Od lat obserwujemy w Polsce polityczny teatr, w którym dwie główne partie – PO i PiS – wymieniają się władzą, przedstawiając się jako swoje zupełne przeciwieństwa. Jednak przy bliższym spojrzeniu okazuje się, że obie dążą do tego samego celu: wykorzystania kraju i jego obywateli, choć każda robi to na swój sposób. Aby lepiej zrozumieć ich mechanizmy działania, wyobraźmy sobie, że Polska to kobieta – żona, która od lat tkwi w toksycznym związku z dwoma różnymi mężczyznami.
Mąż pierwszy – jawny oprawca
Pierwszy mąż, reprezentujący PO i ich przystawki, to klasyczny zwyrodnialec. Nawet nie kryje swojej nienawiści do żony. Ośmiesza ją, upokarza i niszczy każdą dobrą cechę, jaką jeszcze ma. Otwarcie oddaje ją w nierząd, by czerpać z tego zyski, i zdradza ją na oczach wszystkich, będąc na każde zawołanie swoich „kochanek,” które symbolizują obce interesy. Jego zachowanie nie pozostawia wątpliwości – żona nie ma dla niego żadnej wartości poza tym, co można z niej wyciągnąć dla siebie i innych.
Mąż drugi – toksyczny manipulant
Drugi mąż, czyli PiS, na pierwszy rzut oka wydaje się zupełnie inny. To typ, który na pokaz jest troskliwy, mówi żonie komplementy, zabiera ją do kościoła, dba o jej wygląd na zewnątrz. Wszystko po to, by inni myśleli, że jest przykładnym, kochającym mężem. Jednak za zamkniętymi drzwiami robi dokładnie to samo, co pierwszy – oddaje żonę w nierząd, tylko bardziej dyskretnie. Pilnuje, żeby siniaki można było ukryć makijażem i żeby wszystko wyglądało dobrze na zdjęciach w rodzinnym albumie.
Ten mąż nawet sam wierzy, że kocha swoją żonę, że jego zachowanie to konieczność, wymuszona przez siłę wyższą. Przekonuje się, że jego toksyczne decyzje są dla jej dobra, choć w rzeczywistości prowadzą do jej powolnego wyniszczenia.
Kochanki obu mężów – obce interesy
Obaj mężowie mają kochanki. W przypadku pierwszego męża (PO), zdrady są jawne – wszyscy widzą, że obce interesy, są dla niego ważniejsze niż własna żona. Drugi mąż (PiS) niby ukrywa swoje zdrady, ale efekt jest ten sam: stawia kochanki ponad żonę. W obu przypadkach żona zawsze przegrywa. Wszystko też wskazuje na to, że te „kobiety” są pochodzenia żymiańskiego.
Albumy rodzinne, czyli media
W tej historii media pełnią rolę rodzinnych albumów. To mężowie decydują, co się w nich znajdzie. TVN, TVP, „Wyborcza,” Onet i inne media związane z PO, a także TV Republika czy Radio Maryja po stronie PiS – każdy z tych „albumów” pokazuje wyretuszowany obraz rzeczywistości, gdzie dany mąż jest przedstawiony jako najlepszy możliwy partner. Ludzie, którzy czerpią swoje informacje tylko z tych albumów, widzą wyidealizowaną wersję rzeczywistości i wierzą, że żona ma szczęście, że trafiła na takiego męża.
Moment prawdy – gdy PiS mógł się wykazać
Drugi mąż, czyli PiS, miał wiele sytuacji, w których mógł udowodnić, że naprawdę kocha swoją żonę. Jednak za każdym razem wybierał zyski dla siebie lub swoich kochanek.
Podczas pandemii zamiast dbać o dobro ludzi, wprowadzał absurdalne przepisy, które niszczyły małe biznesy i przyczyniały się do tragedii wielu rodzin. Przykładem jesteśmy my sami – ponad 200 tysięcy ludzi zmarło przez decyzje, które uderzały w obywateli zamiast im pomagać.
Kolejnym ciosem było rozbrojenie i destabilizacja kraju poprzez niekontrolowaną imigrację z Ukrainy. Zamiast chronić stabilność i tożsamość naszego kraju, PiS pozwolił na działania, które osłabiły Polskę zarówno gospodarczo, jak i społecznie. Pozwolenie na mieszanie dwóch wrogich sobie kultur na terenie naszego kraju to istna bomba zegarowa i zdrada w czystej postaci!
Do tego dochodzi zgoda na obrządki i działania wrogie naszym katolickim wartościom (np. zapalanie świec chanukowych), które mają miejsce w sercu naszego kraju. To kolejne dowody na to, że nawet „konserwatywny” mąż stawia interesy innych ponad dobro własnej żony.
Wnioski – czas na prawdziwego męża
Patrząc na tę analogię, widzimy, że obie partie – choć różnią się stylem – prowadzą do tego samego: niszczenia naszej „żony,” czyli Polski. Jeden robi to otwarcie, drugi w ukryciu, ale efekt jest identyczny.
Jeśli chcemy, by Polska przestała być ofiarą toksycznych związków, musimy szukać kandydatów na „męża,” którzy kierują się prawdziwymi wartościami katolickimi. Tylko tacy ludzie są w stanie stworzyć zdrowe i trwałe „małżeństwo,” w którym żona będzie rozkwitać, a nie powoli umierać. To wymaga odpowiedzialności, uczciwości i wierności wobec własnych przekonań – cech, których niestety brakuje zarówno PO, jak i PiS.
Polska zasługuje na coś więcej niż toksyczną miłość. Potrzebuje MĘŻA, który będzie ją naprawdę kochał i stawiał na pierwszym miejscu.
Komentarze
Znakomita diagnoza rzeczywistości. Czytając ten tekst poczułem się okradziony z własnych myśli i przekonań :-)
Jestem jednak sceptyczny co do tego, że problem leży jedynie w tym, iż Polacy źle wybierają w tzw. wyborach. Pisałem już tutaj otwarcie, że w ogóle nie wierzę w to, że uczestnicząc w wyborach można dokonać realnej zmiany. Demokracja liberalna to najgorszy z możliwych system sprawowania rządów albowiem ci, którzy są na świeczniku w istocie nie rządzą, a właściwi zarządcy pozostają w ukryciu, zarządzając emocjami ludzi poprzez konglomerat medialny. Widać to było znakomicie w czasie cyrku covidowego, gdy media – formalnie z różnych krajów, formalnie zwalczające się – realizowały w miarę jednolitą, absurdalną i szkodliwą dla obywateli politykę (dez)informacyjną. Ludziom się to nie mieści w głowie, że alternatywy, które są im podsuwane przez mainstream pod nos są fałszywe, co znakomicie opisano w komentowanym wpisie. Tak jest na całym świecie. Jak zatem postrzegam rolę katolików? Co należy robić? Przede wszystkim uświęcać się. To jest absolutny numer jeden. Jak to robić – tutaj rekomenduję oczywiście (tradycyjne) nauki katolickie. A poza sferą duchową – pozyskiwać wiedzę o świecie, by zrozumieć, że on działa zupełnie inaczej niż to się jawi z medialnego mainstreamu. Ja nie mam cienia wątpliwości, że na arenie geopolitycznej najpotężniejszymi graczami są dziś banksterskie megakorporacje. Najlepszym dowodem na to jest fakt, iż wszystkie państwa od USA (trumpowska operacja Warp Speed) po Chiny i Rosję (Sputnik V) brały udział w plandemicznym oszustwie. Dlatego warto wiedzieć skąd się bierze pieniądz na świecie. Czym było porozumienie z Bretton Woods. Czym jest Bank Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei - kto i kiedy go założył, czym zajmował się ten bank w czasie II wojny światowej, kto zasiadał wówczas w jego władzach, a w szczególności kim był Hjalmar Schacht. W skali krajowej - na czym polega system rezerw cząstkowych przy pomocy którego kreowany jest pieniądz. Jak gigantyczny wpływ na to co dzieje się w dzisiejszym świecie mają fundusze asset management typu Vanguard Group, BlackRock etc. działające nie tylko na Zachodzie ale także w Chinach. Czy cele szajki z Davos (WEF) rzeczywiście czymś istotnym różnią się od celów tzw. globalnego południa (BRICS)? Z lektur przedwojennych dowiemy się także kto był postrzegany jako największy instytucjonalny wróg Kościoła katolickiego na ziemi – wolnomularstwo/masoneria. Z publikacji, które ukazały się po II wojnie światowej można odnieść wrażenie, że oni praktycznie zniknęli. Trudno o lepszy przykład na to, że siły modernistyczne/wolnomularskie opanowały KK, który od Soboru Watykańskiego II najpierw udawał, że one w zasadzie nie istnieją (albo zajmują się wyłącznie działalnością charytatywną) a obecnie ostentacyjnie wymienia z wolnomularzami „pozdrowienia”. Tutaj szczególnie poleciłbym krótką książeczkę z 1943 r. zatytułowaną „Chrześcijaństwo a zorganizowany naturalizm masońsko-żydowski” (autor: ks. Dr Denis Fahey). Z tym ściśle wiąże się kwestia żydowska. Osobiście nie mam wątpliwości, że wojna wydana przez (ówczesną) synagogę Jezusowi Chrystusowi trwa. Ostatnimi czasy coraz więcej można się dowiedzieć, przeczytać i posłuchać na temat judaizmu rabinicznego. Nie da się jednak ukryć, że obecna (posoborowa) hierarchia KK jawnie oszukuje wiernych w kwestii tego czym jest judaizm rabiniczny i kto jest jego największym wrogiem; że największym wrogiem judaizmu rabinicznego nie jest islam, lecz Kościół katolicki. W obrębie tematyki żydowskiej szczególnie polecam zapoznać się z działalnością chasydów, a w szczególności tego co głosi potężna (jeżeli chodzi o zasoby i wpływ na polityków) sekta chasydzka Chabad Lubawicz, a także czym jest noahizm: https://en.wikipedia.org/wiki/Noahidism. Tutaj zdecydowanie najlepszą pozycją książkową jest wydana w tym roku „Comprendre L’empire Loubavitch. Une Dynastie Royale et Messianique” (autor: Pierre Hiillard), a po polsku „Mit starszych braci w wierze” red. Pawła Lisickiego (polecam absolutnie wszystko tego najwybitniejszego świeckiego teologa naszych czasów) oraz (w ciemno, bo jeszcze nie czytałem) „Chanuka czy Krzyż” dr Anny Mandreli. Poza tym kim był działający na terenie Polski w XVIIII w. kabalista-przechrzt Jakub Frank. Na koniec dodam, że leniwcom uzależnionym od Wikipedii polecam – jeżeli już, to - korzystanie wyłącznie z tej anglojęzycznej, gdzie – o dziwo - wciąż możemy napotkać wiele przydatnych informacji.
Zarówno jeden jak i drugi mąż się niby nie lubią, ale tak naprawdę dawno się dogadali. Albo raczej dogadały ich zagraniczne kochanki.
Wymiany myśli jak powyższa były marzeniem tworzących tę platformę.
Dziękuję.
Już prawie każdy polityk zdążył nie spełnić pokładanych w nim oczekiwań lub stracić zaufanie. Wydaje mi się, że został tylko jeden niepozorny kandydat na męża, któremu kobieta mogłaby zaufać. Jest to Konfederacja Korony Polskiej. Inna sprawa, że sama kobieta - Polska nie jest na takiego kandydata gotowa.
Przez lata upodlenia przez obu mężów zdążyła się już do tego przyzwyczaić. Za każdym razem, kiedy po raz kolejny została źle potraktowana przez jednego z dwóch mężów spogląda na tego drugiego, myśląć, że nie ma innego wyboru i może z tamtym będzie teraz już lepiej. Przyzwyczaiła się też do tego złego traktowania i w wielu przypadkach uznała to za coś normalnego. "Nieważne, że bije i zdradza, ważne, że to mój wybranek."
Problem też tkwi w tym, że ta kobieta miała bardzo trudną przeszłość. Ta przeszłość w dużym stopniu wyeliminowała wiele najlepszych i najzdrowszych komórek z których kobieta się składa. Powstania, zabory, dwie wojny światowe, PRL, PRL 2.0. Przez to ciężko jest jej uwierzyć, że może być inaczej. Ciężko uwierzyć, że można stworzyć szczęśliwe małżeństwo.
Tekst jest piękny, choć dla kogoś, kto obserwuje co się dzieje dookoła smutny. Czemu nie może być inaczej?
Mi tęskno do tego, żeby komórki z której składa się ta kobieta zaczęły odmieniać jej oblicze i żeby obrała w końcu właściwą drogę. To już jednak inny temat.
Zgadam się że KKP zdaje się być jedynym właściwym kandydatem.
Myślę że w tej analogii kobieta sama nie może decydować, robią to jej dzieci, które mogłyby symbolizować podzielone społeczeństwo. To dzieci wybierają z którym zwyrodnialcem żyje im się lepiej…
Ogólnie sytuacja jest beznadziejna, bez interwencji Pana Boga, nic się serio na lepsze nie zmieni, ale mała garstka prawdziwych katolików w naszym kraju powinna bronić Polski niezależnie od sytuacji.
Racja. Komórki dużo lepiej zamienić na dzieci kobiety.
"Ogólnie sytuacja jest beznadziejna..."
Moja rodzina i znajomi by Pana polubili. Kiedy relacjonując im to co się obecnie dzieje na świecie i w Polsce stawiam im podobną diagnozę często stwierdzają:
"Może byś w końcu powiedział coś pozytywnego zamulaczu?"
Wtedy im zawsze odpowiadam:
"Bóg cię kocha i chce Twojego zbawienia".
Niezależnie od sytuacji brońmy i kochajmy Polskę.
Bądźmy tymi dobrymi dziećmi, które swoim przykładem być może pozytywnie wpłyną na swoje niesforne rodzeństwo. Kto wie.
Może dożyjemy czasów, że rodzina stanie się na tyle silna, że i kobieta w końcu odnajdzie właściwego i kochającego męża...
Serdecznie pozdrawiam
100% prawda
Niestety, do stworzenia idealnego związku, potrzebny jest rozumny swat. A próżno u nas szukać takich, skoro od dziesięcioleci, karmieni jesteśmy gównopapką nie tylko z mediów, ale już od najmłodszych lat. Już od przedszkola zabija się w nas, nożliwość samodzielnego myślenia, a lenistwo jeszcze to pogłębia. Młodzi ludzie, uciekają w gry, bo to wygodniejsze niż czytanie książek, a nieodpowiedzialni rodzice, wolą z kolegami na piwko skoczyć, niż zainteresować się dzieckiem. Dlatego mamy to, na co pozeoliliśmy, a pozwoliliśmy, bo brak nam świadomości, że tak nie musi być. Ktoś mądry, kiedyś powiedział, że ciężkie czasy tworzą slinych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, a słabi ludzie tworzą złe czasy. Widocznie musi u nas być naprawdę źle, żebyśmy się obudzili.
Trafne uwagi jednak chciałbym zaznaczyć, że wpis miał na celu zobrazowanie problemu jaki toczy polską politykę a nie wszystkich problemów naszego społeczeństwa.
Chciałem to napisać, bo uważam że Polska bardzo wiele traci na tym pseudo układzie, a wielu ludzi nawet tego nie dostrzega wierząc że musza wybierać mniejsze zło.
Ta perspektywa jest przykra. Czasami jesteśmy zmuszeni wybierać mniejsze zło, ale nie zawsze!