KOŚCIÓŁ A DOPAMINA

13.02.2025

Dziś napiszę o połączeniu jakie widzę między sytuacją na świecie i w Kościele a - uwaga - dopaminą. Być może mój Drogi Czytelniku pomyślisz: oj, Dawidowi muszą kończyć się tematy i zaczyna wydziwiać. Sytuacja w Kościele a dopamina? Jakiś pretensjonalny odlot.

A jednak pomyślmy. Najpierw świat. Świat wydaje się odchodzić od Boga. Ale w którą stronę odchodzi? Czy ku innym niż katolickie wyznaniom religijnym? Nie. Człowiek w świecie, który nazywam postchrześcijańskim, czyli w obu Amerykach i Europie, odchodzi głównie w kierunku doczesności. Przez tysiące lat człowiek szukał jakiegoś odniesienia do rzeczywistości boskiej, wierzył w siłę wyższą niż sam człowiek, mógł to być bóg słońce, Zeus, bogowie rzymscy czy matka natura. Czas życia człowieka, czyli kilkadziesiąt lat, wydaje mi się zbyt długi, by przeżyć go jedynie wegetując, jedząc, wydalając, czyli egzystując bez myślenia. A gdy już dojdzie do myślenia, najmniej intuicyjną "religią" jest czysty materializm. Powiedziałbym, że dla osoby mającej czas, żeby się zastanowić, intuicyjną postawą jest, że musi być coś więcej.

Lecz oto nadchodzi wiek XX, a po nim XXI i większość ludzi wokoło wydaje się żyć całymi latami, a być może przez całe życie, nie zastanawiając się o co w tym wszystkim chodzi, skąd to wszystko się wzięło, skąd ja się wziąłem i czy dokądś zmierzam. Zapytany o to człowiek XXI wieku rzuci jakieś wygodne hasełko w stylu "to jest prywatna sprawa", albo "jestem agnostykiem", "ja wierzę w wolność", "a ja w dobro" itp. Ale szybko widać, że nie jest to jego głęboko przemyślany, spójny światopogląd, który poddał rzetelnej analizie i jest gotów w jego obronie argumentować nie tylko przed innymi, ale i przed samym sobą. Zwyczajnie biegnie dalej.

I tutaj dochodzimy do dopaminy. Wyobraźmy sobie ludzkość od grzechu pierworodnego do dzisiaj. Pewnie z każdym dziesięcioleciem w różnych regionach świata w różnym tempie powstawały rzeczy, które mogły umilić człowiekowi czas. Gdzieś był pierwszy kontakt z alkoholem. Gdzieś ktoś zaczął coś palić. Ludzie wymyślali gry i zabawy. Pewne sposoby umilania czasu były godziwe, inne niegodziwe. Godziwe umilanie czasu we właściwych proporcjach jest pożyteczne. Umilanie czasu w niewłaściwych proporcjach oraz niegodziwe umilanie czasu jest ucieczką od rzeczywistości. Choć sposobów na umilanie czasu przyrastało przez tysiące lat, jestem przekonany, że dopiero kilkadziesiąt lat temu stało się coś dla człowieka dramatycznego. Oto doszedł do momentu, w którym tych sposobów zaczęło wystarczać na całe, kilkudziesięcioletnie życie.

Jestem przekonany, że przez tysiące lat człowiek nie miał możliwości przeżyć życia, choć było ono statystycznie krótsze niż teraz, w sposób zupełnie bezrefleksyjny. Mógł konsumować, pić, bawić się, ale nie mogło to wystarczyć na zapełnienie całego czasu i każdy musiał prędzej czy później skierować się ku jakiejś odpowiedzi - o co w tym wszystkim chodzi. Na razie pomijam to, czy trafił na odpowiedź prawdziwą, czyli do Kościoła katolickiego czy też na jedną z tysięcy odpowiedzi fałszywych jak Zeus, matka natura czy Islam. Coś musiał wybrać. Pewnie historycy filozofii poprawiliby mnie i wskazali na jakieś nurty czysto ateistyczne, które istniały już w poprzednich wiekach, jednak prędzej czy później wszystkie one chyba ocierały się o okultyzm, a zatem jednak coś nie-ateistycznego.

Czy nie jest tak, że dopiero w ostatnich dziesięcioleciach stało się możliwe dla człowieka by przeżyć całe życie bez pytania o sprawy absolutne? W moim przekonaniu ma to związek z ucieczką w umilanie czasu, która wcześniej była niedostępna. W którymś momencie okazało się, że ludzki mózg nie odróżnia tego, co jest na ekranie od tego, co jest naprawdę. Świadomość to odróżnia, ale miejsce wytwarzania dopaminy już nie. I zanim ktoś napisze, że to zaczęło się wcześniej, od gazet czy radia, to moje zdanie jest inne. Dopiero gdy wzrok może padać na ruchome obrazy, dziś już ostrzejsze niż rzeczywistość, dopiero wtedy następuje to oszukanie naszego mózgu. Drugim, według mnie równoprawnym współwinnym w nieobcowaniu człowieka z rzeczywistością są media społecznościowe, które imitują uczestniczenie w życiu innych i zbieranie od nich serduszek czy łapek w górę za swoje niby-życie.

Świat odchodzi od katolicyzmu nie dlatego, że pojawiło się wiele alternatywnych do katolicyzmu religii, które mogłyby z nim konkurować merytorycznie. Świat przyspieszył w sekularyzacji. Moim zdaniem głównie dzięki temu, że choć żyjemy coraz dłużej, możemy, w odróżnieniu od ludzi żyjących przed internetem i przed erą ekranów, przeżyć całe życie nie poświęcając nigdy 10 minut ciurkiem na myślenie o sprawach egzystencjalnych. Przekonanie, że doczesność nie może być wszystkim przychodzi, co mówię oczywiście z przymrużeniem oka, w 11. minucie myślenia. Kiedyś człowiek żył 40 lat i nie miał szans uniknąć 11 minut myślenia, a myślenie zwykle prowadzi do przekonania, że doczesność nie może być wszystkim. Dziś człowiek żyje lat 80 i bez problemu może do śmierci uniknąć 10 minut rzetelnego myślenia o czymś innym niż doczesność.

Mój Drogi Czytelniku, co sądzisz o tym co dziś napisałem?

Komentarze