Wybory już tuż tuż, Obwodowe Komisje Wyborcze już są wyłonione a my musimy wierzyć, że będą pracowały rzetelnie i uczciwie. I właśnie do tego jest funkcja mężów zaufania; osób, które mają prawo być w każdym czasie w lokalu wyborczym i obserwować sposób głosowania i ustalania wyników i zgłaszać ma bieżąco i do protokołu swoje zastrzeżenia. Od tygodnia próbuję się skontaktować z komitetem wyborczym pana Brauna, Menzena i Nawrockiego w tej sprawie, a komitetey nawet nie odpowiadają na maila. Czy komitetom nie powinno zależeć na tym, żeby jak najwiecej osob obserwowało przebieg wyborów? Od lat pracuję w obwodowej komisji wyborczej na Florydzie w USA i zawsze PO lub KO lub KW R. Trzaskowskiego wystawiają kilku mężów zaufania, żeby cały czas ktoś obserwował wybory. Teraz znam kilka osób prawicowych, które bardzo chętnie by przyjęły na siebie funkcję męża zaufania, ale żaden z komitetów wyborczych kandydatów prawicowych nawet nie odpowiada na maile.
Może ktoś mógłby mi wytlumaczyć dlaczego tak jest?
Może ktoś z Państwa ma kontakt z którymkolwiek z komitetów kandydatów prawicowych i jeszcze zdąży się wystawić mężów zaufania w naszej komisji? Może chociaż przed drugą turą?
Komentarze
Też się zgłaszałem do komitetu Brauna już 2 miesiące temu jako chętny do bycia w komisji, ale bez odpowiedzi.
W Polsce może być tylko jedna osoba wytypowana z 1 KW; ale za granicą ta liczba jest nieograniczona, nawet wszyscy mogą być z jednego komitetu (zmiana, która weszła przed tymi wyborami); u nas 2 osoby są wytypowane przez KW R. Trzaskowskiego i już wiem o conajmniej 2 mężach zaufania z tamtego komitetu. Czy to dla nas nie powinno być przerażające i dające do myślenia?
Też się zgłaszałem do komisji. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.
Nie wiem jak jest, ale mogę przypuszczać, że KKP po prostu nie była w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Za mało rąk do pracy. Sam fakt, że banery pakował i rozsyłał ochotnik wiele nam mówi. W pewnym momencie zainteresowanie było tak duże, że nie był w stanie tego ogarnąć. Dlatego wiele razy mówiłem, że wynik będzie taki na ile zaangażują się w to życzliwi wyborcy.
To nie Konfederacja, która swoje struktury "trenowała w boju" przez wiele lat. KKP wystawiła kandydata z konieczności po "wrogim przejęciu Konfederacji" (za co do niektórych polityków będę miał żal do końca życia). To było bardziej pospolite ruszenie niż przygotowana na spokojnie akcja.
Tak przypuszczam, a jak było to wyjdzie w praniu.
Tak czy siak ta garstka ludzi roznieciła w wielu Polakach ogień walki. Pan Grzegorz wykonał kapitalną robotę. Miejmy nadzieję, że jeśli Polska będzie jeszcze Polską to ci przebudzeni ludzie będą stanowili o sile KKP w przyszłych wyborach parlamentarnych.