"Bardzo dziękuję, że jest Pan gorący, a nie letni. To jest piękne". Taki komentarz wyczytałem na jutubie. W zasadzie to by wystarczył bo mówi już wszystko. Dodam jednak coś jeszcze. Czytajcie Księgi Machabejskie i dobrze je rozeznawajcie. Najlepiej znalezc ich tlumaczenia przez kapłanów FSSPX, bo wcale proste nie są. Znajdziecie wiele podobieństw do czasów obecnych. Dziś znowu w tak wielu miejscach widać "posąg Zeusa" i ohydę spustoszenia w Świątyni. Widać też wielką i przytłaczającą potęge wroga. Poprzez globalizację przejmuje on krok po kroku świat. Ludzie masowo odchodzą od wiary lub nie przywiązują do niej większej wagi. Tak wielu pozornie "sprawiedliwych" się sprzedało lub odeszło od ideałów. Niektórzy poszli na układ z nieprzyjacielem, bo to oznacza łatwiejsze życie. Nie ma też zbyt wielu chętnych by się narazić potężnemu wrogowi, bo to wielkie ryzyko. Są jednak też osoby, które stoją twardo w Prawdzie i mówią "ani kroku dalej!". To "Machabeusze", którzy za każdą cenę będą bronić swojego Zbawiciela. W tym brudnym i sprzedajnym świecie dzięki Panu Bogu są jeszcze osoby, które święcą przepięknym światłem Prawdy - Dawid Mysior, Grzegorz Braun, Paweł Lisicki. Ja też dziękuję, że jest Pan Panie Dawidzie gorący, a nie letni i proszę nie schodzić z tej drogi.
Komentarze
Laudetur Iesus Christus!
Panie Robercie, Opatrzność czuwa nad nami.
Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny miej w opiece i błogosław wszystkich Sprawiedliwych.
Z Panem Bogiem
In saecula saeculorum. Amen.
Panie Przemysławie, zgadzam się. Opatrznośc czuwa nad nami. Nawet jak się nam wydaje, że wszystko idzie w złym kierunku. Dołączam się też do tej pięknej intencji.
Staram się ostatnio dobrze poznać książeczkę Tomasza a Kempisa "O naśladowaniu Chrystusa".
Jest tam napisane:
"Strzeż się, jak tylko możesz, ludzkiego zgiełku, gdyż rozprawianie o świeckich sprawach wyrządza wiele szkód, nawet gdy ktoś kieruje się dobrą intencją (...) Jakże często chciałbym zachować milczenie i wyrzec się towarzystwa ludzi. (...) Mówimy tak często dlatego, że w rozmowie szukamy pociech i pokrzepienia serca, znużonego nadmiarem myśli (...)."
Mi tak naprawdę trochę było tęskno do ludzi i do świata. Po niezasłużonym odnalezieniu Mszy Wszech Czasów początkowo trochę mi doskwierało "zostanie odludkiem" i porzucenie starych przyzwyczajeń. Można tak powiedzieć, że cały świat był trochę przeciwko mnie. Dziś postrzegam to już inaczej. Czasem wspominam stare życie, ale wolę obecne.
Jestem w Tradycji młodziutkim narybkiem, ale bardzo szczęśliwym i wdzięcznym, że bylo mi dane ją odnaleźć. Wiele muszę nad sobą pracować, ale przynajmniej wiem, że jestem na właściwej drodze. Wciąż też jeszcze zdarza się, że ogarnia mnie trwoga, czy na pewno dam radę wytrwać w Prawdzie w jakiś bardziej hardkorowych okolicznościach. Wciąż trzeba nad tym pracować.
Dobry Pan Bóg często kieruje Sprawiedliwych do siebie, żeby wzajemnie się umacniali.
Przez ten krótki czas mojej przygody z Tradycją wiele się wydarzyło. Zdążyłem już odnaleźć lekarza z powołania przywiązanego do Tradycji. Po drodze Pan Dawid założył tu nam rezerwat dla Indian - jak sam to określił Polską Wandeę XXI wi. Są już jakieś tam malutkie sukcesy w walce o najbliższych. Ostatnio na Konferencji "Śmierć Rozumu" poznałem Pana Adama (serdecznie pozdrawiam!), który światopoglądowo okazał się moją kopią. W przerwach kawowych nie mogliśmy się wygadać.
Na końcówce tej Konferencji wspaniały ksiądz Michał Wierzejewski, kiedy ktoś mu zadał "apokaliptyczne" pytanie odpowiedział coś w stylu:
"Przecież zebraliśmy się, siedzimy i gadamy o ciekawych rzeczach. Nie jest wcale tak źle".
Nie jest wcale tak źle i grzechem jest narzekać.
Jak ktoś się wgryzie w książeczkę Tomasza a Kempisa "O naśladowaniu Chrystusa" zrozumie, że bez ciężkiej pracy, pokory, cierpienia i krzyża nie ma prawdziwego życia duchowego.
My natomiast w tej naszej drodze szukajmy się i umacniajmy, żeby wytrwać w Prawdzie. Budźmy innych i sami pracujmy na 120%.
Z Panem Bogiem
Uwaga, bez żadnych sugestii pytam. Czy można uznać wyznawców Talmudu, jako tych, którzy wypowiedzieli chrześcijaństwu wojnę i prowadzą przeciw Kościołowi walkę napastniczą? Robią to w sposób niezwykle przebiegły tak, że wykorzystują do tej walki wielu spośród nas i obracają nas przeciw sobie. Bo jeśli można, to czy można uznać, że obrona jest konieczna i to metodami, które będą skuteczne i wystarczające. Czy mogą to być metody prawne i dyplomatyczne? Cóż, jeśli oni nas uważają za zwierzęta w ciałach ludzkich o powołaniu służebnym wobec nich, to język dyplomacji i prawa nie zadziała. A więc? Czy pozostaje język przemocy? Czy nie do takich wniosków dochodzili władcy różnych narodów, wypędzając Żydów z ich ziem? Czy katolik w obronie własnych świętości ma prawo użyć przemocy prewencyjnej wobec takiego przeciwnika?
Nie czuję się na siłach, żeby skonstruować jedną prawidłową odpowiedź na te pytania. To w dużej mierze kwestie moralności. Jestem przekonany, że musimy nieustannie pracować "u podstaw" w celu budzenia naszego narodu. Najpierw uświęcać siebie, potem rodziny, potem najbliższe środowisko, potem cały naród. To na 100%. Jednak bardziej "radykalne" środki muszą być podejmowane w zależności od danej sytuacji.
Apropo tematu to może nawiążmy do omawianych Ksiąg Machabejskich. Tutaj jest przemówienie Piotra Korczarowskiego o którym wspominał w materiale Pan Dawid:
https://www.youtube.com/watch?v=YjRrBpCYHuM
Przemówienie jest odważne, szczere i wspaniałe. Jednak Piotr Korczarowski, który zaznaczam jest cudownym patriotą (podejrzewam nie ze swojej winy) nie poznał właściwej interpretacji Ksiąg Machabejskich. Mówił o tym Pan Dawid.
W Starym Testamencie jest sporo krwi i brutalnej rzeczywistości. Weźmy tak z brzega ofiarowanie Izaaka przez Abrahama. Czy człowiek bez odpowiedniej intepretacji zrozumie? Ano nie zrozumie.
Ja Księgi Machabejskie na początku rozumiałem jak Piotr Korczarowski. Brutalne opisy walk Machabeuszy i traktowanie tych, którzy ulegali hellenizacji postrzegałem jako coś strasznego i niedopuszczalnego. Potrzeba było mojego dojścia (a jakże!) do Tradycji, żeby temat przerobić na nowo.
Należy znać całe tło historyczne powstania Machabeuszy, żeby dojść do odpowiedniej interpretacji.
Hellenizacja świata, masowe odchodzenie od wiary, kapłani, którzy zamiast oddawać część Panu Bogu woleli iść na siłownię, obrażanie Pana Boga na każdym kroku czego finałem był posąg Zeusa w Świątyni Jerozolimskiej.
Machabeusze powiedzieli stop. Teoretycznie skazani na porażkę poszli oddawać życie za Pana Boga. Walczyli w nierównej walce z potężnym mocarstwem. Brzydzili się tymi, którzy poszli na nawet najmniejszy układ z nieprzyjacielem i surowo ich za to karcili. Czyż to nie jest właściwa postawa? Machabeusze stawiali przy tym Pana Boga zawsze na pierwszym miejscu.
Dlaczego to taka cenna nauka na aktualne czasy?
Pan Dawid stwierdził, że nie da się obalić systemu grając w grę, który system kontroluje. Ja też tak uważam i jest to bardzo trafna sugestia. Dlatego akcja gaśnicza to był wyłom w systemie.
Podam przykład z mojego życia:
Mam znajomego o poglądach skrajnie lewicowych. Twierdzi, że jakby zobaczył księdza w bramie to by pogonił z kijem. Po akcji gaśniczej jednak dostał w twarz zbyt mocną dawką prawdy. Zatrybił wtedy i stwierdził: "ja nie cierpię tych katoli, ale też nie życzę sobie jakiś świeczników w sejmie mojego państwa".
Tym sposobem Grzegorz Braun potrząsnął "lewakiem", że chociaż trochę otworzył oczy. Jeśli Polska ma jeszcze być na mapie świata to na miekką dyplomację, umizgi z systemem i zwyczajne tchórzostwo nie ma już czasu. Zbyt dużo złego się wydarzyło w naszej Ojczyźnie. Tu trzeba zdecydowanych działań. Skoro otrzymaliśmy dar od Pana Boga w postaci Grzegorza Brauna to być może jako naród już drugiej takiej szansy mieć nie będziemy.
W czasach mniemanej pandemii ludzie, którzy wychodzili na ulice i protestowali często mówili:
"Jeśli wprowadzą ten gułag to jak ja się wytłumaczę wnukom, że gdzie ja byłem kiedy go wprowadzali..."
Polska jest aktualnie na zakręcie i w swojej chwili dziejowej. To nie jest właściwy czas na Netflixa, piwo i czipsy.