BEZCZELNOŚĆ TWÓRCÓW NOWEJ MSZY

04.09.2024

Materiały na temat różnic pomiędzy Mszą Tradycyjną a Nową Mszą znaleźć można u źródeł bardziej kompetentnych ode mnie. Czytając na ten temat dużo, osobiście jestem przekonany, że Nowa Msza nie jest tak naprawdę katolicka.

W swojej pracy wielokrotnie pokazywałem przykłady nadużyć liturgicznych jak msze w basenie, klaun tańczący obok ołtarza (czy raczej stołu) i w trakcie przyjmowania przez wiernych komunii świętej animujący taniec do znanej melodii "kaczuszki", wypowiadający zaklęcia szamani, czy tańce skąpo ubranego mężczyzny wykonującego homoseksualne, w swym wydźwięku, ruchy.

Natomiast epatowanie samymi nadużyciami może kogoś doprowadzić do błędnego wniosku, że problemem nie jest nowy ryt, ale owe nadużycia same w sobie. Tymczasem nawet najpobożniej odprawiana Nowa Msza jest czymś narzuconym katolickiemu światu, aby uczynić zadość wymogom ekumenizmu, szczególnie wobec protestantów. Podczas gdy Msza Tradycyjna potwierdza bardzo precyzyjnie, bez żadnych niedopowiedzeń, Wiarę Katolicką, negowaną przez protestantów, zwłaszcza odnośnie do trzech zasadniczych elementów doktryny, tj.: rzeczywistości Przeistoczenia, prawdziwości Ofiary i władzy kapłańskiej, Nowa Msza już tych problemów nie stwarza. A zatem w imię jednania się z heretykami poświęcono największy skarb Kościoła.

Msza Tradycyjna nazywana jest też Mszą Trydencką i Mszą Wszechczasów. Sobór Trydencki odbył się w latach 1545–1563, przez co niektórzy mówią o rycie mającym 500 lat. Tymczasem zmiany w tym rycie od wieku IV nazwać można, niezmieniającymi istoty, ubogaceniami, w związku z czym nie wydaje się błędem powiedzieć, że Msza Tradycyjna ma lat... 1700. Jak było wcześniej nie wiemy z powodu braku informacji, być może Msza Tradycyjna jest jeszcze starsza. Przez pierwsze wieki Kościoła Skarby misterium tej Mszy sukcesywnie przyozdabiono dla pożytku duchowego wiernych. Mądre źródła porównują Mszę Tradycyjną do ziarna gorczycy, ponieważ rozprzestrzeniała ona swe gałęzie, ale wszystko zawarte było już w nasieniu. Ten stopniowy rozwój ku coraz lepszemu eksponowaniu elementów doktryny katolickiej, zakończył się zasadniczo w czasach św. Grzegorza Wielkiego, żyjącego w szóstym wieku.

Pomyślmy: na 500 lat przed powstaniem Polski, kapłan mówił: "in nominie Patris, et Filii, et Spiritus Sancti", "Dominus vobiscum" i po pewnym czasie "Ite, Missa est". Kilka wieków przez powstaniem Polski. Następnie gdy Polska powstawała. Spójrzmy na historię świata od IVw., przywołajmy w pamięci jakiekolwiek wydarzenie i pomyślmy, że w tle jakiś kapłan mówił "Dominus vobiscum".

Wreszcie w roku 1570 święty Papież Pius V uroczyście ogłasza: oto jest Msza Kościoła Katolickiego. Tak wolno i należy czynić aż do końca świata. 

W wieku XX powstają ruchy chcące tę Mszę zmienić. Pierwotnie skuteczne potępiane, ukrywały się jedynie, by w pewnym momencie dokonać rewolucji i oto mason, arcybiskup Annibale Bugnini ostatnie "poprawki" do Nowej Mszy zapisuje na serwetce w kafejce w Rzymie, popijając piwo. To co przez kilkanaście wieków było gorliwie najpierw ubogacane, następnie przez papieża Piusa V kanonizowane i nakazane po koniec czasów, w XXw. jest, z dnia na dzień, zmienione niemal w całości.

Ach, gdyby wtedy był internet. Gdyby można było skutecznie ostrzec świat katolicki, któremu nie postało w głowie, że hierarchia może być przejęta przez wrogie siły i że rąbanie teraz ołtarzy, na których przez wieki odprawiano Najświętszą Ofiarę, nie jest wcale wyrazem posłuszeństwa, ale jego zaprzeczeniem! Być może dziś nie mielibyśmy kilku już pokoleń księży wychowanych na Nowej Mszy, nie byłoby klaunów przy ołtarzu (czy raczej stole), nie byłoby wyprzedawania na Zachodzie opustoszałych świątyń i sztucznego łączenia parafii, nie byłoby powszechnego panowania herezji modernizmu i rosnącej dezorietnacji wiernych, którzy nie odróżniają już katolicyzmu od protestantyzmu (bylebyśmy wszyscy jakoś w miarę się dogadywali i żeby Pan Bóg nam pomagał w codziennych sprawach).

Na koniec - jedno trzeba modernistom przyznać. Zupełnie niewyobrażalny poziom zuchwałości i bezczelności. Oto jest ryt, który w najpiękniejszy i najwłaściwszy sposób oddaje istotę katolicyzmu, Msza odprawiana przez rzesze świętych kapłanów, odprawiana, gdy na tereny Polski docierali w V wieku Sklawenowie (wcześni Słowianie), oprawiana gdy Mieszko I przyjmował wiarę i przez kolejne ponad 10 wieków, ten ryt w XX wieku zmienimy. Tak szybko, tak sprawnie, tak przemyślnie, że świat katolicki nawet się nie zorientuje, a kto się zorientuje, na tego spadną problemy i... no cóż, za dwa, trzy pokolenia pamięć o jego oporze zaginie. 

Dlatego, Mój Drogi Czytelniku, być może kapłanie, zakonniku czy zakonnico, błagam Cię, zanim będziesz bronić Nowej Mszy, nabądź przynajmniej wiedzę o całej tej historii.

Następnie znajdź Mszę Tradycyjną i przez swój w niej udział, zacznij przyczyniać się do czynienia Kościoła Katolickiego na powrót... katolickim. 

Komentarze