Dziś o komunikacji prawdy, czyli tematu, z którym ja mam najprawdopodobniej największy problem. Mówiliśmy ostatnio o dwóch tematach, które zainspirowały mnie do myślenia o tym. Po pierwsze, że katolik nie ma walczyć o swoje, ale ma walczyć o prawdę. Nie ma walczyć o sprawiedliwość dla siebie, ale ma walczyć o sprawiedliwość dla sprawiedliwości. Nie ma walczyć o rację w dyskusji, ale ma walczyć o dobro dla jej uczestników jakim jest zbliżanie się do prawdy.
Po drugie mowa była o ludziach, do których być może się zaliczam, których katolicy wychowani w nauczaniu posoborowym nazywają "skrajnymi tradycjonalistami", co może wynikać z niewygody tych ludzi, ale może też wynikać z błędów w komunikacji, których my, tradycjonaliści, się dopuszczamy. To też może wynikać z podmieniania prawdy na rację, gdzie prawda nie jest już celem rozmowy, ale pałką, którą okładamy po głowie drugiego.
Rozważania te pokazały mi, jak wielki problem mam z komunikacją. Brzydzę się osiągnięciami współczesnych pseudo-nauk o komunikacji nastawionej w całości na niezranienie uczuć rozmówcy, złowrogie narzędzia marksistowskiej inżynierii społecznej jakimi są tzw. mowa nienawiści czy poprawność polityczna - obie oparte na tezie, że nie wolno nigdy, przenigdy sprawić najmniejszego dyskomfortu u rozmówcy. Nienawidzę tych ideologii. Czy jednak nie dałem się złapać w pułapkę skrajnej przeciwności? Czy skoro nie wierzę w 100% cackanie się z rozmówcą muszę od razu uwierzyć w 0% cackanie się z jego uczuciami? Jakby były tylko te dwie skrajności?
Mówi się, że prawda leży pośrodku i to oczywiście kolejne kłamstwo liberalizmu myślowego i marksistowskiej anarchii. Ale że prawda leży gdzieś pomiędzy skrajnościami, już kłamstwem nie jest. Zatem skoro 100% cackanie się z uczuciami rozmówcy jest błędem i 0% cackanie się z nimi jest błędem prawdopodobnie jeszcze gorszym, co jest właściwe? Komunikacja umiejętna. Jak podać człowiekowi całą prawdę, bez uderzania nią po głowie? Czy sugeruję najmniejszy choć kompromis w sprawie prawdy? Nigdy, przenigdy - to droga do otchłani. Ale postawa życzliwości nie musi oznaczać kompromisu z fałszem.
Ileż razy używałem prawdy jako pałki? Czy to nie większa zbrodnia niż fałsz? Kłamstwo można rozbroić. Prawdy będącej pałką nie można, bo to... prawda. A że bicie po głowie boli, następuje obrzydzenie do prawdy. Co za wielka odpowiedzialność bijącego. Moja. Zatem dziś, mój Drogi Czytelniku, odrobina prywaty: pomódl się za mnie, proszę Cię, żeby Pan Bóg naprawił wszystkie szkody, które wyrządziłem biciem ludzi prawdą po głowie i żebym nauczył się komunikować całą prawdę, bez kompromisów, ale w sposób na tyle umiejętny i na tyle uwzględniający predyspozycję, uwarunkowania i uczucia rozmówcy, żeby ta prawda stawała się dla rozmówcy dostępna.
Czy to nie powinno być celem wszystkich dyskusji?
Komentarze
Jeśli to prawdziwa miłość do bliźniego to to powinno być celem każdej dyskusji. Prawda ma być dla rozmówcy bardziej dostępna. Inna sprawa, że przekazywanie Prawdy nie jest wcale taką prostą umiejętnością. Przekazana nawet w najbardziej przystępny sposób może zostać po prostu odrzucona, a czasem nawet ośmieszana.
Problem ma z tym każdy, kto otrzymał łaskę obcowania z Prawdą. Nie tylko Pan Panie Dawidzie. Ja też nad tym pracuję z bardzo mizernym skutkiem. Problem z tym mają nawet kapłani. Jeden swoją postawą głoszenia Prawdy do Kościoła przyciąga tłumy, drugi odpycha.
Wynika to chyba z tego, że jesteśmy tylko słabymi, grzesznymi ludźmi. Bez bezgranicznego zaufania i otwarcia na Ducha Świętego nie ma szans na powodzenie.
Kiedy czytałem ostatnio dzieciom Biblię bardzo zwróciła moją uwagę scena, kiedy Pan Jezus umył apostołom nogi. Pierwsza moja myśl była taka jak ta Św. Piotra. "Panie, przecież nie może być tak, że Ty myjesz nogi!".
Nasz Pan wytłumaczył dlaczego to zrobił:
"Czy rozumiecie, co zrobiłem? Nazywacie Mnie „Nauczycielem” oraz „Panem” i macie rację, bo Nim jestem. Skoro więc Ja, wasz Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście czynić podobnie. Dałem wam przykład, abyście postępowali wobec siebie tak, jak Ja. Zapewniam was: Sługa nie jest ważniejszy od swojego pana, a posłaniec od tego, kto go posłał. Jeśli będziecie o tym pamiętać i tak postępować będziecie szczęśliwi."
Pan Jezus mówił o sobie:
"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem ŁAGODNY I POKORNY SERCEM, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie."
Są tu wskazówki jak przekazywać Prawdę.
Mniej arogancji, pychy, udowodnienia swojej racji za wszelką cenę, podnoszenia głosu. Więcej łagodności, pokory, spojrzenia z prawdziwą miłością, spokoju i mówienia tylko tego co potrzebne.
Łatwo mówić, trudniej wdrożyć w życie...
Dziękuję Dawid za to rozważanie, myślę że wielu z nas okłada tą pałką prawdy innych, modląc się za Ciebie biorę i sobie do serca, prosząc Ducha św o dar bym potrafiła z miłością dotrzeć do rozmówcy