Dziś, mój Drogi Czytelniku, chciałbym zapoznać Cię ze stworzoną przeze mnie TEORIĄ FRONTÓW. Powstała ona w wyniku obserwacji pewnego zjawiska, które pod pozorem dbałości o czystość doktryny wprowadza więcej zamieszania niż porządku. Pojawia się ono zawsze, gdy ktoś przestrzega przed wilkiem w owczej skórze.
Gdy powie się, że dla świata lepiej, że wybory prezydenckie w USA w 2024 roku wygrał Donald Trump, zlecą się mędrcy, którzy powiedzą "nie pokładałbym nadziei w Trumpie". Jeżeli powie się, że to dobrze, że Elon Musk kupił Twittera i przywrócił na nim wolność słowa, od razu usłyszy się "uważałbym na Elona Muska", to wilk w owczej skórze. Czy wreszcie gdy powie się, że jest siła w ruchu Wojownicy Maryi, usłyszy się, że x. Dominik Chmielewski ukochał Medjugorie, którego nikt ze środowiska tradycyjnego nie poważa. Wskaże się pastora Pawłowskiego, Polaka, który walczy z coraz bardziej totalitarnym reżimem w Kanadzie, i usłyszy się "co Ty teraz protestantów promujesz"?
I pomimo, że nie pokładam nadziei w Trumpie, nie ufam Elonowi Muskowi i uważam, że Medjugorie to wielkie zwiedzenie, a protestanci to wyznawcy religii heretyckiej, to wszystkie takie niby-mądre słowa przestrogi przed wilkami w owczych skórach zupełnie do mnie nie przemawiają. Co więcej, uważam je za świadomy lub nieświadomy sabotaż w walce dobra ze złem. Ubrałem to w nazwę Teoria Frontów. Fakt, że na danym froncie walczę ramię w ramię z protestantem, nie znaczy, że uznaję protestantyzm. Uśmiechnięta Polska chce wprowadzić do klas edukację seksualną, i to przepełnioną ideologią o płynności płciowej. Czy jeżeli ja, katolik tradycyjny, stworzę grupę oporu razem z tzw. charyzmatykiem, protestantem i muzułmaninem to źle?
Na tym froncie walczymy ramię w ramię o słuszną sprawę. Nadal uważam tzw. charyzmatyka za zwiedzionego przez modernizm, muzułmanina za poganina a protestanta za wyznawcę herezji. Ale o wyrzucenie zboczeńców ze szkoły mogę walczyć z nimi ramię w ramię. Z Donaldem Trumpem mogę walczyć z satanistycznym globalizmem i nie znaczy to, że Trump jest dla mnie wzorem cnót. Z Elonem Muskiem mogę walczyć na froncie niecenzurowania chrześcijan, konserwatystów i prawicy na największej platformie okołopolitycznej jaką jest X/Twitter i nie znaczy to, że rozumiem o co chodzi Elonowi Muskowi. Z Wojownikami Maryi mogę walczyć o Polskę, o maryjność i o męskość i nie znaczy to, że nie przestrzegam przed Medjugorię. Z Pastorem Pawłowskim mogę walczyć ramię w ramię przeciwko satanistycznemu globalizmowi w Kanadzie i nie znaczy to, że nie boję się o dusze pastora Pawłowskiego i tych, którzy uwierzą w jego wizję Boga, jeżeli nie wrócą na łono Kościoła Świętego.
Czy rozumiesz, mój Drogi Czytelniku, na czym polega teoria frontów? Jeżeli rozumiesz, czy zgadzasz się z nią?
Komentarze
Do mnie ta teoria w miarę przemawia. Uważam, że w walce o wspólny interes musimy się łączyć, aby zdusić szerzące się zło. Dopiero, jak uda się nam wywalczyć wspólnie obrany cel, możemy krok po kroku iść dalej i starać się nawracać naszych dotychczasowych sprzymierzeńców. Tak w skrócie, mam nadzieję, że wiadomo co mam namyśli.
Pozdrawiam serdecznie
Dlatego wg mnie to wymaga doprecyzowania i nie jest takie zerojedynkowe.
Ja też jak najbardziej jestem za jednoczeniem a nie burzeniem, ale w jakiejkolwiek współpracy najważniejsze to nigdy nie zdradzić Prawdy.
Przykładowo: nie mam problemu z Różańcem z katolikiem tkwiącym w modernizmie. Bez problemu pójdziemy razem walczyć o wykopanie seksualizacji młodzieży w szkołach czy z grzechem aborcji. Tutaj moje przywiązanie do "Tradycji" ma mniejsze znaczenie.
Niestety ja nie pójdę już na Nową Mszę. Nie będe się modlił z muzułmanami i żydami, a nauczanie Kościoła rozumiemy w inny sposób. Tutaj nasza współpraca się kończy.
Czy można na kilku zbieżnych celach zbudować trwałą wspólnotę? Z doświadczenia wiemy, że różnie z tym bywa.
Zgadzam się co do mszy, ja tez nie chcę modlić się z innowiercami. Papież powiedział już tyle złych rzeczy, że wielu katolików powinno w końcu otworzyć oczy. Bezpiecznie jest tylko w tradycji. Ale jeżeli chodzi o takie cele społeczne, gdzie trzeba sobie przekalkulować i przewidzieć, co zrobić by zło całkowicie nas nie "spętało"- musimy łączyć siły pomimo różnych poglądów, tego czy jesteśmy katolikami tradycyjnymi czy jeszcze nie (myślę, że to kwestia czasu, jak wielu katolików posoborowych, kochających Pana Boga zacznie szukać i odnajdzie z powrotem tradycję katolicką i nienaruszone nauczanie KK). Z wiarą wiadomo- musi być -tak tak nie nie. Jednakże, uważam też, że musimy z ludźmi co nie są w tradycji normalnie żyć, nie potępiać ich i nie wywyższać się, oskarżać, że nie rozumieją wiary, chodzą na złą mszę itp.bo to ich odrzuca od nas. Postrzegają wtedy tradycjonalistów jako zadufanych w sobie, wymądrzających się i wywyższających faryzeuszów. Każdemu dany jest czas na odkrycie swojej drogi do prawdy. Pan Bóg swoich ukochanych dzieci nie zostawi i tym, którzy prawdziwie pragną być przy nim da odpowiednią łaskę. Musimy jak najczęściej z nimi współdziałać, rozmawiać i odkrywać przed nimi w rozmowach czym jest tradycja, co zrobił sobór 2- tylko nienachalnie. Swoim postępowaniem mamy ich zachęcić, by chcieli z nami rozmawiać i by sami zadawali pytania, nieprzymuszenie odkrywali prawdę.
Oczywiście zgoda.
Trzeba jak najwięcej ludzi przekonać do "Tradycji", bo tam jest Prawda. Jest to zadanie trudne i karkołomne o czym mowa była tutaj wielokrotnie. Jest trudne i karkołomne, ale nie oznacza to, że nie trzeba zawsze próbować znajdować nić porozumienia.
Podam inny przykład.
Mamy zbiórkę na balaski do kościoła, gdzie jest Novus Ordo Missae. Z jednej strony niby szczytny cel, bo Pan Jezus byłby przyjmowany godnie. Z drugiej strony wspieram wtedy istnienie Novus Ordo Missae, a ja chce zawrócić do Mszy Wszech Czasów.
Z punktu widzenia "Tradycji" jak mam się zachować i czy mam w tej sytuacji współpracować z katolikami przywiązanymi do modernizmu?
Nie wiem.
Współpraca jak najbardziej zawsze i wszędzie... tylko budowana na Prawdzie. O to walczmy i zawsze wykazujmy się spokojem i łagodnością. Jeśli nie ma potrzeby to nie uzależniajmy swoich działań od poglądów, które na jakieś działanie nie mają większego wpływu. Często po prostu nie ma takiej potrzeby, a nawet nie jest to wskazane, bo tak jak Pani wskazała potrafią odstraszać.
Byleby zawsze w Prawdzie i zgodnie z nauką Matki naszej Kościoła Katolickiego. Wtedy będą z tego owoce.
Ja ostatnio trochę czytałem apropo papieży..i ze smutkiem stwierdziłem że niestety od soboru każdy papież mówi to samo nie wyłączając św JPIi🥲
I każdy z tych Papieży został świętym.
Także krytykując papieża Franciszka trzeba sobie uświadomić jak bardzo popieralismy we wszystkim na ślepo to co mówił i robił św JPII.
On tylko kontynuuje tą samą drogę.
I z kościoła posoborowego robi kościół synodalny czyli już totalne przeciwieństwo kościoła katolickiego.
Trzeba każdemu mówić o tym wielkim przekręcie ale ludzie będą patrzeć jak na wariata.Bo to brzmi nieprawdopodobnie.
Przyznaje ze zgadzam się właśnie z Pana zdaniem.
Też mi się wydaje że jedna kropla trucizny w szklance czystej wody już zatruwa całą szklankę.
Interesujące jest dlaczego nie pójdzie Pan już na nową mszę?może mi Pan przedstawić przekonującą odpowiedź?
Sam mam teraz taki dylemat moralny.
I moja rodzina też.
Postaram się przedstawić taką przekonującą odpowiedź. Proszę się tylko nie sugerować tym jak ja robię. Znam osoby, które chodzą i na Nową Mszę i na Starą. Ja nie jestem ani duszpasterzem, ani teologiem. Odpowiadam wyłącznie za siebie.
Nie chcę tutaj też zabrzmieć jako ktoś wywyższający się. Jestem wielkim grzesznikiem. Jednak uważam, że w moim obecnym stanie świadomości uczestnictwo w Nowej Mszy byłoby mi postrzegane jako poważny grzech. Nie jest to tylko moje widzimisię. Stanowisko to podpieram na autorytetach w postaci duchownych.
Fajnie, że wspomniał Pan o tej szklance czystej wody.
Moje ostatnie parę miesięcy uczestnictwa w Nowej Mszy to był okres, kiedy już wiedziałem, że coś tu jest nie tak. Wiedziałem, że ta wodą, którą piję jest mętna i zanieczyszczona. Pewnego dnia ja niegodny dostałem łaskę odnalezienia Mszy Wszech Czasów. Kiedy ją zobaczyłem już wiedziałem, że tu jest moje miejsce. Odnalazłem miejsce, gdzie jest woda krystalicznie czysta. Kiedy jej spróbowałem nie chciałem już pić tej mętnej i zanieczyszczonej. Mało tego. Skoro dostałem łaskę odnalezienia wody krystalicznie czystej to co by mnie usprawiedliwiało w piciu wody mętnej i zanieczyszczonej?
Jedyne co broniło tę wodę mętną i zanieczyszczoną to mój komfort, łatwiejsza dostępność i to że taką wodę piją zdecydowana większość. Woda krystalicznie czysta jest dla mnie trudniej dostępna, bo muszę włożyć w to znacznie większy wysiłek. No ale jest to woda krystalicznie czysta, więc chyba tak trzeba i warto się wysilać?
9 miesięcy byłem tylko na Mszy Wszech Czasów. Z biegiem czasu coraz lepiej ją poznawałem i dziś potrafię już wymienić wiele różnic z Nową Mszą. Msza Wszech Czasów to cud. Nowa Msza to tylko marna imitacja. Modlę się, żeby moi najbliżsi też otrzymali łaskę odnalezienia wody krystalicznie czystej, co różnie mi wychodzi. Nie mam jednak zamiaru się poddawać.
Los sprawił, że wczoraj musiałem być w kościele w czasie odprawiania Nowej Mszy. Miałem pogrzeb osoby z bliskiej rodziny. Było mi bardzo ciężko i z Różańcem w ręku dobitnie miałem "wykład" tego co nam Katolikom zrobiono. Nie obyło się bez szopek. Akurat w tym kościele jest "imitacja" balasek i wierni są zobligowani do przyjmowania Pana Jezusa na klęcząco. Dwie osoby jednak upierały się, że chcą na rękę, bo inaczej Pana Jezusa nie przyjmą. Kapłan nie zgodził się na to i odesłał do drugiego kapłana, "który już na rękę da". Dzięki Bogu ja już nie muszę oglądać takich rzeczy, bo wiem gdzie jest woda krystalicznie czysta. Ja chcę już teraz pić tylko taką i wyłącznie taką.
Serdecznie pozdrawiam i życzę odnalezienia właściwej drogi.
Do mnie ta "teoria frontów" nie przemawia.
O ile dobrze rozumiem to chyba taka trochę "pochodna" przysłowia "wróg mojego wroga jest moim przyjacielem". Tylko nie zawsze jesteśmy w stanie w pełni zdiagnozować kto jest naszym wrogiem. Nie zawsze też znamy INTENCJE innych osób/organizacji. Można przecież czynić pozornie dobro, ale ukryte intencje mieć złe prawda?
Moim zdaniem ta teoria jest za bardzo uogólniona. Szatan to nadludzka inteligencja. Potrafi też czynić dobro dla swoich interesów i należy zachować wielką ostrożność. Z drugiej strony nie można być wiecznie malkontentem i blokować każdego, kto próbuje cokolwiek robić. Jeśli walczymy w słusznym celu to poglądy trzeba odłożyć na bok, bo w danej sytuacji nie mają często większego znaczenia.
Weźmy parę przykładów.
Czemu tak lubię Sprawki Okiem Katolika i poświęcam tu swój czas? Dlatego, bo czuję, że są tu dobre INTENCJE i nie zdiagnozowałem fałszu. Poza tym mam to ubezpieczenie, że jeśli twrócy przejawialiby chęć szerzenia fałszu to są katolikami, do wiary podchodzą poważnie i odpowiedzą z tym przed Panem Bogiem. Takie ubezpieczenie jest super w każdej płaszczyźnie, dlatego np. ostatnio jeden z użytkowników szuka pracy w pierwszej kolejności (a jakże) u katolika. A w takiej Wielkiej Brytani muzułmanie wysyłają swoje dzieci do szkół chrześcijańskich, bo tam jest spokojniej.
Przestałem ostatnio w ogóle słuchać Pana Cejrowskiego. Dlaczego? Zawsze nie miałem do jego osoby 100% pewności. Jednak po wywiadzie z Grzegorzem Braunem zdiagnozowałem u niego tak wielki fałsz, że nie jestem w stanie już dalej go słuchać. Nie oznacza to jednak, że od razu człowieka skreśliłem. Po prostu nie marnuję już czasu na jego audycje. Tak jest w sumie z 95% mediów. Nie jestem w stanie im w pełni zaufać, bo często mają fałsz za uszami.
Do Elonów Musków, Cukierbergów, Trumpów już wracałem wielokrotnie.
Co z tego, że Trump poluzowuje i wchodzi w rolę "orędownika porządku i pokoju" skoro dalej przejawia chęć szerzenia polityki czysto syjonistycznej. Jakie są jego intencje? Ja tego nie wiem. Może chce po prostu zdobyć zaufanie, by potem z czystym sumieniem rozwalić Iran, bo taki jest biznes Izraela. Prawdopodobnie oznaczałoby to III wojnę światową. Pół świata go poprze bo jest "orędownikiem porządku i pokoju". Czy ja mam się wtedy cieszyć, że wcześniej zrobił trochę dobrego, by potem rozwalić pół świata? No nie wiem.
Oczywiście możemy też założyć, że taki Trump się w pełni nawrócił i teraz jest czysty jak łza. Tylko na razie tego nie widać. Nikt z nas tego nie wie i ja uważam, że po prostu nadmierne jaranie się tym to strata czasu. Zwłaszcza, że nie mamy na to żadnego wpływu. Dla świadomego katolika może to nawet zakrawać o grzech trwonienia czasu na bzdury.
Ostatnio bardzo jaskrawy przykład na świeżo, który podzielił całe środowisko antysystemowe.
Wielu z nas cieszy się, że Grzegorz Braun startuje na prezydena. Inni sugerują, że przecież powinniśmy wspierać Sławomira Mentzena i ci od Brauna rozwalają Konfederację.
Sławomir Mentzen na papierze to kandydat, który ma wszystko co potrzeba. Dlaczego zatem tak wiele osób go nie chce poprzeć? To proste. Wiele osób wyczuło w nim fałsz. Jego wpadki można wybaczyć, bo wpadki zdarzają się nawet największym mężom stanu. Jednak sposób w jaki "mianował" się na kandydata i jego stosunek do Grzegorza Brauna jest dla wielu wyborców Konfederacji zwyczajnie nie do przyjęcia.
Podsumowując: ja się nie chcę bawić w żadne "teorie frontów" i nie chcę też podcinać skrzydeł dobrym inicjatywom, które pochodzą od osób niekoniecznie mi bliskich światopoglądowo. Zawsze jednak będę czujny, zawsze będę pamiętał co takie osoby robiły wcześniej i zawsze będę starał się wyczuć ich INTENCJE. A to dlatego, bo czasem mogę (nawet nie do końca świadomie) poprzeć coś co będzie bardziej na rękę szatanowi, a nie Panu Bogu.
Dlaczego mielibyśmy postrzegać świat jako miejsce walki?
Taka wizja świata jest z pewnością wygodna dla człowieka. Zresztą, podobną perspektywą próbował kusić ludzi, na przykład, marksizm. Natomiast założenie, że każdy człowiek jest areną walki dobra ze złem, wydaje się znacznie mniej wygodne – przede wszystkim dla nas samych – ponieważ wymaga uznania własnych słabości i ułomności.
Nie wiem czy mielibyśmy patrzeć jak na miejsce walki - czy to sformułowanie tutaj pada we wpisie? Serio nie przypominam sobie ale przeczytałem całe tylko nie zwróciłem na to uwagi - coś było o walce dobra ze złem ale to była ocena. Może chodzić też o taki front atmosferyczny - miejsce ścierania się i wymiany dwóch frontów powietrza :) front to ogólnie brzeg, rozdział, bariera - jak również chyba rubież.
Ale przyznam przewrotnie, że uważam iż na świecie trwa walka dobra ze złem, na pewno cały świat nie jest tym frontem walk ale jest wojna, złem nazywam dogmatyzację, zapewnienie siebie lub innych że na pewno jest tak a nie inaczej, że koniecznie tak to musi być bo tak i już, że tak to trzeba zrobić - zamiast po prostu dać przykład i pokazać jakie się uzyskało owoce :)
Ciekawa teoria - zrozumiałem - ale to wymaga zadania pytania, pokazania frontu o który pytamy - jestem pewien że ludzie po prostu dopełniają prawdy o trumpie czy tam o protenstantyźmie, żeby oprócz zalet w wybranym kierunku nie zapomnieć o wadach w innym kierunku - jestem pewien takich intencji :)
Nie wiem np. o co chodzi z mówieniem że protestanci t heretycy - czy to są heretycy - ale na froncie np. anglikanów i luteranów to wg mnie protestanci luteranie nie są heretykami i to na pewno, podobnie żydzi nie są heretykami - nie uznają władzy papieża więc wg mnie są schizmatykami !!! Może są jacyś protestanci albo protestanckie religie które uznają zwierzchnictwo papieża a ja o tym nie wiem ale nie zgadzają się tylko z niektórymi dogmatami wiary to wtedy to jest czysta herezja :). Była schizma wschodnia jak i zachodnia - z tego co pamiętam.
[teraz sprawdziłem i w odległych krajach są tak zwani anglokatolicy - uznają prymat papieża i chyba nawet uznają wszystkie! dogmaty ale chcą zachować swoją liturgię... nie wiem ki diabeł i o co chodzi ale nie mam podstaw do nazwania ich heretykami skoro wyznają doktrynę :-/ ]
Zresztą sam wiedziałem jakie związki ma trump i żeby ślepo go we wszystkim nie popierać i zapomnieć, z klapkami na oczach ale na pewno żeby popierać w ramach tamtejszych wyborów prezydenckich, walki z głupim bezczelnym zwodniczym socjalizmem w kraju tak mi odległym i zdominowanym przez pewnych siebie i na pewno też mondżejszych urzędników.
Jak ktoś będzie zadawał kierunek pytania to na pewno będą się ludzie stosować do oceny tylko w tym kierunku :) - czy trump lub deep state będze lepszym prezydentem czy niewiadomokto-kamala-albo biden?
Teoria frontów polega na tym, że z góry odrzuca Pan hipotezę, że wszystkie alternatywy, które są Panu pod nos podtykane mogą być fałszywe; że wszystkie zmierzają ku złemu więc czasem warto nie przeceniać własnej sprawczości.