Polityk, który rozumie grę wielkich mocarstw i wagę geopolityki. Cz. 2

  @Robert
24.01.2025

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Będzie to kolejna część wpisu na temat Grzegorza Brauna. We wstępie i w pierwszej części miałem jasny cel. Chciałem dobitnie zarysować, jakie powinno być najważniejsze kryterium przy właściwym doborze polityków. Przyszli reprezentanci narodu MUSZĄ rozumieć, że władza pochodzi od Pana Boga. MUSZĄ ściśle przestrzegać Jego reguł i od tego uzależniać swoje i narodu działanie. Nawet najzdolniejszy i najbardziej cwany polityk bez oddania swojej służby Panu Bogu skończy marnie. Z kolei naród, który tego nie respektuje nie może oczekiwać od Pana Boga pomocy i nie zasługuje na solidne państwo. Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie.

Zaryzykuję stwierdzenie, że wielki przepych, dobrobyt i bogactwo biblijnego Izraela za króla Salomona wynikały z bogobojności i oddania się Panu Bogu przez jego ojca króla Dawida. Król Dawid wszystko uzależniał od woli Pana Boga. Kiedy zgrzeszył i sobie to uświadamiał oddawał się bardzo surowej pokucie. Król Salomon był poniekąd beneficjentem zasług króla Dawida i finalnie swoim lekceważeniem Pana Boga zaprzepaścił całą pracę swojego ojca. Niech to będzie nauka dla nas wszystkich.

Posłużę się w tym miejscu jeszcze cytatem z rozprawki Pana Dawida:

„Czy można wyobrazić sobie powrót Polski do swojej chrześcijańskiej misji, nastanie w niej społecznego panowania Chrystusa i tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny nad wszelkimi herezjami głoszonymi również w naszym kraju jakimkolwiek sposobem omijającym Tradycję katolicką, czyli PRAWDĘ?”

Odpowiadam – nie można. Wydaje się, że w swojej publicznej działalności w polityce w latach 2014-2025 Pan Grzegorz w wielu miejscach dał jasny sygnał, że to rozumie. My w rozpoznaniu i ewentualnym wsparciu właściwego kandydata na reprezentanta narodu też powinniśmy to rozumieć.

Kilka cytatów z książeczki Tomasza a Kempisa – „O naśladowaniu Chrystusa”. Każdy człowiek, nieważne kto, czy to polityk, czy to wyborca powinien wziąć je sobie do serca.

„(…) Bogu muszą zaufać, którzy cokolwiek postanawiają. Bo człowiek postanawia, a Bóg rozporządza, i nie od człowieka zależy jego droga. Pamiętaj o powziętych postanowieniach i miej przed oczyma wizerunek Ukrzyżowanego. Gdy spojrzysz na życie Jezusa Chrystusa, wielki wstyd może cię ogarnąć, że nie starałeś się bardziej do Niego upodobnić, choć tak dawno już wszedłeś na tę drogę. Wtedy okaże się, że na tym świecie mądry był ten kto dla Chrystusa umiał być głupim i pogardzanym.”

Podobnie jest z narodem. To teraz cofamy się w czasie i zejdźmy trochę na ziemię.

Przełom 2014/2015. Czasy końcówki rządów absolutnych Platformy Obywatelskiej. Wybory prezydenckie i wysyp wielu prawicowych kandydatów. Wtedy też na rynku politycznym pojawił się Pan Grzegorz. Ja w tamtym czasie już dosyć mocno kierowałem się ku poglądom prawicowym. Wciąż jednak bardzo mi było daleko do mojej obecnej świadomości. Dlatego Pan Grzegorz na pierwszy rzut oka wydawał się wtedy jakimś egzotycznym dziwakiem. Z resztą jeśli ktokolwiek o nim mówił to tak starał się go przedstawiać. Dziwnym trafem od samego początku nie został przyjacielem reżimowych mediów. To też się nie zmieniło i pozostało tak do dnia dzisiejszego.

Powrócę do cytatu, który wstawiłem powyżej. Dotyczy on Sąd Ostatecznego: „Wtedy okaże się, że na tym świecie mądry był ten kto dla Chrystusa umiał być głupim i pogardzanym.” Pan Grzegorz od samego początku swojej działalności jasno deklarował swoje przywiązanie do Sprawy Katolickiej. W tamtym czasie na hasło intronizacji Jezusa Chrystusa na króla Polski absolutna większość społeczeństwa patrzyła z pogardą i wielkim politowaniem. Z pewnością nie dało się na tym zbić nawet najmniejszego „kapitału politycznego”. Wiedzieli o tym jego „prawicowi” kontrkandydaci, którzy w życiu by z czymś takim nie wyskoczyli, bo to by oznaczało narażenie się na „śmieszność”. Ja na tamtym etapie swojego życia tego postulatu jeszcze niestety nie rozumiałem…

Zauroczony za to byłem politykiem, który śpiewał, że ma cały portfel wypchany dolarami i chciał, żeby go całować, bo to piękna gra. Zwyczajnie w świecie nie byłem jeszcze gotowy na prawdziwego, prawicowego i katolickiego kandydata. Tak jak dziś nasz naród w zdecydowanej większości nie jest jeszcze gotowy na Pana Grzegorza i być może na takiego kandydata po prostu nie zasługuje. Po Kukiz15, reprezentowaniu „prawicy” przez PiS i działalności Konfederacji jest z tym na szczęście coraz lepiej. Dziś już hasło intronizacji Jezusa Chrystusa na króla Polski w mojej opinii jest już postrzegane znacznie korzystniej niż w roku 2015. Trzeba dalej  iść z tym sztandarem i być z niego dumnym.

Ok. Miała być jakaś geopolityka tak? To już zaraz będzie. Wpierw jeszcze napiszę jak ja w ogóle natknąłem się na Pana Grzegorza. To był spory przypadek. Mam kolegę – wielkiego fana Janusza Korwin-Mikke. Ten kolega zasłynął z tego, że przy wypchanym po brzegi ludźmi autobusie tłumaczył mi 30 minut sensowność legalizacji marihuany w naszym kraju. Wzrok tych wszystkich ludzi w autobusie pamiętam do dzisiaj. Oprócz tego działał aktywnie politycznie i pewnego dnia namawiał mnie na spotkanie z Panem Grzegorzem w okolicznym mieście. Trochę się wahałem, ale poszedłem. Można powiedzieć, że ta moja znajomość z tym kolegą to był taki zalążek Konfederacji. Światopoglądowo byliśmy co prawda różni, ale potrafiliśmy ze sobą rozmawiać i się dogadać.

Na spotkaniu była garstka ludzi. Mi to jednak nie przeszkadzało. Byłem pod wielkim wrażeniem Pana Grzegorza – jego wiedzy, sposobu mówienia, pięknej polszczyzny i ogromnego szacunku do słuchacza. O tych cechach szerzej napiszę w następnej części. Co prawda dalej stałem murem za politykiem, który śpiewał „O Hela, o Hela twoje ciało mnie onieśmiela”, ale dzięki Panu Grzegorzowi został we mnie mocno zakorzeniony zalążek (zaryzykuję to mocne stwierdzenie) nieustannego dążenia do prawdy. Lubiłem sobie wtedy „popolitykować” i postanowiłem, że Pana Grzegorza sprawdzę.

Zaraz po spotkaniu w kuluarach zapytałem od czapy o politykę zagraniczną Węgier. W odpowiedzi otrzymałem pięciominutowy wykład na temat tego, że pomimo swoich wad Węgry idą w kierunku „Wielkich Węgier”. Przypominam, że był to przełom lat 2014/2015. Mamy rok 2025 r. Teraz spójrzmy w jakim miejscu na arenie międzynarodowej są teoretycznie małe Węgry, a w jakim miejscu jest Polska ze znacznie większym potencjałem. Można się popłakać? Można.

Geopolityka w stosunkach międzynarodowych to temat kluczowy. Każdy sensownie myślący państwowiec o tym wie. Pomiędzy państwami nie ma przyjaźni, są tylko interesy. Mam wrażenie, że po Okrągłym Stole polska myśl strategiczna polega  wyłącznie na tym komu bardziej (cytując klasyka) robić l….. Zero suwerenności, zero pomysłu na państwo, zero obrony polskich interesów, zero podmiotowości na arenie międzynarodowej. Totalne dno.

Pan Grzegorz już w tamtym czasie postawił bardzo ciekawą tezę, że Polska to: Kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskich zarządem powierniczym. Zaznaczam, że był to rok 2014. Czyż to nie dzieje się na naszych oczach? Różnica może jest taka, że z dużym prawdopodobieństwem Rosjan chwilowo zastępują Ukraińcy, a żydowski zarząd powierniczy jest dodatkowo podżyrowany imperializmem i wpływem Amerykanów.

Pan Grzegorz W 2015 r. napisał w swoim programie wyborczym: „Jako prezydent nigdy nie zrezygnuję z suwerenności, nie wyprzedam polskiej ziemi, nie wyślę Polaków na WOJNĘ UKRAIŃSKĄ”.

Co? W 2015 r. na wojnę ukraińską? Jaka wojna ukraińska?! Większość przeciętnych Polaków myśli, że wojna ukraińsko-rosyjska zaczęła się w 2022 r. Tak też nakręca nas wszechobecna propaganda, która mówi bezalternatywnie „Na Ruska” lub „Na Moskwę”. Nikt nie mówi, że „to nie nasza wojna”, tylko z pałką do przodu głupi Polaczku na mocarstwo atomowe. Pan Grzegorz już wtedy przestrzegał, żeby trzymać się od tego z daleka. W świetle dzisiejszych wydarzeń, gdzie wszyscy nasi „przyjaciele” kombinują jak tu nas wrzucić pod „ciężarówkę z gruzem” on już w 2015 r. obiecywał, że nie pozwoli na udział Polaków w wojnie ukraińskiej. Prorok, czy co?

Prorok nie, ale rozumie geopolitykę. Pan Grzegorz jest ponad tym, bo rozumie wielką grę mocarstw i wagę geopolityki. Miałem się jakoś specjalnie nie odnosić do szanownego kontrkandydata Pana Grzegorza, ale tutaj akurat podam przykład.

Sławomir Mentzen 19 listopada 2024 r.

„Dzisiaj mija 1000 dni od ataku Rosji na Ukrainę. Dzięki wielkiemu poświęceniu i determinacji narodu ukraińskiego oraz pomocy Zachodu, w tym szybkiej pomocy Polski, Ukraina uratowała niepodległość, obroniła Kijów, zachowała dostęp do morza (…)”

Sławomir Mentzen albo nie wie, że konflikt ukraińsko-rosyjski trwa już od 2014 r. albo świadomie unika tego faktu. W obu przypadkach stawia go to w niekorzystnym świetle. W obu przypadkach wpisuje się w sączoną nam bezalternatywną propagandę „Na Ruska”.

Jeszcze 2 przykłady.

Pan Grzegorz już w 2022 r. mówił „Stop Ukrainizacji Polski”. Wtedy był powszechnie postrzegany jako „Ruska Onuca”. Dziś już pod te hasła podczepia się każdy pierwszy lepszy polityk, który uważa się za prawicowego. Nie dało się od razu tego zobaczyć? Dało się tylko na tamtym etapie trzeba było zebrać od reżimowych mediów „w łeb” i nie pozwalała na to „mądrość etapu”.

Pan Grzegorz przez te wszystkie lata mówił, że kluczem do polskiej polityki jest Białoruś. Prezydent Łukaszenka wielokrotnie próbował wyciągać do Polaków rękę, ale niestety nasza myśl strategiczna polega wyłącznie na „cytują klasyka” robieniu l….. Dlatego dziś Polska jest bezalternatywną częścią zachodu, Białoruś jest bezalternatywną częścią wschodu. Poważni gracze na arenie międzynarodowej kombinują jak tu Polaków i Białorusinów posłać na wyniszczającą wojnę. Zmarnowana szansa? Niestety jak wiele, bo w Polsce nie ma kompletnie żadnej myśli strategicznej. Totalne dno.

Pan Grzegorz przez te wszystkie lata wielokrotnie trzeźwo i przytomnie diagnozował sytuację na arenie międzynarodowej. Napisał wiele wspaniałych książek, w których nie tylko pisze o sytuacji aktualnej, ale wiele też nawiązuje do naszej historii. Przywołam tu maksymę: „Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie”. Pan Grzegorz naszą prawdziwą historię zna jak mało kto. Niestety zmierzamy do jej powtarzania, bo nasza myśl strategiczna koncentruje się wyłącznie na (cytując klasyka) robieniu l…… Chyba już o tym gdzieś wspominałem?

Mało tego. Pan Grzegorz niedawno ukończył swój film „Gietrzwałd 1877 r. wojna światów”. Dla kogoś kto interesuje się geopolityką film jest naprawdę ucztą dla rozumu. Zwłaszcza, że aktualna sytuacja naszego kraju niebezpiecznie przypomina sytuację z tamtych lat. Pan Grzegorz jasno wyjaśnia nam, gdzie my Polacy mamy się zwracać i jaka jest nasza ostatnia szansa. No chyba, że znowu chcemy zostać zezłomowani w wielkiej grze mocarstw. Zdarzało się to już tak wiele razy…

Geopolityka geopolityką. Jest bardzo ważna, ale są sprawy ważne i ważniejsze. Wstawię kolejny cytat z książki z 2018 r. "Gietrzwałd 1877, nieznane konteksty geopolityczne" - "Ponieważ mowa tu nie tylko o historii, polityce, militariach, ale i wprost o sprawach Wiary, niniejszym zastrzegam, że rzecz całą z góry poddaję osądowi Kościoła, prosząc o interpretowanie moich wypowiedzi we właściwym dla nich kontekście i właściwym duchu, mianowicie - w duchu Tradycji Katolickiej. Tę książeczkę poświęcam moim świętej pamięci Dziadkom - którzy nigdy nie rozstawali się z Różańcem."

W tymi miejscu zachęcam do masowego zainteresowania się objawieniami Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie. My jako Polacy musimy szukać ochrony pod płaszczem naszej Królowej i to nasza ostatnia szansa na przetrwanie! Swoją Królową musimy szanować i o Nią walczyć do ostatniego tchnienia.

Pan Grzegorz i jego ugrupowanie jako jedni z nielicznych stanęli w obronie Gietrzwałdu. Lidl akurat tam chce wybudować wielką sortownię śmieci. Nie pozwólmy na to! Jeśli przegramy tę bitwę to czy my jeszcze w ogóle zasługujemy na swoje państwo?

Komentarze