Katoliku - jak walczyć o Mszę Wszechczasów?

  @Robert
02.08.2024
Stawiam tezę, że jedną z kluczowych spraw dla prawdziwej i niezmąconej wiary katolickiej jest walka o dostęp do Mszy Wszechczasów. Często zapominamy przy tym, że jesteśmy żołnierzami Kościoła Walczącego. Stawiam robocze pytanie:  Co ja świecki katolik mogę robić, żeby więcej ludzi miało możliwość tę Mszę poznać ? 

Celowo chcę pominąć modlitwę, uświęcanie duszy, realizację obowiązków stanu, Msze Święte w intencjach i inne akty wiary. Oczywiście jest to kluczowe i samo w sobie daje owoce i pożytek dla Kościoła Świętego. 
Mam na myśli realne działania zewnętrzne.  

Zrobiłem sobie taki swój wstępny "risercz"  w środowisku tradsowym z mojego otoczenia. 
Otwarcie mówię, że jestem wiernym FSSPX, wiele im zawdzięczam i wiem, że tam mogę iść  i wszystko będzie tak jak być powinno.  Nie rozumiem w jaki sposób świadomy katolik może mówić o nich, że są schizmatykami, albo, że coś jest nie tak.  Uważam, że robią w Kościele kolosalną robotę i bez nich to być może nie byłoby już co zbierać. Główny zarzut jaki się pojawia w środowisku wobec Bractwa to "pycha" i że mają się za lepszych. Osobiście nigdy tego nie doświadczyłem. Usłyszałem natomiast o przypadku katoliczki, która na pielgrzymce FSSPX została tak "dociśnięta" przez innych wiernych o Novusa, że się zniechęciła i Tradycję odpuściła. To tylko pokazuje jak bardzo to wszystko jest delikatnym i trudnym tematem...

W którymś odcinku Sprawek Pan Dawid mówił, że nie obraziłby się jeśli będzie musiał podziękować FSSPX za tę tytaniczną pracę i wrócić na Mszę Wszechczasów do swojej parafii. Ja też bym tak chciał. Tylko do tego daleka droga. Nie mam zamiaru czekać w tym przypadku na cud, a w ramach moich  skromnych możliwości coś z tym robić. Pisałem jakiś czas temu o akcji "Zagaj proboszcza". Sam nie wiem jakie są szanse powodzenia czegoś takiego. Ile by z tego wyszło pożytku, a ile by było spojrzenia z poirytowaniem.  Może by się pojawiła jakaś wrogość, że robię jakąś "krecią robotę"? Sam nie wiem. Sklecić takie pismo i wysłać do biskupa miejsca z adnotacją do proboszcza to pikuś. Tylko czy to ma jakikolwiek sens i da jakieś sensowne owoce?
 Każdego znajomego katolika szczerze i otwarcie zachęcam do udziału we Mszy Wszechczasów. Marne mam na razie efekty, ale się nie zniechęcam. Uczę się przy tym cały czas jak przy delikatności tematu to robić. Może kiedyś chociaż z jedna osoba da się przekonać i już uznam to za sukces. 

Po Traditionis Custodes prześledziłem sobie losy Mszy Wszechczasów w niektórych miejscach. Wniosek jest prosty: w znakomitej większości struktury Kościoła MW chcą sprowadzić do "archaicznego przeżytku". Następuje próba "powolnego gotowania żaby", żeby MW całkowicie umarła śmiercią naturalną. 
Już sam art. 1  Traditionis Custodes "Księgi liturgiczne promulgowane przez świętych papieży Pawła VI i Jana Pawła II zgodnie z dekretami Soboru Watykańskiego II, są jedynym wyrazem lex orandi Rytu Rzymskiego" pokazuje jaki ma być stosunek do MW. Taki też jest. 
Jakże wymowny jest też wywiad z biskupem Grzybowskim po Traditionis Custodes:

Dlaczego jednak papież dał konkretne wytyczne, by ograniczyć odprawianie właśnie tzw. mszy trydenckiej?

Wydaje mi się, że ze względu na to, co sam dostrzegł, ale także na mocy informacji, jakie otrzymał od biskupów z całego świata – że w wielu kościołach lokalnych i diecezjach stosowanie rytu nadzwyczajnego po prostu przekroczyło właściwą miarę. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że w Stanach Zjednoczonych Ameryki i we Francji były już całe parafie, w których kapłani w ogóle nie sprawowali liturgii według Novus Ordo Missae. Wszystkie sakramenty, msze święte, działania duszpasterskie i liturgiczne były realizowane według mszału rzymskiego z 1962 roku i rytuałów przedsoborowych. Gdy tak jest i wierni Kościoła katolickiego spotykają się z takimi nieustannymi praktykami w parafiach na bardzo szeroką skalę, to pojawia się logiczne pytanie: po co zatem była reforma liturgii zapoczątkowana przez Ojców Soboru i zrealizowana po Soborze?

Msza Wszechczasów wciąż została w Bractwie Świętego Piotra, Bractwie Świętego Piusa X, placówkach Instytutu Dobrego Pasterza, miejscach wyznaczonych do tego po Traditionis Custodes  i zapewne wśród kapłanów, którzy jakoś tam lawirują i są przywiązani do Tradycji. Nie miałem w ogóle do czynienia z  FSSP więc nie mam zdania. Trochę więcej z Instytutem Dobrego Pasterza. Serdecznie tym kapłanom współczuję.  Zobrazowałbym to tak: FSSPX ma teoretycznie trochę mniej jedności ze Stolicą Apostolską i łatkę "schizmatyków", ale mogą mówić bez obaw całą niezmąconą naukę katolicką. IBP ma trochę więcej jedności ze Stolicą Apostolską, ale przez to nie mogą mówić bez obaw. Stają przez to przed koszmarnym wyborem, czy trwać w Prawdzie, czy lepiej nie narażać się biskupowi. Wiele też zależy od tego jakiego biskupa trafią nad sobą. Tak być nie powinno.

Chyba najlepszym przykładem pięknego działania IBP jest ksiądz Grzegorz Śniadoch. Jest raczej powszechnie znany w środowisku tradycyjnym, a jego kazania bez problemu można znależć na YouTube. Wiem, że piękne rzeczy robił w Częstochowie. Z tego co mi wiadomo szło za dobrze, więc zapewne z tego powodu został "odesłany". Teraz robi piękne rzeczy w Olsztynie. 
Pytanie w jakim stanie są inne placówki pod "większą" jurysdykcją Stolicy Apostolskiej  i na ile taki ksiądz może sobie pozwolić w Kościele, który niechętnie takie coś wspiera. Odpowiedź jest prosta: może sobie pozwolić na tyle na ile będzie zainteresowanie świadomych wiernych. Teraz pojawia się dylemat:
1. Mogę to wszystko olać i iść do FSSPX. Niby dość daleko, ale mam święty spokój 2. Mogę starać się wspierać  lokalne struktury i powalczyć o ludzi, żeby "utrzymali z Tradycją łączność".  Dzięki temu mam też bliżej i nie oddaję walkowerem "walczących o MW bastionów".
Sam nie wiem jaką drogę wybrać...
Świętej Pamięci Roman Kneblewski mówił, że dla dobra swojej parafii i Tradycji zdarzało mu się nawet odprawić "cywilizowanego Novusa"...  Natomiast w jego stanie świadomości pozostaje mu tylko Msza Wszechczasów. Kapłani FSSPX z kolei powiedzą, że Novusa wystrzegać się jak ognia...

Temat jest bardzo delikatny. Już same podziały nawet w stosunkowo niewielkim środowisku tradycyjnym pokazują jak trudno jest się w tym odnaleźć.  Od razu mówię, że nie zaakceptuję postawy "Novus też jest ok, więc już dajmy z tym spokój".  Ja tego nie kupuję bo to postawa "ciepła". Ja chcę zawrócić. Wiem, że mam marne szanse na jakikolwiek efekt, ale chcę chociaż próbować. 
Będę wdzięczny za podzielenie się doświadczeniami osób, które z tematem mają do czynienia i być może pomogą mi obrać właściwy kierunek. 
 






Komentarze