Materiały na temat różnic pomiędzy Mszą Tradycyjną a Nową Mszą znaleźć można u źródeł bardziej kompetentnych ode mnie. Czytając na ten temat dużo, osobiście jestem przekonany, że Nowa Msza nie jest tak naprawdę katolicka.
W swojej pracy wielokrotnie pokazywałem przykłady nadużyć liturgicznych jak msze w basenie, klaun tańczący obok ołtarza (czy raczej stołu) i w trakcie przyjmowania przez wiernych komunii świętej animujący taniec do znanej melodii "kaczuszki", wypowiadający zaklęcia szamani, czy tańce skąpo ubranego mężczyzny wykonującego homoseksualne, w swym wydźwięku, ruchy.
Natomiast epatowanie samymi nadużyciami może kogoś doprowadzić do błędnego wniosku, że problemem nie jest nowy ryt, ale owe nadużycia same w sobie. Tymczasem nawet najpobożniej odprawiana Nowa Msza jest czymś narzuconym katolickiemu światu, aby uczynić zadość wymogom ekumenizmu, szczególnie wobec protestantów. Podczas gdy Msza Tradycyjna potwierdza bardzo precyzyjnie, bez żadnych niedopowiedzeń, Wiarę Katolicką, negowaną przez protestantów, zwłaszcza odnośnie do trzech zasadniczych elementów doktryny, tj.: rzeczywistości Przeistoczenia, prawdziwości Ofiary i władzy kapłańskiej, Nowa Msza już tych problemów nie stwarza. A zatem w imię jednania się z heretykami poświęcono największy skarb Kościoła.
Msza Tradycyjna nazywana jest też Mszą Trydencką i Mszą Wszechczasów. Sobór Trydencki odbył się w latach 1545–1563, przez co niektórzy mówią o rycie mającym 500 lat. Tymczasem zmiany w tym rycie od wieku IV nazwać można, niezmieniającymi istoty, ubogaceniami, w związku z czym nie wydaje się błędem powiedzieć, że Msza Tradycyjna ma lat... 1700. Jak było wcześniej nie wiemy z powodu braku informacji, być może Msza Tradycyjna jest jeszcze starsza. Przez pierwsze wieki Kościoła Skarby misterium tej Mszy sukcesywnie przyozdabiono dla pożytku duchowego wiernych. Mądre źródła porównują Mszę Tradycyjną do ziarna gorczycy, ponieważ rozprzestrzeniała ona swe gałęzie, ale wszystko zawarte było już w nasieniu. Ten stopniowy rozwój ku coraz lepszemu eksponowaniu elementów doktryny katolickiej, zakończył się zasadniczo w czasach św. Grzegorza Wielkiego, żyjącego w szóstym wieku.
Pomyślmy: na 500 lat przed powstaniem Polski, kapłan mówił: "in nominie Patris, et Filii, et Spiritus Sancti", "Dominus vobiscum" i po pewnym czasie "Ite, Missa est". Kilka wieków przez powstaniem Polski. Następnie gdy Polska powstawała. Spójrzmy na historię świata od IVw., przywołajmy w pamięci jakiekolwiek wydarzenie i pomyślmy, że w tle jakiś kapłan mówił "Dominus vobiscum".
Wreszcie w roku 1570 święty Papież Pius V uroczyście ogłasza: oto jest Msza Kościoła Katolickiego. Tak wolno i należy czynić aż do końca świata.
W wieku XX powstają ruchy chcące tę Mszę zmienić. Pierwotnie skuteczne potępiane, ukrywały się jedynie, by w pewnym momencie dokonać rewolucji i oto mason, arcybiskup Annibale Bugnini ostatnie "poprawki" do Nowej Mszy zapisuje na serwetce w kafejce w Rzymie, popijając piwo. To co przez kilkanaście wieków było gorliwie najpierw ubogacane, następnie przez papieża Piusa V kanonizowane i nakazane po koniec czasów, w XXw. jest, z dnia na dzień, zmienione niemal w całości.
Ach, gdyby wtedy był internet. Gdyby można było skutecznie ostrzec świat katolicki, któremu nie postało w głowie, że hierarchia może być przejęta przez wrogie siły i że rąbanie teraz ołtarzy, na których przez wieki odprawiano Najświętszą Ofiarę, nie jest wcale wyrazem posłuszeństwa, ale jego zaprzeczeniem! Być może dziś nie mielibyśmy kilku już pokoleń księży wychowanych na Nowej Mszy, nie byłoby klaunów przy ołtarzu (czy raczej stole), nie byłoby wyprzedawania na Zachodzie opustoszałych świątyń i sztucznego łączenia parafii, nie byłoby powszechnego panowania herezji modernizmu i rosnącej dezorietnacji wiernych, którzy nie odróżniają już katolicyzmu od protestantyzmu (bylebyśmy wszyscy jakoś w miarę się dogadywali i żeby Pan Bóg nam pomagał w codziennych sprawach).
Na koniec - jedno trzeba modernistom przyznać. Zupełnie niewyobrażalny poziom zuchwałości i bezczelności. Oto jest ryt, który w najpiękniejszy i najwłaściwszy sposób oddaje istotę katolicyzmu, Msza odprawiana przez rzesze świętych kapłanów, odprawiana, gdy na tereny Polski docierali w V wieku Sklawenowie (wcześni Słowianie), oprawiana gdy Mieszko I przyjmował wiarę i przez kolejne ponad 10 wieków, ten ryt w XX wieku zmienimy. Tak szybko, tak sprawnie, tak przemyślnie, że świat katolicki nawet się nie zorientuje, a kto się zorientuje, na tego spadną problemy i... no cóż, za dwa, trzy pokolenia pamięć o jego oporze zaginie.
Dlatego, Mój Drogi Czytelniku, być może kapłanie, zakonniku czy zakonnico, błagam Cię, zanim będziesz bronić Nowej Mszy, nabądź przynajmniej wiedzę o całej tej historii.
Następnie znajdź Mszę Tradycyjną i przez swój w niej udział, zacznij przyczyniać się do czynienia Kościoła Katolickiego na powrót... katolickim.
Komentarze
Dzięki. Będzie, gdzie odsyłać nieprzekonanych ;)
Dodam jeszcze jedną rzecz której Pan może nie pamięta a która dowodzi że NOM cały czas się zmienia , ewoluuje w nieznanym kierunku. Jeszcze jakieś 15-20 lat temu więc już dawno po wprowadzeniu nowej mszy we wszystkich polskich kościołach przed komunią świętą po wezwaniu kapłana "Oto baranek Boży, który gładzi grzechy świata .... " wierni trzy razy mówili " Panie nie jestem godzien .... " . W ten sposób mówimy te słowa oddzielnie do każdej osoby Trójcy Przenajświętszej. Teraz już mówi się tylko raz. Na koniec mszy kapłan mówił do wiernych " Idźcie ofiara spełniona " . W pewnym momencie słowo ofiara znikło i pojawiło się nic nie znaczące w tym momencie ; Idźcie w pokoju Chrystusa. Co będzie dalej ?
Myślę, że zagadnienia które poruszasz to nie była norma i zależało od parafii lub diecezji w Polsce.
Dla przykładu, w mojej rodzinnej parafii, zawsze się klękało na błogosławieństwo na koniec Mszy Świętej (obecnie jest na stojąco), natomiast gdy wyjeżdżałem poza diecezję, często takiego zwyczaju nie było w tym samym okresie.
Dziwne, nie przypominam sobie, żeby trzy razy mówiono "Panie, nie jestem godzien"...
Dziękuję Dawidzie za te słowa porównania dwóch rytów. Im więcej o tym czytam tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu że taka właśnie jest prawda.. mam natomiast pytanie do tych, którzy przylgnęli już do Tradycji i nie chodzą na NOM. Jak to poukładać jeśli chodzi o rodzinne uroczystości typu ślub czy Komunia czy np Msze w czyjejś intencji, czy wtedy chodzicie na nową Msze?
Chodzę na takie uroczystości, ale nie uczestniczę aktywnie. Jak daję radę to odmawiam różaniec, nie idę do Komunii. Uważam, że nie ma powodu rezygnować z takiej uroczystości nawet jeżeli jest sprawowana po "nowemu".
Jak nieobecność ma wywołać duże zgorszenie i skandal w rodzinie to iść i być obecnym ciałem, ale nie duchem. Nie uczestniczyć aktywnie w nowym rycie.
Moim zdaniem trzeba to przepracować i przemodlić we własnym sumieniu. Wszystko przychodzi z czasem. Ja jeszcze nie miałem okazji tego mocniej odczuć, ale wciąż nad tym myślę. Poznałem osobę, która musiała pochować bliską osobę na Nowej Mszy, pomimo, że przestała na nią chodzić. Mówiła, że łatwo nie było. Znam też osoby, które nie widzą problemu w uczestnictwie w Nowej Mszy, pomimo, że preferują Starą. Wszystko zależy od tego czy jest Pani w stanie tolerować kształt Nowej Mszy i okoliczności jej powstania. Duże znaczenie ma też stopień jej "ucywilizowania" jak to mawiał Św. P. ksiądz Roman Kneblewski. W jednym miejscu może być godnie, a w innym "klaun" i "kaczuszki".
Też tak pomyślałam, jak Pan Robert, gdy na początku Sprawek usłyszałam temat rozprawki. Ale niestety czuję się zawiedziona.. Bo bardzo potrzeba, aby wskazać konkret: dlaczego Nowa Msza nie stwarza problemów odnośnie trzech elementów doktryny, negowanych przez protestantów? Co o tym świadczy? Miałam ogromną nadzieję, że zostanie wskazane dlaczego Nowa Msza nie potwierdza rzeczywistości Przeistoczenia? Dlaczego podważa Prawdziwość Ofiary oraz władzy kapłańskiej?
A tak to każdy może zapytać „na jakiej podstawie tak twierdzisz” i mam go odesłać do odsłuchania kilku/kilkunastu godzin wykładów ks. Bańki?
Może powinno być Post Scriptum z linkami do tych nagrań oraz treści pisanych, których tak dużo czytał Pan Dawid? Byłoby to bardzo pomocne.
Co stoi na przeszkodzie, żeby sama Pani komuś rozszerzyła tekst o te elementy o których Pani mówi? Przedstawić tę jakże skomplikowaną sprawę zwięźle i bez "przegadania" to ogromne wyzwanie. I tak dziwię się, że nie jest to "część 1". Tematyka jest tak złożona że są na ten temat całe książki i opracowania. Oczywiście linki do książek i nagrań mogą być pomocne, ale przecież Pan Dawid non stop poleca różne pozycje i kanały, które o tym mówią. Wystarczy zajrzeć do zakładki "Polecamy". Uważam, że powyższy tekst może być zwyczajnie w świecie "interesujący" dla kogoś, kto z tematem nie miał do czynienia. Nie ma szans, żeby poruszył każdą kwestię szczegółowo. Poza tym chyba nie taki jest i powinien być cel tego tekstu. Wystarczy, że laik złapie "bakcyla", żeby dalej pogrzebać i już będzie to z pewnością z korzyścią dla tej osoby. W większości przypadków tekst zapewne zostanie przez laika "olany", bo będzie "szukaniem dziury w całym". Przy zwiększeniu jego objętości prawdopodobieństwo tego wzrasta jeszcze bardziej.
Panie Robercie, nic nie stoi na przeszkodzie, naturalnie, żeby samemu poszukiwać. Mój komentarz nie jest o tym, żeby Pan Dawid „poruszył każdą kwestię szczegółowo”, ale o tym, że skoro wymienił w artykule trzy zasadnicze kwestie, z którymi nie jest po drodze protestantom, to byłoby wspaniale, gdyby podane zostały te miejsca w Nowej Mszy, które podważają rzeczywistość Przeistoczenia, prawdziwość Ofiary oraz władzy kapłańskiej.
To są bardzo poważne sprawy. Kapłani Bractwa twierdzą, że podczas Nowej Mszy dochodzi do Przeistoczenia i jest to Msza ważna. Liczę więc na odpowiedź Pana Dawida lub czytelników, które części lub modlitwy w czasie Nowej Mszy podważają wymienione w artykule zasadnicze elementy doktryny.
Moim zdaniem jest to temat rzeka i kwestia którą Pani porusza to materiał na osobną rozprawkę. Odkąd uczęszczam na Starą Mszę tych szczegółów i różnic widzę coraz więcej. Tego po prostu nie da się nie widzieć jak okrutne i drastyczne zaszły zmiany w tak krótkim czasie. Być może Pan Dawid ma w planie w przyszłości napisać szerzej o tej protestantyzacji. Wydaje mi się, że nie ma tu mowy na temat braku Przeistoczenia, a umniejszenia jego znaczenia. Dlatego jest to "milsze" i bliższe protestantom. Wszystko co uczynili moderniści jest milsze dla protestantów, innych religii i wrogów Kościoła. Po co w tym uczestniczyć skoro jest dostęp do prawdziwego i godnego? Oby ten dostęp postępował i się rozszerzał. Ja jako zadeklarowany katolik czuję się zobowiązany by o to walczyć.
Zachęcam do przeczytania tekstu
"Krótka analiza krytyczna Novus Ordo Missae". Są tam w skondensowany sposób wypunktowane wszystkie elementy Nowej Mszy, które są bardziej protestanckie niż katolickie.
Jako wystarczający argument; jeżeli ktoś uczciwie będzie sprawę rozważał; wystarczy usunięcie przyklęknięcia kapłana zaraz po wypowiedzeniu słów konsekracji przed podniesieniem w nowym rycie.
Benedykt XVI mógł mocniej zabezpieczyć Mszę Wszechczasów dokumentem o wyższej randze np. Bullą papieską, niż Listem apostolskim motu proprio, o dużo niższym znaczeniu. Zaczął natomiast wymyslać jakieś pokrętne filipiki słowne typu: hermenuetyka ciągłości Papież Benedykt XVI nie posługuje się w obronie Tradycji tradycyjną terminologią, ale stworzył w tym celu całkowicie nowe pojęcie. Uczynił tak, ponieważ jego stosunek do Tradycji różni się od tego, czego Kościół nauczał przez XX wieków swej historii. Użycie tego nowego sformułowania, w połączeniu z oczywistym przywiązaniem papieża do nowinek Vaticanum II, ekumenizmu i wolności religijnej dowodzą, że niezależnie od tego, jak bardzo byśmy tego pragnęli, Benedykt XVI nie był papieżem Tradycji.
Tak więc niezależnie od tego, jak często będziemy słyszeć termin „hermeneutyka ciągłości”, niezależnie od tego, ile razy będzie się nam mówić, że Vaticanum II nie stanowi zerwania, pozostaje faktem, że nowe podejście do tego, co nazywa się obecnie ekumenizmem – a co za tym idzie stanowisko Benedykta XVI w tej kwestii – pozostaje w sprzeczności z tradycyjnym Magisterium. Nie może tu być mowy o żadnej ciągłości.
To, że SVII, był rewolucją, a nie żadną ciągłością potwierdza sformułowanie kardynała Suenensa (zresztą modernisty), który nazwał go "rewolucją francuską w Kościele" oraz Yvesa Congara (również modernisty), który porównał sobór do rewolucji październikowej w Rosji z 1917 roku.
Dlatego w całą stanowczością i przekonaniem rozróżniam dwie kościelne rzeczywistości. Na Mszę wszechczasów mówię Msza Święta, na posoborową Msza. Jest to ze wszech miar uzasadnione. Msza Święta, kanonizowana przez św. Piusa V, jest TYLKO jedna. 'Produkt chwili' jak słusznie nazwał nową mszę kard. Ratzinger nie można nazwać Świętą.
"Jak dostatecznie udowadnia załączona krótka analiza krytyczna, będąca dziełem grupy doborowych teologów, liturgistów i duszpasterzy, Novus Ordo Missae – biorąc pod uwagę elementy nowe i podatne na rozmaite interpretacje, ukryte lub zawarte w sposób domyślny – tak w całości, jak w szczegółach, wyraźnie oddala się od katolickiej teologii Mszy św., sformułowanej na XX sesji Soboru Trydenckiego. Ustalając raz na zawsze kanony rytu, Sobór ten wzniósł zaporę nie do pokonania przeciw wszelkim herezjom atakującym integralność tajemnicy Eucharystii."
"Nie wydaje się, by argumenty natury duszpasterskiej, do których odwoływano się dla uzasadnienia tak poważnego zerwania, były dostateczne, nawet jeśli uznać, że wolno je przeciwstawiać argumentom doktrynalnym. W Novus Ordo Missae pojawia się tyle nowości, zaś z drugiej strony, tyle rzeczy odwiecznych zostaje zepchniętych na dalszy plan lub przesuniętych na inne miejsce – jeśli zostało dla nich jeszcze jakieś miejsce – że grozi to, iż pewna wątpliwość, która wkrada się, niestety, do niektórych środowisk, wzmocni się i przerodzi w pewnik. Uważa się bowiem, że prawdy Wiary, wyznawane od zawsze przez wierny lud, można zmieniać lub pomijać milczeniem i nie będzie to zdradą świętego depozytu nauczania Kościoła, z którym wiara katolicka związana jest na zawsze. Ostatnie reformy stanowią wystarczający dowód na to, że nie da się wprowadzić nowych zmian w liturgii, nie powodując kompletnej dezorientacji u wiernych, którzy wyraźnie okazują, że są im one nieznośne i niezaprzeczalnie osłabiają ich wiarę. Przejawem tego wśród najlepszej części duchowieństwa jest dręcząca rozterka sumienia, czego niezliczone świadectwa napływają do nas codziennie."
"Jesteśmy pewni, że nasze spostrzeżenia, dla których natchnieniem jest to, co słyszymy z ust pasterzy i wiernych, znajdą odzew w ojcowskim sercu Waszej Świątobliwości, zawsze pełnym głębokiej troski o duchowe potrzeby dzieci Kościoła. Jeśli jakieś prawo okazuje się szkodliwe, to poddani, dla których dobra się je stanowi, mają prawo – a nawet obowiązek – prosić prawodawcę, z synowską ufnością, o jego odwołanie."
'Dlatego też błagamy gorąco Waszą Świątobliwość – w chwili, gdy czystość Wiary i jedność Kościoła narażone są przez tak okrutne rozdarcia i rosnące niebezpieczeństwa, które codziennie znajdują odgłos w zasmuconych słowach Ojca nas wszystkich – abyś zechciał nie pozbawiać nas możliwości uciekania się do nieskazitelnego i obfitującego w łaski Mszału św. Piusa V, tak otwarcie sławionego przez Waszą Świątobliwość i tak głęboko ukochanego i otaczanego czcią przez cały świat katolicki."
+ Alfred kardynał Ottaviani
+ Antoni kardynał Bacci