Często słyszę zarzut, że tzw. tradycjonaliści zachowują się tak, jakby "poza tradycją nie było zbawienia". I że zamiast "budować jedność", wytykają błędy wszystkim naokoło, jakby ich droga była jedyną słuszną.
Jako "tradycjonalista" chciałbym odnieść się do tych zarzutów i rozwiać wątpliwości.
Nie mogę wypowiadać się za wszystkich "tradsów", ale ja dokładnie w ten sposób myślę.
Słowo tradycja dziś używane jest jako przeciwieństwo słowa modernizm. Katolik tradycyjny, w powszechnym rozumieniu, to ktoś, kto chodzi tylko lub przede wszystkim na Tradycyjną Mszę. W tym ujęciu mielibyśmy więc katolicyzm, a w nim tradycję i modernizm, ot, dwie różne drogi, których przedstawiciele, dla wspólnego dobra, mogliby przestać wzajemnie się czepiać.
To ujęcie jednak jest mylące. W rzeczywistości mamy raczej katolicyzm, z jego (katolicyzmu, Kościoła) nauczaniem, czyli Tradycją, a po drugiej stronie modernizm, który jest zaprzeczeniem katolicyzmu. I dlatego chcę postawić dość odważną tezę: również tzw. tradycjonaliści zbyt długo już używają słowa tradycja w sposób potoczny, dla wyraźnego odróżnienia się od (często nieświadomych) wyznawców modernizmu. Nie ma podziału na tradycję i modernizm. Jest podział na katolicyzm i modernizm. Tradycja to składowa katolicyzmu.
Czy "poza tradycją jest zbawienie"? Poza tradycją być może jest. Poza Tradycją go nie ma.
Co przez to rozumiem? Powtórzę: co ja przez to rozumiem, osoba świecka, niebędąca teologiem. Rozumiem przez to tyle, że zbawienie poza środowiskami tradycyjnymi jest o tyle, o ile inne środowiska czerpią z Tradycji (czyli niezmiennego nauczania Kościoła). Skoro Extra Ecclesiam nulla salus est, to jak mogłoby być zbawienie poza Tradycją, która jest tym, co ów Kościół (Ecclesia) głosi?
Dlatego proszę bardzo, ktoś musi odważyć się to napisać: poza Tradycją nie ma zbawienia. Każdy zbawiony, wyznający i praktykujący coś innego niż Tradycję, zbawiony będzie pomimo odstępstw, a nie przez nie.
I dlatego, z głębi serca, radzę każdemu używającemu rozumu, by nie dążył do zbawienia, idąc drogą, na której są błędy (pomimo których miałby być zbawiony), ale szukał religii miłej Panu Bogu, a taką jest jedynie religia katolicka, której Tradycja stanowi dwutysiącletni dorobek, a modernizm jest zaprzeczeniem. Dlaczego jakikolwiek "tradycjonalista" miałby, dla lepszej atmosfery, zapewniać katolików nierozumiejących czym jest i nie przylegających do Tradycji (również tych będących w modernizmie nieświadomie i być może nawet pobożniejszych niż niejeden "trads"), że "Twoje jest dobre i moje jest dobre, nie kłóćmy się", skoro w ten sposób przeczyłby... Tradycji, a więc i katolicyzmowi?
Zarówno z punktu widzenia duszy jednostki jak i przyszłości Polski, najlepszym co człowiek może zrobić jest być katolikiem. Dopóki jest nim poza tradycją z powodu niezawinionej niewiedzy, bombardowanie go słowami "poza tradycją nie ma zbawienia" jest być może niefortunne. Im bardziej jednak ta wiedza rośnie i człowiek zaczyna odróżniać rozumem Tradycję od modernizmu (czy raczej: katolicyzm od modernizmu), wtedy warto, żeby usłyszał te słowa jak najwyraźniej: poza Tradycją nie ma zbawienia.
Zachęcam do poznania Mszy Św. Wszechczasów, ustanowionej przez św. Piusa V po wsze czasy, do słuchania kazań kapłanów tradycyjnych oraz do czytania książek katolickich wydanych przed Soborem Watykańskim II. Dla dobra duszy danej osoby i dla przyszłości Polski.
Poza Tradycją nie ma zbawienia.
Dawid Mysior
Uwaga: Każdy piszący o tej tematyce musi umiejscowić swoje słowa w pewnym spektrum, od łatwej przyswajalności do stuprocentowej poprawności teologicznej, takiej nie pozostawiającej miejsca na wątpliwości. To drugie należy do teologów i jest zwykle, najzwyczajniej w świecie, nie dla każdego. W tekstach publicystycznych stawiam sobie za cel większą przyswajalność, nigdy kosztem prawdy, ale bez obsesji, by nie pozostawić czegoś niedopowiedzianym. W przypadku niepełnej jasności któregoś sformułowania proszę interpretować je po katolicku, ewentualnie napisać w komentarzu co wymaga sprostowania.
Komentarze
Bardzo przydatny tekst. Z własnego (wciąż bardzo nikłego) doświadczenia uważam, że katolik, który faktycznie chce spróbować z miłości do innych przyciągać do "prawdziwego katolicyzmu" powinien pracować nad swoim "warsztatem" rozmowy i przekonywania. No i oczywiście odpowiednio takie działanie wcześniej przemodlić o czym wspomina Pan Dawid. Ja każdego dnia się tego uczę i kiedy mam tylko okazję staram się dyskutować i szlifować "praktykę". Skutki są oczywiście różne. Kiedy ostatnio zobaczyłem w Internecie projekt przebudowy kościoła w mojej pobliskiej parafii trochę mnie olśniło. Uświadomiłem sobie, że w rozmowie z szeroko pojętym modernistą nie muszę od razu grać tego "odmieńca", który chodzi do jakiegoś podziemnego kościoła dla "oszołomów". To zawsze ma słabe efekty, bo to co mniejszościowe i powszechnie uważane za "dziwne" jest odbierane przez ludzi z góry założonym sceptycyzmem. Od razu można zostać zaszufladkowanym jako jakiś "naganiacz" do swojego dziwnego światopoglądu. Moim zdaniem lepiej zadawać pytania na temat tego co się dzieje na Novus Ordo Missae: czy przyjmujesz Pana Jezusa na klęcząco? (dodaję, że w tradycyjnym modlitewniku na stojąco lub na rękę to grzech). Można dopytać czemu to zmienionio, że teraz wymagają na stojąco? Nawet niektórzy biskupi się bulwersują jak ktoś śmie klęczeć, bo to jakaś samowolka... Przecież nikt prawdziwie wierzący nie będzie z tego dumny, że świadomie nie okazuje wystarczającego szacunku dla Zbawiciela. Puentę można okrasić jakimiś nadużyciami liturgicznymi ze świata typu kaczuszki w Niemczech. Potem można spytać dlaczego Tabernakulum z Panem Jezusem nie jest już w centrum kościoła? Dlaczego wstawiono na środek zamiast ołtarza z Tabernakulum jakiś stół? Można wspomnieć o tym jak wygląda początek Mszy Wszechczasów i dodać różnice w nowym i starym Confiteor. Następnie wzmianka co to są balaski i czemu je likwidują? Dlaczego kapłan nagle stoi przodem do ludu i nagle stał się "swoim chłopem", a nie poświęconym Panu Bogu wybrańcem z ludu? itp. itd. To pobudza katolika tkwiącego w modernizmie do myślenia. Wydaje mi się, że po takim wstępie może trochę lepiej rozumieć istotę Eucharystii i jak okrutnie okraja się Ją z godności. Wtedy można z łezką w oku ruszać z Mszą Wszechczasów jak to kiedyś było pięknie i godnie...
Nadzwyczaj trafnie to napisaleś , aż pozwolę sobie wziąć niektóre rady do serca .
Jednak gdy zazwyczaj staram się dyskutować o rzeczach ważnych , a najwazniejszą sprawę uważam wiarę , wtedy to emocje biorą górę i człowiek nie pamięta o wszystkim czego już zdążył się nauczyć , wręcz jest pustka w głowie .
Jak zostajesz sam to później masz masę argumentów ale już jest niestety za późno by ich użyć .. ,,.. jeśli sam nie będziesz świecił - nie zapalisz innych ..,, Katolicyzm jest trudny i wymagający, dopiero w trakcie poznawania tego wszystkiego czym żył Kościół kiedyś człowiek zdaje sobie sprawę jak bardzo grzeszny , nędzny i słaby jest ..
Moja bratnia dusza walczyła o mnie chyba z 8 miesięcy. W końcu się doczekał. Miałem się za takiego głupiomądrego, że dziwi mnie, że nie dał sobie spokoju. Na start nowego etapu mojej wiary obiecałem sobie, że zacznę "wyjmować drzazgi" u innych, jak we względnie zadowalającym poziomie zdiagnozuje belkę w oku własnym. Oczywiście idealnie nie jest, ale przynajmniej w końcu już się nie usprawiedliwiam, a nazywam rzeczy po imieniu. W walce o innych nie mam jakiś super sukcesów. W zasadzie to żadnych. Wciąż walczę o najbliższe mi osoby. Jedne kompletnie temat mają w nosie, inne mnie atakują, że niby taki idealny jestem i pozjadałem wszystkie rozumy. Nie zniechęcam się. Nie przejmuję się ostracyzmem. Po własnej osobie wiem, że potrzeba czasu i modlitwy. Tak jak wyżej mówiłem dokształcam się i myślę nad metodami. Dlaczego piszę o "oświeceniu" po tym jak zobaczyłem projekt "modernistycznego kościoła"? Do tej pory zawsze byłem w "pozycji defensywnej" i narażałem się na krytykę i ocenianie przez rozmówcę. Szur, dziwak, odmieniec. Chyba każdy z nas miał z tym do czynienia. Przy powyższym podejściu to szeroko pojęty "modernista" musi spojrzeć na to wszystko przez pryzmat siebie. To jest bardzo wygodne, bo rozmowa nie idzie w kierunku jaki ja jestem, a "JAK BYĆ POWINNO?". Ja nie mam kompletnie żadnego znaczenia. Znaczenie ma mój Pan w Eucharystii i Jego notoryczne obrażanie po Soborze Watykańskim II przez ludzi mających się za katolików. Wewnętrznie czuję, że po takiej rozmowie jest naprawdę duża szansa, że jedna osoba z moich znajomych trafi na Mszę Wszechczasów. Wtedy będzie już z górki. Wystarczyła miłość tej osoby do Eucharystii, wewnętrzna potrzeba przyjęcia Pana Jezusa na kolanach i krótki opis posoborowych zmian. Wydaje się nic wielkiego, a ta osoba jak już na własne oczy zobaczy co nam katolikom zrobiono to nie wierzę, że pozostanie obojętna. W niedzielę będę o to prosił, bo nie ma tu żadnej mojej zasługi. Tak chcę myśleć i walczę z tą nieznośną pychą. Nie ukrywam, że mam też czasem pokusę takiego "rugania". Odkąd w modlitewniku Te Deum Laudamus wyczytałem, że Komunia Święta na stojąco lub na rękę to grzech uważam to jako jedno z najsilniejszych dział na "modernistę". Ma się pokusę powiedzieć: "Na kolana przed swoim Bogiem człowiecze!!!!". Lepszą metodą jest łagodność okraszona opowieścią o Uzzie, który zginął bo dotknął Arki Przymierza i w dodatku miał przecież przy tym dobre intencje. Ileż droższe jest Ciało naszego Pana Jezusa Chrystusa i jak można przed Nim nie klęczeć? No jak? Każdego modernistycznego katolika można wprowadzić w konsternację, kiedy uświadomi się mu, że stanie przy Komunii Świętej to nie jest pozycja godna i odpowiednia dla okazania szacunku wobec Majestatu Bożego. O Komunii na rękę to już nie wspominam. Ogólnie to łatwo nie jest, ale przecież nigdzie nie jest napisane, że będzie. Wręcz przeciwnie.
Przeczytałem uważnie. Zgadzam się.
Tak tylko w ramach uzupełnienia. Panie Dawidzie - bardzo dziękuję za ten wpis. Naprawdę bardzo dziękuję. Widzę jak mówienie o tym jest katolikom bardzo potrzebne. Nie myślałem, że ten wpis może wywołać taką burzę na YouTube. Czytam komentarze do tej rozprawki i nie wierzę co widzę. Jedni już Sprawki przestają słuchać, inni krytykują za radykalizm, jeszcze inni odwracają kota ogonem i czują się urażeni. Aż mi się przypomniało, kiedy szatan na wszelkie możliwe sposoby próbował sprawić, żebym nie odnalazł właściwej drogi. Tradycja przez duże T prowadzi na właściwą drogę. Mówią o tym nawet tak "wyszukane" źródłó jak wikipedia: "Katolicyzm – jeden z głównych odłamów chrześcijaństwa, najliczniejsze wyznanie chrześcijańskie, oparte na Piśmie Świętym i Tradycji apostolskiej". Szkoda, że tak wielu katolików (świadomie lub nieświadomie) nie chce tego zrozumieć, bo woli tkwić w zgniłym konformizmie, utartych schematach i własnej wygodzie. Mnie Pan swoim działaniem bardzo motywuje i proszę nie schodzić z tej drogi, bo to co Pan pisze jest prawdziwe i nie ma tu nic kontrowersyjnego. Mam też nadzieję, że się Pan jakoś przesadnie tą krytyką nie przejmuje. Serdecznie pozdrawiam!
Trafny artykuł . Stopień braku zrozumienia tekstu (bardzo jasnego w przekazie) wiedząc komentarze na YouTube jest wręcz szokujący.
Panie Dawidzie w swoim krótkim tekście zawarł Pan wszystkie najważniejsze rzeczy dotyczące tej sprawy. Ja dopiero nie dawno doszedłem do decyzji aby ni tylko nie uczestniczyć poza sytuacjami koniecznymi ( pogrzeb, ślub itp.) w NOM ale nawet gdy już uczestniczę to traktować to jakbym był na spotkaniu religijnym innej religii więc nigdy nie będę przyjmował komunii św na tego typu uroczystościach. Najkrócej to tłumaczę tak : To jest inna religia. Tak samo jak anglikanizm, prawosławie, luteranizm i branie czynnego udziału jest obrazą Pana Boga.
Ogólnie lubię materiały na stronie i uważam je za wartościowe aczkolwiek mam pewne wątpliwości co do jednego, specyficznego typu materiałów.
Mam wrażenie, być może błędne, że ta konkretne rozprawka pisana jest pod ukrytą tezę.
Zgódźmy się najpierw co do oczywistego faktu: "Poza Tradycją nie ma zbawienia". I w sumie tyle w temacie bo co tutaj dodawać w kwestii tak oczywistej.
Niemniej, moim zdaniem autor dopuszcza się manipulacji językowych by wskazać że "tradsi/tradycjonaliści" (a precyzyjniej pewna ich grupa) są jedynymi dalej podążającymi za Tradycją równocześnie nie formułując tego zarzutu wprost. Dlatego grzecznie proszę o doprecyzowanie wypowiedzi poprzez odpowiedź na kilka pytań:
- Czy zdaniem autora są katolicy którzy podążają za Tradycją, są wierni Tradycji a uczestniczą w NOM?
- Staram się uczestniczyć we Mszy Wszechczasów kiedy tylko mogę. U mnie w diecezji są tylko "indultowcy". Czy autor uważa Msze Święte odprawiane w ramach indultu za godne? Co z Mszami odprawianymi przez "Piotrowców" i IDP? Czy są godne i warte polecenia?
- Czy zdaniem autora jest jakś konkretna grupa "tradsów" która jako jedyna jest dalej wierna Tradycji? Jeśli tak to jaka?
Aha, o odpowiedź na zadane pytania proszę konkretnie autora rozprawki i tylko jego.
Może nie jako odpowiedź, ale chciałam napisać że mogłabym (i od jakiegoś czasu nawet chciałam) napisać dokładnie to samo bo moje wrażenia są podobne, jeśli nie identyczne. Tak że przyłączam się do prośby.
Dodam od siebie, iż nieraz jest bardzo przykro słuchać, że jeśli jakiś ksiądz odprawia poza indultową też NOM to już jego nauczanie, pobożność i ogólnie - "skażony modernizmem" i na pewno nic dobrego z tego i tak nie będzie bo nie jest to "prawdziwa Tradycja" jak dla mnie to osądzanie człowieka, kapłana, możliwe że jest faktycznie ich niewielu, ale jednak są
W ramach reakcji na potrzebę wyjaśnień, myślę, że duża część wątpliwości zostanie rozwiana po obejrzeniu poniższych materiałów z kanału ks. Bańki (FSSPX) „Szkoła Akwinaty” (Jest tam, rzecz jasna, dużo więcej materiałów). Jest to oczywiście punkt widzenia „tradsów” ale sądzę, że pan Dawid podziela go w ogromnej części, jeśli nie w 100%.
(a) “Czy msza w twojej parafii jest niegodna?” link: https://www.youtube.com/watch?v=JtUXkwEIwdA
(b) ”Czy nowa msza to największa katastrofa w historii Kościoła?” link: https://www.youtube.com/watch?v=BcO7XSv9wkk&t=3s
(c) “Nowa msza - rady praktyczne” link: https://www.youtube.com/watch?v=5YEN45CCtRc
(d) ”ks. Trzaska o nowej mszy: ważna czy nie ważna?” link: https://www.youtube.com/watch?v=Ug0VhSulN6U
Ciekawy tekst, aczkolwiek brakuje mi takiego przypadku: co w sytuacji, gdy jestem księdzem "posoborowym" i - odkrywając Tradycję - w nauczaniu staram się posługiwać treściami z niej wynikającymi chociaż sprawuję Najświętszą Ofiarę w nowym rycie? Co więcej, zamierzam nauczyć się sprawować Mszę Świętą w klasycznym rycie rzymskim ale nie rezygnować z NOM. Próbuję ocalić co się da z NOM i w taki sposób ją sprawować by nie zasłaniać sobą Pana Jezusa - w sumie przestało być to dla mnie trudnością. Gdyby jeszcze dało radę - zgodnie z sugestią kard. Saraha, potępioną przez papieża Franciszka - sprawować ją ad orientem po zakończeniu Liturgii Słowa (czasem się udaje jak zastępuję kapelana w sanktuarium, gdzie jest tylko "tradycyjny" ołtarz)...