Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
W dniu wczorajszym obchodziliśmy Uroczystość Trójcy Przenajświętszej.
W jednym z opisów do lekcji można wyczytać:
Tajemnica Trójcy Przenajświętszej, podobnie jak wszystkie tajemnice wiary, nie jest sprzeczna z naszym rozumem, lecz przewyższa nasze zdolności poznawcze.
"Przewyższa nasze zdolności poznawcze", czyli moja ułomna ludzka natura nie jest zdolna do zrozumienia tego. Wydaje się to jasne i klarowne.
Są jednak takie zagadnienia z którymi mój rozum wciąż zmaga się i szuka tej prawdy. Dlatego jako ten ułomny proszę o mądre katolickie źródła, które mi te rzeczy bardziej rozjaśnią i pozwolą wypracować stanowisko. Nie chcę się opierać tylko na mojej ocenie, bo już wiele razy się przekonałem, że to błędne podejście.
Pierwsze zagadnienie to kara śmierci. Wielu z łatwością wysnuwa tezy:
1. Kara śmierci to barbarzyństwo.
lub przeciwnie w drugą stronę:
2. Kara śmierci dla każdego zwyrodnialca, mordercy lub zdrajcy który na nią zasłużył.
Ja nie potrafię jednoznacznie do tego podejść. Kiedy poruszam ten temat to następuje zazwyczaj nagłe milczenie. Może to oznaczać, że inni też mają z tym problem. Ewentualnie sprawa jest tak oczywista, a ja jestem na nią za bardzo ułomny. Ta kwestia raczej nie będzie bezpośrednio dotyczyła mojego życia. Dlatego ja nie o tym.
Założyłem tam poniżej temat dotyczący innego zagadnienia, czyli obrony koniecznej. Znowu poprosiłem o jakieś mądre katolickie źródła, które mi to wyjaśnią i pozwolą wypracować lepszy ogląd.. Temat również pozostaje bez odzewu. Dlaczego jest taka cisza?
Przecież to takie ważne i może dotyczyć każdego z nas (nikomu nie życzę).
Żyjemy w czasach, kiedy niewielu ma odwagę brać odpowiedzialność za bezpieczństwo innych. Nie będę wchodził szerzej w temat dlaczego tak jest. Na zachodzie dosyć powszechne już jest omijanie krzywdzonych osób (byleby mnie to nie spotkało). W naszym kraju po Uniwersytecie Warszawskim chodził osobnik z siekierą, a żaden ze studentów nie wpadł na pomysł, żeby wezwać służby (już nie wymagajmy bohaterstwa, żeby ktoś go tam jakoś unieszkodliwiał). Finalnie życie straciła niewinna kobieta, a napastnika obezwładniał gołymi rękoma ochroniarz.
W przyspieszonym tempie gonimy zachód. Przecież taki telefon na policję w jakiejkolwiek sprawie to też późniejsze biurokratyczne problemy. Po co się narażać na jakiekolwiek niedogodności prawda?
W innym miejscu w Bolkowie pod Biedroną policjanci nie mieli odwagi użyć broni palnej przeciwko osobnikowi, który agresywnie szarżował samochodem i mógł zrobić krzywdę innym ludziom.
Skoro policjani nie mają odwagi używać w tym kraju broni palnej to kto ma mieć odwagę? Szczęśliwie ten agresywny człowiek nie zabił np. jakiegoś dziecka. Nie oceniam w tej sytuacji nikogo i nie krytykuję. Po prostu się pytam: gdzie my żyjemy?
Głośno było i jest o sytuacji naszych żołnierzy, którym zabrania się używania broni na granicy z Białorusią. Są stawiani przed dylematem: nie użyć broni i byc może stracić życie, czy użyć tej broni i być potem do końca życia ciąganym przez opresyjne władze.
Jak w tym stresie i przy takiej presji można podejmować racjonalne decyzje w tak trudnej służbie jaką jest funkcja żołnierza?
Na koniec:
W pobliskim sklepie była taka sytuacja. Dwóch młodych chłopaków napadło na kasjerkę. Jeden miał w ręku atrapę pistoletu, drugi pałkę teleskopową. Chcieli pieniędzy. Nagle do sklepu wpadł właściciel i w amoku zaczął jednego z chłopaków dźgać nożem. Napastnicy uciekli z miejsca zdarzenia. W wyniku obrażeń od noża jeden z tych chłopaków zaraz potem zmarł.
Jakież tu są straszliwe dylematy dla katolika, który chce żyć zawsze w zgodzie z prawdą i swoje decyzje zawsze podejmować zgodnie z Wolą Bożą...
2 skrajne wybory i żaden na pierwszy rzut oka nie jest dobry:
- pozwolić się okraść, zaryzykować życiem bezbronnych osób i puścić takich napastników wolno (może taki człowiek kiedyś odpokutuje swoje winy?)
- pozbawić życia takiego błądzącego człowieka, wyeliminować zagrożenie i tym samym zabrać mu definitywnie szansę na powrót na właściwą ścieżkę.
Dlaczego o tym mówię? Każdy z nas może znaleźć się w takiej sytuacji. Warto wtedy mieć odpowiednio poukładane w głowie i podjąć właściwe decyzje.
Niezmiennie proszę o jakieś ciekawe książki, źródła lub wypowiedzi katolików Tradycji, którzy na codzień zmagają się takimi sprawami. Może ktoś rozmawiał na ten temat z kapłanem z Bractwa?
Z Panem Bogiem
Komentarze
Kara śmierci. Człowiek skazany na śmierć nie jest zabijany natychmiast, jest jakiś czas do egzekucji, kilka tygodni. To jest czas kiedy może się nawrócić i przewartościować swoje życie I dzięki temu dostąpić zbawienia. Gdyby nie był skazany na śmierć pewnie by się stoczył jeszcze bardziej, może by się nawrócić, ale pewności nie ma. A w obliczu rychłej śmierci jest silny bodziec do zmiany.
Tą myśl mam chyba od X Bańki że Szkoły Akwinaty.
Dzięki za odpowiedź. W tym temacie głównie mi chodzi o obronę konieczną. Wydaje mi się, że w obecnych, niebezpiecznych czasach pożytkiem będzie jeśli każdy dobry człowiek przepracuje te kwestie w swoim życiu.
Kara śmierci to inny temat. Do jej wprowadzenia potrzeba państwa w którym jest ład i porządek lub terror. Od tego ładu i porządku jesteśmy bardzo daleko, więc chyba nie warto się tym szerzej zajmować.
Katolicką teologię moralną w kwestii obrony koniecznej, wojny obronnej, kary śmierci i ogólnie chyba we wszystkich aspektach bardzo dobrze objaśnia o. Jacek Woroniecki w "Katolickiej etyce wychowawczej". Całość dzieła jest dość obszerna, ale można sobie poszukać w spisie treści intereujących nas zagadnień. Ksiądz Szymon Bańka kiedyś to polecał z zastrzeżeniem, że to praca adresowana przede wszystkim do warstw inteligenckich. Fragmenty części teoretycznej mogą czasem wydawać się dosyć wymagające intelektualnie, ale w części praktycznej opisy problemów moralnych są, moim zdaniem, bardzo klarowne i poparte konkretnymi przykładami, stąd każdy może uzupełnić swoją wiedzę na te tematy. Przeczytałem całość i bardzo polecam. Komplet 3 tomów można zakupić np. tu: https://tedeum.pl/pl/p/Katolicka-Etyka-Wychowawcza-komplet/1310
Książki posiadam i wygrzebałem z biblioteki. Kiedyś się do nich przymierzałem, ale nie należą do najłatwiejszych. Spróbuję przewertować.
Chociaż się staram to żadna ze mnie warstwa inteligencka. No i do do takiej lektury trzeba mieć względnie świeży umysł, żeby coś z tego wynosić. Na obecnym etapie mojego życia z takimi luksusami bywa różnie :)
Tak czy siak. Dzięki za dobry trop.
W tym temacie gorąco polecam materiały fundacji Ad Arma oraz p. Jacka Hogi, prezesa tejże oraz tradycyjnego katolika. Dużo jest do posłuchania o moralnym obowiązku obrony, karze śmierci, obronności kraju, dostępie do broni, etc. Jasno, logicznie, klarownie. Pacyfizm jest ideologią samobójczą a czasy idą niespokojne, więc dla wspólnego dobra musimy wyjść ze stanu rozbrojenia mentalnego i materialnego. Warto zacząć od broni czarnoprochowej.
Kilka razy słuchałem Jacka Hoga i zawsze były to bardzo ciekawe materiały.
Wiem, że mógłbym sam się pofatygować, ale czy mogę prosić o jakieś ciekawe linki dotyczące tematu?
Właściwie większość jego materiałów dotyka tego tematu. Ot pierwsze z brzegu, krótszy i dłuższy:
https://youtu.be/cNSydmYsC68
https://youtu.be/pSVwzunDbm4
Mnie również nurtuje kwestia kary śmierci. Wiem, że za karą śmierci są Grzegorz Braun i Krzysztof Bosak. Decydowanie o czyimś życiu zawsze mi się kłóciło z katolicką nauką.
Dziękuję Panu za ten temat, oraz komentującym, dzięki którym będę mógł zaznajomić się z odpowiednią literaturą.
Św. Tomasz z Akwinu pięknie tłumaczył tę kwestię.
Mógłby Pan podać tytuł dzieła, w którym św. Tomasz z Akwinu to wyjaśnia?
Bardzo się cieszę, że temat wzbudził zainteresowanie.
Pojawił się Św. Tomasz z Akwinu.
Poprawcie mnie, ale z tego co mi wiadomo wg Świętego użyta siła musi być proporcjonalna do zagrożenia. Należy przy tym wystrzegać się pozbawienia kogoś życia.
Teraz wyobraźcie sobie, że macie użyć "odpowiedniej siły" w momencie stresu lub śmiertelnego zagrożenia życia bliskich lub rodziny. Tu nawet nie ma chwili czasu na zastanowienie...
Wspominałem tam wyżej, że w tym kraju nawet policjanci boją się użyć broni przeciwko agresywnemu mężczyźnie, który taranuje wszystko samochodem (nie krytykuję tu policjantów, bo to w większości nie ich wina). Żołnierzom, którzy narażają dla nas swoje życie zakazuje się używania broni na granicy z Białorusią. Z kolei na Uniwersytecie (podobno) przez niemal godzinę nie znalazł się nikt kto by obezwładnił osobnika paradującego sobie z siekierą wskutek czego życie straciła niewinna kobieta.
Dorzucę coś jeszcze:
Na kursie pierwszej pomocy z ratownikiem pola walki jeden z kursantów zapytał prowadzącego o sytuację z Uniwersytetu Warszawskiego. Prowadzący jest byłym żołnierzem i posiadaczem broni palnej. Kursant zasugerował prowadzącemu, że pewnie by strzelał w nogi. Na co prowadzący dał odpowiedź zatrważającą dla wszystkich:
"W nogi? ABSOLUTNIE. Jak już strzelać to tak, żeby zabić. Inaczej tamta osoba może zeznawać i sprawa w tym kraju z góry przegrana. Już lepiej noście ze sobą gaz pieprzowy."
Czytałem też o wyroku w którymś polskim mieście. Mężczyzna BRONIĄC swojej rodziny i miru domowego strzelił włamywaczowi w brzuch. Napastnik nie przeżył. Sąd potem ciągał tego człowieka za to, że skoro jest strzelcem to przecież potrafi strzelać i powinien celować w kończyny. Kto jest w stanie celować w kończyny w tak stresującej i niebezpiecznej sytuacji?
Tam wyżej jest bardzo mądre zdanie:
"Pacyfizm jest ideologią samobójczą a czasy idą niespokojne, więc dla wspólnego dobra musimy wyjść ze stanu rozbrojenia mentalnego i materialnego."
W pełni to popieram i dlatego próbuję te zaniedbane kwestie nadrabiać i mentalnie (np. tutaj) i materialnie. Pozwolenie na broń do celów sportowych to nie jest taka trudna sprawa jakby się mogło wydawać. A jeśli nie broń to może warto mieć chociaż pod ręką porządny gaz pieprzowy? Dla dobra wspólnego i bezpieczeńswa siebie i innych.
Można czasem się spotkać ze zdaniem:
"Złego człowieka z bronią może zatrzymać dobry człowiek z bronią".
Warto to rozważyć.
Kilka kwestii:
1. siła proporcjonalna do zagrożenia – to jest straszny błąd, gdyż oczywiście nie można strzelać do dzieciaka, który wlazł nam na posesję a piłką, ale w sytuacji prawdziwego zagrożenia musimy bronić się przede wszystkim SKUTECZNIE, tj. wykorzystując wszystkie szanse do unieszkodliwienia napastnika. Jeśli zachowamy skrupuły, „żeby za bardzo nie uszkodzić” to z automatu pozbawiamy się pewnej liczby szans. Poza tym taka walka to nie „rycerski pojedynek” gdzie jak na pałki to na pałki, więc nie mogę wyjąć pistoletu. Niestety jak wspominałem polskie prawo jest patologiczne, gdyż istnieją zapisy o „niewspółmierności do niebezpieczeństwa” i „rażącym przekroczeniu granic obrony”. Ciekawe jak w ciemnym zaułku mam ocenić czy ktoś chce mnie „tylko” okraść czy poderżnąć gardło? Niestety sądy są różne i są przypadki uniewinnienia w przypadku zabicia w samoobronie, są przypadki kłopotów prawnych, ale przecież nie można od tego uzależniać decyzji czy dać się zabić albo nie stanąć w obronie niewinnej osoby.
2. Strzelanie w nogi to bardzo zły pomysł, gdyż 1) z zasady mierzy się w miejsce które najłatwiej trafić czyli korpus, 2) w przypadku nietrafienia amunicją pełnopłaszczową można samemu dostać rykoszetem albo jeszcze gorzej, zabić osobę postronną 3) trafienie np. w tętnicę udową jest bardziej śmiertelne niż postrzał w płuco, gdyż w kilka minut można się wykrwawić na śmierć.
3. Przy gazie pieprzowym trzeba patrzeć na stopień zjadliwości mierzony w SHU – im więcej tym lepiej, najlepsze produkuje chyba firma FOX. Niemniej są sytuacje gdzie gaz, nóż czy pałka nie wystarczą. Ot np. w zeszłym roku: w Sanoku wieczorem do domu włamuje się czterech Gruzinów z młotkami, obezwładniają domowników i torturami zmuszają do oddania kosztowności. Jednego można by obezwładnić gazem, ale czterech? Tylko natychmiastowy strzał z broni palnej mógłby powstrzymać taki napad, bo jak mówi stare przysłowie: Nec Hercules contra plures. Skuteczna obrona często musi być zdecydowana i bezlitosna i wbrew pozorom nie kłóci się z przykazaniem miłości, bo w ten sposób minimalizuje się straty i natychmiast studzi zapał napastników.
Bardzo dziękuję. Zarówno za ten wpis jak i za ten wykład Jacka Hogi "Moralny obowiązek obrony". Wykład jest rewelacyjny i powinien dotrzeć do wielu osób, które chociaż trochę myślą o obronie koniecznej. Tematyką jednak interesuje się niewielu i stąd jest jak jest.
Pozostaje dalej pracować nad swoją głową i własnym otoczeniem.
Serdecznie pozdrawiam!
Sursum corda i ad arma :)