Czy gdyby Polska była wciągnięta do wojny obecnie czy warto iść i walczyć i przelewać krew swoją za kraj który nie chroni życia najmniejszych, za kraj który deprawuje dzieci i młodzież, którym rządzą zdrajcy Polski, osoby polsko-języczne i kretyni . Czy lepiej wyjechać z kraju i na to nie patrzeć ?
Komentarze
A ja mam przeczucie lub raczej głęboką wiarę w to, że staniemy przed wielkim testem, ze Polska zostanie przesiana i oczyszczona. Czy jest jeszcze jakis inny kraj w skali Europy lub nawet świata gdzie jest jeszcze zachowana wiara w ludziach, gdzie kościoły wciąż (mimo, ze tendencja jest spadkowa) wypełniają sie wiernymi? Fakt, że wiara jest byle jaka, że te kościoły i te Msze pozostawiają coraz więcej do życzenia ale coś jest w tych naszych polskich sercach co odróżnia nas od innych nacji, co jednak wcale nie czyni nas lepszymi. Świetnie tę kwestię ujął znany mariolog Wincenty Łaszewski, który w pewnym wywiadzie dotyczącym wybraństwa Polski przez Maryję, stwierdził, że my w niczym nie jesteśmy lepsi od innych narodów, mamy sporo wad narodowych i jesteśmy tylko "marną miotłą" ale tym co nas odróżnia to jest świadomość właśnie tego, że jesteśmy tylko i wyłącznie tą "marną miotłą", wiemy, że grzeszymy, i się jeszcze spowiadamy a inne narody tego nie robią! Być może właśnie dlatego Bóg może wziąść tę marną miotłę i zrobić nią porządek. https://m.youtube.com/watch?v=LV-EJQzWr4M
Do czego zmierzam? Otóż wierzę głeboko (i to właśnie wiara jest tu kluczem), że Maryja nas ocali, każdy z nas stanie przed dylematem, przed wyborem decydującym o losach każdego z osobna i całego narodu. Zostaliśmy pozbawieni wszelkiej militarnej mozliwosci obrony, nie mamy sprzetu, broni, wojsko jest w rozsypce, w razie zagrożenia nastanie chaos o jakim nam się nie śniło. Powódź pokazała, ze brakuje koordynacji i sprawnego zarzadzania w sytuacjach kryzysowych. Bedziemy zupełnie sami, otoczeni przez wrogow lub sojusznikow, ktorzy tylko czekają aby skorzystac na naszym nieszczęściu i urwac z tego tortu coś dla siebie. Nadejdzie czarna noc ale tej nocy najgorszą rzeczą bedzie ucieczka za granice. Nasze granice sa obmodlone, nasza ziemia poswiecona i użyźniona krwią meczennikow. Zostanie nam tylko wiara i modlitwa. Gdy wszyscy masowo beda uciekac my, ktorzy głeboko wierzymy musimy robic odwrotnie, (tak jak za covidu). To będzie to oczyszczenie, to odzielenie plew. Zastanówcie się, czym sie bedziecie kierować w decyzji czy uciec czy zostać? Co zadecyduje kwestia ludzka? czy w innym kraju bedziecie miec dostep do Mszy? do Eucharystii? Rodacy naznaczcie swe drzwi krwią Baranka a anioł śmierci nasz dom/ojczyzne ominie chocby wszystkie znaki na niebie i ziemi (i w telewizorze, i alerty RCB) mowiły co innego. Po cóż by było tyle proroctw świetych, cały nurt mesjanizmu Polski w literaturze jaki sens by miały słowa Jezusa i Maryji, że nasz naród szczególnie umilowala? To wszystko moim zdaniem jest na TĄ chwilę by nas wzmocnić, by nas utwierdzić w wierze. Kto chce zachować życie straci je a kto straci życie z mojego powodu zachowa je. Zauważcie, że w tych słowach jest wskazanie by działać odwrotnie niż wskazuje ludzkie myślenie. Zasłużona kara Boga przyjdzie na ten świat ale jak mówiła pewna mistyczka my Polacy już swój kielich goryczy wypiliśmy. Wektory się odwrócą i to w momencie, kiedy nikt się nie bedzie tego spodziewał. Chwyćmy za różańce i ufajmy Panu. Bądźmy jak Mojzesz i nie opuszczajmy rąk w modlitwie.
"... jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita (Wj 17,11)".
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Mam podobny dylemat... Jeśli widzę, że moja Ojczyzna jest opanowana przez bandę złoczyńców, których planem może być właśnie wysłanie mnie na jakąś ichniejszą wojnę, nie po to, żeby walczyć o dobro Ojczyzny, ale tylko po to żebym tam padł gdzieś na froncie i żebym nie wrócił do rodziny, przez co realnie Polska ma jeszcze bardziej upaść, to czy mam moralne prawo powiedzieć "veto"?
Ja już dziś czuję się jak na wojnie - ale wojnie dobra ze złem. Na tym polu walki się nie oszczędzam. Staram się być walecznym katolikiem i boli mnie, że moje wszystkie dotychczasowe starania na rzecz katolickiej Polski, mogą zostać przez wielu wymazane, tylko dlatego, że kiedyś na wezwanie A.Dudy (lub innej marionetki panów globalistów) nie oddam się do dyspozycji wojska. Spodziewam się, że nawet inni katolicy będą mi mówić "tchórz" i "dezerter". Dla mnie ważniejsze od opinii innych jest czystość sumienia i działanie zgodne z Wolą Bożą. Nie po to Pan Bóg otworzył mi oczy, żebym ślepo przyjmował narrację polityków. Niczego im nie przyrzekałem. Nie ślubowałem swojego oddania dla wojska... Żeby zmienić swoje myślenie musiałbym wpierw przekonać się, że biorę udział w wojnie sprawiedliwej. W innym przypadku nie wyobrażam sobie wziąć karabin i strzelać do drugiego człowieka, tylko dlatego, że tak mi nakazał jakiś skorumpowany urzędnik państwowy... Temat jest trudny i trapi mnie od długiego czasu. Panie Jezu, proszę, Ty się tym zajmij.
Przykład kraju za wschodnią granicą pokazuje, że najpierw giną ci najbardziej zmotywowani, potem niszczone są kolejne miejscowości za pomocą środków przed którymi nie ma obrony (artyleria lufowa i rakietowa). W procesie destrukcji miast giną ci, którzy zostali zmobilizowani przymusowo a na koniec rządzący oddają to czego żąda agresor lub ustalą między sobą mocarstwa. Ostatecznie pozostaje materialnie zniszczony kraj ze zrujnowaną gospodarką i katastrofą demograficzną - kilka milionów ludzi (najczęściej w wieku produkcyjnym i rozrodczym) trafia w otwarte ramiona sąsiadów, którzy chętnie zatrudnią za minimalną płacę trochę niewolników. Raczej nie ma w takiej walce miejsca na bohaterstwo, w konflikcie gdzie 3/4 zabitych i rannych nawet nie wie co ich trafiło zadając śmierć. Ten konflikt bardzo różni się od np. II wojny światowej: stosunek ukraińskich ofiar cywilnych do zabitych i rannych żołnierzy to jak 1:10 (za wiki, uśredniam na oko: 30.000 zabitych cywilów do 300.000 rannych i zabitych żołnierzy). Osobiście nie wiem co o tym wszystkim myśleć - kocham moją Ojczyznę, na tej świętej ziemi są min. groby moich przodków, lecz obecny konflikt ma charakter tzw wojny zastępczej i nie jestem przekonany, że najbardziej roztropnym wyjściem byłoby dać się pozabijać podczas gdy beneficjenci konfliktu liczyliby zyski i ustalali nowe strefy wpływów... Być może należałoby infiltrować armię po to aby w razie konieczności zrobiła to co trzeba, aby jednak tak się stało większość korpusu musiałaby mieć odpowiednią motywacje. Z drugiej strony wejście w system, nawet znalezienie się w rezerwie wiąże ręce, utrudnia np. ewakuacje rodziny.
Otóż to. Zgadzam się z takim spojrzeniem.
Najlepiej starać się przeżyć, a jak Bóg da to potem budować od 0 prawdziwa Polskę. W ostatniej wojnie ginęli najlepsi i mamy co mamy.
Jak kiedyś zaczęłam o tym myśleć to w pierwszej chwili - uciekać żeby ochronić rodzinę. Ale potem przychodzą już mniej emocjonalne przemyślenia - po pierwsze - czego to nauczy moje dzieci - w szczególności piątkę synów. Drugie - uciekać? Gdzie? Czy jest jakieś realne miejsce do którego można dotrzeć, będzie tam możliwość decydowania o wychowaniu, edukacji dzieci? Np edukacji domowej? Może lepiej zginąć/przeżyć tu mając szansę na wpływ na cokolwiek niż uciekać i żałować bo trafiło się "pod rynnę"
W kwestii ED to chyba USA albo Meksyk.
ja się zastanawiam czy warto iść na wojnę i przelać swoją krew za państwo:
- które zezwala na zabijanie najbardziej bezbronnych,
-które tworzy prawo aby Polacy byli we własnym kraju obywatelami drugiej kategorii ,
-odbiera obywatelom prawo do własności,
- które nie wypełnia obowiązku aby obywatele czuli się bezpiecznie we własnym kraju,
- które niszczy swoją kulturę na której Państwo zostało stworzone i wyrosło,
- gdzie politycy którzy rządzą krajem nie reprezentują interesów Polski, czy to przez głosowania w sejmie czy europarlamencie ( przed wojną w czasie wojny i po wojnie będą rządzić ci sami ),
Czy to mogła by być wojna sprawiedliwa? Przez wybory jakie ludzie dokonują od lat ( bo mniejsze zło, kompromis, bo ten ma większe szanse a ci nie mają w ogóle szansy wejścia do rządu itd. itd.) Czy to by była sprawiedliwa wojna przelać krew za takie państwo - "róbta co chceta" ? wg. mojej opinii wcale.
Słynne jest zdanie:
"Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju”
Może warto wziąć sobie to do serca?
Jestem świadom tego jak upodlona została moja Ojczyzna. Wiem, że u władzy mamy aktualnie obcych agentów i zdrajców. Dobrze widzę, że na wschodzie wojna polegała i w sumie dalej polega głównie na "mieleniu mięsa". Wielu władców tego świata Polskę i Polaków w tej roli "mięsa" by chętnie zobaczyło. Póki jeszcze mamy możliwość trzeba walczyć, żeby tym "mięsem" nie zostac.
Nie przepadam, kiedy ktoś pisze roszczeniowo, że to wszystko wina Ojczyzny. Takie podejście to z reguły podejście słabych ludzi naszych czasów, przyzwyczajonych do przesadnego dobrobytu i komfortu. Wszystko im się należy. Nie mają żadnej woli, żeby tę Ojczyznę odzyskać.
Nikt już nie pamięta jak wielu naszych wspaniałych przodków oddało krew, życie, wszystko, żebyśmy mogli mieć chociaż tę upodloną Ojczyznę. Jak można o tym zapomnieć? Jak można nie doceniać ich poświęcenia? Jak teraz można oddać to co swoją katorgą wywalczyli całkowitym walkowerem?
Dziś zamiast oczerniać wszędzie Ojczyznę lepiej wziąć się za jej odbudowę zaczynając ostro od siebie. Wtedy jeśli Pan Bóg pozwoli może przyjdzie czas i nadzieja na jej odbudowanie. Jeśli jednak po raz kolejny będzie potrzebna krew Polaków, to chociaż człowiek będzie miał czyste sumienie.
Szeroko pojęta Tradycja katolicka, wytwarzanie zdrowej żywności, patriotyczne i mądre edukowanie dzieci, umiejętność samoobrony i posługiwania się bronią, pierwsza pomoc, zgromadzenie zapasów na trudne czasy. Kto wie, może uda się jeszcze zmienić bieg historii i Ojczyznę odzyskać. Ewentualnie chociaż pomóc słabszym, którzy mogą nie wytrzymać nawet dnia potwornego czasu wojny.
Zamiast oczerniać swoją umęczoną Ojczyznę może lepiej zacząć się za nią modlić?
"Przed Twe ołtarze zanosim błaganie: Ojczyznę wolną, racz nam zwrócić Panie...".
To nie kraj nie chroni dzieci, to nie kraj demoralizuje młodzież tylko aktualnie rządzący politycy, którzy moim zdaniem wcale nie zostali przez Polaków wybrani, ale to temat na osobną rozprawkę. Zawsze warto stanąć do walki o swoją Ojczyznę oraz rodzinę i ta walka wcale nie musi oznaczać walki z bronią palną w ręku. Na wojnie są potrzebni ci którzy z bronią walczą oraz ci którzy tych walczących wspierają. Mam tu na myśli produkcję amunicji, żywności, oraz modlitwę i patriotyczne oraz katolickie wychowywanie dzieci.
Podejście „nie warto walczyć o Ojczyznę bo ona nie jest taka jak powinna” jest mi z gruntu obce. Natomiast będąc świadomym jak działają procesy globalnej polityki, gdzie nie ma miejsca na żadne sentymenty, trzeba mieć na względzie to, że aby Ojczyzna przetrwała i mogła się odbudować, muszą przetrwać ludzie. W związku z powyższym potrzebne jest wyważenie między konieczną obroną terytorium a straceńczą walką która nie ma szans przynieść korzyści. Dlatego w razie napaści – tak, dobrze byłoby walczyć ale żadnych powstań styczniowych nie urządzać. Pytanie brzmi kto ma walczyć i czy zawsze ucieczka jest zła. Walczyć ma generalnie wojsko czyli zawodowcy plus pobór młodych ludzi ale ojcowie gromadki dzieci powinni jednak skupić się na zachowaniu w zdrowiu swojej rodziny. Dlatego nie miałbym cienia żalu dla kogoś kto mając dzieci spakowałby manatki i wiał za granicę. Bo wojna to nie jest utrata komfortu, trudności z zaopatrzeniem, zimno i niewygody. To także śmierć cywilów w tym dzieci, nierzadko ze szczególnym okrucieństwem, okaleczenie psychiczne.
Romantyzm 0, pragmatyzm 10.
To tylko moja opinia człowieka już niemłodego, który ze swoim zdrowiem i tak w wojsku się nie przyda.
Dziękuję za Pański komentarz.
Ja osobiście cały czas walczę. Wpłacam pieniądze na projekty bractwa Piusa X. Wpłacam pieniądze na kampanię Mentzena. Jeżeli prezydentem zostanie Mentzen a Konfederacja przejmie władzę to zostanę i będę bronił ojczyzny. Jeżeli nie to zacznę emigrować do Teksasu.
Każdy kto kocha swój kraj,przelał by krew..Co to za pytanie,które w dalszej części sugeruje idp!? Za swój kraj walczę,nie za polityków. Lecz jeśliby mieli mi kazać robić rzeczy wbrew mnie,to zrobię wg sumienia swego i liczę na sąd sprawiedliwy Boga. Cóż z tego,że życie zachowam a duszę stracę? Wolę stracić życie doczesne niźli życie wieczne...
z całym szacunkiem ale jakoś nie widzę Pani z karabinem w okopie czy jakimś budynku w trakcie działań wojennych i ostrzeliwującej wroga czy nawet likwidującej wroga. Wygłaszanie peanów na temat przelewania krwi za "ojczyznę" to szkole podstawowej dzieciom można wpajać . Bo pójść walczyć za ojczyznę która rządzą łotry ,sprzedawcy i wszelkiej maści zdrajcy a przeciętni obywatele walczą , krew przelewają giną a po zakończeniu działań wojennych ci sami sprzedawczyki dalej rządzą krajem co zadaje sobie pytanie Czy to w ogóle jest moja ojczyzna czy tylko zamieszkuje na tej ziemi karmiony przez polskojęzycznych dygnitarzy wielkimi wzniosłymi hasłami : że ojczyzna wzywa, że przodkowie krew przelewali a ty co .... Takie coś już do mnie nie przemawia.
W tym kontekście, jak zawsze skromnie, polecam swój wpis:
https://sprawki.pl/sprawki/2522-NnyWca2FtbfCi1jw
Tez sie nad tym zastanawiam, rzadzacy sa czesto wiekszym wrogiem niz potencjalny nieprzyjaciel.
Problem polega na tym, że na podstawie powszechnie dostępnych źródeł informacji, w chwili obecnej nie jesteśmy przygotowani na starcie z FR, zarówno sami jak i w ramach NATO czy z pomocą sojuszników z regionu.
https://defence24.pl/sily-zbrojne/rok-trzeci-rosyjskie-dywizje-analiza
"Reasumując można przyjąć, iż obecnie rosyjskie wojska lądowe mają łącznie 23 dywizje pancerne i zmechanizowane w różnym stopniu organizacji."
https://www.rp.pl/opinie-polityczno-spoleczne/art40495471-marek-kutarba-ile-dywizji-polska-wystawilaby-dzis-na-wojne-z-rosja
"Obecnie mamy CZTERY funkcjonujące dywizje Wojsk Lądowych, a każda z nich ma po trzy brygady. Dwie „wschodnie” dywizje miały otrzymać po czwartej brygadzie, a ich wszystkie brygady miały mieć strukturę 4-batalionową."
https://defence24.pl/sily-zbrojne/wojsko-polskie-zwiekszylo-swoje-zdolnosci-bojowe-przez-2-ostatnie-lata-raport
Co do pozostałych członków NATO, to poza Turcją i USA największy nasz sojusznik, Niemcy, prezentuje się niezbyt budująco:
"(...) wg planów z września 2022 r. Heer miały się rozrosnąć do TRZECH dywizji operacyjnych po trzy brygady (plus dywizja szybkiego reagowania), pojawiały się też pierwsze zapowiedzi zwiększania kontyngentów zagranicznych, z czego z czasem wykiełkował pomysł utworzenia stałego garnizonu na Litwie w sile brygady."
https://forsal.pl/artykuly/9430938,rozwoj-bundeswehry-to-na-razie-porazka-odtworzenie-jej-zdolnosci-moze.html
"W ciągu ostatnich kilku lat francuskie siły lądowe rozpoczęły „głęboką transformację”, aby być gotowym na konflikt o wysokiej intensywności, podobny do wojny w Ukrainie. Armia francuska ma również nowe rozkazy od NATO: do 2027 roku powinna być w stanie rozmieścić DYWIZJĘ gotową do wojny w ciągu 30 dni, w tym amunicję i zapasy."
https://forsal.pl/swiat/bezpieczenstwo/artykuly/9627872,francja-szykuje-sie-na-putina-tysiace-zolnierzy-ma-byc-gotowych-w-10.html
"Szwedzkie Wojska Lądowe są małe i dużym wysiłkiem byłoby dla nich wygenerowanie i stałe rotacyjne utrzymywanie obecności grupy bojowej wielkości BATALIONU w ramach NATO poza granicami państwa, a ich wkład w siły sojusznicze w ramach obrony zbiorowej byłby raczej skromny."
https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/komentarze-osw/2023-11-23/szwecja-w-nato-zaplecze-polnocno-wschodniej-flanki-sojuszu
„DYWIZJA, gdy osiągnie pełną zdolność operacyjną (według zapewnień Šakalienė PEŁNA ZDOLNOŚĆ OPERACYJNA dywizji ma zostać osiągnięta do 2030 roku - red.) , będzie działać jako jeden z głównych komponentów obrony lądowej Litwy przez NATO. (…)"
https://defence24.pl/polityka-obronna/litwini-formuja-swoja-pierwsza-dywizje-i-wydaja-wiecej-na-zbrojenia
Żaden z pozostałych europejskich członków NATO nie jest w stanie wystawić JEDNEJ dywizji. Znawcy mówią, że nie da się skutecznie dowodzić zgrupowaniami międzynarodowymi i podkreślają, że wojska poszczególnych państw w sytuacji konfliktu prezentowałyby różne postawy wobec armii przeciwnika (np. nie strzelamy tylko ewakuujemy rannych sojuszników, nie nacieramy tylko bronimy terytorium sojusznika).
Co do zdolności polskiej armii: w tym całym szale zakupowym niezbyt klarowna jest kluczowa kwestia: czym to wszystko będzie strzelać? Sami nie produkujemy ani amunicji do czołgów ani artyleryjskiej 155 mm ani rakiet do systemów koreańskich czy amerykańskich, w planach (tych jawnych) nie ma również zdaje się mowy o offsecie technologii produkcji amunicji. To wszystko oznacza, że realny jest scenariusz gdzie w 1 tygodniu czy miesiącu walk zużyte zostaną całe zapasy amunicji i pozostaniemy na łasce USA (Europa posiada bardzo małe moce produkcyjne).
Sensowność zakupów: już dziś złym pomysłem wydaje się zakup 96 śmigłowców szturmowych Apache, ogromny koszt, pewnie 2x większy niż Caracale 15 lat temu (swoją drogą również zupełnie nieprzydatne w wojnie obronnej). Realistyczne podejście do obrony kraju to minowanie i fortyfikowanie granicy, amunicja kasetowa, obrona przeciwlotnicza, DRONY - są to środki, które w przeliczeniu na dolara zapewniają znacznie większe zdolności obronne niż niektóre bardzo drogie zamówione w ostatnich latach rządów PiS systemy.
W taki sposób do walki przygotowuje się tylko głupiec. Nasza wschodnia granica powinna wyglądać jak z Koreą Północną...
Całość obrazu na dzień dzisiejszy kiepsko rokuje w przypadku konfliktu, za co winę ponoszą wszyscy rządzący od roku 1989. Walka w okopie ma sens wtedy kiedy istnieje niezerowe prawdopodobieństwo osiągnięcia konkretnego, racjonalnego celu strategicznego. W przeciwnym wypadku myślę, że można i należy rozważyć inne podejście.