Limbus - czemu jest Kościołowi potrzebny?

  @Robert
31.12.2024

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Chciałbym poruszyć temat Limbusa. Wiem, że nie jest to jakiś najważniejszy dla katolika temat, ale ciągle zaprząta moją głowę. Wrócił do mnie jak bumerang przy ostatnim sobotnim wspomnieniu Świętych Młodzianków…

Kocham Kościół. Od założenia Go przez Pana Jezusa cała Jego nauka jest niezmienna i spójna. Przynajmniej ta wykładana do Soboru Watykańskiego II. Jest to raj dla mojego męskiego myślenia, gdzie wszystko musi się spinać. Odkąd odnalazłem Mszę Wszech Czasów spina się praktycznie wszystko. Często wymaga nadrobienia zaniedbań i zaległości z powodu wielu lat tkwienia w modernizmie. W niektórych kwestiach rozum musi wybierać, co uznaje za prawdę, a co za fałsz. Czasami się też trochę buntuje, bo nie jest mu łatwo coś zaakceptować. 

Posoborowy katolik z reguły bardziej lub mniej świadomie akceptuje „naukę” Soboru Watykańskiego II. Ta posoborowa „nauka” to np. błędy spisane w Syllabus Errorum papieża Piusa IX. W Kościele z całą pewnością nastąpiła rewolucja. Katolik musi dokonać wyboru czy iść za nauką którą reprezentował Pius IX, czy jednak iść za posoborowiem.

Jeśli Święty papież Pius V w Bulli Quo Primum Tempore zostawił możliwość po Wsze Czasy uczęszczania na Mszę Trydencką to nawet przy ewentualnym zakazie aktualnego papieża można iść za Świętym Piusem V.  Trzeba wybrać - akceptować promowaną wszędzie Novus Ordo Missae, czy wybrać tę Mszę którą pozostawił nam Święty Pius V?

Czy można akceptować ekumenizm w swoim aktualnym kształcie, kiedy zajrzy się do encykliki Mirari Vos papieża Grzegorza XVI? Przecież to są kompletnie dwie sprzeczne nauki. Trzeba wybrać za którym „kościołem” katolik się opowiada.

Oczywiście takich „dylematów” każdy z nas ma bardzo dużo. Po to tu jesteśmy, żeby się wzajemnie wspierać, umacniać i uświadamiać, bo droga Prawdy jest trudna i wyboista. Rozum może płatać katolikowi figle.

No i teraz pojawia się Limbus. Od razu zaznaczam, że ja absolutnie nie chcę kwestionować jego istnienia i wydaje mi się, że znam naukę Kościoła. Zarówno tę przed soborem i po soborze. Jestem tylko świeckim gawędziarzem i żaden ze mnie teolog. Jednak moje męskie myślenie, które lubi mieć wszystko spięte potrzebuje zwyczajnie w świecie doprecyzowania. Próbuję dojść do takiego punktu, kiedy temat całkowicie zamknę i nie będę już myślami w ogóle do niego wracał.

Przejdźmy do rzeczy.

Człowiek został stworzony z WOLNĄ WOLĄ. Może wybrać czy chce podążać za dobrem lub złem. Za jego wybory spotyka go potem nagroda lub kara. W nauczaniu Kościoła nt. Limbusa pojawia się dla mnie podstawowy problem: mały człowiek, który potencjalnie do niego trafia idzie tam bez pozostawienia mu żadnego wyboru. Abortowane dziecko, malutkie dziecko bez Chrztu Świętego nie ma żadnego wpływu na swój los. Zostaje skazane na tę „neutralną szczęśliwość” w Limbusie z powodu osób trzecich, które w wielu przypadkach są zwyczajnymi mordercami. Czy jest w tym sprawiedliwość? Czy jest w tym WOLNA WOLA dana człowiekowi? Podobny problem jest przecież w przypadku nawet dorosłego człowieka, który nie miał możliwości poznania wiary katolickiej. Wydaje się, że dobry człowiek (dajmy na to żyjący cały czas w buszu) dalej ma szansę na Zbawienie, bo stan jego duszy i trwanie w grzechu pierworodnym nie wynika przecież z jego winy.

Kościół przy nauce o Limbusie podkreśla szczególnie wagę Chrztu Świętego. Chrzest Święty powoduje, że człowiek zostaje obmyty z grzechu pierworodnego. Wydaje się, że ten stan „neutralnej szczęśliwości” w Limbusie jest z powodu pozostania takiego małego człowieka w grzechu pierworodnym. Co było jednak przed ustanowieniem sakramentu Chrztu Świętego?

Przed ustanowieniem sakramentu Chrztu Świętego tacy Abraham, Mojżesz, król Dawid trafiali do Otchłani. Dopiero Pan Jezus "zstąpił do Piekieł", otworzył możliwość wejścia do Nieba i ich stamtąd zabrał. Co z malutkimi dziećmi, które zostały przed narodzeniem Pana Jezusa np. zabite w łonie matki, albo umarły zaraz po narodzinach? Prawie wszyscy byli wtedy splamieni grzechem pierworodnym. Abraham, Dawid, Mojżesz też. Różnica była taka, że Abraham, Dawid, Mojżesz mieli możliwość "wykazać się". Dziecko zabite nie miało takiej możliwości. Morderca w brutalny sposób zabrał im tę możliwość. Wtedy Chrztu Świętego nie było. Co się stało z tymi wszystkimi dziećmi? Już wtedy trafiały do Limbusa? Po „zstąpieniu do Piekieł” Pana Jezusa część tych dzieci została w Limbusie, a część poszła do Nieba? Ciężko mi to sobie wyobrazić.

Idźmy dalej. Jedynym człowiekiem, który jest pozbawiony grzechu pierworodnego jest Najświętsza Maryja Panna. Dlatego mówimy, że jest Niepokalana. Ostatnio się dowiedziałem, że Jan Chrzciciel urodził się już bez grzechu pierworodnego. Nawiedzenie Świętej Elżbiety przez brzemienną Najświętszą Maryję Pannę grzech pierworodny zmyło. Teraz w układance pojawiają mi się jeszcze Młodziankowie, których wspominaliśmy w sobotę 28 grudnia. Były to dzieci 0-2 lat, które zostały zamordowane przez króla Heroda. O ile wszystko dobrze rozumiem czcimy ich teraz jako Świętych Kościoła Katolickiego, więc musiały trafić do Nieba. Można zatem domniemywać, że otrzymały „Chrzest krwi”, który zmazał ich grzech pierworodny. To jeszcze nie jest taki Chrzest Święty jaki mamy dziś, a jednak dzieci musiały zostać w ten sposób oczyszczone z grzechu pierworodnego. No bo chyba nie czcimy Młodzianków, którzy trafili do Limbusa i są w stanie „neutralnej szczęśliwości” prawda?

Teraz wg mojego małego rozumu pojawiają się dalsze pytania:

Jaka śmierć uprawnia takie malutkie dziecko do dostąpienia zaszczytu wejścia do Nieba, pomimo pozostania w grzechu pierworodnym? Co może zmazać z dziecka grzech pierworodny oprócz Chrztu Świętego (przypadek Jana Chrzciciela i Młodzianków)? Czy do Nieba weszli tylko Młodziankowie, czy może inne podobne im dzieci w tym czasie też mogły wejść do Nieba?

Prawda jest taka , że nikt z nas nigdy o takich rzeczach nie będzie decydował, więc to raczej mnie kompletnie nie dotyczy.

Wiem natomiast, że aktualnie grzech pierworodny może zostać zmyty przez Chrzest Święty. W taki sakrament został wyposażony Kościół Święty. Problem rozumianej po ludzku „niesprawiedliwości” Limbusa chodzi  za mną naprawdę spory czas i chyba w końcu doszedłem do takich wniosków:

Kościół tradycyjnie naucza o Limbusie/Otchłani. Wydaje mi się, że Kościół podchodzi do tego tak restrykcyjnie, bo motywuje do braku zwłoki w udzieleniu Chrztu Świętego. Kościół tradycyjnie wskazuje, że Chrztu należy udzielić najszybciej jak to możliwe. Katolik świadom, że jest Limbus będzie robił wszystko, żeby swoje dziecko ochrzcić jak najszybciej. Bez Limbusa nastąpi podejście – eeee tam i tak moje dziecko nie nagrzeszyło, więc po co się spieszyć. Abp Levebvre zakładał za życia, że trafi do Czyścca. Przez wielu uważany za Świętego w pokorze zakładał, że nie zasługuje na Niebo. Nikt z nas grzeszników nie zasługuje na Niebo i bezpieczniej jest zakładać, że ono nam się nie należy. O tym zdecyduje dopiero Pan Bóg, kiedy zamkniemy oczy. Bezpieczniej jest zatem zakładać w pokorze, że dziecko pozostające w grzechu pierworodnym do Nieba nie trafia. Tylko czy można mieć nadzieję, że dla takiego dziecka jest jakaś szansa?

Bardzo ważne przy tym jest, że Kościół walczący ma wpływ na ludzi żyjących. Udzielenie sakramentu Ostatniego Namaszczenia zaopatrza ŻYJĄCEGO człowieka w niezbędne łaski przed Sądem. Podobnie jest z Chrztem Świętym. Chrzest Święty zdejmuje z małego człowieka żelazną kulę przywiązaną do nogi w postaci grzechu pierworodnego. To ogromna korzyść dla takiego człowieka. Dlatego tak ważne, żeby starać się go udzielić jak najszybciej, zwłaszcza gdy istnieje ryzyko śmierci.

Jakkolwiek ciężko mi zaakceptować stan „neutralnej szczęśliwości” dla niewinnych dzieci trafiających do Limbusa, to wiara w istnienie Otchłani/Limbusa jest dla Kościoła Walczącego bardzo pożyteczna. Ano dlatego, bo motywuje rodziców do braku zwłoki przy Chrzcie swoich dzieci. Rozumiem powagę pozostania człowieka w grzechu pierworodnym po swojej śmierci. Jednak Święci Młodziankowie dają mi też jakieś podstawy do myślenia, że dla takich małych dusz jest jednak jakaś szansa. Mam nadzieję, że ten mój wywód jest względnie logiczny i nie zostanie odebrany jako podważanie nauczania Świętego Kościoła Katolickiego. Absolutnie nie to jest moim celem.

W tym miejscu chcę też zachęcić do wspierania osób i organizacji, którzy walczą z grzechem aborcji. To wielcy bohaterowie, którzy są atakowani prawie z każdej strony. Wykonują trudną i bardzo niewdzięczną pracę. Zachęcam też do modlitwy za abortowane dzieci. Ja w miłości do bliźniego chcę wierzyć, że nie będą skazane na „neutralną szczęśliwość” w Limbusie, a jednak dostaną jakąś szansę osiągnięcia radości oglądania Pana Boga.

 

W tym miejscu życzę Wam wszystkim szczęśliwego nowego roku. Oby razem z ulepszaniem naszych sumień ulepszała się też nasza Polska.

Z Panem Bogiem

Komentarze