NAJWIĘKSZY PROBLEM W MOIM ŻYCIU

09.07.2025

Od pierwszego momentu mojego rozumowego przylgnięcia do Tradycji katolickiej stanąłem przed tym samym problemem, przed którym stoją wszyscy wierni Tradycji. Stanowi on wielkie wyzwanie, a dla mnie bardzo wyraźny sygnał, że bez łaski, bez natchnień, bez pomocy Najświętszej Maryi Panny, nie będę w stanie tego problemu rozwiązać.

Na czym polega ten problem? Chodzi o rozmowy z tymi moimi ukochanymi braćmi w wierze katolickiej, którzy Tradycji nie odkryli. Wszak temat takich rozmów może być dla człowieka zupełnie szokujący. Jak to? Nasz Kościół jest obecnie w rękach ludzi, którzy świadomie lub nieświadomie podmieniają religię katolicką? Jak to? Msza święta, na którą całe życie chodziłem ma bardzo poważne wady i stanowi zagrożenie dla wiary człowieka? Jak to? Wszystkie te dzieła, które uważałem wcześniej za dobre, jak Neokatechumenat, Domowy Kościół, zespoły parafialne z gitarami, modlitwy o uzdrowienie, zaśnięcia w Duchu Świętym... To wszystko miałoby się zanegować? Przecież poznałem tylu ludzi dobrej woli, przecież spotkałem tylu kapłanów, którzy starają się czynić dobro, przecież odbyłem tyle ważnych spowiedzi...

Miałbym teraz mieć odwagę stanąć przed kimś i powiedzieć mu, że religia katolicka jest inna? I że nie, to nie jest tak, że o gustach się nie dyskutuje i że dla jednych katolików dobry jest Neokatechumenat, dla innych inna wspólnota, a dla mnie Tradycja... Miałbym tłumaczyć komuś, że Nowa Msza, w której wychowywały się miliony katolików (w tym ja) i Msza Tradycyjna różnią się znacznie bardziej niż tylko - jak to się błędnie sugeruje - oprawą? Tu nie chodzi o to, że brak mi odwagi by to mówić. Ale jakże wielka obawa by odbiorca nie pozostał zgorszony, zachwiany... Tutaj po ludzku jest bardzo trudno i dlatego od razu wiedziałem, że bez pomocy NMP daleko nie zajdę. Że albo wielu ludzi zrażę do siebie lub - co gorsze - do Tradycji, albo zacznę rozmywać prawdę i mówić, że dla każdego coś dobrego, dla mnie Tradycja dla kogoś ruchy charyzmatyczne...

Zresztą - po co w ogóle kogokolwiek przekonywać do Tradycji? A jednak tego wymaga bycie katolikiem. Przyznawania się do swojej wiary. A stwierdzenie "jestem katolikiem" w dzisiejszych czasach niestety nie jest wystarczająco konkretne. Nie jestem katolikiem "aggiornamentowym", dostosowanym do dzisiejszych czasów, jestem (lub przynajmniej usiłuję być, choć te słowa przychodzą z trudem przez wzgląd na to jak mogą być odebrane)... katolikiem prawdziwym, który wyznaje naukę Kościoła zgodną z całą Tradycją. Oto największy problem, przed jakim w życiu stanąłem.

Pomyślisz może mój Drogi Czytelniku, że ten człowiek nie miał prawdziwych problemów. Miałem. Ten jest największy w tym sensie, że wszystkie inne przynajmniej wydawały się możliwe do rozwiązania po ludzku. Problem stanięcia wobec ludzi przekonanych, że wyznają religię katolicką, powiedzenia im, że ich oszukano i zrobienie tego w taki sposób, aby nie zniechęcić, ale uprawdopodobnić, że człowiek ten zwróci się do Tradycji. Oto problem, którego bez pomocy NMP wolałbym nie ruszać. I nie zamierzam. Ale z Jej pomocą muszę, bo na tym polega miłość bliźniego.

Komentarze