Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Aktualna sytuacja w Kościele powoduje, że katolik przywiązany do Tradycji często musi podejmować trudne decyzje. Wielu katolików, kiedy odnajdą Mszę Wszechczasów nie chcą mieć już nic wspólnego z NOM. Są też katolicy, którzy nie widzą problemu w udziale w NOM, jeśli nie ma dostępu do Mszy Wszechczasów w ich okolicy. Wreszcie są też osoby, które uczęszczają i tu i tu. Na forach dyskusyjnych ten temat zawsze jest "grzany" do czerwoności i zdania są bardzo podzielone. Jeden powie: jak można uczestniczyć w czymś, co powstało w tak przewrotny sposób? Drugi odpowie: przecież babcia na wsi nie ma wyboru i tylko ma NOM. Pojawiają się też głosy jak wspomniany tutaj dobrze znany w środowisku wykład ojca Hesse, że katolik bez dostępu do Mszy Wszechczasów w "rozsądnych" odległościach jest "rozgrzeszony" i lepiej, żeby na NOM nie szedł. Jakie jest Wasze podejście?
Ja jestem z tej pierwszej grupy i nie potrafię już iść na NOM. Mam to szczęście, że mam możliwość uczestnictwa w Mszy Wszechczasów w okolicy. Rozeznaję jednak w sumieniu to wszystko i zastanawiam się co powinien robić człowiek, który takiego dostępu nie ma. Jednocześnie staram się nie oceniać osób, które na NOM pobożnie uczestniczą. Postawię kilka roboczych pytań i będę wdzięczny jeśli ktoś mnie odeśle do autorytetów, które być może ten temat już poruszały.
1. Czy jeśli nie mam dostępu do Mszy Wszechczasów w okolicy to powinienem iść na NOM czy jednak lepiej uczcić "dzień święty" w domu? Jeśli w domu to w jaki sposób?
2. Jak radzić sobie ze ślubami/pogrzebami bliskich na NOM? Z jednej strony nie uczęszczam na NOM, ale z drugiej przecież to dotyczy kogoś mi bliskiego. Jeśli się jest już na NOM (bo jest np. cała rodzina) jak do tego podejść?
3. Czy zgadzać się na zostanie chrzestnym bliskiego dziecka, kiedy chrzest odbędzie się na NOM?
Komentarze
Mimo tego, że uważam że Msza Wszechczasów jest o wiele lepsza i prawdziwie katolicka, nigdy bym nie zrezygnował z Nowej Mszy. Sam Jezus Chrystus pokazał w Legnicy czy w Sokółce, że mimo wszystko jest na tej Mszy. Wiele osób na wróciło się dzięki Nowej Mszy, wiele osób idzie do Nieba dzięki Nowej Mszy. Jak ktos może iść na Mszę Trydencka to niech idzie, ale nie powinien rezygnować z Nowej Mszy (jeśli nie ma innego wyboru), która przynosi o wiele więcej łask niż litania czy Różaniec.
Pozdrawiam, z Panem Bogiem 😊
Jestem tylko niegodnym świeckim który niewiele wie, ale też się wypowiem jak ja do tego podchodzę. Mój rozum rozeznaje to tak: Ja na aktualnym etapie świadomości nie miałbym odwagi komuś polecać lub nie polecać chodzenia na NOM. W życiu nie wziąłbym odpowiedzialności za czyjąś duszę, bo przecież mogę się mylić. Mogę odpowiadać jedynie za siebie. Dla przykładu: mówiąc komuś, że NOM jest też ok przykładam rękę do tego, żeby dalej trwał. Z kolei mówiąc komuś, że nie musi chodzić na sprotestantyzowany NOM, bo ma za daleko na Mszę Wszechczasów mogę komuś wyrządzić krzywdę robiąc z niego (jakże ostatnio popularnego) telewizyjnego katolika. Wszystko zależy od POZIOMU ŚWIADOMOŚCI JEDNOSTKI. Co innego pobożna babcia, która nie wie co to Sobór Watykański II, a co innego oczytany i poinformowany człowiek, który wie w jaki sposób powstał NOM. To samo tyczy się kapłana. Jeden kapłan pobożnie odprawia NOM w nieświadomości, drugi kapłan tkwi w NOM, ale podświadomie czuje, że coś tu jest nie tak. Niektórzy kapłani w tym siedzą i cierpią, inni np. odchodzą do Bractwa. Każdy człowiek wybiera swoją drogę. Chyba wszyscy tu twierdzą, że wolą Mszę Tradycyjną od NOM. To znaczy, że każdy wie, że na starej Mszy było lepiej i bardziej godnie prawda? To czemu o nią nie walczymy? Odkąd trafiłem na Mszę Wszechczasów doznałem olśnienia. Ja już nie moge patrzeć na Novusa. Teraz to już widzę aż za bardzo. Zwłaszcza, kiedy doczytuję kolejne kwestie z tym związane. Jednocześnie wiem, że wielu katolików w tym tkwi i nie chcę ich mocno oceniać. Mogę jedyne poruszać temat jeśli mają na to ochotę (zazwyczaj nie mają). Poza tym niedawno w tym sam tkwiłem i wiem dobrze jak trudno z tego wyjść...
Obrałem za to inną drogą. Poztywywną a nie negatywną. Każdego z otoczenia szczerze zachęcam do udziału w Mszy Wszechczasów, bo moim zdaniem tam jest prawdziwa wiara katolicka i będzie to dobre dla ich duszy. Niech każdy sam zobaczy i porówna. Natomiast nie moją rolą jest krytyka innych, bo chodzi na Novusa lub nie chodzi. Wydaje mi się, że jak ktoś się już zanuży w prawdziwej Tradycyji to ma ciężko wrócić. Ja tak mam.
Wydaje mi się też, że tak częste usprawiedliwianie uczestnictwa na NOM to nie jest właściwa droga. Skoro już jesteś na NOM to idź zagaj do proboszcza, żeby Ci dał Mszę Wszechczasów. Czyż to nie jest bardziej pobożne? W ogóle powinno się zrobić akcję "Zagaj swojego proboszcza". Niech sie nauczy odprawiać też Mszę Wszechczasów. Bo czemu nie? Przecież Święty Pius V taką ustanowił na wieki...
Takie usprawiedliwanie NOM prowadzi do tego, że walec dalej jedzie. Ja tego nie mam zamiaru praktykować. Chcę powrotu do prawdy. "Niech mowa wasza będzie tak tak nie nie". Letnim też nie warto być, a gorącym lepiej się stawać.
Życzę każdemu, żeby obrał właściwą drogę. Jeśli ktoś ma jakieś materiały, które mogą być pomocne w rozważaniu tej kwestii to bardzo za nie dziękuję. Pozdrawiam serdecznie
Bardzo dziękuję za te odpowiedzi. Temat stoi chwilę a posty już pokazują jak skrajne mogą być stanowiska. Jedni dopuszczają udział w NOM lub w jej elementach inni absolutnie. Tak jest na każdym forum związanym z naszym środowiskiem. To potwierdza tylko w jakim obecnie ogromnym zamęcie się znajdujemy. Nie tylko w oficjalnych strukturach Kościoła, ale nawet w tym ogólnie pojętym środowisku "Tradycjonalistów". Ludzie, którzy tu są to raczej nie są ludzie z przypadku. Jeden katolik Tradycji myśli tak drugi zupełnie w drugą stronę. Gdzie tu jedność nauczania Kościoła? Tak być nie może i jeśli Kościół stanie jeszcze na nogi jak najszybciej powinien takie kwestie wyjaśnić. Na ten moment pozostało się opierać na autorytetach, bo o jasne i klarowne stanowisko ciężko. Życie mnie nauczyło pokory. Nie zawsze tak jak mi się wydaje to jest właściwe myślenie. Tutaj też jestem bardzo ostrożny, bo to arcytrudny i delikatny temat. Klucz tematu to znaleźć takie rozwiązanie, które podoba się Panu Bogu, a nie takie, które mi pasuje i z którym mi wygodniej. Mam nadzieję, że ta dyskusja się choć w małym stopniu do tego przyczyni. Pozdrawiam wszystkich
Dlaczego większość tutaj pisze z poziomu "uważam"? Czy nie byłoby właściwe sprawdzić u źródła jak powinniśmy postępować? Ja uczęszczam na NOM, bo jestem jeszcze w fazie przejściowej. Z tego co wiem, NOM jest ważna (być może często niegodna, ale ważna), tak jak sakramenty. Mam pytanie innej treści. Czy "uciekanie" do Mszy Trydenckiej nie jest trochę porzucaniem łodzi, w której się płynie? Jeśli jestem już dobrze ukształtowany przez Tradycję, może warto czasem przejść się na NOM i po niej porozmawiać z celebransem o błędach, jakie popełnił i rzeczach, które pominął? Czy możemy zostawiać naszych współparafian w niewiedzy, błędach i na pastwę protestantyzacji?
Może Pan mi wskazać, gdzie jest to źródło? Sam Pan pisze, że uczęszcza Pan na NOM, która jest "ważna, ale niegodna". Skoro już Pan to zauważył, to co Pan tam jeszcze robi? Słowa o NOM "ważna, ale niegodna" wypowiedział abp Lenga. Teraz pytanie: czy coś niegodnego może się podobać Panu Bogu? Po co chodzić na coś niegodnego, skoro jest możliwość pójścia na coś godnego?
Moja "faza przejściowa" trwała parę miesięcy. Łudziłem się, przymykałem oczy na niektóre kwestie. Zaklinałem rzeczywistość. W końcu poszedłem na Msze Wszechczasów i już wiedziałem, że nie ma powrotu. Teraz jestem juz na trudnej ścieżce walki o własną duszę z wieloma problemami, ale przynajmniej wiem, że ta ścieżka to ta właściwa. Myślę, że dobrze Pan zrobi jak pójdzie Pan do swojego proboszcza i porozmawia Pan o tych różnicach. Od razu dla dobra parafian niech Pan zapyta o możliwość odprawiania starej mszy. Z Panem Bogiem!
Nie jestem sam. Potrzebuję przeorganizować swój czas i ustalić to w relacjach z rodziną. Nie wykluczam, że będzie to udział w dwóch różnych Mszach w niedzielę. Wyjazd 20 km nie jest problemem, ale z całą liczną rodziną robi się już problematyczne.
Przechodzę aktualnie przez takie same problemy ;) Prawdopodobnie zaraz potem będzie ostracyzm ze strony większości Pana znajomych, rodziny itp. itd.
„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je."
Życzę powodzenia i nie można się poddawać!
Chciałbym jeszcze raz napisać komentarz: PRZESTRZEGAM wszystkich przed rezygnacją z Novus Ordo (mimo tego że jest sprotestantyzowane).
Jako argument użyję Kanony o najświętszej ofierze Mszy świętej z Soboru Trydenckiego:
Kan. 1. Jeśli ktoś twierdzi, że we Mszy św. nie składa się Bogu prawdziwej i właściwej ofiary albo że składanie ofiary nie jest niczym innym, jak podawaniem nam Chrystusa do spożycia – niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych.
Kan. 2. Jeśli ktoś twierdzi, że tymi słowy: „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22, 19; 1 Kor 11, 24] Chrystus nie ustanowił Apostołów kapłanami albo nie nakazał, by oni i inni kapłani ofiarowywali Jego ciało i krew – n.b.w.
Kan. 3. Jeśli ktoś twierdzi, że ofiara Mszy św. jest tylko ofiarą pochwalną i dziękczynną albo jedynie prostym wspomnieniem ofiary dokonanej na krzyżu, ale nie ofiarą przebłagalną, albo że przynosi korzyść samemu tylko przyjmującemu i że nie powinna być ofiarowana za żywych i umarłych, za grzechy, kary, zadośćuczynienia i inne potrzeby – n.b.w.
Kan. 4. Jeśli ktoś twierdzi, że ofiara Mszy św. jest bluźnierstwem przeciw najświętszej ofierze Chrystusa dokonanej na krzyżu albo że jej uwłacza – n.b.w.
Kan. 5. Jeśli ktoś twierdzi. że oszustwem jest odprawiać Msze św. na cześć świętych i dla uzyskania ich wstawiennictwa u Boga, jak to zamierza Kościół – n.b.w.
Kan. 6. Jeśli ktoś twierdzi, że Kanon Mszy zawiera błędy i że dlatego winien być zniesiony – n.b.w.
Kan. 7. Jeśli ktoś twierdzi. że obrzędy, szaty i zewnętrzne znaki, jakich używa Kościół katolicki przy odprawianiu Mszy św., są raczej podnietą do bezbożności niż objawem pobożności – n.b.w.
Kan. 8. Jeśli ktoś twierdzi, że Msze św., przy których sam tylko kapłan sakramentalnie komunikuje, są niedozwolone i dlatego powinny być zniesione – n.b.w.
Kan. 9. Jeśli ktoś twierdzi, że liturgiczne zarządzenie Kościoła rzymskiego, według którego część kanonu i słowa konsekracji odmawia się po cichu jest godne potępienia albo że należy Mszę św. Odprawiać tylko w języku narodowym, albo że nie należy dodawać wody do wina przy ofiarowaniu kielicha, jakby to było przeciwne ustanowieniu Chrystusa – n.b.w.
Podsumowując: Novus Ordo Missae, jako Msza oficjalnie zatwierdzona przez Kościół (oczywiście gdy się ją odprawia zgodnie z przepisami, a nie gdy np wymyśla się swoje jakieś dodatkowe słowa czy jakiekolwiek inne rzeczy bo wtedy nie jest to kult zatwierdzony) jest prawdziwą Ofiarą składaną Bogu, nie jest bluźnierstwem, nie uwłacza prawdziwej ofierze, jest pobożna. Kto sądzi inaczej - niech będzie wyklęty.
Chodzi mi o sam Novus jako zatwierdzony Novus. Niestety Novus często się stosuje jako wyłom dla modernistycznych zmian, ale wtedy to już nie jest Novus tylko ogromne zgorszenie.
Jesli sie myle, proszę o komentarz, ale nie na podstawienie wypowiedzi jakiegoś księdza czy świętego - proszę o komentarz potwierdzony oficjalnymi dokumentami Kościoła, czyli w to w co katolik pewnie może wierzyć, a nie potwierdzony mniej lub bardziej trafną opinią.
Pozdrawiam, z Panem Bogiem
Sobór Trydencki dotyczył właśnie Mszy Wszechczasów, a nie NOM. Wtedy to jeszcze nikt sobie nie wyobrażał, że ktoś stworzy cośt takiego jak NOM i znajdziemy się w takiej sytuacji. Natomiast Święty Pius V nawet bullą Quo primum tempore (oficjalny dokument Kościoła) dał nam ratunek i tłumaczenie, dlaczego mamy walczyć o Mszę Wszechczasów. Miał nie lada dar przewidywania, bo dzięki niemu każdy katolik Tradycji dzisiaj wie, że w świetle nauczania Kościoła pozostaje temu nauczaniu posłuszny...
"Podobnie, nikomu nie wolno naruszyć lub nierozważnie zmienić tego tekstu Naszego zezwolenia, ustanowienia, nakazania, polecenia, skierowania, przyznania, indultu, deklaracji, woli, dekretu i zakazu. Ktokolwiek by ośmielił się tak uczynić, niech wie, iż naraża się na gniew Boga Wszechmogącego oraz błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła."
Raczej w XVI w. Święty papież nie miał na myśli Novusa... Z kolei twórcy Novusa nawet się do tej bulli nie odnieśli. Nie mieli odwagi, czy może wiedzieli, ze robią nie tak jak trzeba? Nie mi to oceniać. Wiem natomiast, że chcę podążać za prawdą.
Jeżeli chodzi o sobór to obowiązuje on do dzisiaj i na takich samych zasadach i odnosi się do każdego rytu, włącznie z rytami wschodnimi.
Idąc takim tokiem myślenia że Sobór nie miał na myśli Novus Ordo to tak naprawdę można wszystko podważyć w religii katolickiej. Co więcej, wtedy nawet nie było Mszy Trydenckiej, więc równie by można było powiedzieć że nie obowiązuje to w przypadku Mszy Trydenckiej (Bulla została wydana 7 lat po zakończeniu Soboru) .
Jeżeli chodzi o Bullę i ten cytat o braku możliwości zmian - Novus to inny ryt, starego nikt nie zmieniał (mimo że przez lata były w nim kosmetyczne zmiany).
Moim zdaniem idzie Pan za daleko z tym kombinowaniem. Sobór Trydencki dotyczył tamtych czasów, a nie wydarzeń, które odbyły się 400 lat później... Odbył się w czasach szaleństw protestantyzmu, wiec miał na celu ujednolicenie i stabilność, a nie "pobłogosławienie na wieki Novusa".
Żyjemy w czasach, kiedy identyfikowane przez Kościół błędy nagle stały się jego nauczaniem. Stare encykliki papieskie nagle wykluczają się z nowymi i odeszły w zapomnienie. Aktualnie w Kościele można wszystko podważyć. Nawet można już blogosławić sodomie...
Wyjaśnijmy sobie parę kwestii. Czy sposób w jaki powstał NOM wg Pana jest w porządku? Czy kształt NOM Panu odpowiada? Czy widzi Pan jakiś problem w tym, że Kościół uparcie zmierza do usunięcia Mszy Wszechczasów? Czy chciałby Pan, żeby Msza Wszechczasów wróciła wszędzie w Kościele, zamiast NOM?
ja chodze na novus jak nie mam możliwosci na trydent
Jak widać, komentarze są jakie są czyli i za i przeciw - tak samo ja miałem tak w głowie przez długi czas . Ostatecznie postanowiłem, że będę postępował zgodnie z tym na co zezwala Święty Kościół Katolicki bo wierzę że czuwa nad tym Duch Święty (inaczej nie byłby to Kościół) i sam w swojej niedoskonałości nie jestem nieomylny, dlatego ufam Kościołowi. Od tamtego czasu żyję w pokoju i te sprawy są dla mnie uporządkowane.
Ja to rozumiem. Ma Pan wolną wolę i do tego pełne prawo. Fiducia supplicans jest oficjalnym dokumentem Kościoła. Czy będzie Pan przyzwalał na błogosławienie par homoseksualnych, bo takie jest nauczanie Kościoła i w tej kwestii też Pan ufa? Duch Święty jest w "starym" nauczaniu czy w "nowym"?
Napiszę coś jeszcze i proszę nie odebrać tego jako mądrzenie się. Tak naprawdę to w niczym nie jestem zobligowany do pouczania kogoś, bo dopiero niedawno sam rozpocząłem gruntowne wysprzątanie własnego podwórka. Z czystej sympatii do Pana aktywności i inteligencji śmiem napisać, że takie podejście może prowadzić do "usprawiedliwienia złego". Pisał Pan o naśladowaniu Pana Jezusa wg Św. Franciszka i o tym, że trzeba działać, a nie gadać. W moim odczuciu działaniem jest walka o Mszę Wszechczasów w Kościele, a nie szukanie usprawiedliwienia Novusa. Dla mnie podejścię "gorące" to taka droga. Jeśli ktoś jeszcze nie widzi różnicy pomiędzy starą a nową mszą to wkleję może słowa kardynała Ratzingera:
"To, z czym mieliśmy do czynienia po soborze, było czymś zupełnie innego rodzaju: w miejsce liturgii stanowiącej owoc rozwoju pojawiła się liturgia sfabrykowana. Porzuciliśmy owoc organicznego, żywego procesu wzrostu oraz rozwoju w ciągu wieków i zastąpiliśmy go […] gotowym fabrykatem, wątpliwej jakości produktem stworzonym dla potrzeb chwili."
Ja tak to widzę, ale jestem tylko grzesznym świeckim. Żadne ze mnie autorytet. Szczerze życzę Panu dojścia do właściwego podejścia, które się podoba Panu Bogu a nie światu. Serdecznie pozdrawiam
Nie wiem jak można "żyć w pokoju" skoro dekrety soboru trydenckiego i bulla Piusa V są przeciw temu i potępia - to co zrobił Paweł VI. Pan używa tego w sposób przeciwny niż było z zamiarze ojców soborowych i Piusa V - to się nazywa przewrotność.
P.S. To jest moja opinia - więc proszę się kierować swoim rozumem oraz radami mądrego i sprawiedliwego spowiednika.
W jaki sposób są przeciw?
1. Nie wiem jaka jest sytuacja, ale obecnie dostęp do Mszy świętej nie stanowi wielkiego problemu (maksymalna w Polsce odległość to ok. 2 godziny autem, no chyba że ktoś auta nie ma). Ale tak lepiej zostać w domu i odmówić różaniec, litanię, zrobić rozważania – mniej więcej czasowo tyle ile zajęłaby nam Msza święta.
2. Jeśli to uroczystość dotycząca naprawdę bliskiej osoby to pójść i zachowywać się jakby się nie uczestniczyło, np. odmawiać różaniec. Na pewno nie przystępować do Komunii św.
3. Nie zgadzać się na bycie takim chrzestnym.
Generalnie podchodzić do takich ludzi z życzliwością ale ze swojej perspektywy traktować sytuację tak jakby to była propozycja od protestanta – na pogrzeb ojca protestanta też wypadałoby pójść, ale nie wolno byłoby uczestniczyć w protestanckim nabożeństwie.
2. Jeśli to uroczystość dotycząca naprawdę bliskiej osoby to pójść i zachowywać się jakby się nie uczestniczyło, np. odmawiać różaniec. Na pewno nie przystępować do Komunii św.
3. Nie zgadzać się na bycie takim chrzestnym.
Generalnie podchodzić do takich ludzi z życzliwością ale ze swojej perspektywy traktować sytuację tak jakby to była propozycja od protestanta – na pogrzeb ojca protestanta też wypadałoby pójść, ale nie wolno byłoby uczestniczyć w protestanckim nabożeństwie.
P.S. To jest moja opinia - więc proszę się kierować swoim rozumem oraz radami mądrego i sprawiedliwego spowiednika.
Ja bym zalecił zachowanie zgodnie z najlepszymi wskazaniami jakie spotykane są obecnie (od pół wieku) w bardzo szybko rozwijającej się dziedzinie nauk komputerowo-sieciowych.
W tym co sami robimy, mówimy i tworzymy powinniśmy przestrzegać standardu jak najlepiej możemy ale dopuszczać że ktoś kto się z nami komunikuje pomyli się i zbłądzi, nie powinniśmy zrywać z nim kontaktu.
# W usługach internetowych publikowane są tzw dokumenty RFC (Request for comments) - przed publikacją są one bardzo dobrze przemyślane, opracowane przez zespoły badawcze i po opublikowaniu już nie powinny być zmieniane, tj wyznaczają pewien standard, aktualizacje do starszych dokumentów RFC są publikowane jako nowe publikacje RFC i występuje to bardzo rzadko - myślę że góra jeden update.
I teraz jak ktoś tworzy swoje własne oprogramowanie do komunikacji to powinien przestrzegać standardu jak najlepiej potrafi, trzymać się go co do litery w zakresie tego jakie dane wypuszcza w świat natomiast z drugiej strony powinien jak najbardziej akceptować błędy które inni próbujący się z nim skomunikować mogli popełnić w swojej aplikacji wysyłajacej komunikaty w jego kierunku.
To trochę podobnie jak z ortografią wg Marka Aureliusza, powinniśmy posługiwać się ortografią jak najlepiej potrafimy kiedy coś piszemy, sprawdzajmy w słowniku w razie niepewności ale nie ignorujmy listu który ktoś do nas napisze i popełni błąd ortograficzny, interpunkcyjny albo zapomni dać znak zapytania :) - możemy mu odpisać bez tego błędu to może się nauczy :)