DLACZEGO RATUNEK DLA EUROPY NIE PRZYJDZIE ZZA OCEANU?

13.02.2025
[E.O] Od kilku tygodni „Orange Man is back”. Nowa prezydencja Trumpa się rozpoczęła. Ileż nadziei jest z nią związanych! Ktoś już ogłosił Trumpa zbawcą światowej prawicy, nowym Konstantynem, co poprowadzi nas do odrodzenia katolickiej (w wydaniu tradycjonalistycznym) Christianitas, zatrzyma pochód lewactwa, uratuje każde dziecko przed zakusami elgiebetów. Inni, nieco bardziej umiarkowani w swoich fantazjach, „jedynie” przewidują, że Trump obali Scholza/Macrona /Tuska/von der Leyen, wyda europejskiej prawicy jarłyk na rządzenie i w Europie zapanuje identytarystyczne szczęście. Wszyscy zaś zgodnie głoszą kolejną prawicową falę, kolejną śmierć globalizmu i szykują się zatańczyć na ruinach liberalizmu.

[O.J] Szczególnie po wyborach, Trumpizm przybrał naprawdę żałosne oblicze; nie są od niego wolne znane na prawicy alternatywnej postacie, jak prof. Dugin, czy Constantin Von Hoffemaister. Póki Trump był w opozycji, kiedy słusznie rozbijał i przejmował partię Republikańską, taktyczne poparcie jego postaci było jako tako uzasadnione. Po wyborach, szczególnie kiedy proponuje się przejęcie Grenlandii i dokończenie czystki etnicznej w Palestynie, a jego koleżka Musk nie ma nic przeciwko masowej imigracji pracowników z Azji i blokuje konta licznych nacjonalistów na X-ie, Trumpizm i idącą za nim amerykanizację europejskiej prawicy, należy określić jako zjawisko patologiczne i do samych podstaw wykorzenić.

[E.O] Wypadałoby się zastanowić, kim Trump nie jest. Na pewno nie jest katolickim krzyżowcem, marzącym o odrodzeniu Sacrvm Imperivm. Nie jest też żołnierzem politycznym gotowym do poświęcenia swojego ego lub interesów amerykańskich w imię triumfu Idei. Nie jest tożsamościowcem, czy „białym nacjonalistą” zatroskanym upadkiem Europy.

[O.J] Nie wolno zamykać oczu na rzeczywistość, Donald Trump jest kwintesencją klasycznego amerykanizmu: nie dość, że zawodowy biznesmen, to jeszcze syjonista i protestant (udający od jakiegoś czasu katolika). Pomimo ewidentnych zalet, w szczególności ucięcia dotacji dla licznych postmodernistycznych fundacji, nie przestaje on myśleć w kategoriach amerykańskich, krańcowo odmiennych od tradycyjnego ducha Europy. Rewolucja Trumpa jest "cuckserwatywna" - za stan bazowy, świat tradycyjny, uznaje stan sprzed 30-40 lat i dąży wyłącznie do jego przywrócenia, z tym że na zasadach nieco bardziej populistycznych. W praktyce oznacza to podtrzymywanie rdzenia systemu - ekonomizmu, materializmu, kultu klasy średniej, rozbicia tradycyjnej rodziny, przyzwolenia na społeczeństwo multietniczne, destrukcji środowiska naturalnego. Trump ucina skazane na porażkę, najbardziej radykalne maszkary postmodernizmu (zaimki, tranzycje dzieci, nielegalną migrację), zachowując jednocześnie jego podstawowe, najważniejsze fundamenty, w najgorszym scenariuszu może nawet dać drugie życie koncepcji USA jako światowego hegemona, pomimo oficjalnego odcinania się od tej koncepcji.

[E.O] Skąd więc te nadzieje pokładane w amerykańskim przywódcy? Po pierwsze, lata szykan, upokorzeń i porażek w obliczu triumfującego liberalizmu mogły doprowadzić część szeroko pojętej „prawicy” do stanu, porównywalnego z wyuczoną bezradnością. Panuje przekonanie, że „mafie, służby i loże” mają wszystko: pieniądze, media, władzę polityczną, wpływy oraz plany zniszczenia Polski/katolicyzmu/białej rasy/cywilizacji łacińskiej, rozpisane na stulecia do przodu. W takiej sytuacji nie da się nic zrobić, można tylko czekać na pomarańczowego zbawcę na białej Tesli.

[E.O] Drugi aspekt jest poniekąd związany ze wspomnianą wcześniej biernością. Jako ludzie, często chcemy iść na łatwiznę, szczególnie jeżeli cel jest niepewny lub zbyt oddalony w czasie, a właśnie takim celem jest podźwignięcie naszego narodu z upadku. O wiele przyjemniej jest myśleć, że mamy sojusznika, rządzącego największym światowym mocarstwem, który z powodu bliskości ideologicznej i naturalnej dobroci, niczym wróżka z bajki, za jednym pociągnięciem pióra rozwiąże wszystkie nasze problemy.

[O.J] Niestety wojna rosyjsko-ukraińska, zamiast odrzucenia destrukcyjnych podszeptów zza oceanu, skierowania Polski i Europy w stronę upodmiotowienia się względem USA, aby takich konfliktów w przyszłości uniknąć, spowodowała jeszcze mocniejsze przylgnięcie Europy do jednego ze źródeł problemu, jakim są globalne gierki Stanów Zjednoczonych. Szczególnie żałośnie wygląda to wśród "prawicy pisowskiej" w bejsbolówkach z napisem "Make America Great Again". Pojawia się bezmyślne przekonanie, że pełnić będą na dworze Trumpa rolę jakiegoś "rządu na uchodźstwie", że Donald z Ameryki, pozwoli im odsunąć od władzy Donalda z Kaszub.

[E.O] Świat działa zupełnie inaczej. Los naszego ludu, naszej kultury i naszej cywilizacji spoczywa na naszych barkach. Chcemy tego czy nie, zachowanie naszej tożsamości jest zadaniem, spoczywającym na naszych barkach. Odrodzenie, o ile nadejdzie, wyjdzie z nas. Musimy stanąć na wysokości zadania, bo Trump, Putin, Xi czy ktokolwiek inny nie rozwiążą naszych problemów za nas. I pamiętajmy, o czym pisał wujek Platon w „Polityce” - groszoroby nie nadają się do rządzenia.

Komentarze