W dzisiejszym krajobrazie politycznym Polski wiele osób spogląda z nadzieją na Konfederację jako na alternatywę wobec skostniałego duopolu władzy – PO i PiS. To partie, które na różnych poziomach porzuciły zasady na rzecz gierek politycznych, podporządkowując swoje działania wyłącznie budowaniu kapitału politycznego. Konfederacja miała być tą siłą, która wywróci polityczny stolik, przywracając przestrzeń dla Prawych wartości. Jednak coraz częściej widzimy, że idea, z którą przyszli, ustępuje miejsca kalkulacjom i kompromisom.
Idea kontra Kapitał Polityczny
Każda partia, która chce budować swoją tożsamość na wartościach, stoi przed fundamentalnym wyborem: czy pozostać wiernym zasadom, nawet kosztem politycznego wyniku, czy też iść na ustępstwa, by zyskać większe poparcie. Niestety, w Konfederacji coraz bardziej dostrzegalne jest to drugie podejście – przesuwanie się w stronę “gry politycznej,” w której nadrzędnym celem staje się wzrost poparcia za wszelką cenę.
Przykładem tego są działania wobec Grzegorza Brauna – polityka, który od początku stał na straży Prawych wartości. Jego bezkompromisowe poglądy i odwaga w mówieniu prawdy często spotykały się z krytyką, nie dlatego, że były błędne, ale dlatego, że w oczach świata wydawały się „skandaliczne.” Braun jest symbolem idei, która dla wielu stała się niewygodna, bo przeszkadzała w budowaniu politycznego „sukcesu.”
Wystawienie Sławomira Mentzena jako kandydata na prezydenta bez wcześniejszych zapowiadanych prawyborów jest symptomem większego problemu. To decyzja, która pokazuje, że partia zaczyna odchodzić od przejrzystości i oddolności na rzecz centralnych kalkulacji politycznych.
Zakochanie się w partii zamiast w idei
Wśród zwolenników Konfederacji widać obecnie wyraźny podział. Z jednej strony są ci, którzy wciąż kierują się Prawymi wartościami, a z drugiej ci, którzy „zakochali się” w partii jako strukturze. Ci drudzy zdają się nie zauważać, że samo odsunięcie PiS i PO od władzy niczego nie zmieni, jeśli Konfederacja zacznie działać na podobnych zasadach.
Zapomniano, dlaczego krytykowano PiS i PO – nie za to, że rządzą, ale za to, w jaki sposób rządzą. Jeśli Konfederacja przyjmie tę samą logikę, to nawet osiągnięcie sukcesu wyborczego stanie się pustym zwycięstwem. To tak, jakby biegacz niósł olimpijski ogień, ale zgasił go w połowie drogi, by biec szybciej – co z tego, że dobiegnie do mety, skoro ogień zgasł?
Grzegorz Braun, choć niewygodny dla wielu, przypomina o tym, co naprawdę jest istotne – nie partia sama w sobie, ale idea, którą partia powinna reprezentować. Jego obecność w Konfederacji była niczym strażnik ognia, który nie pozwalał, by został on porzucony na rzecz politycznych kalkulacji.
Ogień Prawdy musi płonąć
Historia pokazuje, że to wierność idei, a nie polityczne kompromisy, buduje prawdziwą siłę. Jezus Chrystus przekazał swoją naukę zaledwie dwunastu prostym ludziom. Nie poszli oni na żadne ustępstwa wobec otrzymanej prawdy, co pozwoliło im przemienić świat. Katolicka moralność i kultura, które zbudowali, do dziś są fundamentem, na którym opiera się cywilizacja Zachodu.
To samo dotyczy polityki – ogień Prawdy musi płonąć, niezależnie od tego, kto go niesie. Jeśli zapomnimy o idei, dla której walczymy, to nie ma znaczenia, która partia rządzi. Każde, nawet najmniejsze odstępstwo od Prawych wartości prowadzi do fałszu.
Podsumowanie
Zwolennicy Konfederacji muszą zadać sobie pytanie: czy naprawdę chcą, by ich partia stała się kolejną PiS czy PO, tylko z inną nazwą? Czy chcą zwycięstwa za wszelką cenę, nawet kosztem zdrady wartości?
Nie możemy zakochiwać się w partii – naszym obowiązkiem jest zakochanie się w Prawdzie. To ona powinna być naszą busolą, naszym ogniskiem, które nigdy nie zgaśnie. Jak narazie Grzegorz Braun, niezmiennie od wielu lat przypomina nam, że bez tego ognia cała reszta nie ma sensu.
Obyśmy mieli odwagę bronić Prawdy, nawet jeśli świat nazywa ją skandalem. Bo tylko wierność wartościom pozwoli nam trwale zmienić Polskę na lepsze.
Komentarze
Wspaniały wpis i przepiękny głos rozsądku.
Wielkie dzięki!
Jasne, że Pan Braun to piękne idee, ale ideami jeszcze nikt się nie najadł, nie obronił życia itd. Najpierw trzeba wygrać wybory, żeby cokolwiek móc zmienić. Konflikt wewnątrz Konfederacji niepotrzebnie ją osłabi. Choć całym sercem.jestem za Panem Braunem, uważam, że Pan Mentzen miał dużo większe szanse na wygraną. A teraz co? Szanse są mniejsze. Czy o to właśnie komuś chodziło? I po co pisać, że Konfederacja staje się bardziej liberalna? Nie rządzili jeszcze nigdy, wiec skąd takie wnioski? A do wyborów, jak każda partia, próbuje przekonać do siebie potencjalnych wyborców na wszelkie sposoby. To jest polityka, brudna gra, a nie Kościół Święty. Przypomina mi się historia Korwina, który swoimi dziwnymi zagrywkami, osłabiał partię notorycznie...
W kwestii Prawych wartości, nie powinno się iść na kompromisy z fałszem. Polityka to brudna gra, dlatego ze opanowali ją brudni ludzie. Nie można porzucic na chwilę tych wartości nawet za większe dobro. Ludzie zapominają, że każda władza od Boga pochodzi, i jak Bóg zechce tak będzie.
Znam ludzi (do tego grona zresztą sam się zaliczam), którzy chociaż przychylnie patrzą na Konfederację często głosowali, bądź głosują na PiS. Jest tak dlatego, że również w tamtej partii jest wiele osób, którzy promują normalność, są katolikami itd. Kiedy walka między Prawicą a Lewicą jest zaciekła głos oddany na Konfederację jest głosem straconym. Tak też było przy poprzednich wyborach. Kiedy widziałem nagonkę w mediach, to, jak influencerzy motywują swoich nastoletnich odbiorców do pójścia do urn wyborczych, kiedy widziałem hasła "ZwyciężyMy" Owsiaka to wiedziałem, że walka będzie bardzo trudna i namawiałem swoich znajomych oraz rodzinę na głosowanie na PiS. Niestety "Koalicja" zwyciężyła i obecnie jest jak jest.
Oczywiście są też wyborcy Konfederacji, którzy nie czytają, nie słuchają wypowiedzi innych polityków i są zapatrzeni jedynie w to co powie Mentzen na swoich socjalach, czy Bosak w jakiejś telewizji.
Pisanie, że Konfederacja skręca w złą stronę, bo wg Państwa niedobrze potraktowano Grzegorza Brauna jest w mojej opinii dziwne. Obserwując to co się tam zadziało z boku wydaje mi się, że jednak to dwie strony konfliktu nie zachowały się tak jak trzeba. Dziwi mnie stawianie Grzegorza Brauna jako kogoś krystalicznego, nie potrafię znaleźć do tego podstaw oglądając naprawdę prawie wszystkie wywiady z nim, czy słuchając/czytając jego wypowiedzi. Nie rozumiem jakie wartości przejawia ten człowiek, których brakuje chociażby Bosakowi.
Nie chcę uchodzić za przeciwnika Grzegorza Brauna, tak zupełnie nie jest. Chciałbym jedynie zrozumieć skąd te wszystkie "ochy i achy", bo aktualnie swoim rozumem nie potrafię tego objąć, być może do tego nie dorosłem.
Podsumowując uważam, że skreślanie partii po tym co się ostatnio wydarzyło jest nadużyciem, tak samo jak i skreślanie w tym wypadku człowieka. I sympatycy Konfederacji i sympatycy Brauna mają teraz jedni do drugich pretensje, aczkolwiek myślę, że jednak Konfederacji na dłuższą metę wyjdzie to na dobre.
Podług pana Mentzena i Bosaka a już na pewno wobec kaźdego posła Pis pan Braun wypada nader krystalicznie..
I może dlatego nic się nie zmienia że ludzie którzy już rzygają pis-em głosują na niego tylko dlatego że inni nie mają szans... A ci inni nie wybijają się tylko dlatego że sondaże mówią jak mówią
Napisałem odpowiedź na pański komentarz jako dodatkowy artykuł i tam odpowiadam na to co napisał pan wcześniej.
Tam też wyjaśniam co środowisko widzi w Braunie a czego brakuje innym jego kolegom…
Sprawa dzisiejszej Konfederacji na myśl mi przywodzi analogie do Kościoła Katolickiego z jego trwającym od osiemdziesięciu z okładem lat "udzisiejszeniem". Konfederacja nie chce już być "skrajną prawicą" tyko "rządzącą siłą przewodnią" z monopolem na prawdę. Żeby to osiągnąć trzeba się "udzisiejsić" i zyskać tylu wyborców ilu się da.
Nie pamiętam gdzie to słyszałem ale bardzo to do mnie przemawia, co prawda dotyczy to religii ale może i być szerzej odniesione do prawdy jako takiej. Otóż "Żeby jakakolwiek religia mogłaby być prawdziwa, przede wszystkim musi być niezmienna"
Pan Mentzen jest zwykłym pragmatykiem. Pamiętam jak dawno temu na YouTube opowiadał o swoich poszukiwaniach na temat zjawisk socjologicznych jak manipulować społeczeństwem (czyt. elektoratem). Jak najpierw zaistnieć w świadomości a później poszerzać bazę wyborczą. I obecnie to właśnie czyni - poszerza bazę wyborczą. Nie jest to nic niezwykłego przecież wszyscy inni też tak robią. No właśnie i tu jest sedno zagadnienia - tym samym Pan Mentzen w szerszej perspektywie wiele się od innych nie różni.
Ja osobiście wolę drogę dłuższą, mniej przyjemną i trudniejszą. Mówić prawdę, niezmiennie i tylko prawdę - Niech wasza mowa będzie tak, tak; nie, nie. A co nadto jest od złego pochodzi.
Czekać cierpliwie, a prawda i niezmienność zacznie z czasem przyciągać innych. Nie polityczna poprawność, nie kalkulacja czy to się komuś spodoba czy nie spodoba - tylko prawda.
Zdaję sobie sprawę, że to utopijne, że w czasach gdzie kłamstwo króluje ciężko samemu się ustrzec przed nim. Jednak chcę wierzyć, że w Polsce wśród dwudziestu milionów dorosłych, znajdzie się kilku prawych co to niezmiennie mówią tak, tak; nie, nie.
Na dziś taką osobą jawi się Pan Braun i nawet jeżeli nie zostanie prezydentem, premierem czy kimkolwiek "bardzo ważnym" to ważne jest by inni zobaczyli, że można "iść ciemną doliną i się nie lękać". Chcę wierzyć, że takie postawy nawet jeżeli nic nie osiągną, to zainspirują przyszłe pokolenia i zmienią się nasze przyszłe elity z bolszewickich na te bliżej Pana Boga.
To jest romantyzm, który doprowadził naszych przodków do samobójczych zrywów i pogrzebał naszą państwowość. Taka postawa wcale nie jest katolicka. Masz robić co w twojej mocy, aby zapewnić rodakom pomyślność, a jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści. Ale liczenie na to, że niebo ujmie się za beznadziejną sprawą i nic, tylko czekać, aż to się stanie, to taka postawa Don Kichota.
"Masz robić co w Twojej mocy..." czyżby? W mojej mocy jest kłamać, oszukiwać, iść na zgniłe kompromisy tak jak to robią Judaiści Gojom czy Muzułmanie niewiernym. Mam w głębokim poważaniu jakie to jest, czy romantyczne czy naiwne czy bezowocne. Sumienie mam tylko jedno i z całym szacunkiem dla rodaków, jest ono dla mnie ważniejsze. Jak każdy ułomny człowiek pewnie będę się nie raz potykał ale i tak wybieram prawdę, nawet jeżeli będzie beznadziejną sprawą. Dawid na przeciw Goliata też nie miał wielkich szans... a ponoć wiara może i góry przenosić...
Świetnie! Piszę bez szyderstwa. Nadajesz się idealnie na żołnierza posłanego na bardzo ważną, kluczową dla zwycięstwa, ale straceńczą misję. Tacy też są potrzebni. Natomiast nie nadajesz się na generała, dowódcę, przywódcę. Bór Komorowski był taki i niestety romantyzm go poniósł, w efekcie posłał tysiące Tobie podobnych na bezsensowną śmierć. Różnorodność charakterów jest potrzebna, tylko dobrze, żeby każdy dobrze poznał swoją rolę.
Panie Marku, jeszcze 80 lat temu gdyby rozmawiało ze sobą dwóch ludzi złej woli o tym, jaki świat mógłby być zniszczony gdyby wyplewić wartości rodzinne, poprzewracać normalne z nienormalnym itp itd, to by można było powiedzieć że to utopia…
Mija 80 lat powolnej pracy nad urabianiem społeczeństwa na wielu frontach i mamy to co mamy, prawdziwy konserwatyzm w katolickiej Polsce to niecałe 5%.
Ludzie myślący jak pan zdają się nie rozumieć tego, że to nie jest kwestia zwykłego chwycenia za karabin, kierowania się pragmatyzmem i walczenia o swoje, tutaj została włożona tytaniczna, zła praca w to aby zdegradować moralnie i ogłupić społeczeństwo.
Piony na szachownicy są teraz ułożone tak, że prawdziwy konserwatyzm ma obecnie małe pole do manewru, ale najgorsze co można zrobić to odstępować od prawdy, mądrości czy iść na kompromisy po to aby przyciągnąć za sobą głupków. Prawica (nie tylko polityczna) powinna przede wszystkim pracować nad odnową moralną społeczeństwa. Zacząć pracę u podstaw.
Ja nigdy nie byłem za Konfederacją z tego powodu, że się dobrze zareklamowali. Miałem swoje wartości i szukałem sam partii która im odpowiada. Konfa taka była. (Tutaj kierowałem się pragmatyzmem, bo było kilka partii odpowiadających moim oczekiwaniom, ale popierałem tą z największymi szansami) I jak pokazały wyniki wyborów, takich ludzi jak ja jest max 10-15% w kraju na ten moment. Konfederacja wydaje się to rozumieć i zaczęła iść na łatwiznę, czyli próbować przypasować się głupkom aby zwiekszyć wynik.
Tylko że po drodze stracą cały ten ogień wartości które stoją za konserwatyzmem. Owszem, byłoby lepiej gdyby teraz rządzili oni niż inne ugrupowania, ale wprawne oko widzi, że oni obrali kurs w stronę tworu podobnego do PiSu.
Naiwne jest myślenie pragmatyków, którzy wierzą że Konfa poudaje, dojdzie do władzy a potem wprowadzi dobre wartości. No tak szatan jest taki mało inteligentny, że pracuje latami aby urobić społeczeństwo, ale przyjdzie taka Konfa udająca centrum, wygra a potem wprowadzi ład i harmonię…
Pragmatycy zapominają o jednej rzeczy. Zło także możę działać wedle zdrowego rozsądku. To że teraz mamy gwałt na rozsądku nie znaczy, że zło nie zmieni swojego stylu działania. To że ktoś jest anty LGBT, anty eko terror, anty big pharma itd nie znaczy że jest już dobry. Widzę że wielu ludzi zapomina o tym.
Dlatego zawsze trzeba patrzeć na tych ludzi, którzy nie idą na kompromisy ze złem. Którzy są stali w swoich wartościach i ROBIĆ CO W NASZEJ MOCY ABY SPOŁECZEŃSTWO MORALNIE SIĘ ODNAWIAŁO - przykładem takiej inicjatywy są np sprawki pl. To jest to, trwać przy Prawdzie i czekać aż Pan Bóg da okazje i okoliczności wyjścia z patowej sytuacji…
Pan to stawia fałszywy wybór między mentalem mięsa armatniego a mentalem generała. Tak świat nie działa. Pan Bóg nie objawił nam tego, aby dążyć do mentalności generałów, ale aby zmierzać ku Prawdzie i jej nie odstępować. Lepszym jest aby cała Polska umarła jako mięso armatnie i została zbawiona, niż aby została supermocarstwem świata, ale by ludzie poszli na zatracenie…
Pan Jezus i Apostołowie, święci… nie mieli mentalności generała. Trwali przy prawdzie, bez względu na okoliczności. Mimo tego wiara katolicka opanowała lwią część świata.
Z Panem Bogiem
Jestem przeciwnikiem romantyzmu, więc nie zgadzam się z tezą autora, stawianą między wierszami. Jeśli jesteś na wojnie i chcesz ją wygrać, musisz czasem wyjść z obozu i udać się często daleko od źródeł zaopatrzenia. Wielu już do obozu nie wróci. Dla powodzenia misji potrzebni są zarówno ci, którzy podejmują te ryzykowne wypady, jak i ci, którzy pozostają w obozie, gdzie mają kontakt z dowództwem, strategią, zasobami. Dlatego nie obrażajmy się jedni na drugich. Do skutecznej akcji politycznej potrzebne jest sięganie tam, gdzie się brzydzimy, aby uzyskać przewagę. Potrzebne jest też, aby byli tacy, co przypomną o co walczymy. Na wojnie nie można grać tylko w otwarte karty, czysto i z honorem na wierzchu. Potrzebujemy też ukrytych agentów, brudnych układów, taktycznych sojuszy.
Ostatnio przyszło mi jeszcze inne porównanie do głowy.
Środowisko Konfederacji (szerzej, Konfederacji Gietrzwałdzkiej) to taki zespół rajdowy. Potrzebny jest kierowca, sprawny samochód, mechanicy i technicy, oraz mapa, żeby wiedzieć gdzie jest meta. Mentzen jest dziś kierowcą i skupia się na wyprzedzaniu konkurentów w wyścigu. Korwin i Braun wysiedli, ale tylko po to, żeby stać przy torze i sygnalizować gdzie jest meta. Bo bez tego nie wiadomo po co właściwie się ścigać.