Dziś kilka słów o Sakramencie Pokuty, czyli Spowiedzi Świętej. Masoneria postawiła sobie za cel zniszczenie Kościoła. Należy im przyznać, że zabrali się do tego wyjątkowo inteligentnie, choć nie jest to ich zasługa, gdyż wiadomo czyja inteligencja za nimi stoi. Wrogowie Kościoła zaobserwowali, że trudno jest niszczyć Kościół skłaniając wiernego, by przestał wierzyć. Przestań w TO wierzyć jest mało skuteczne. Skuteczniejsza jest podmiana TEGO. Dalej w TO wierz, ale nie zauważysz, że owo TO, nie jest już tym samym TYM.
Owa podmiana TEGO dzieje się za pomocą herezji modernizmu. Modernistom trzeba też przyznać rozmach. Przecież do zniszczenia wiary ludzi wystarczyłyby małe zmiany w tym, co wierzą. Jeżeli choć na jotę odejdzie się od Prawdy Objawionej, przestaje się być bezpiecznym. Ci jednak nie poprzestali na jocie, ale usiłują zmienić wszystko. Im dłużej jestem wiernym Tradycji, tym więcej tych różnic dostrzegam. Przepotężnym przykładem jest na przykład Spowiedź Święta. Zauważ, mój Drogi Czytelniku, jak zwodnicze to jest i jak trudno uchwytne. Być może Ty będziesz potrafił mi wskazać, w którym dokładnie momencie to nastąpiło. W jaki sposób modernistom udało się w przeciągu kilkudziesięciu lat tak bardzo zmienić podejście ludzi do spowiedzi.
Przed modernizmem było tak - oczywiście te procenty są umowne - że 99% wagi, powiedzmy ciężaru gatunkowego, zarówno w nauczaniu jak i w całym stosunku do spowiedzi, przykładało się do rozgrzeszenia. Idziesz do konfesjonału z grzechami. Jeżeli są wśród nich grzechy ciężkie, idziesz tam jako ktoś kto bez tego sakramentu byłby przeznaczony do piekła. Grzechy śmiertelne są jakby wypisane smołą i krwią na Twoim koncie, w Twoje księdze życia. Przepraszam, chodzi tylko o zobrazowanie ciężaru, nie o precyzję teologiczną; jestem osobą świecką, a nie duszpasterzem czy teologiem. Traktujmy to tylko jako pewien obrazek. Na Twojej niegdyś białej (konkretnie po chrzcie i każdej spowiedzi) księdze życia masz smołą i krwią wypisane swoje grzechy śmiertelne, których nie masz żadnych szans samemu zmyć. Gdyby nie spowiedź, jesteś przeznaczony do piekła. Idziesz do spowiedzi i tam ksiądz, otrzymaną od Chrystusa mocą, odpuszcza te grzechy. Twoja księga jest znowu biała. Najczarniejsze rzeczy stają się bielsze niż śnieg. Oto 99%.
A czym jest ten 1%? Otóż ksiądz w trakcie spowiedzi powie Ci tez kilka słów, które mają poukładać w Twoim rozumie na tyle, żebyś po wyjściu z konfesjonału mógł żyć lepiej. Wychodzisz. Celem było przywrócenie łaski uświęcającej. Psychiczna ulga jest efektem ubocznym.
A jak do spowiedzi nauczono podchodzić ludzi w modernizmie? Wielu może zaprzeczy, powie "nieprawda, wcale aż tak banalnie tego się nie traktuje". Ale to myślenie życzeniowe. Jeżeli ktoś w modernizmie traktuje spowiedź serio, to dlatego że sam jest pobożny, albo miał szczęście do pobożnego duszpasterza. Co do zasady bowiem wagi tam są odwrócone. 99% wagi to czy "ksiądz dobrze spowiada". Ten ksiądz świetnie spowiada, wiesz. Czyli co? Fajnie do mnie powie, dopyta. Ja mu tak z serducha powiem co leży mi na sercu, on mnie przyjmie, zaakceptuje, pouczy. Potem wstanę i wyjdę z konfesjonału, co za ulga, ile nadziei, nowej energii. A gdzieś tam w trakcie tego psychologicznego zabiegu był też ten 1% wagi - zmycie moich śmiertelnych grzechów. Zmycie wylaną w cierpieniu przez Zbawiciela krwią smoły, której sam nie mogłem tknąć, tak, że wybielała nad śnieg. To 1% wagi.
Używam takich proporcji jak 99% i 1% bo widziałem takie podejście do spowiedzi. Proporcje te mogą być różne, u kogoś może 50/50. Tymczasem jeżeli nie jest to skupienie w 99,9% na milisekundzie odpuszczenia grzechów i 0,1% na pouczeniu kapłana i uldze psychicznej, oznacza to, że coś poszło nie tak.
I pytanie, może Ty, mój Drogi Czytelniku, wiesz: kiedy, w którym momencie, nastąpiła w głowach ludzi ta zmiana?
Komentarze
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
W kontekście postępowego "zachodu" to już samo przyjście człowieka do konfesjonału można postrzegać jako sukces. Trzeba w końcu odwagi, żeby się zebrać i wyznać swoje winy. Opowieść o godzinnym, poniedziałkowym dyżurze Spowiedzi na calutki tydzień w Niemczech (na który w dodatku nie ma chętnych) mrozi krew w żyłach. Zwłaszcza, że potem wszyscy przystępują stale do Komunii. Tam już w ogóle wszystko stanęło na głowie. O ile dobrze pamiętam kapłan FSSPX, który o tym opowiadał skwitował, że jak to zobaczył to pomyślał "nie ma tu już co zbierać". Wcale się nie dziwię.
Po drugie wg mnie w posoborowiu zaciera się definicja, co jest grzechem i z czego się trzeba spowiadać. Dlatego Spowiedź jest różna. Jeden ksiądz zgani i przykręci śrubę drugi ksiądz oleje i nie będzie przywiązywał żadnej wagi. Pójdę zatem do tego, który oleje, bo będzie mi łatwiej. Już w ogóle najlepiej wybrać takiego postępowego, co nic nie wymaga i dalej gnić w grzechu.
1. Mam nałogowe problemy z alkoholem. - Wyluzuj, przecież wszyscy piją.
2. Żyję z związku bez ślubu - Spoko, przecież trzeba iść z duchem czasu.
3. Używam antykoncepcji - Luzik, już dawno powinni przestać z tym średniowiecznym podejściem przesadzać.
Itp. Itd.
Ksiądz Najmowicz opowiadał o kobiecie, który żyła w związku bez Małżeństwa. Bardzo chciała przyjąć Pana Jezusa, ale nie mogła. Ksiądz jej radził, żeby się modliła i może Pan Bóg jakoś tę sytuację rozwiąże. Przychodziła, przychodziła i modliła się. Po czym trafiła do modernistycznego księdza, który ją wyspowiadał i spytał "kochasz go?". Ano kocham. To czym ty się dziewczyno przejmujesz? Słuch o kobiecie zaginął i już do księdza Najmowicza nie przychodziła. Jaka piękna katastrofa!
Niebezpiecznie zmierzamy ku usprawiedliwaniu i przyzwalaniu na takie rzeczy, o których przed soborem nikomu nawet się nie śniło. Człowiek nie idzie do konfesjonału, żeby się poprawić, bo często nie rozumie jak bardzo obraża Pana Boga. Zły z wielkim zacięciem trzyma za nogi kogo się da, żeby tylko dalej paplał się w swojej śmierdzącej smole.
W fazie przejściowej i wybudzaniu proboszcz mi powiedział, że Komunia na rękę jest ok. Za nic nie mogłem tego wewnętrznie zaakceptować. Dziś kiedy mam już w ręku modlitewnik Te Deum i jasno napisane, że przyjęcie Komunii nawet na stojąco to grzech już się nie krępuję. Walę prosto z mostu.
Co prawda nie wyobrażam sobie już pójścia na NOM. Jednak jeśli bym tam był i zobaczył kolejkę stojących ludzi lub nie daj Bóg Komunię na rękę to powinieniem rozedrzeć szaty i krzyczyć "Ludzie, ludzie ludzie! To Wasz Zbawiciel! Na kolana przed swoim Panem". Wtedy byłbym w zgodzie ze swoim sumieniem. Na szczęście nie muszę tam chodzić i chwała Bogu.
Swoją drogą jestem ciekaw czy "Tradsi", którzy chodzą i tu i tu nie mają z tym problemu.
Wydaje się, że w kościele nowego adwentu to tylko kwestia czasu jak dogonimy zachód i stwierdzimy "Bóg cię kocha i cię zbawi". Nawet jak jesteś najbardziej zatwardziałym grzesznikiem. Zaśpiewajmy sobie razem Alleluja i będzie wszystko git. Wspólna uczta i do domu, bo już schabowy gotowy.
Potrzebowałem całego swojego życia, żeby zrozumieć, że Spowiedź ma być krótka i konkretna. W przeoracie FSSPX w Warszawie praktycznie każdy to rozumie. Jest masa chętnych ludzi, ale wszystko z reguły idzie sprawnie i szybko. Wiadomo, że może się trafić trudniejszy przypadek, ale niezależnie od kapłana Spowiedź w FSSPX to najwyższy poziom. Od każdego kapłana usłyszy się tę samą niezmącąną i stałą naukę. Dlaczego tak jest? Bo kapłani i ludzie tam idący rozumieją czym jest grzech i mówią o tym jasno i klarownie. Dlatego Spowiedź jest krótka i konkretna, czyli taka jak być powinna.
Kończąc. Swego czasu miałem spowiednika u którego się spowiadałem pół Mszy. Miałem wielki deficyt i głód wiedzy. Akurat z tym kapłanem w konfesjonale można było sobie ciekawie pogadać. To o Komunii na rękę, to o posłuszeństwie, to o soborze, to o tym co akurat w Piśmie Świętym wyczytałem. Z perspektywy czasu wiem, że to było złe, ale tego nie rozumiałem. Uważam też, że przynosiło mi to jakieś względne korzyści, bo przybliżalo mnie to malutkimi kroczkami to miejsca w którym jestem teraz. Znam przypadek, kiedy takie konfesjonałowe pogadanki uratowały znajomego z ciężkiej depresji. Dlatego wg mnie problem tkwi gdzie indziej. Polega na zacieraniu definicji grzechu. Ja rozumiem, że psychologiczne pogadanki są złe. Nie pochwalam i nie usprawiedliwiam tego. Wiem jak być powinno.
Mają jednak jeszcze jakieś tam malutki plusy jak:
1. Człowiek w ogóle przychodzi do konfesjonału i utrzymują łączność.
2. Czasami kapłan rozjaśnia człowiekowi wątpliwości i motywuje do działania.
3. Sprawia, że posoborowy ksiądz musi się trochę wysilić i robi coś pożytecznego (chyba, że nie wie co jest grzechem a co nie jest).
Jeśli uda nam się "dogonić" w Polsce postępowców to Spowiedź Święta w ogóle przestanie mieć znaczenie. Nie daj Panie Boże. Bez Spowiedzi nie da się zmyć smoły. Dlatego daj nam Panie Bożych kapłanów i wielu sprawiedliwych w Polsce, którzy będą zawracać ten kierunek ku zatraceniu.
Ja aż tak tego nie zaobserwowałem w spowiedziach. Nawet ja sam chodząc przez całe lata do spowiedzi w posoborowych parafiach, nigdy nie podchodziłem do niej na zasadzie "terapeutycznej" ale szukałem tam rozgrzeszenia.
U znajomych posoborowych katolików też raczej nie obserwuję takiego podejścia żeby szukali w spowiedzi terapii w takich proporcjach jak Pan napisał, raczej mniejszość szuka w spowiedzi "terapeutycznych walorów"
Zastanawiam się na czym Pan opiera tezę o aż tak drastycznej zmianie proporcji w tym temacie? (Pytam z ciekawości!) Czy z osobistych doświadczeń z rozmów z posoborowymi katolikami czy na podstawie ogólnych obserwacji tego co mówią księża/ moderniści w internecie?
W mojej opinii to raczej proces niż jedna konkretna data. Zła formacja księży po SW2 powoduje zmianę ich podejścia do Sakramentu Spowiedzi a później podobna zmiana następuje u wiernych.
Jak to jest u tradycyjnych kapłanów na spowiedzi? Czy wypowiadają formułę "Bóg, który pojednał świat ze sobą..." na głos i wyraźnie, czy tak jak większość novusowych księży, mamrocząc gdzieś tam pod nosem? Bo w tym chyba wyraża się podejście kapłana do tego sakramentu.