrobiną soli, przez 10 dni po Nowym Roku, ale nie odczułem żadnej poprawy. Głód nie był dla mnie tak uciążliwy, jak ociężałość umysłowa, a ponieważ musiałem wrócić do pracy, przerwałem dalszy post.
Myślę, że wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji organizmu. Ja generalnie cały rok staram się żywić z całą moją rodziną przyzwoicie z jakimiś większymi lub mniejszymi wpadkami. Dlatego już po 2 tygodniach całkowitego wyłączenia słodyczy, łakoci, deserów, alkoholu i szkodliwych produktów przetworzonych oraz ograniczenia kawy organizm zaczyna dziękować. Przez te 2 tygodnie niestety trzeba swoje oberwać bo boli głowia i jestem ospały. Organizm domaga się swojej "cukrowej działy". Jaki byłby okres u innych? Nie mam pojęcia. Od tego są (naprawdę dobrzy) specjaliści, dietetycy i gastrolodzy.
Słyszałem w moim środowisku o przypadku, że ktoś narzucił sobie taki ostry reżim postu, że finalnie wylądował w szpitalu. Przemyślane ograniczanie ilości spożywanego jedzenia i picia posłuży raczej każdemu. Jednak dłuższe posty "całkowite" mogą być już niebezpieczne i lepiej z tym uważać. Szkoda zepsuć sobie zdrowie.
Osobiście jestem przyzwyczajony do regularnego jedzenia w krótkim oknie żywieniowym. Kończe jeść przed 17, żeby dać czas jelitom na oczyszczenie. Ograniczenie jedzenia lub picia nie sprawia mi żadnego większego dyskomfortu. Wystarczy, że wrzucę coś na ząb, żeby było paliwo w czasie aktywności. Gorzej natomiast gdy nie zjem kompletnie nic. Być może z powodu wykonywanego zawodu fizycznego mój organizm źle znosi takie głodówki. Nie wiem. Po prostu tak mam. Każdy musi to dopasować pod swoje preferencje i warunki.
Życzę powodzenia w znalezieniu właściwych metod.
Myślę, że Prawda ma taką właściwość, że odkrywa się ją wielowymiarowo. Zbliżanie się do prawdy w wymiarze duchowym, pomaga zbliżyć się do prawdy w wymiarze materialnym i na odwrót.
Post zupełny ZAWSZE przynosi korzyści zdrowotne, o ile jest faktycznie zupełny i trwa więcej jak 3 dni. Nawet jak pozornie nie widać efektów, przedłuża życie. Rozjaśnia umysł, zmniejsza tolerancję na dopaminę, wycisza. Idealny na okres Wielkiego Postu (Jezus pościł 40 dni).
Aha! Nagle człowiek zyskuje kilka, kilkanaście godzin tygodniowo, które może poświęcić na modlitwę, lekturę, czas spędzony z rodziną.