ZANIM DZIECI, WPIERW MAŁŻEŃSTWO

16.06.2025

Ostatnio w rozprawkach rozpoczęliśmy temat wychowania dzieci. Dziś chcę rozpocząć temat równie ważny, który względem wychowania potomstwa jest wręcz pierwotny. Małżeństwo. Jeżeli miałem obawy przed podjęciem tematyki wychowania, tematyka małżeństwa wydaje mi się jeszcze trudniejsza. Dlaczego? Ponieważ małżeństwo jeszcze bardziej niż rodzicielstwo zostało wypaczone w pop-kulturze, literaturze, w zasadzie każdym przekazie, z którym się mój Drogi Czytelniku przez ostatnie dziesięciolecia stykałeś.

Czy chociaż Kościół pozostał przy swojej prawdziwej nauce? Również nie, co miało wyraz w mającej miejsce w 1983 roku rewolucyjnej zmianie w Kodeksie Prawa Kanonicznego na temat celów małżeństwa, o czym mowa była wczoraj. Dość powiedzieć, że jak bardzo nie starałbym się zmiękczać przekaż, puszczać oczko do każdego rodzaju odbiorcy, wyobrażać sobie jak zareagują kobiety, jak zareagują mężczyźni, i tak nie mam szans wypowiedzieć się w sposób nie ściągający na mnie gniewu. Dlatego też nie będę usiłował zmiękczać tego przekazu i powiem to najprościej jak się da.

Kiedyś za cel małżeństwa uważało się RODZINĘ. Kobieta chciała znaleźć mężczyznę, który najbardziej nadawał się na głowę rodziny. Celem była RODZINA, a swoje zadanie kobieta postrzegała jako DAWANIE jak najwięcej z siebie. Mężczyzna chciał znaleźć kobietę, która najbardziej nadawała się na panią domu, strażniczkę domowego ogniska, matkę dla jego dzieci. Celem była RODZINA, a swoje zadanie mężczyzna postrzegał jako DAWANIE jak najwięcej z siebie. Oczywiście było z pewnością dużo ludzi, którzy inaczej podchodzili do małżeństwa, ale wtedy działali wbrew przyjętym normom i panującej wizji małżeństwa.

Dzisiaj za cel małżeństwa uważa się doznania uczuciowe, cielesne i wzajemne nakierowanie na siebie. Kobieta chce znaleźć mężczyznę, który będzie dbał o nią, patrzył na nią, skupiał się na niej. Dla niej celem jest ONA a swoje zadanie kobieta postrzega jako branie. Dawanie z siebie ewentualnie by dostawać więcej. Mężczyzna chce znaleźć kobietę, która będzie dbała o niego. On będzie dawał jej tyle, byle móc otrzymać jak najwięcej dla siebie. Jeżeli kiedyś byli ludzie, którzy mieli podobne podejście, to było to wbrew przyjętym normom. Dziś takie są normy, przynajmniej forsowane w mass-mediach. Proszę znaleźć mi współczesny film, serial czy książkę, gdzie kobieta na widok księcia z bajki zamyka oczy i rozmarza się o domu, gromadce dzieci, on za stołem, a ona ich karmi. Już nawet pisząc te słowa wyobrażam sobie, że niektóre słuchaczki rzucają telefonem.

Wyprano nam mózgi. Jeżeli bowiem celem małżeństwa jest branie od drugiej strony, to nigdy przenigdy nie uda się tego połączyć z katolicką nierozerwalnością małżeństwa niezależnie od okoliczności. Mój Drogi Czytelniku, bardzo Cię proszę, napisz w komentarzu czy chcesz, żebym kontynuował tematykę małżeństwa.

Komentarze