Obecna sytuacja jest dość skomplikowana. Szaleje rewolucja. O której rewolucji mowa? O neomarksistowskiej w świecie czy modernistycznej w Kościele? O obu tych obliczach tej samej rewolucji. Które oblicze jest straszniejsze? Rozum nakazywałby przyjąć, że modernizm w Kościele. Jedynym co może przeciwstawić się potędze masońskiej rewolucji jest Kościół. Gdy więc sam Kościół jest od wewnątrz rewolucją przeżarty, sprawa staje się skomplikowana.
Nie lubię Dawid jak używasz takich tendencyjnych i sugestywnych słów - Kościół przeżarty rewolucją. Ja też tego nie lubię. Ale jeszcze bardziej nie lubię pudrowania rzeczywistości, a każdy z nas wydaje się mieć w jakimś stopniu potrzebę powiedzieć sobie czasem: no przecież nie może być aż tak źle, co? Pomyślmy. Aby rewolucja odniosła sukces, musi ona wyeliminować pamięć o dawnym porządku. Sobór Watykański II był ok. 60 lat temu. Jeżeli zatem ktoś mówi: "Daj spokój z tym Soborem, to jakaś obsesja, źródła kryzysu są gdzie indziej" odpowiedziałbym: a skąd wiesz? Czy 60 lat nie wystarczy by wymazać pamięć o dawnym porządku?
Nazistowski minister propagandy Joseph Goebbels mówił: "Jeżeli będziecie powtarzali kłamstwo dostatecznie często, ludzie w nie uwierzą, a może nawet uwierzycie w nie sami". Wszystko to zostało naprawdę misternie przygotowane, przy czym za największą zdobycz modernizmu uważam stworzenie tego masowego pomieszania, jak w mikserze o dużej mocy, a więc w sposób niemal uniemożliwiający odłączenie składników, tematów WIARY i EMOCJI. Uważam bowiem, że największą przeszkodą jaką napotyka dzisiaj prawda nie jest ludzka dezorientacja, choć ta oczywiście też, ale ludzki strach. 60 lat wystarczy, by prawda była trudna do słuchania właśnie z powodu strachu.
Mój Drogi Czytelniku, zresztą sam oceń. Czy to co teraz napiszę wzbudzi Twój opór i jeżeli tak, to czy będzie to opór rozumowy czy opór podszyty lękiem przed skalą zarysowanego problemu? Czy w Polsce jest choć jedno seminarium, gdzie przyszły kapłan może otrzymać formację katolicką, w której jest nauczony odróżniać prawdę od błędów? Czy w Polsce jest choć jedno seminarium, gdzie używa się języka jednoznacznego, bez dwuznacznych pojęć, a seminarzyści z każdym dniem, tygodniem i rokiem mają większy ład pojęciowy? Za najbardziej ortodoksyjne seminarium w Polsce uchodzi Wyższe Seminarium Duchowne w Tarnowie. Czy tam przekazuje się pełnię Doktryny, bez pominięć i przemilczeń? Czy nie przeniknęła tam tzw. nowa ewangelizacja? Czy seminarzyści na samym starcie nie dostają tam, w miejsce katolickiej definicji wiary, czyli "przyjęcie rozumem tego co Pan Bóg objawił, a Kościół do wierzenia podaje" definicji modernistycznej, która jest niekatolicka, czyli "wiara jako żywe doświadczenie spotkania z Jezusem"?
A to tylko wierzchołek góry lodowej. I szczere pytanie: czy jest to trudne do przyjęcia? I jeżeli tak, to czy trudne rozumowo czy emocjonalnie, lękowo? Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że absolutna większość kapłanów w Polsce i na świecie została ukształtowana na treściach niekatolickich, w których prawda miesza się z błędem i nawet najbardziej dobrotliwi i pobożni ludzie przestają mieć narzędzia do rozróżnienia jednego od drugiego. Reakcją na ten trudny stan rzeczy może być albo tak popularne: "Daj spokój, przecież i tak najważniejsza jest miłość", lub coś w tym stylu...
Albo odważne poznawanie prawdy, do którego zachęcam. Przecież Panu Bogu nic nigdy się z ręki nie wymknęło.
Komentarze
https://www.youtube.com/watch?v=EAQTrjYtJbk
Tutaj ciekawa wypowiedź redaktora Lisickiego na temat seminariów.
Natomiast, żeby nie było tak całkiem smutno. Informacja z tej niedzieli:
"Również 1 lutego w seminarium w Zaitzkofen jeden polski kleryk przyjmie święcenia egzorcysty i akolitatu, czterech - ostiariatu i lektoratu. Natomiast 2 lutego ośmiu Polaków seminarzystów przyjmie tonsurę oraz sześciu zostanie obłóczonych. Polecamy naszych seminarzystów Waszej modlitwie i hojności."
Panie, daj nam kapłanów.
Panie, daj nam świętych kapłanów.
Panie, daj nam wielu świętych kapłanów.
Panie, daj nam wiele świętych powołań zakonnych.