Bardzo często katolikom Tradycji zarzuca się, że stoją w miejscu i nie wychodzą do świata. Tymczasem jedna z kontrrewolucyjnych książek Jeana Ousseta mówi właśnie o działaniu. Książka była pisana w latach pięćdziesiątych, a więc przed straszliwą rewolucją obyczajową. Jakie są wasze metody walki o poprawę obyczajów w zmieniających się warunkach XXI wieku, czy społeczeństwo według was może się zmienić, czy już wszystko stracone? Proszę was o jakieś sugestie, jak małymi kroczkami odbudowywać zniszczony ład społeczny.
Komentarze
Nie, nie wszystko stracone. W działaniu trzeba się ćwiczyć. Skoro pyta Pan o rady, to miałbym takie:
1. Nie marnować czasu (jak napisał Pan Robert w poprzednim komentarzu)
2. Maksymalnie skupić się na jednym dniu. Nie myśleć o wczoraj i nie brać też na siebie jutra i przyszłości. Pan Bóg nie dał nam żadnego wpływu na przeszłość, a na przyszłość również tylko przez "dziś".
3. Obrać sobie jakiś realistyczny cel, jeżeli ma być spoza podstawowych obowiązków stanu - troska o swoją duszę, o byt, o rodzinę itp. to oczywiście nie może być kosztem obowiązków stanu. Ten cel trzeba obierać omodlająć go, a potem działać i reagować na bieżąco.
4. W wyborze celów starać się kierować Bożą Chwałą i Wolą, wszystko, nawet najsensowniejsze działania dla przywracania ładu, jeżeli robi się je przez wzgląd na cokolwiek innego niż chęć pełnienia Woli Bożej, wtedy nawet jak się cały świat nawróci to zasługa umiarkowana, bo nie mamy czynić dobra dla dobra, ale dla Boga.
5. Jak najdą wątpliwości, trzymać się obranego kursu. Age quod agis - czyń to co czynisz. Nie ma raju na ziemi:) I dlatego nie da się żyć ciągle w poczuciu sensu i celowości swoich działań. Ale jak przyjdą wątpliwości, to nie jest to właściwy moment na zmianę kursu. W wypadku wątpliwości należy kontynuować.
6. Warto mieć kierownika duchowego - pobożnego Księdza Tradycji, ale może być to na te czasy "luksus" niedostępny, zatem trzeba się modlić, żeby tę lukę Pan Bóg raczył wypełnić.
Czy ktoś chciałby coś dodać?
To temat rzeka. Najlepszą sugestią może być "nie marnuj swojego czasu". Zacznij już dziś nad sobą pracować. Nikt nie wie ile życia zostało, a zawsze jest coś dobrego do zrobienia.
Jeden uświęci swą duszę gwałtownie inny poprzez mozolną i żmudną pracę. Św. Antoni chciał zostać męczennikiem, a dostał pracę na rzecz bliźnich. Nie zawsze dzieje się tak jak chcemy, ale trzeba ufać Panu Bogu.
Sakramentalne życie, modlitwa, miłość do bliźniego, realizacja obowiązków stanu. Reszta rozwiąże się sama i prędzej czy później "odbuduje zniszczony ład społeczny". Czy znajdzie się wystarczajaco takich ludzi? Czas pokaże.
P.S: zapomniałem. W Gdyni usłyszałem od kapłana jakże mądre słowa na kazaniu. Cuda często rodzą się w ciszy, pokorze i tam gdzie mocno tego nie widać. To co głośne, mocno eskponowane i z fajerwerkami w wielu przypadkach pochodzi od diabła.
Dobre wskazówki są też w 1 liście do Tesaloniczan.
"(...) Prosimy was, bracia, abyście uznawali tych, którzy wśród was pracują, którzy przewodzą wam i w Panu was napominają. Ze względu na ich pracę otaczajcie ich szczególną miłością! Między sobą zachowujcie pokój! Prosimy was, bracia, upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, przygarniajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi! Uważajcie, aby nikt nie odpłacał złem za złe, zawsze usiłujcie czynić dobrze sobie nawzajem i wobec wszystkich! Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła."