Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Chciał nie chciał, czasy mamy jakie mamy.
Nasz "światły" minister Sikorski na forum ONZ prezentuje irańskiego drona Szahed na tle napisów "United against nuclear Iran". Oczywiście najbardziej kluczową i palącą kwestią dla polskiej polityki jest sztorcowanie znacznie silniejszego od nas Iranu i gotowanie "gruntu" pod otwarty i gorący konflikt "świata arabskiego" z Izraelem. "Nasz" prezydent dwoi się i troi, żeby dbać o interesy... Ukrainy. Z kolei premier z rządem wyprzedają resztki suwerenności na rzecz Niemiec i Unii Europejskiej. W polityce wewnętrznej coraz więcej osób zauważa, że powoli wraca "gangsterka" lat 90, a mówienie na YouTube o nadchodzącym zalewie imigrantów jest karane tygodniowym banem.
Można by zapytać - czy leci z nami pilot?
Każdy sensownie myślący Polak, wie, że każdego dnia może obudzić się w nowej brutalnej rzeczywistości. Czasy są wybitnie niepewne. Od razu mówię, że absolutnie moim celem nie jest straszenie kogolowiek. Myślę jednak czy warto tutaj podjąć temat sensownego i roztropnego przygotowawania się na trudne czasy. Dlatego też zastanawiam się jakie jest Wasze podejście do tych kwestii i czy w ogóle poświęcacie temu swoją uwagę?
Czy może wychodzicie z założenia "Co ma być to będzie... Byleby być w stanie Łaski Uświęcającej"?
Mam tu też na myśli tekst z Ewangelii Św. Mateusza "Spójrzcie na ptaki: Nie sieją ziarna, nie magazynują zapasów, a wasz Ojciec w niebie żywi je (...)". To samo wyczytałem w Rozważaniach różańcowych abpa Levebre'a, żeby nie martwić się przesadnie o przyszłość, a skupiać się głównie na dniu dzisiejszym.
Teraz rodzi się pytanie: czy w czasach naprawdę mocno kryzysowych bez odpowiedniego materialnego zaplecza człowiek poradzi sobie też w kwestiach duchowych? Czy w momencie "próby" wytrwa?
Wydaje się, że to kwestia otwarta i zależna od indywidualnych predyspozycji i umocnienia w wierze.
Na drugim biegunie jest starotestamentowa postać Jóżefa Egipskiego. Dzięki jego zaufaniu Panu Bogu i późniejszej roztropności Egipt zgromadził zapasy w dobrych czasach i w tych ciężkich stał się gospodarczą potęgą. Do tego stopnia, że bracia, którzy wcześniej zdradzili Józefa musieli go błagać o pomoc dla głodującego Izraela.
Teraz pytanie: które podejście jest lepsze?
Ja uczciwie mówiąc mam ogromny problem z odpowiednim wyważeniem tego wszystkiego. Z jednej strony kwestie duchowe muszą mieć pierwszeństwo. To nie ulega wątpliwości. Z drugiej pojawia się pytanie czy bez zaplecza materialnego poradzę sobie w trudnych czasach jeśli faktycznie nadejdą. Z jednej strony widzę, że większość przyzwyczajonego do dobrobytu społeczeństwa myśli: po co mi dodatkowa puszka pomidorów w piwnicy, skoro mam pod nosem Żabkę. Po co mysleć o czasach ciężkich skoro dzisiaj jest przecież dobrze? Z drugiej strony nie tak całkiem dawno każda ciężko doświadczona przez życie babcia była przezornie uzbrojona w weki na cały rok...
Wiem jedno. Naprawdę strach pomyśleć co by się działo, gdyby na 3 dni taki dostęp do Żabki został zabrany... Apokalipsa zombie.
Dlatego stawiam pytanie:
Czy katolik w Polsce powinien robić zapasy i przygotowywać się na ciężkie czasy? Jeśli tak, to jak robić to dobrze i roztropnie?
Pytanie bonusowe nt bezpieczeństwa swojego i rodziny:
Czy katolik w Polsce powinien zmierzać do posiadania broni palnej i umiejętności jej użycia? Wymień za i przeciw.
Komentarze
Szczęść Boże,
Pozwolę sobie odpowiedzieć, ponieważ temat jest bliźniaczo podobny do moich rozważań sprzed - tak myślę - około 13 lat. Wtedy to nie tak bardzo mądrze zwracałem uwagę bardziej na kwestię zabezpieczenia materialnego (nadal zwracam, ale bez jakiegoś bzika na tym punkcie), sprawy duchowe były niejako na dalszym planie. Moje wnioski - jeżeli jest możliwość, należy się w miarę rozsądnie materialnie zabezpieczyć, ale naprawdę rozsądnie. Osoba prawdziwej wiary musi mieć zaufanie do Boga i starać się żyć tak, żeby jeśli nawet dojdzie do sytuacji naprawdę trudnej (choćby i zagrożenia życia), nie polegać na rzeczach tego świata. Bóg może wszystko i jeśli zechce, ześle potrzebującym to, czego będą potrzebować. Oczywiście nie mówię tu o cudownym rozmnażaniu chleba, chociaż kiedyś gdzieś (kilka lat temu, gdy jeszcze nie byłem w Tradycji) słuchałem wywiadu z pewnym znanym i cenionym księdzem, że to się w czasach Wielkiego Ucisku może powtarzać. Jako wierni musimy wierzyć w Boga i Jego wszechmoc.
Natomiast największym problemem w odniesieniu do wspomnianej Żabki są w ogóle miasta, gdzie po pierwsze przestępczość związana z poważnym kryzysem będzie największa (kradzieże, rabunki, zabójstwa w celu zdobycia pożywienia - pamiętajmy, że miasto niczego potrzebnego do przetrwania samo nie produkuje, jest całkowicie zależne od dostaw z zewnątrz), a po drugie, rozmycie narodowościowo-religijne sprawi, że - w dużym skrócie - nie za bardzo będą sentymenty wobec obcych sobie ludzi. Osobiście uważam (ale to tylko moje zdanie), że jeżeli ktoś tylko ma możliwość, nie powinien mieszkać w mieście lub przynajmniej zabezpieczyć sobie miejsce poza dużymi skupiskami ludzi, na wszelki wypadek. Na własnym podwórku coś sobie zasadzisz, zasiejesz, z głodu raczej nie umrzesz...
I tu pojawia się kwestia obrony tego podwórka, czyli wspomniany dostęp do broni. Polacy jako naród rozbrojony ogólnie niechętnie w ogóle myślą o tym, żeby zmienić ten stan rzeczy. Osobiście mam broń (oczywiście legalnie) i wiem, obserwując wydarzenia na Zachodzie, że wcale nie jest powiedziane, że nie przyda mi się ona do obrony tego, co będzie dla mnie i mojej rodziny swoistym zabezpieczeniem na trudne czasy. Naprawdę nie trzeba dużej wyobraźni, aby w głowie pojawił się scenariusz głodujących ludzi uciekających z miast w poszukiwaniu przeżycia, chcących odebrać Ci to, co sobie zgromadziłeś/zasadziłeś/zasiałeś... Oni nie byli roztropni, Ty tak, a przypowieść o roztropnych pannach mówi nam, że wcale niekoniecznie powinniśmy się wszystkim ze wszystkimi dzielić.
Każdy musi sam rozważyć, jakie działania podjąć w obliczu bardzo niepewnej przyszłości. Osobiście wolę nie pozostawiać niczego przypadkowi, chociaż wola Boga może nie być zgodna z naszymi działaniami i może się okazać, że nic nie dadzą nam powyższe przygotowania. Tak czy inaczej, Bóg chyba jednak nie uczy nas postawy całkowicie biernej i raczej nie do tego mają nas zachęcać przytoczone w tytułowym wpisie słowa Ewangelii.
Dziękuję za ten fantastyczny wpis.
Ja żyłem takimi przemyśleniami około 3-5 lat temu i dziś podpisałbym się pod wszystkim czym się Pan w tym wpisie podzielił.
Niestety odłożyłem w czasie pozwolenie na broń, ale między innymi ten wpis mnie motywuje by wrócić bardziej sumiennie do tematu.
Życzę wszystkiego dobrego i oby Pana umiejętności nie były konieczne w jakiejś bardziej wymagającej praktyce.
Z Panem Bogiem
Szczęść Boże wszystkim czytelnikom tego portalu. Ja widzę w moim życiu Boże prowadzenie od kilku lat w kierunku samowystarczalności. Pan Bóg pobudza mnie do zdobywania wiedzy,jak hodować warzywa i owoce, jak poprawić jakoś gleby, żeby plony były lepsze, jak sobie radzić w skrajnie trudnych warunkach przy użyciu prostych narzędzi. Oprócz tego Pan Bóg pomnożył moje finanse ( inaczej niż cud Boży nazwać tego nie mogę) ,zatem gorąco wierzę w trudnej chwili i pomnożenie chleba nie będzie żadnym problemem. Zatem zaufajmy prowadzeniu Pana!
Witam! Bardzo cenię sobie programy pana Miśko, ma on co jakiś czas programy w tej tematyce. Oto jeden z nich: https://www.youtube.com/watch?v=RVNsuKm2Wm4
Uważam, że roztropnie jest umieć korzystać z broni palnej.
Szczęść Boże Dawidzie
Ja np od lat robię przetwory, nawet jak nie zjemy wszystko to się dzielimy z rodziną, czy innymi znajomymi,w czasach plandemi jak ,,straszyli,, robiłam mięso do słoików,z przepisów Adolfa Kudlunskuego,śp
Zawsze dobrze mieć podstawowe rzeczy w kryzysowej sytuacji,taka mini kuchenka na gaz,itp
A nadzieję prawdziwą tylko w Panu Bogu pokładam
Niezależnie od sytuacji politycznej pożar domu może się zdarzyć zawsze, podobnie duża awaria w energetyce (black out) która jeśli się przedłuży, to daje skutki prawie takie same jak wojna. Wtedy nie ma wody (pompy są elektryczne), jedzenia (chłodziarki kaput), paliwa na stacjach (pompy), szybko zanika transport, nie ma więc leków i w zasadzie niczego, sklepy obrabowane a po paru dniach grasują bandy szabrowników szukających wody i jedzenia ale też kosztowności.
Czy przeciętny Kowalski jest w stanie się do tego skutecznie przygotować? Nie sądzę, trzeba by zostać prepersem pełną gębą. Ale coś warto mieć. Duży plecak, śpiwory, prosty palniczek na dowolny alkohol, porządny nóż, podstawowe leki, parę metrów linki. Wszystko to mam w domu, w miarę szybko mogę spakować. Zapasy jedzenia i wody to już trochę zachodu bo to się psuje. Tabletki do odkażania wody? nie zaszkodzi mieć. Niektórzy robią z tego swoje hobby i dobrze, byle nie popaść w obsesję. Nie mam spakowanego plecaka ewakuacyjnego, ograniczyłem się do tego żeby ważne dokumenty dotyczące domu mieć w jednej szufladzie łatwe do zabrania :)
Broni palnej nie mam i czasu na robienie pozwolenia i udawanie sportowca lub myśliwego też nie mam.
Jeśli chodzi o wątek przygotowania na powoli skradające się zniewolenie - ja jeszcze sobie poradzę, urodziłem się z opornikiem w klapie a pełnej dystopii może nawet nie dożyję, najważniejsze to nauczyć nasze dzieci, że jak np władza mówi że nie wolno palić w kominku, to znaczy że właśnie trzeba palić w kominku.
My z mężem robimy zapasy od dośç dawna tak po trosxku. Liczę że na 2-3 tygodnie mamy włącznie z papierem WC i wodą.. Nasze 4 dorosłe dzieci tego nie uważają za konieczne. Przyjdą do nas. Oczywiście gromnice i sól przygotowane w mieszkaniu. Co do broni planujemy zakup bron krótkiej i na kulki - to jest legalne. 2 duże latarki oraz 2 radia na dynamo i solar. No i duchowo co w tym wszystkim najważniejsze: jesteśmy w rękach Boga, najważniejsze to dochować Trójcy Św. wierności bez względu na cenę.
Też się zastanawiałem nad tym i z moich przemyśleń powstała taka idea. Cel, do którego chcę dążyć i go możliwie szybko osiągnąć.
Chodzi o niezależność, zbudowaną na 3 filarach.
1. Niezależność finansowa - czyli aby było mnie stać porzucić pracę na dłuższy czas, najlepiej mieć dochód pasywny i alternatywne źródła dochodu.
Także po to, żeby było mnie stać zapłacić grzywnę za cichą modlitwę, za niepoddanie się przymusowi eksperymentów medycznych, za palenie w kominku, jeżdżenie tanim autem, żebym miał za co przekupić strażnika, policjanta, lokalnego volksdeutscha.
2. Bezpieczeństwo - w krótkich słowach broń, łączność i niezbędnik przetrwania do czasu zapewnienia bezpieczeństwa sobie i rodzinie.
3. Drugi paszport. Najlepiej kraju poza UE, ale dość dostępnego (Turcja) - żeby nie dać się wpuścić w maszynkę do mielenia mięsa armatniego.
Być może brzmi to egoistycznie i mało romantycznie, ale uważam, że najważniejsze co można dziś zrobić, to ratować tkankę narodową przed całkowitym rozpadem. Polskość i wartości można przechować wszędzie.
Kiedy osiągnie się ten poziom niezależności, nie tylko można spokojnie skupić się na "dzisiaj", ale też bez skrępowania świadczyć o Prawdzie i pomagać rodakom w osiągnięciu tego samego.
Co do broni to już mąż musiałby się wypowiedzieć,ale jako matka chciałabym by moja rodzina była bezpieczna,, więc dostęp przydałby się
Choć Opatrzność Boża wydaje mi się tą najlepszą opcją obronną