Edukacja domowa

  @Robert
27.11.2024
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Jeśli korzystacie z posługi kapłanów Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X to prawdopodobnie zdążyliście się już spotkać z ostracyzmem i pogardą ze strony otoczenia i świata. Jeśli to uczucie chcecie jeszcze bardziej pogłębić to koniecznie zdecydujcie się dodatkowo na edukację domową! Dla świata będziecie nie tylko odklejonym "schizmatykiem", ale dodatkowo wyrodnym rodzicem który chowa swoje dziecko na dziwaka i odludka.  Potrzeba Wam więcej zachęt?  Nie no, żartuję sobie tylko.

Początkowo też mi się wydawało, że edukacja domowa to coś nienormalnego. W czasach mojej wczesnej młodości nikt nawet o czymś takim nie słyszał i w ogóle nie brał pod uwagę. Zacząłem grzebać i wgryzać się w temat. W końcu w pełni świadomie doszedłem do wniosku, że w ten sposób chcę kształcić swoje dzieci. Spróbuję Wam wyjaśnić dlaczego, bo być może już niebawem Wy też staniecie przed trudnym wyborem, gdzie posłać swoje pociechy do szkoły. A może macie problem z obecną placówką i warto pomyśleć o przepisaniu dziecka? 

Może zacznę o od tego: nie każdy z Was pewnie wie, ale dziecko do lat 5 ma przywilej chodzenia do żłobka/przedszkola. Zaznaczam słowo "przywilej". Chodzi to chodzi, nie chodzi to nic się nie dzieje.  Klasa "0" wzwyż zmienia się już w "obowiązek". Dziecko w wieku 6 lat MUSI zaliczyć klasę 0. Co to oznacza w praktyce? Jeśli macie np. chorowite dziecko, którego często nie ma z powodów zdrowotnych przedszkole może Waszemu sześciolatkowi robić problemy z zaliczeniem.  Wiem, że to brzmi kuriozalnie, ale Wasze dziecko może nie zaliczyć klasy "0". Wtedy nie otrzyma promocji do klasy 1, a Wy będziecie mieli masę problemów natury biurokratycznej. 
Jak jest z edukacją domową? Zazwyczaj jest tak, że zapisana na edukację domową do klasy "0" pociecha na koniec roku z automatu dostaje promocję do klasy 1.  Pomimo faktu, że nie spędziła w przedszkolu, ani jednego dnia. Warto o tym wiedzieć. Jeśli dziecko ma problemy zdrowotne może się to okazać wielkim wybawieniem. 

Po wnikliwej obserwacji tematu z biegiem czasu doszedłem do wniosku, że edukacja domowa ma tylko 3 wady:

1. Potrzeba odpowiedniego człowieka, który się poświęci dla dziecka. 
2. Z powodu sytuacji ekonomicznej nie każdy może sobie na nią pozwolić.
3. Może nie być najlepszym wyborem dla dzieci ze spokojnym usposobieniem i dla dzieci, które nie posiadają rodzeństwa lub rówieśników w rodzinie.

Jak zatem ta edukacja domowa wygląda?
Tak naprawdę to nie jest nic strasznego i jakoś szczególnie dziwacznego. W momencie zapisania do klasy 1 Wasze dziecko staje się całkowicie normalnym uczniem.  Tak samo ma swoją klasę złożoną z kiludziesięciu rówieśników. Ma przypisanych opiekunów i dostaje legitymację szkolną, która uprawnia do różnych benefitów. Otrzymuje refundowane podręczniki i dostęp do biblioteki szkolnej. Rodzic może się tak samo ubiegać o "wyprawkę szkolną". Jedyna różnica jest taka, że dziecko nie musi codziennie chodzić do szkoły, a ma za zadanie raz/kilka razy w roku zaliczyć egzaminy przypisane do danego wieku. Rodzic sam tutaj decyduje, kiedy dziecko się uczy i kiedy na ten egzamin jest już gotowe. W mojej opinii dla dziecka jest to bardzo korzystne. Gorzej z opiekunem, bo organizacja tego wszystkiego wymaga tytanicznej pracy.   Przynajmniej do momentu aż dziecko nauczy się samo siadać do książek. Nie ma innej rady. Tu trzeba wielkiego poświęcenia najczęściej jednego z rodziców. Nie każdy na takie poświęcenie jest chętny i gotowy. Jest to też główny powód dlaczego młody człowiek, kiedy słyszy o edukacji domowej od razu się krzywi i nawet nie dopuszcza takiej możliwości.

To teraz z grubej rury. Kiedy byłem calkowcie zielony w temacie zadzwoniłem do pani w sekretariacie jednej ze szkół przyjaznych edukacji domowej. Dowiedziałem się, że w ED dziecko może egzaminy zaliczać już w listopadzie. Słowem: w listopadzie może już zaliczyć cały rok szkolny. Pomyślałem: ale jak to? Przecież inne dzieci chodzą do szkoły calutki rok. Pani powiedziała, że bez problemu podstawę programową da się zaliczyć tak szybko, ale ona nie poleca. Spytałem: ale czemu pani nie poleca? Dlatego nie poleca bo niektórzy się czepiają potem, że jest w tym jakieś oszukaństwo.  Dziecko jest w stanie w 3 miesiące zaliczyć to samo co inne dzieci w ciągu 9 miesięcy...
Dostałem wtedy solidnego kopa na twarz. Pamiętam doskonale swoją edukację. 90% rzeczy których sie uczyłem było albo mi calkowicie w życiu zbędne, albo co najwyżej "trochę interesujące".  Pomyślałem: przecież sam mogę przejąć kontrolę nad tym co mojemu dziecku będzie potrzebne w życiu, a co musi po prostu "zaliczyć". Jakiż to jest potężny atut edukacji domowej! Człowiek odzyskuje częściowo kontrolę nad tym czego uczy się pociecha! Przy okazji dziecko nie jest przemęczone tymi wszystkimi "idiotyzmami", które na siłę im wtłaczają. Praktycznie wyeliminowane do zera jest też ryzyko szatańskiej indoktrynacji. Same plusy!

Po tej rozmowie serce zaczęło mi kołatać coraz mocniej. Może jednak ta edukacja domowa to dobre rozwiązanie? Poszedłem i spytałem pod kościołem kobietę o której wiedziałem, że wychowuje trójkę swoich dzieci w ten sposób. Powiedziała mi, że jest zachwycona i bardzo poleca. Potem zadzwoniłem jeszcze do innej. Stwierdziła, że żałuje, że tak późno przepisała swoje dziecko na edukację domową. Córka na edukacji domowej odżyła i ma kilkoro przyjaciół związanych z jej pasją. Zaraz potem zacząłem dużo słuchać na ten temat w Internecie. 

Jednym z podstawowych zarzutów wobec edukacji domowej jest to, że dziecko nie ma kolegów i koleżanek. To absolutna bzdura. Jak już wspominałem dziecko ma swoją klasę i rodzice mogą na różnych grupach się wspólnie jednoczyć w organizacji zajęć.  Nie wiem czy tak jest wszędzie, ale sama szkoła prowadzi zapisy na basen, zajęcia sportowe, warsztaty z różnymi ciekawymi ludźmi. Dodatkowo zapewnia dzieciom szlifowanie różnych przedmiotów online z nauczycielami. Wszystko zależy od inwencji twórczej i zainteresowań dzieci. Nawiązując do wady nr 3 niestety niektóre dzieci mogą tutaj mieć problem.  Zamknięcie w domu jedynaka, który nie ma do kogo otworzyć buzi może mieć kiepskie konsekwencje społeczne. Osoba ze spokojnym usposobieniem może się jeszcze bardziej zamknąć w sobie.  Rodzice najlepiej znają swoje dzieci i już sami muszą to ocenić i odpowiednio rozważyć wszystkie za i przeciw. Jeśli jednak dziecko ma rodzeństwo, ma jakiś kontakt z rówieśnikami to aspekt społeczny nie jest absolutnie żadnym problemem. Wystarczy się odrobinkę postarać. 

Idźmy dalej. W Internecie usłyszałem wykład związany z ED, że posłanie swojego dziecka do grupy nie zawsze jest takie korzystne jak to nam przedstawiają. Potencjalny lekarz, może nie zostac lekarzem jeśli trafi w klasie czteroosobą grupę cwaniaków, którzy będą skutecznie wszystko burzyć. W edukacji domowej dziecko nie jest narażone na takie problemy. Rodzic sam ma kontrolę nad rówieśnikami z którymi pociecha się zadaje. W szkole stacjonarnej dziecko na klasę jest skazane całe długie lata. Toksyczne towarzystwo, które dziecko musi oglądać na codzień w wielu przypadkach prowadzi do tragicznych i destrukcyjnych skutków.

Teraz pojawi się zarzut: przecież dziecko musi sobie jakoś samodzielnie w tym brutalnym świecie poradzić! Oczywiście to prawda. Tylko kiedy to dziecko powinno zostać do tego świata wypuszczone? Każdy musi to swierdzić sam. Słuchałem różnych specjalistów. Najczęściej mówili, że takim wiekiem "samodzielności" jest aktualnie wiek 12 lat. Mi też się tak wydaje. Oczywiście ja wiem, że kiedyś byly inne czasy. Małe dziecko na wsi cały dzień było poza domem i jak wróciło to fajnie, a jak nie wróciło to trudno.  Teraz jest inaczej. Bez solidnego fundamentu i wsparcia w domu wielu młodych ludzi po prostu sobie w tym szalonym świecie nie poradzi. Czychające na każdym kroku zagrożenia mogą dziecko przerosnąć lub wciągnać w ogromne problemy. Warto o tym pamiętać. 

Na ten temat mógłbym rozmawiać znacznie więcej, ale nie chcę zbędnie przedłużać. Kiedy patrzę na małe dzieci, które z mega ciężkim plecakiem idą do szkoły to autentycznie cieszę się, że oszczędziłem tego mojemu dziecku. Jest szczęśliwe i uśmiechnięte, a nie przemęczone przymusowym przesiadywaniem w placówce. Uczy się regularnie i obiektywnie mówiąc naprawdę szybko wszystko łapie.  Podejrzewam, że jego godzina uczciwej nauki w domu ma taki sam efekt kształcenia jak 6 godzin spędzonych w szkole. Nie wiem co będzie dalej. Schody zaczynają się podobno w klasie 4, kiedy dochodzą przedmioty bardziej szczegółowe i rodzic nie ma wystarczającej wiedzy, żeby uczyć. Po prostu będzie trzeba poszukać jakiś przyjaznych osób, które pomogą lub samemu się jakoś dokształcić.  Nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Chętnie odpowiem na pytania jeśli ktoś takowe ma. Tymczasem podzielę się linkiem szkół przyjaznych edukacji domowej:


Życzę każdemu owocnych decyzji w kwestii edukacji swoich dzieci.
Serdecznie pozdrawiam

Komentarze