Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Chciałbym poruszyć temat Limbusa. Wiem, że nie jest to jakiś najważniejszy dla katolika temat, ale ciągle zaprząta moją głowę. Wrócił do mnie jak bumerang przy ostatnim sobotnim wspomnieniu Świętych Młodzianków…
Kocham Kościół. Od założenia Go przez Pana Jezusa cała Jego nauka jest niezmienna i spójna. Przynajmniej ta wykładana do Soboru Watykańskiego II. Jest to raj dla mojego męskiego myślenia, gdzie wszystko musi się spinać. Odkąd odnalazłem Mszę Wszech Czasów spina się praktycznie wszystko. Często wymaga nadrobienia zaniedbań i zaległości z powodu wielu lat tkwienia w modernizmie. W niektórych kwestiach rozum musi wybierać, co uznaje za prawdę, a co za fałsz. Czasami się też trochę buntuje, bo nie jest mu łatwo coś zaakceptować.
Posoborowy katolik z reguły bardziej lub mniej świadomie akceptuje „naukę” Soboru Watykańskiego II. Ta posoborowa „nauka” to np. błędy spisane w Syllabus Errorum papieża Piusa IX. W Kościele z całą pewnością nastąpiła rewolucja. Katolik musi dokonać wyboru czy iść za nauką którą reprezentował Pius IX, czy jednak iść za posoborowiem.
Jeśli Święty papież Pius V w Bulli Quo Primum Tempore zostawił możliwość po Wsze Czasy uczęszczania na Mszę Trydencką to nawet przy ewentualnym zakazie aktualnego papieża można iść za Świętym Piusem V. Trzeba wybrać - akceptować promowaną wszędzie Novus Ordo Missae, czy wybrać tę Mszę którą pozostawił nam Święty Pius V?
Czy można akceptować ekumenizm w swoim aktualnym kształcie, kiedy zajrzy się do encykliki Mirari Vos papieża Grzegorza XVI? Przecież to są kompletnie dwie sprzeczne nauki. Trzeba wybrać za którym „kościołem” katolik się opowiada.
Oczywiście takich „dylematów” każdy z nas ma bardzo dużo. Po to tu jesteśmy, żeby się wzajemnie wspierać, umacniać i uświadamiać, bo droga Prawdy jest trudna i wyboista. Rozum może płatać katolikowi figle.
No i teraz pojawia się Limbus. Od razu zaznaczam, że ja absolutnie nie chcę kwestionować jego istnienia i wydaje mi się, że znam naukę Kościoła. Zarówno tę przed soborem i po soborze. Jestem tylko świeckim gawędziarzem i żaden ze mnie teolog. Jednak moje męskie myślenie, które lubi mieć wszystko spięte potrzebuje zwyczajnie w świecie doprecyzowania. Próbuję dojść do takiego punktu, kiedy temat całkowicie zamknę i nie będę już myślami w ogóle do niego wracał.
Przejdźmy do rzeczy.
Człowiek został stworzony z WOLNĄ WOLĄ. Może wybrać czy chce podążać za dobrem lub złem. Za jego wybory spotyka go potem nagroda lub kara. W nauczaniu Kościoła nt. Limbusa pojawia się dla mnie podstawowy problem: mały człowiek, który potencjalnie do niego trafia idzie tam bez pozostawienia mu żadnego wyboru. Abortowane dziecko, malutkie dziecko bez Chrztu Świętego nie ma żadnego wpływu na swój los. Zostaje skazane na tę „neutralną szczęśliwość” w Limbusie z powodu osób trzecich, które w wielu przypadkach są zwyczajnymi mordercami. Czy jest w tym sprawiedliwość? Czy jest w tym WOLNA WOLA dana człowiekowi? Podobny problem jest przecież w przypadku nawet dorosłego człowieka, który nie miał możliwości poznania wiary katolickiej. Wydaje się, że dobry człowiek (dajmy na to żyjący cały czas w buszu) dalej ma szansę na Zbawienie, bo stan jego duszy i trwanie w grzechu pierworodnym nie wynika przecież z jego winy.
Kościół przy nauce o Limbusie podkreśla szczególnie wagę Chrztu Świętego. Chrzest Święty powoduje, że człowiek zostaje obmyty z grzechu pierworodnego. Wydaje się, że ten stan „neutralnej szczęśliwości” w Limbusie jest z powodu pozostania takiego małego człowieka w grzechu pierworodnym. Co było jednak przed ustanowieniem sakramentu Chrztu Świętego?
Przed ustanowieniem sakramentu Chrztu Świętego tacy Abraham, Mojżesz, król Dawid trafiali do Otchłani. Dopiero Pan Jezus "zstąpił do Piekieł", otworzył możliwość wejścia do Nieba i ich stamtąd zabrał. Co z malutkimi dziećmi, które zostały przed narodzeniem Pana Jezusa np. zabite w łonie matki, albo umarły zaraz po narodzinach? Prawie wszyscy byli wtedy splamieni grzechem pierworodnym. Abraham, Dawid, Mojżesz też. Różnica była taka, że Abraham, Dawid, Mojżesz mieli możliwość "wykazać się". Dziecko zabite nie miało takiej możliwości. Morderca w brutalny sposób zabrał im tę możliwość. Wtedy Chrztu Świętego nie było. Co się stało z tymi wszystkimi dziećmi? Już wtedy trafiały do Limbusa? Po „zstąpieniu do Piekieł” Pana Jezusa część tych dzieci została w Limbusie, a część poszła do Nieba? Ciężko mi to sobie wyobrazić.
Idźmy dalej. Jedynym człowiekiem, który jest pozbawiony grzechu pierworodnego jest Najświętsza Maryja Panna. Dlatego mówimy, że jest Niepokalana. Ostatnio się dowiedziałem, że Jan Chrzciciel urodził się już bez grzechu pierworodnego. Nawiedzenie Świętej Elżbiety przez brzemienną Najświętszą Maryję Pannę grzech pierworodny zmyło. Teraz w układance pojawiają mi się jeszcze Młodziankowie, których wspominaliśmy w sobotę 28 grudnia. Były to dzieci 0-2 lat, które zostały zamordowane przez króla Heroda. O ile wszystko dobrze rozumiem czcimy ich teraz jako Świętych Kościoła Katolickiego, więc musiały trafić do Nieba. Można zatem domniemywać, że otrzymały „Chrzest krwi”, który zmazał ich grzech pierworodny. To jeszcze nie jest taki Chrzest Święty jaki mamy dziś, a jednak dzieci musiały zostać w ten sposób oczyszczone z grzechu pierworodnego. No bo chyba nie czcimy Młodzianków, którzy trafili do Limbusa i są w stanie „neutralnej szczęśliwości” prawda?
Teraz wg mojego małego rozumu pojawiają się dalsze pytania:
Jaka śmierć uprawnia takie malutkie dziecko do dostąpienia zaszczytu wejścia do Nieba, pomimo pozostania w grzechu pierworodnym? Co może zmazać z dziecka grzech pierworodny oprócz Chrztu Świętego (przypadek Jana Chrzciciela i Młodzianków)? Czy do Nieba weszli tylko Młodziankowie, czy może inne podobne im dzieci w tym czasie też mogły wejść do Nieba?
Prawda jest taka , że nikt z nas nigdy o takich rzeczach nie będzie decydował, więc to raczej mnie kompletnie nie dotyczy.
Wiem natomiast, że aktualnie grzech pierworodny może zostać zmyty przez Chrzest Święty. W taki sakrament został wyposażony Kościół Święty. Problem rozumianej po ludzku „niesprawiedliwości” Limbusa chodzi za mną naprawdę spory czas i chyba w końcu doszedłem do takich wniosków:
Kościół tradycyjnie naucza o Limbusie/Otchłani. Wydaje mi się, że Kościół podchodzi do tego tak restrykcyjnie, bo motywuje do braku zwłoki w udzieleniu Chrztu Świętego. Kościół tradycyjnie wskazuje, że Chrztu należy udzielić najszybciej jak to możliwe. Katolik świadom, że jest Limbus będzie robił wszystko, żeby swoje dziecko ochrzcić jak najszybciej. Bez Limbusa nastąpi podejście – eeee tam i tak moje dziecko nie nagrzeszyło, więc po co się spieszyć. Abp Levebvre zakładał za życia, że trafi do Czyścca. Przez wielu uważany za Świętego w pokorze zakładał, że nie zasługuje na Niebo. Nikt z nas grzeszników nie zasługuje na Niebo i bezpieczniej jest zakładać, że ono nam się nie należy. O tym zdecyduje dopiero Pan Bóg, kiedy zamkniemy oczy. Bezpieczniej jest zatem zakładać w pokorze, że dziecko pozostające w grzechu pierworodnym do Nieba nie trafia. Tylko czy można mieć nadzieję, że dla takiego dziecka jest jakaś szansa?
Bardzo ważne przy tym jest, że Kościół walczący ma wpływ na ludzi żyjących. Udzielenie sakramentu Ostatniego Namaszczenia zaopatrza ŻYJĄCEGO człowieka w niezbędne łaski przed Sądem. Podobnie jest z Chrztem Świętym. Chrzest Święty zdejmuje z małego człowieka żelazną kulę przywiązaną do nogi w postaci grzechu pierworodnego. To ogromna korzyść dla takiego człowieka. Dlatego tak ważne, żeby starać się go udzielić jak najszybciej, zwłaszcza gdy istnieje ryzyko śmierci.
Jakkolwiek ciężko mi zaakceptować stan „neutralnej szczęśliwości” dla niewinnych dzieci trafiających do Limbusa, to wiara w istnienie Otchłani/Limbusa jest dla Kościoła Walczącego bardzo pożyteczna. Ano dlatego, bo motywuje rodziców do braku zwłoki przy Chrzcie swoich dzieci. Rozumiem powagę pozostania człowieka w grzechu pierworodnym po swojej śmierci. Jednak Święci Młodziankowie dają mi też jakieś podstawy do myślenia, że dla takich małych dusz jest jednak jakaś szansa. Mam nadzieję, że ten mój wywód jest względnie logiczny i nie zostanie odebrany jako podważanie nauczania Świętego Kościoła Katolickiego. Absolutnie nie to jest moim celem.
W tym miejscu chcę też zachęcić do wspierania osób i organizacji, którzy walczą z grzechem aborcji. To wielcy bohaterowie, którzy są atakowani prawie z każdej strony. Wykonują trudną i bardzo niewdzięczną pracę. Zachęcam też do modlitwy za abortowane dzieci. Ja w miłości do bliźniego chcę wierzyć, że nie będą skazane na „neutralną szczęśliwość” w Limbusie, a jednak dostaną jakąś szansę osiągnięcia radości oglądania Pana Boga.
W tym miejscu życzę Wam wszystkim szczęśliwego nowego roku. Oby razem z ulepszaniem naszych sumień ulepszała się też nasza Polska.
Z Panem Bogiem
Komentarze
Po ludzku patrząc wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Wynika to z braku odpowiedniej wiedzy, ale też i tego, że nasze rozumowanie nie jest w stanie wznieść się na poziom chociażby Aniołów, nie mówiąc już o Panu Bogu. Są kwestie, których nie pojmiemy tu na ziemi. Wiemy też, że jest Boże Miłosierdzie i Boża Sprawiedliwość, czy więc jakaś dusza może zostać niesprawiedliwie potraktowana przez swego Stwórcę?
Wiem o tym, że wielu rzeczy człowiek nie jest w stanie pojąć, bo jest słaby w swojej naturze. Ja w tej kwestii próbuję dojść do pewnego punktu, który dla mnie ten temat definitywnie zamknie.
Sprawiedliwość w tej kwestii przedstawiana przez oficjalne nauczanie Kościoła jest trudna do zrozumienia i zaakceptowania dla przeciętnego zjadacza chleba. Tym bardziej jest trudna dla kogoś, kto chce miłować tak potwornie skrzywdzonego bliźniego. Kim bym był jakbym nie troskał się o los tych wszystkich niewinnych mordowanych dzieci? Oczywiście mówię tu o nauczaniu przedsoborowym, bo posoborowe (jak to z reguły posoborowe) nie jest w ogóle warte uwagi.
Potwórzmy. Mały, niewinny człowiek okrutnie odarty z WOLNEJ WOLI zostaje pozbawiony oglądania możliwości oglądania Pana Boga przez zaniedbania i przewinienia innych. Zostaje za to skazany na "neutralną szczęśliwość". Oczywiście możemy przy tym założyć, że Pan Bóg w swoim nieskończonym Majestacie nie musiał przecież umożliwić każdemu człowiekowi Zbawienia duszy. Tylko znowu czy to "po ludzku" wydaje się uczciwe?
To nie są moje wymysły. Takie jest oficjalne nauczanie Kościoła. Oczywiście każdy miłujący takiego dzieciaczka będzie sobie wyobrażał, że przecież tak być nie może. No ale takie jest oficjalne nauczanie Kościoła.
Ja dopiero po dłuższym myśleniu doszedlem do wniosku, że dla wiernych takie surowe stanowisko Kościoła jest właściwe. Motywuje do Chrztu i to jest dla tych malutkich dzieci najważniejsze. W Ewangelii jest przecież jasno napisane, że tylko ochrzczeni dostąpią Zbawienia. Co już się dalej z takimi dziećmi dzieje to już nie zależy od nas. Chcę wierzyć, że wspomnianie przez Panią Boże Miłosierdzie i Boża Sprawiedliwość dla tych trafiających do Limbusa ma jakieś lekarstwo. Tylko tego raczej nigdzie nie znajdzie w oficjalnym nauczaniu Kościoła. Przynajmniej ja do tej pory się na takie "pozytywne stanowisko" nie natknąłem.
Pozdrawiam
Myślę, że może zaspokoić cię zapewnienie, że Jezus, gdy zszedł do otchłani, oprócz sprawiedliwych zabrał ze sobą również wszystkie te niewinne dzieci. Wszystkie do skończenia świata. Te z aborcji i te, które nie zdążyły dożyć Chrztu. Stało się tak, ponieważ po przekroczeniu bramy śmierci czas przestaje istnieć. Nie ma chronologii. Bóg też nie podlega czasowi. Jedyna różnica między nimi, a ochrzczonymi jest taka, że ochrzczeni są dziećmi i dziedzicami królestwa, a pozostałe stworzenia zajmą miejsca gdzieś pomiędzy nimi i aniołami. Śpij spokojnie.
To chyba tak nie do końca. Przynajmniej wg nauczania Kościoła. Przynajmniej do Soboru Watykańskiego II Kościół naucza jasno, że maloletnie dziecko, które pozostało w stanie grzechu pierworodnego trafia do Limbusa/Otchłani. Nie jest to miejsce tożsame z Niebem a dzieci takie nie mają możliwości oglądania Pana Boga. Niektórzy mówią, że są w stanie "neutralnej szczęśliwości".
Ja nigdzie nie znalazłem informacji, że nasz Pan Jezus Chrystus z pewnością zabrał wszystkie te niewinne dzieci, kiedy zstąpił do Piekeł. Z pewnością zabrał Świętych Młodzianków, których teraz czcimy, bo one otrzymały łaskę śmierci męczeńskiej za naszego Zbawiciela. Co z resztą dzieci? Ja nigdzie nie znalazłem takiej informacji podpartej nauczaniem Kościoła, więc jeśli gdzieś jest to poproszę się podzielić.
Ta kwestia mi nie zaprząta głowy do tego stopnia, żebym przez nią nie mógł spać. Chcę natomiast mieć ją sprecyzowaną jak najlepiej, żeby z jednej strony żyć w zgodzie z własnym rozumem, a z drugiej absolutnie nie podważać nauczania Matki naszej Świętego Kościoła Katolickiego.
Pozdrawiam
Ale chyba co do tego nauczania Kościoła, że Bóg jest poza czasem i nim włada, oraz, że po śmierci człowiek również porzuca kajdany czasu i chronologii, to się możemy zgodzić? Bo jeśli tak, to pozostaje tylko stwierdzić, że dla Boga wszystko jest możliwe, oraz to, że jest miłosierny i sprawiedliwy. Jeśli nie zabierze tych dzieci przed swoje oblicze, to już tylko reinkarnacja by to mogła tłumaczyć.
Numer 5 z 2024 r. "Zawsze wierni" jest poświęcony rzeczom ostatecznym. Problem Limbusa jest tam też podjęty w dosyć obszernym artykule. Pismo można kupić na stronie wydawnictwa Te Deum.
Mam ten numer i się zapoznałem z treścią.
Ja jestem świadom tego, że różne tęgie głowy się już nad tym zastanawiały. Nie miałbym odwagi tego wszystkiego podważać.
Jednak miłość do skrzywdzonego bliźniego i troska o jego los każe mi to rozważać.
Limbus jest potrzebny. Surowość oceny losu duszy, która odeszła z grzechem pierworodnym jest potrzebna. Uniżenie człowieka względem Pana Boga jest potrzebne. Do Zbawienia duszy niezbędny jest Chrzest Święty. Dlatego ja tutaj absolutnie nie mam w zamyśle pochwalania posoborowych ciągotek.
Żal mi po prostu tych niewinnych dusz, którym zabrano jakąkolwiek możliwość walki o możliwość oglądania Pana Boga. Kościół tradycyjnie zakazuje im Mszy pogrzebowej. Stoi na stanowisku, że w Limbusie nie cierpią, ale nie doznają też wizji uszcześliwiającej - czyli właśnie ta neutralna szczęśliwość. Ja tego nie podważam. Takie stanowisko Kościoła jest dużo bardziej korzystne dla wiernych, którzy nie lekceważą wagi Chrztu Świętego - tak być powinno.
Ja tylko tutaj zaznaczam jedną podstawową kwestię: brak WOLNEJ WOLI u takiego człowieka. Brak możliwości wpłynięcia na swój los.
Tak jak Święci Młodziankowie otrzymali łaskę Chrztu Krwi i śmierci męczeńskiej tak z miłości do bliźniego troskam się i bardzo bym chciał, żeby w tym Limbusie malutkie dzieci jednak w dobroci Pana Boga mogły otrzymać jakąś szansę na zmazanie grzechu pierworodonego. Pozostanie w tym grzechu to nie jest wynik ich złej woli a stan na który zostały skazane jest stanem zawinionym przez innych.
Dziękuję za te rozważania na temat Limbusa, również mam podobne. Oczywiście też niczego nie kwestionuje. Tylko myślę czasem nad tym.