Obrona konieczna i odpowiedzialność za bezpieczeństwo innych

  @Robert
16.06.2025
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

W dniu wczorajszym obchodziliśmy Uroczystość Trójcy Przenajświętszej.

W jednym z opisów do lekcji można wyczytać:
Tajemnica Trójcy Przenajświętszej, podobnie jak wszystkie tajemnice wiary, nie jest sprzeczna z naszym rozumem, lecz przewyższa nasze zdolności poznawcze.

"Przewyższa nasze zdolności poznawcze", czyli moja ułomna ludzka natura nie jest zdolna do  zrozumienia tego.  Wydaje się to jasne i klarowne. 

Są jednak takie zagadnienia z którymi mój rozum wciąż zmaga się i szuka tej prawdy. Dlatego jako ten ułomny proszę o mądre katolickie źródła, które mi te rzeczy bardziej rozjaśnią i pozwolą wypracować stanowisko. Nie chcę się opierać tylko na mojej ocenie, bo już wiele razy się przekonałem, że to błędne podejście.

Pierwsze zagadnienie to kara śmierci. Wielu z łatwością wysnuwa tezy:

1. Kara śmierci to barbarzyństwo.
lub przeciwnie w drugą stronę:
2. Kara śmierci dla każdego zwyrodnialca, mordercy lub zdrajcy który na nią zasłużył. 

Ja nie potrafię jednoznacznie do tego podejść. Kiedy poruszam ten temat to następuje zazwyczaj nagłe milczenie.  Może to oznaczać, że inni też mają z tym problem. Ewentualnie sprawa jest tak oczywista, a ja jestem na nią za bardzo ułomny.  Ta kwestia raczej nie będzie bezpośrednio dotyczyła mojego życia. Dlatego ja nie o tym.

Założyłem tam poniżej temat dotyczący innego zagadnienia, czyli obrony koniecznej.  Znowu poprosiłem o jakieś mądre katolickie źródła, które mi to wyjaśnią i pozwolą wypracować lepszy ogląd.. Temat również pozostaje bez odzewu. Dlaczego jest taka cisza? 
Przecież to takie ważne i może dotyczyć każdego z nas (nikomu nie życzę).

Żyjemy w czasach, kiedy niewielu ma odwagę brać odpowiedzialność za bezpieczństwo innych. Nie będę wchodził szerzej w temat dlaczego tak jest. Na zachodzie dosyć powszechne już jest omijanie krzywdzonych osób (byleby mnie to nie spotkało). W naszym kraju po Uniwersytecie Warszawskim  chodził osobnik z siekierą, a żaden ze studentów nie wpadł na pomysł, żeby wezwać służby (już nie wymagajmy bohaterstwa, żeby ktoś go tam jakoś unieszkodliwiał). Finalnie życie straciła niewinna kobieta, a napastnika obezwładniał gołymi rękoma ochroniarz. 
W przyspieszonym tempie gonimy zachód. Przecież taki telefon na policję w jakiejkolwiek sprawie to też późniejsze biurokratyczne problemy. Po co się narażać na jakiekolwiek niedogodności prawda?

W innym miejscu w Bolkowie pod Biedroną policjanci nie mieli odwagi użyć broni palnej przeciwko osobnikowi, który agresywnie szarżował samochodem i mógł zrobić krzywdę innym ludziom. 
Skoro policjani nie mają odwagi używać w tym kraju broni palnej to kto ma mieć odwagę? Szczęśliwie ten agresywny człowiek nie zabił np. jakiegoś dziecka. Nie oceniam w tej sytuacji nikogo i nie krytykuję. Po prostu się pytam: gdzie my żyjemy?

Głośno było i jest o sytuacji naszych żołnierzy, którym zabrania się używania broni na granicy z Białorusią. Są stawiani przed dylematem: nie użyć broni i byc może stracić życie, czy użyć tej broni i być potem do końca życia ciąganym przez opresyjne władze.
Jak w tym stresie i przy takiej presji można podejmować racjonalne decyzje w tak trudnej służbie jaką jest funkcja żołnierza?

Na koniec:
W pobliskim sklepie była taka sytuacja. Dwóch młodych chłopaków napadło na kasjerkę. Jeden miał w ręku atrapę pistoletu, drugi pałkę teleskopową. Chcieli pieniędzy. Nagle do sklepu wpadł właściciel i w amoku zaczął jednego z chłopaków dźgać nożem. Napastnicy uciekli z miejsca zdarzenia. W wyniku obrażeń od noża jeden z tych chłopaków zaraz potem zmarł.  
Jakież tu są straszliwe dylematy dla katolika, który chce żyć zawsze w zgodzie z prawdą i swoje decyzje zawsze podejmować zgodnie z Wolą Bożą...

2 skrajne wybory i żaden na pierwszy rzut oka nie jest dobry:
- pozwolić się okraść, zaryzykować życiem bezbronnych osób i puścić takich napastników wolno (może taki człowiek kiedyś odpokutuje swoje winy?)
- pozbawić życia takiego błądzącego człowieka, wyeliminować zagrożenie i tym samym zabrać mu definitywnie szansę na powrót na właściwą ścieżkę.

Dlaczego o tym mówię? Każdy z nas może znaleźć się w takiej sytuacji. Warto wtedy mieć odpowiednio poukładane w głowie i podjąć właściwe decyzje.

Niezmiennie proszę o jakieś ciekawe książki, źródła lub wypowiedzi katolików Tradycji, którzy na codzień zmagają się takimi sprawami.  Może ktoś rozmawiał na ten temat z kapłanem z Bractwa? 

Z Panem Bogiem







Komentarze