5 miesięcy temu popełniłem serie wpisów oceniających obecną kondycję, politykę i metody jakimi działa Konfederacja na czele której stoi Sławomir Mentzen. Cieszę się, że po tym czasie nie musze wstydzić się za to co napisałem. W tamtym czasie wiele osób nie rozumiało tej perspektywy, jednak teraz staje się to coraz bardziej klarowne.
Wyborcy Konfederacji mogą czuć się oszukani. Główna twarz projektu - z założenia antysystemowego - najpierw spotyka się z prezydentem Andrzejem Dudą - który zamiast o sprawie Polski, wolał w ostatnich latach rozmawiać o Ukrainie. Tym samym, który na X pisał posty po ukraińsku, a lata kadencji liczy w „chanukach” itd. Już wtedy w głowach wielu wyborców powinna zapalić się lampka, tym bardziej, że Mentzen po spotkaniu powiedział:
„Dobrze gdyby była kontynuacja, pewna ciągłość, pomiędzy poprzednim prezydentem a przyszłym prezydentem, żeby ta polityka za bardzo się nie różniła”
Niestety sondaże, które - pomijając Brauna - kreowały rzeczywistość, w której to Mentzen był o krok od wyprzedzenia Karola Nawrockiego zawróciły w głowie wielu i czerwona lampka się nie zapaliła…
Pytanie, czy zapali się teraz, po wczorajszym wspólnym piwie pana Sławomira z Sikorskim, Trzaskowskim i spółką. Z pewnymi ludźmi nie siada się do jednego stołu, tym bardziej jeśli te osoby wcale nie żałują wcześniejszych, zdradzieckich czynów. Pan Sikorski jeszcze kilka miesięcy temu pytał Amerykanów o zgodę, aby zestrzeliwać rosyjskie pociski polskimi rakietami. Pan Sikorski 3 dni temu mówił, że Braun powinien siedzieć w więzieniu. Żona Sikorskiego - pani na literkę zet z kropką - otwarcie opowiada się za cenzurą algorytmu, tak aby to rządy kontrolowały, co komu się wyświetla na miediach społecznościowych. Pana Trzaskowskiego nie trzeba nikomu przestawiać.
Tak się dzieje, kiedy idea ustępuje pragmatyzmowi i koniunkturalizmowi.
Są tak naprawdę 3 opcje.
- Albo pan Mentzen błędnie przewidywał, że sytuacja, w której pokaże się jako ten ponad podziałami, przyniesie mu jeszcze większy kapitał polityczny.
- Albo pan Mentzen otrzymał propozycję, w której opłacało się poświęcić znaczną część kapitału politycznego, po to by długoterminowo odnieść z tego jakąś polityczną korzyść.
- Albo panu Mentzenowi, ktoś złożył „propozycję nie do odrzucenia” i ten został do tego zmuszony.
Ta sytuacja uczy nas jednego. Tylko niezłomne stanie przy idei daje realną alternatywę wobec Systemu. Dlatego warto szukać ludzi ideowych i wciąż na nowo weryfikować, czy ludzie, którzy nieśli sztandar prawdy wczoraj, robią to także dzisiaj. Zostawienie go, oznacza odrazu obranie kursu w tym samym kierunku, w którym podążają wszystkie systemowe partie.
Oto kilka fragmentów moich artykułów sprzed miesięcy:
- „W dzisiejszym krajobrazie politycznym Polski wiele osób spogląda z nadzieją na Konfederację jako na alternatywę wobec skostniałego duopolu władzy - PO i PiS. To partie, które na różnych poziomach porzuciły zasady na rzecz gierek politycznych, podporządkowując swoje działania wyłącznie budowaniu kapitału politycznego. Konfederacja miała być tą siłą, która wywróci polityczny stolik, przywracając przestrzeń dla Prawych wartości. Jednak coraz częściej widzimy, że idea, z którą przyszli, ustępuje miejsca kalkulacjom i kompromisom. Każda partia, która chce budować swoją tożsamość na wartościach, stoi przed fundamentalnym wyborem: czy pozostać wiernym zasadom, nawet kosztem politycznego wyniku, czy też iść na ustępstwa, by zyskać większe poparcie. Niestety, w Konfederacji coraz bardziej dostrzegalne jest to drugie podejście - przesuwanie się w stronę “gry politycznej,” w której nadrzędnym celem staje się wzrost poparcia za wszelką cenę. (…) Zapomniano, dlaczego krytykowano PiS i PO – nie za to, że rządzą, ale za to, w jaki sposób rządzą. Jeśli Konfederacja przyjmie tę samą logikę, to nawet osiągnięcie sukcesu wyborczego stanie się pustym zwycięstwem. To tak, jakby biegacz niósł olimpijski ogień, ale zgasił go w połowie drogi, by biec szybciej – co z tego, że dobiegnie do mety, skoro ogień zgasł?”
- „Zwolennicy Konfederacji muszą zadać sobie pytanie: czy naprawdę chcą, by ich partia stała się kolejną PiS czy PO, tylko z inną nazwą? Czy chcą zwycięstwa za wszelką cenę, nawet kosztem zdrady wartości? Nie możemy zakochiwać się w partii – naszym obowiązkiem jest zakochanie się w Prawdzie. To ona powinna być naszą busolą, naszym ogniskiem, które nigdy nie zgaśnie. Jak narazie Grzegorz Braun, niezmiennie od wielu lat przypomina nam, że bez tego ognia cała reszta nie ma sensu.”
- „Konfederacja od samego początku była postrzegana jako partia, która wnosi do polityki bezkompromisowe wartości oparte na katolickiej moralności, miłości do ojczyzny i sprzeciwie wobec lewicowych ideologii. Niestety, wraz z rosnącą popularnością partii, pojawiły się również oznaki dryfowania w stronę politycznego centrum. Ta tendencja wydaje się wynikać z przekonania, że jedyną drogą do realnego sukcesu politycznego jest gra według zasad mainstreamowej polityki – zasad, które opierają się na kalkulacjach i kompromisach. Problem polega na tym, że prawdziwa prawica nie może pozwolić sobie na kompromisy. Prawe wartości, w swojej istocie, są niepodzielne - każde ustępstwo na rzecz fałszu, nawet w imię „większego dobra,” jest zdradą tych wartości. (…) Jeśli jednak kierunek Mentzena zyska większe poparcie, partia może na stałe wejść na drogę politycznego centrum, tracąc swoją tożsamość. Konfederacja pod jego kierunkiem będzie prawdopodobnie dążyła do poszerzania swojej bazy wyborczej, rezygnując z części wartości, które początkowo wyróżniały ją na tle innych partii. (…) Jako wyborcy mamy dziś wyjątkową okazję - nie tylko oddać głos, ale także wybrać, w jakim kierunku pójdzie Konfederacja. Czy postawimy na politykę kompromisów, czy na bezkompromisowe trwanie przy wartościach, które mogą zmienić Polskę na lepsze. Grzegorz Braun nie startuje przeciwko prawicy - startuje dla niej, by przypomnieć, że bez ognia idei każda partia jest skazana na porażkę.”
- Sławomir Mentzen to kandydat, który jeszcze kilka lat temu był przez media ignorowany lub atakowany. Dziś widzimy coś zupełnie odwrotnego: jego kampania jest pompowana przez portale, stacje telewizyjne i sondażownie, które z zasady nie są przychylne prawicy. Przekaz? Mentzen ma realne szanse, warto na niego postawić, może nawet przeskoczyć kandydata PiS-u. (…) Wielu ludzi dobrej woli, którzy normalnie oddaliby głos na Grzegorza Brauna, może dać się złapać w narrację „przełamania duopolu”. Że może tym razem Mentzenowi się uda, że warto zagłosować strategicznie. Tylko że taka kalkulacja to ślepa uliczka. Bo jej skutkiem będzie marginalizacja ideowej prawicy i rozproszenie jej elektoratu. Oczywiście trzeba też uczciwie powiedzieć: jest dziś niemała grupa ludzi, która szczerze wierzy, że Sławomir Mentzen reprezentuje realną zmianę. I faktycznie - jego kampania potrafi sprawiać takie wrażenie. Problem polega jednak na tym, że nawet jeśli uda mu się wygrać, jego działalność - z racji wpisania w ramy systemu - nie zagrozi realnym interesom układu. W dłuższej perspektywie jego wyborców czeka gorzkie rozczarowanie, bo za głośnymi hasłami nie pójdą działania, które odwróciłyby bieg obecnych trendów cywilizacyjnych i kulturowych. System robi wszystko, by osłabić jedyną realną alternatywę dla układu: Konfederację Korony Polskiej. Pompowanie sondaży Mentzena, ignorowanie Brauna w mediach, spychanie go na margines – to wszystko nie jest przypadkowe. Wiedzą, że jeśli Braun zyska impet, może to być początek prawdziwej zmiany. Dlatego nie chodzi o drugą turę. Chodzi o to, żeby Grzegorz Braun był wyżej niż Mentzen.”
!Linki do pełnych artykułów w komentarzu!
Komentarze
Nie będę się już przesadnie pastwił nad tym człowiekiem. Naważył piwa to teraz zbiera owoce. Już w styczniu wspominałem, że zbudowana na fałszu neoKonfederacja skończy jak Kukiz15. Nie myślałem jednak, że nastąpi to tak szybko.
Do ostatniej chwili po cichu liczyłem, że Sławomir Mentzen się ogarnie, przeprosi i przekaże głosy Grzegorzowi Braunowi. Po szopkach z kongresem i prawyborami wyszedłby jakoś z twarzą. Marzyłem, że taki jest ich chytry plan. W końcu obaj są sygnatariuszami Konfederacji Gietrzwałdzkiej, która przecież do czegoś zobowiązuje.
Ten jednak popadł w ślepą megalomanię wielkości i zostania Kaczyńskim/Tuskiem antysystemu. Swoimi działaniami wybitnie zaszkodził i w dodatku dalej w to wszystko brnie.
Tu już niestety nie ma odwrotu. Mleko się rozlało. Jedyne co powinien teraz zrobić to oddać stery komuś innemu, kto nie utracił w tak wielkim stopniu swojej wiarygodności. Po tym wielkim zawodzie wyborców neoKonfederacji widoczny będzie wzmożony przepływ elektoratu do Konfederacji Korony Polskiej, co można odebrać jako pozytyw tego całego ambarasu.
Odnoga wolnościowa dawnej Konfederacji (ci którzy zagłosowaliby na Mentzena, ale na Brauna to już trochę za duże średniowiecze) jest bardzo istotna i liczna. Fajnie jakby stery przejął bardziej trzeźwo myślący Konrad Berkowicz lub taki Jakub Kulesza po powrocie z politycznej emerytury (marzenie ściętej głowy).
Teraz wyborcy Grzegorza Brauna i Sławomira Mentzena się wahają czy zostać w domu, czy iść oddać głos na Karola Nawrockiego. Sławomir Mentzen (świadomie lub nieświadomie) dał wiatr w żagle obozowi zdrady i zaprzaństwa. W końcu nie taki zły ten Trzaskowski, skoro da się z nim piwa napić nie? "Za Polskę która łączy, nie dzieli", jak to napisał słynny agent anglosasów, który prawdopodobnie był inicjatorem całej tej akcji.
To mnie jakoś zmotywowało do pójścia w niedzielę 1 czerwca. Już wcześniej raczej tak planowałem zrobić. Obozowi zdrady i zaprzaństwa zależy, żeby antysystem został w domu i robią wszystko co w ich mocy, żeby się tak stało.
Ja wiem, że Nawrocki to żaden kandydat. Nikt mi tego nie musi tłumaczyć. Daje jednak minimalną szansę krótkotrwałego zatrzymania upadku naszego kraju i przede wszystkim zawetowania ustawy o mowy nienawiści, która jest zagrożeniem dla każdego prawaka. Przy pełni władzy obozu zdrady i zaprzaństwa to już będzie jazda bez trzymanki, której być może odwrócić się już nie uda nigdy.
Wspomnę też o drobnych gestach środowiska pisowskiego jak śladowa obecność Grzegorza Brauna i Korony w ich mediach czy takie gratulacje po I turze od posła Mateckiego. Przynajmniej się teraz (pewnie na potrzeby kampanii) znowu kreują na prawych i prawicowych...
Każdy zrobi w zgodzie ze swoim sumieniem. Moje sumienie mi podpowiada, że najmniejszym złem z tego wszystkiego będzie pójście i oddanie głosu na Karola Nawrockiego. W następnej kolejności (jeśli Pan Bóg pozwoli) będzie żmudny i dlugi proces budowania po raz kolejny prawdziwej, ideowej Konfederacji, którą aktualnie stanowi Konfederacja Korony Polskiej.
Podpisuję się pod tym co pan napisał :)
PS: pan Borkowicz nigdy nie pasował mi do neoKonfy. Nawet napisałem mu komentarz pod zdjęciem jak głosuje, że mu to tak z oczu patrzy, jakby po kryjomu przed kolegami z partii jednak zagłosował na Brauna :P
W jakimś wywiadzie, chyba u żurnalisty Konrad Berkowicz wypowiadał się pozytywnie o Grzegorzu Braunie. Wypowiadał się też z wielki szacunkiem do swojego mentora, czyli Korwina (którego Mentzen z zimną krwi się pozbył). Konrad Berkowicz ze swoimi niektórymi poglądami nie jest wyborem marzeniem dla katolika Tradycji, ale to właśnie idealny przykład reprezentanta wolnościowej odnogi dawnej Konfederacji. Takich jest naprawdę mnóstwo.
Daje to wszystko dość jasny i klarowny sygnał skąd w Nowej Nadziei wychodzą te dyrektywy destrukcji ideowej Konfederacji. Dlatego mam nadzieję, że po tej piwnej kompromitacji zostanie to bardziej zauważone.
Bardzo mnie ciekawi przy tym jak w tej sytuacji zachowa się Ruch Narodowy i Krzysztof Bosak. Wszystko wskazuje, że dalej będzie brnął w nijakość i wygaszanie skandalu.
Po cichu liczę też, że przy takim braku Wiplerozy i rządów absolutnych Mentzena uda się zbliżyć KKP i neoKonfederację. Oby się udało, przynajmniej na wybory parlamentarne. Wyszłoby to Polakom na dobre.
Zasadniczo, co do tego, że warto popierać wyłącznie polityka, którego postrzegamy jako ideowca oczywiście zgoda. Pytanie czy przez tym wczorajszym piwem były podstawy do tego, aby tak postrzegać Mentzena. Będę się upierał, że NIE.
Natomiast odpowiadając na pytanie dlaczego zrobił to co zrobił uważam, że opcji jest więcej. I przyznam od razu, że nie wymieniłeś tej, którą bym rozważał w pierwszej kolejności. Jak to widzę?
Dla mnie najbardziej prawdopodobny scenariusz brzmi: to było działanie celowe, motywowane partykularnym interesem biznesowym.
Jak wspomniałem - Mentzena nie postrzegam jako ideowca tylko bezideowego cynika, który kieruje się wyłącznie własnym interesem. W czasie debat czasem bezczelnie gadał Braunem i nawet mu powieka nie drgnęła, a wiemy jak to było z covidem, Ukrainą czy chanuką. Do tego zdaje się jakieś biznesy z Wiplerem w firmach wiatrakowych.
Zauważam także, że w pyszałkowatym społeczeństwie bardzo często spotkać można komentarze dotyczące polityków komentujące ich szkodliwe dla obywateli działania, jako przejaw głupoty, nieudolności itp. To jest dla nich (polityków) wygodne, idealne rozwiązanie, gdyż przynajmniej po części zdejmuje z nich odpowiedzialność. Tymczasem moim zdaniem, zwłaszcza gdy mówimy o wydarzeniach istotnych, pierwszą hipotezą, którą należy postawić na stole jest działanie intencjonalne i starać się odkodować motywację.
Nie wykluczam także tego, że może w rachubę wchodzić miks przesłanki działania celowego zorientowanego na partykularny interes Mentzena oraz jednej z przesłanek, którą wskazałeś (szantaż, haki). Jakby nie patrzeć zostało to zainscenizowane w taki sposób żeby wilk był syty (Czaskowski z Appelbaumem) i owca (Mentzen) żeby była syta.
Zastanawiające, że Czaskowski biorący dotąd udział w debatach, w których mógł się czuć względnie bezpiecznie, nagle jedzie do Torunia "na grillowanie". Inna sprawa, że na tej rozmowie sorosowy bilderbergowiec mógł tylko zyskać. Oczywiście nie w ten sposób, by przekabacić wyborców Mentzena, ale raczej zniechęcić do tego aby poszli głosować na Batyra. I stąd ten (udany dla Czaska) pomysł z piwem.
Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia. Można się oszukiwać ale potyczki 1v1 nie są mocną stroną żadnego z dwójki Mentzen - Czaskowski. Mentzen też - wbrew temu co mówili jego fani - nikogo nie zgrillował. Pociskał Czaska bardzo słabo. Gdyby Bosak był na miejscu Mentzena, to by Czaska zaorał do imentu.
Zatem ja widzę to tak, że Czaskowski zyskał to, że część wyborców Mentzena zniechęcona może teraz zostać w domu a Mentzen zyskał oglądalność, jutubowe lajki ;-) i promocje pubu, ale stracił gigantyczne pokłady wiarygodności.
Wygranym drugiego planu jest zatem także Kaczafi, którego celem w polityce było zawsze to, aby po prawej stronie od PiS była tylko ściana. To piwo było na pewno krokiem w kierunku oczekiwanym przez Kaczafiego. Czy tylko na tym biernie skorzystał? Zdradek to szabesgoj Appelbaumowej a tacy ludzie zawsze robią interesy na wszystkich frontach xD
Faktycznie, pomyliłem się co do punktu 2 z 3 opcji. Miało być, że otrzymał propozycje lub sam wykalkulował jakąś ukrytą korzyść, niekoniecznie polityczną.
Zgodzę się ze wszystkim co napisałeś i także uważam, że KO wiedząc, że w tydzień nie przekona do siebie elektoratu Konfederacji, zagrali na tej nudzie, aby zniechęcić jak największą ilośc na wybory.
Po takim policzku od Mentzena wielu naprawdę mogło się obrazić na politykę i powiedzieć coś w stylu: A walił to pies, wszyscy kłamią więc nie idę na wybory. Mistrzowskie zagranie i pokazuje to, że ci ludzie nie są debilami jakby się wydawało, a to bardzo, ale to bardzo cwane bestie i dokładnie mają świadomość tego, jak robią głupków ze społeczeństwa.
To była robota Sikorskiego. Na razie są pewne teorie do tego co chciał ugrać. Natomiast Mentzen dał się zrobić jak dziecko. Człowiek, który tworzy memy, sam się nim stał i to z własnej głupoty. Trzaskowski też na tym straci, bo się z " faszystami" zadaje.
Artykuł 1: https://sprawki.pl/spolecznosc/2159-OUodaLGjEBPCa4dR
Artykuł 2: https://sprawki.pl/spolecznosc/2610-mpD6OW4JEp2XSdqF
Artykuł 3: https://sprawki.pl/spolecznosc/2194-lSoNlPOu5YKNnuTU