JAK KOMUNIKOWAĆ PRAWDĘ

09.12.2024

Dziś o komunikacji prawdy, czyli tematu, z którym ja mam najprawdopodobniej największy problem. Mówiliśmy ostatnio o dwóch tematach, które zainspirowały mnie do myślenia o tym. Po pierwsze, że katolik nie ma walczyć o swoje, ale ma walczyć o prawdę. Nie ma walczyć o sprawiedliwość dla siebie, ale ma walczyć o sprawiedliwość dla sprawiedliwości. Nie ma walczyć o rację w dyskusji, ale ma walczyć o dobro dla jej uczestników jakim jest zbliżanie się do prawdy.

Po drugie mowa była o ludziach, do których być może się zaliczam, których katolicy wychowani w nauczaniu posoborowym nazywają "skrajnymi tradycjonalistami", co może wynikać z niewygody tych ludzi, ale może też wynikać z błędów w komunikacji, których my, tradycjonaliści, się dopuszczamy. To też może wynikać z podmieniania prawdy na rację, gdzie prawda nie jest już celem rozmowy, ale pałką, którą okładamy po głowie drugiego.

Rozważania te pokazały mi, jak wielki problem mam z komunikacją. Brzydzę się osiągnięciami współczesnych pseudo-nauk o komunikacji nastawionej w całości na niezranienie uczuć rozmówcy, złowrogie narzędzia marksistowskiej inżynierii społecznej jakimi są tzw. mowa nienawiści czy poprawność polityczna - obie oparte na tezie, że nie wolno nigdy, przenigdy sprawić najmniejszego dyskomfortu u rozmówcy. Nienawidzę tych ideologii. Czy jednak nie dałem się złapać w pułapkę skrajnej przeciwności? Czy skoro nie wierzę w 100% cackanie się z rozmówcą muszę od razu uwierzyć w 0% cackanie się z jego uczuciami? Jakby były tylko te dwie skrajności?

Mówi się, że prawda leży pośrodku i to oczywiście kolejne kłamstwo liberalizmu myślowego i marksistowskiej anarchii. Ale że prawda leży gdzieś pomiędzy skrajnościami, już kłamstwem nie jest. Zatem skoro 100% cackanie się z uczuciami rozmówcy jest błędem i 0% cackanie się z nimi jest błędem prawdopodobnie jeszcze gorszym, co jest właściwe? Komunikacja umiejętna. Jak podać człowiekowi całą prawdę, bez uderzania nią po głowie? Czy sugeruję najmniejszy choć kompromis w sprawie prawdy? Nigdy, przenigdy - to droga do otchłani. Ale postawa życzliwości nie musi oznaczać kompromisu z fałszem.

Ileż razy używałem prawdy jako pałki? Czy to nie większa zbrodnia niż fałsz? Kłamstwo można rozbroić. Prawdy będącej pałką nie można, bo to... prawda. A że bicie po głowie boli, następuje obrzydzenie do prawdy. Co za wielka odpowiedzialność bijącego. Moja. Zatem dziś, mój Drogi Czytelniku, odrobina prywaty: pomódl się za mnie, proszę Cię, żeby Pan Bóg naprawił wszystkie szkody, które wyrządziłem biciem ludzi prawdą po głowie i żebym nauczył się komunikować całą prawdę, bez kompromisów, ale w sposób na tyle umiejętny i na tyle uwzględniający predyspozycję, uwarunkowania i uczucia rozmówcy, żeby ta prawda stawała się dla rozmówcy dostępna.

Czy to nie powinno być celem wszystkich dyskusji?

Komentarze