DUCHOWE AIDS

17.12.2024

Przez wiele już lat karmieni byliśmy wizją katolika, który nigdy nie walczy o swoje. Jeżeli ktoś Cię atakuje, odpuść mu. Jeżeli ktoś nie chce ustąpić w jakiejś sprawie, która was dzieli, ustąp Ty. Jeżeli ktoś Cię obraża, uśmiechnij się i pomódl się za niego. I inne, podobne, osiągające dziś status niemal dogmatu przekonania jak: "mówić coś ostro jest nie po katolicku", "sprawić komukolwiek przykrość jest zdecydowanie nie po katolicku" , "mówienie czegoś z przekonaniem czy wręcz pewnością jest objawem pychy, więc absolutnie katolikowi nie przystoi" itp.

Wszyscy praktycznie w tym wyrośliśmy. Czy z taką postawą jest jakiś problem? Czy ja chcę powiedzieć Wam, że katolik ma walczyć o swoje? Otóż mój Drogi Czytelniku, absolutnie nie. Katolik nigdy nie powinien walczyć o swoje. Jeżeli będzie walczył o swoje, będzie to zbliżone do postawy Lucyfera, od której zaczęły się wszystkie problemy tego świata. Czy więc dobrze ktoś uczył nas: połóż uszy po sobie, wycofaj się, machnij ręką... odpuść? I to mój Drogi Czytelniku jest - uwaga - czyste duchowe AIDS.

Katolik nigdy nie powinien walczyć o swoje, natomiast powinien, a wręcz musi, do upadłego, walczyć o.... sprawiedliwe. Jeżeli ktoś wyrządził Ci niesprawiedliwość, Ty masz wybaczyć i odpuścić odpłatę. Natomiast w tym samym czasie ten ktoś wyrządził niesprawiedliwość... sprawiedliwości. Jeżeli zawsze w takiej sytuacji mówisz: jestem katolikiem, wycofuję się, odpuszczam, to oddajesz świat ludziom niesprawiedliwym. Za każdym razem, gdy ktoś wymusi na Tobie cokolwiek co jest sprzeczne z porządkiem naturalnym lub społecznym, to ulegnięcie mu najprawdopodobniej będzie błędem.

I tutaj pojawia się temat sumienia. To w sumieniu należy ważyć, czy walczysz o sprawę, bo doszło do głosu twoje EGO, chcesz mieć rację, chcesz, żeby twoje było na górze. Takie pobudki są niekatolickie. Natomiast gdy ktoś proponuje Ci czy wręcz wymusza na tobie rozwiązanie niesprawiedliwe, gdy przystaniesz na to bez oporu, pozwalasz na gwałt na sprawiedliwości. Niezrozumienie tego przyniosło zgniłe owoce w postaci całych pokoleń mężczyzn miękkich, mężczyzn niemęskich, mężczyzn bez tożsamości, mężczyzn ciepłych kluch. Ja tam z nikim walczyć nie będę, jestem katolikiem. Dla siebie nie walcz, ale dla sprawiedliwości, dla obrony porządku naturalnego, dla zachowania porządku społecznego, walcz z całych sił. Nie wolno bez walki oddać swojej ojczyzny, rodziny, czy jakiegokolwiek powierzonego mężczyźnie terytorium ludziom niesprawiedliwym.

Czy katolik powinien się mścić? Nigdy w życiu. To ideologia satanizmu. Czy jednak po ataku na swoje terytorium ma nigdy nie ruszać na najeźdźcą? To zależy. Jeżeli możemy odzyskać to co najeźdźca nam niesprawiedliwie odebrał, trzeba spróbować. Jeżeli istnieje zagrożenie, że najeźdźca powróci, wyruszenie za nim, by go zneutralizować, nie może być zemstą, bo zemsta należy do Boga, ale rozsądnym środkiem zabezpieczającym to, co zostało nam powierzone. Mój Drogi Czytelniku, zwłaszcza mężczyzno, jeżeli do tej pory byłeś przekonany, że będąc katolikiem masz mieć zawsze ten ciepły uśmiech na twarzy, zawsze odpuścić, zawsze się wycofać, bo to przejaw najwyższej katolickiej dojrzałości, to myślisz tak dlatego, że wszyscy żyjemy w czymś, co w Kościele rozpoczęło się zaledwie kilkadziesiąt lat temu... To zresztą powód kolosalnego odpływu z Kościoła mężczyzn na całym świecie.

Zdejmij ten wymuszony uśmiech z twarzy. Oczywiście zaprzyj się samego siebie i nie walcz o swoje, bo to byłoby niekatolickie. Natomiast zawsze walcz o sprawiedliwe. Dla siebie, dla swojej żony, dla swoich dzieci, dla Kościoła i dla samej sprawiedliwości. Odwagi.

Komentarze