Polityk, który cnotę męstwa opanował do perfekcji. Cz. 4

  @Robert
10.04.2025

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Wielu z nas miało w swoim życiu okazję pracować u kogoś. Jednym z ważniejszych kryteriów doboru dobrego pracodawcy są kompetentne osoby zarządzające. W niektórych szkoleniach o rozwoju osobistym przyjęło się, że rozróżniamy dwa rodzaje takich osób – szefa i lidera. Szef to osoba, która nadmiernie wysługuje się innymi. Zazwyczaj kojarzy się negatywnie. Unika obowiązków i w wielu przypadkach nie zna się na tym czym przyszło mu kierować. Nierzadko jest też postrzegany jako „piąte koło u wozu”. Lider to natomiast osoba, która angażuje się w życie i problemy innych. Nie boi się nawet najtrudniejszej pracy i często wiele obowiązków bierze na siebie. Daje sobą przykład i dzięki temu odpowiednio motywuje. Jest wzorem do naśladowania. Praca zespołów kierowanych przez lidera jest budowana w pozytywnej atmosferze i wzajemnym szacunku.

 Nie jest dziwne, że każdy szanujący się pracownik woli mieć u steru lidera niż szefa.

Takimi kryteriami można by się też kierować w polityce. Bardzo bym chciał mieć polityków, którzy są liderami, a nie szefami. Bardzo bym chciał, żeby politycy swoim działaniem wnosili coś dobrego dla Polski i Polaków. Niestety takich mamy obecnie naprawdę garstkę. Dlatego polityk jest postrzegany w społeczeństwie jako kombinator, krętacz, darmozjad, oszust lub po prostu złodziej.

Grzegorz Braun, po obróbce medialnej, przez wiele osób postrzegany jest jako dziwak, osoba kontrowersyjna lub działająca „zbyt radykalnie”. Ja już się z tego poglądu dawno wyleczyłem. Uważam, że gdyby zwykły, przeciętny Polak miał w sobie więcej odwagi, on by nie musiał posuwać się do swoich „głośnych” akcji. Im więcej Polaków będzie miało tę odwagę tym większa szansa, że może jeszcze kiedyś odzyskamy naszą Ojczyznę. Pandemia wydatnie podkreśliła jak bardzo jako społeczeństwo jesteśmy „skundleni”. Być może to już ostatnie podrygi, żeby coś z tym zrobić. Wpierw jednak zróbmy sobie krótką wycieczkę z kilku „kontrowersji” z życia Pana Grzegorza.

Niewielu już to pamięta, ale chyba pierwszym takim bardziej znanym wydarzeniem było wejście Pana Grzegorza do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej w 2014 r. Były to wybory samorządowe. Miałem tego pecha, że pracowałem wtedy w lokalnej obwodowej komisji wyborczej. Trzymali nas aż do godziny piątej nad ranem. Coś tam bardzo długo liczyli i podobno gdzieniegdzie „serwery padły”. Każdy sensownie myślący widział, że dzieje się tu coś dziwnego. Oczywiście nie jestem w stanie tego w pełni udowodnić, ale te wybory zapamiętam w swoim życiu jako wielki wał wyborczy. Wyniki różnych opcji politycznych w niektórych obwodach (np. nagłe 10%, gdy wcześniej oscylowały w granicach 0,5%) pokazywały, że ktoś tu się nieźle zabawił. Pan Grzegorz też to widział i zamanifestował swoje niezadowolenie. Tylko co z tego, skoro naród spał i w sumie dalej śpi nieustannie pokładając nadzieje w układzie pookrągłostołowym?

Pan Grzegorz startował na prezydenta RP w 2015 r. Pamiętam wywiad w TVP. Reżimówka musiała mu dać z konieczności parę minut na wizji. Już wtedy próbowali usilnie z Pana Grzegorza zrobić „ruską onucę”. On spokojnie ten czas wykorzystał i na wizji pokazał książkę Wojciecha Sumlińskiego „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”. Kto wie. Być może miało to niemały wpływ na późniejszy wybór Andrzeja Dudy.

Zróbmy teraz większego susa do przyszłości. Dziś już mało osób pamięta terror mniemanej pandemii. Ja pamiętam i pamiętam też, że Pan Grzegorz jako chyba jedyny polityk zachowywał się jak prawdziwy mąż stanu. Memy kiedy  jako jedyny stoi w sejmie niezamaskowany są dziś często rozpowszechniane i potwierdzają jego nieugiętą postawę. Dziś już wielu się pod ten „heroizm” podłącza. Tylko ilu z nas (nawet teoretycznie porządnych) zakładało wtedy namordnik, bo „szkoda czasu” na szarpanie się z systemem? Pan Grzegorz wytrzymał tę presję, nie dał się oszukać, że wirus jest tak groźny jak go malują i jeszcze dodatkowo sowicie oberwał po kieszeni dzięki swoim słynnym walkom z marszałek Witek. Prawdziwy bohater. Do pandemii jeszcze wrócę.

W 2022 r. Władimir Putin błyskawicznie wyleczył świat z pandemii. Nastąpiły wtedy kolejne „kontrowersje” zainicjowanej przez Pana Grzegorza. W poprzednich częściach wspominałem, że już w 2014 r. „przewidział” on przyszłość i obiecywał, że nie wyśle Polski na wojnę ukraińską. W 2022 r. jako pierwszy odważnie wystąpił z hasłem „Stop ukrainizacji Polski”. Wszędzie go oczerniano i stał się naczelnym „ruskim agentem”. Dziś nastąpiła już zmiana mądrości etapu. Pod hasła przeciwko „ukrainizacji Polski” podpina się już każdy przeciętny, prawicowy polityk. Tyle, że teraz to już jest za późno i jestem przekonany, że wielu robi to tylko pod publiczkę. W tych czasach taka odwaga nie kosztuje tyle co wtedy. Nawet już kandydat PO coś tam na potrzeby kampanii obieca, że 800 plus dla Ukraińców trzeba zatrzymać, byleby tylko wyrwać jakiś głos.

No i słynna akcja gaśnicza… Jeszcze jest tak wielu ludzi, którzy Pana Grzegorza za to krytykują. Nie krytykują natomiast tego, że ktoś w parlamencie zapala świece, żeby pokazać światu, że są podludźmi. Nie chcę w to już szerzej wchodzić jak wiele dobrego nastąpiło w naszym kraju po tej słynnej akcji. Ilu ludzi otworzyło oczy? Rok po tym zdarzeniu ilu polityków nie miało już odwagi stanąć przy tym świeczniku? Ile teoretycznie „porządnych” osób zostało wyjaśnionych po akcji „chanuka czy Boże Narodzenie?” Jak prawdziwy polski patriota może ten heroiczny czyn jeszcze krytykować? Ja nie wiem. "Front gaśnicowy" tylko potwierdza jak potrzebne było to otrzeźwienie.

Pan Grzegorz miał tych akcji znacznie więcej. To wyrzucił do śmieci choinkę przyozdobioną nieprzyjaznymi Polsce i Polakom symbolami, to zniszczył mikrofon na wykładzie, gdzie obrażano Polskę i Polaków, to ma odwagę mówić w Europarlamencie prawdę na temat Izraela i ludobójstwa na Palestyńczykach (za co właśnie otrzymuje kolejne bolesne kary dyscyplinarne i finansowe), to wreszcie napisał „Stop propagandzie zboczeń” na wystawie demoralizującej ludzi w otwartej przestrzeni publicznej. Kto z polityków zrobił więcej? Kto miał tyle odwagi? Nie widzę, nie słyszę.

Wróćmy jeszcze do pandemii. Pan Grzegorz niejednokrotnie miał odwagę wychodzić na ulicę w obronie wolności Polaków.  Niezliczone są jego interwencje poselskie. Widziałem dziesiątki razy, kiedy w obronie obywateli dyskutował z policjantami i uspokajał sytuację. Widziałem jak gaz pieprzowy latał mu koło głowy. Widziałem jak koło nogi wybuchają mu petardy na protestach rolników. Pytam po raz kolejny. Kto dla wolności Polski i Polaków zrobił więcej? Który polityk miał w sobie porównywalnie wiele męstwa, żeby wspierać zwykłych ludzi? Kto może w końcu stanać na narodu czelu jako lider z prawdziwego zdarzenia?

Nie chcę tego przedłużać. Każdy kto potrafi trzeźwo myśleć zapamięta Pana Grzegorza jako tego, który „zachował się jak trzeba”. Nie wiem w czym my się jutro obudzimy i nie wiem jaki los czeka Polskę i Polaków. O tym zdecyduje Pan Bóg. Wiem jednak, że bez pomocy nas zwykłych obywateli Pan Grzegorz w pojedynkę niepodległości nie wywalczy. Może już czas w końcu schować ten strach i chociaż w jakimś małym stopniu wykazać się odwagą?

JEŻELI SIĘ BOISZ TO JUŻ JESTEŚ NIEWOLNIKIEM. 

Komentarze