Ktoś kiedyś napisał w komentarzu, choć przyznaję, że w sposób kulturalny, że uważa, że radykalny nurt Tradycji katolickiej, a na pewno sposób jego przekazu, dzieli a nie łączy. Uważam za niezwykle istotne rozważyć tutaj trzy rzeczy.
Po pierwsze, prawda zawsze łączy tych, którzy do niej przylegają i dzieli ich od tych, którzy uważają, że prawda jest gdzie indziej. Po drugie, rozmowy o tym rzadko lub nigdy nie toczą się tak, że jedna strona mówi: prawda leży tutaj, a druga: a ja twierdzę, że prawda leży tutaj. Ja nie znam przypadków takich rozmów. Moim zdaniem najczęściej lub zawsze rozmowy te wyglądają tak, że jedna strona mówi: według mnie prawda leży tutaj, a druga strona na to: a według mnie nie. Chodzi o to, że druga strona neguje, odrzuca, podważa tezę pierwszej strony, ale nie daje w zamian tezy własnej. Po trzecie, w 100% przypadków, z którymi ja się stykam, a podejrzewam, że w 100% przypadków w ogóle, pada argument o sposobie przekazu. Jestem ciekaw, czy Ty, mój Drogi Czytelniku, nie stykasz się z tym za każdym razem, gdy tematyka schodzi na cokolwiek, co dotyczy prawdy.
Im dłużej trwa rozmowa, tym większa szansa, że forma przestaje być idealna, po czym strona, która chce odrzucić tezy tej, która twierdzi, że mówi prawdę, odwołuje się do formy. Odwołań do słów Pana Jezusa jako nie-teolog staram się unikać, szczególnie, gdy miałbym nimi uzasadniać cokolwiek, bo w przypadku błędu jest to być może spora odpowiedzialność, zatem tylko pod rozwagę podaję: skoro Pan Jezus mówi w jednym miejscu "aby wszyscy byli jedno", a w drugim: "przyszedłem przynieść miecz, przyszedłem poróżnić", to czy nie jest to dowód na to, że JEDNOŚĆ dotyczy tych, którzy przylegają do prawdy i nią żyją, a poróżnienie jest z tymi, którzy nie przylegają do prawdy i nią nie żyją? Niech ktoś mądrzejszy ode mnie się wypowie. Ja odczytuję to właśnie tak i wydaje mi się to niezwykle logiczne. Mam jedność z katolikami, którzy wyznają niezmienne prawdy wiary katolickiej i starają się nimi żyć. Nie mam jedności z tymi, którzy wyznają cokolwiek innego.
A zatem tak, środowisko Tradycji katolickiej może być postrzegane jako dzielące, bo zgodnie z myśleniem arystotelesowskim uważa, że prawda jest prawdą, a to co jest z nią sprzeczne jest fałszem, do którego można być uprzejmy, ale nigdy go nie uwierzytelniać. To może być odbierane jako dzielenie. Po drugie, z każdą rozmową, z każdym tygodniem, miesiącem i rokiem nabieram przekonania, że argument o tym, że sposób przekazu jest niewłaściwy, jest nie tylko naciągany, ale wręcz jest wytrychem do uniknięcia wszelkiej konfrontacji z prawdą. Gdy ktoś mówi łagodnie, że 2+2=4, a ktoś łagodnie odpowie, że nie-e, to ta pierwsza osoba może dalej mówić łagodnie i umiejętnie, albo szybko zacząć mówić niełagodnie i nieumiejętnie. Gdy jednak ta druga strona powie potem, że najważniejsza w tej rozmowie była niemiła forma przekazu, do końca życia może już nie zastanowić się przez minutę, czy przypadkiem 2+2 nie równa się cztery, czekając, aż pojawi się wreszcie ktoś, kto powie mu najsłodszym tonem na świecie, że tak, 2+2=4. Dopóki jakiś ton nie będzie idealny, nie myślimy ile jest 2+2.
Zatem zgadzam się z autorem komentarza: każdy kto ma tezę i twierdzi, że tezy z nią sprzeczne są fałszywe, jest osobą dzielącą, jeżeli osoby wyznające tezy sprzeczne poczują się w nich zachwiane. Natomiast sprawy te są tak zasadnicze dla życia każdego człowieka i dla losów jego duszy, że proponowałbym przestać już w ogóle mówić o formie. Tak, lepiej mówić prawdę w sposób pełen miłości i cierpliwości. Ale prawda jest prawdą a fałsz jest fałszem niezależnie od tego czy osoba mówiąca prawdę tak umie. Gdy ktoś wrzaśnie: "Uważaj, samochód jedzie na Twoje dziecko!" jest dość głupie ciągle mówić: "No ale czemu tak niemiło krzyczysz? Może jedzie może nie jedzie, ale ta forma przekazu do mnie nie trafia, ona bardzo dzieli."
Komentarze
Święta święta i po świętach.
Rozmowy na temat wiary to standardowo orka na ugorze. Kiedy brakuje racjonalnych argumentów lecą właśnie negacje lub obelgi typu "mamy już przecież jednego biskupa w rodzinie". Trzeba po prostu dalej SPOKOJNIE i bez emocji robić swoje i modlić się za bliskich i rozmówców. Jak się oberwie trzeba brać to na klatę i się jakoś specjalnie nie odgryzać.
Ja mam już swój sposób. Większkość tematów związanych z obecną sytuacją Kościoła jest po prostu zbyt skomplkowana dla niewtajemniczonych rozmówców.
Wystarczy koncetrować się na Panu Jezusie. Każdą osobę z modernistycznym podejściem można zawstydzić SPOKOJNIE i bez emocji pytając:
"Czemu pozwalasz, żeby w kolejce obok ktoś twojego Zbawiciela przyjmował na rękę lub na stojąco? Naprawdę ci to nie przeszkadza?"
Dobrym tematem jest też ekumenizm, bo otwiera oczy jakie podejście do Pana Jezusa mają inne religie.
"Mógłbyś się modlić z muzułmaninem, który neguje Boskość twojego Zbawiciela?"
Można się pytać też o to po co spowiadają się "braciom i siostrom". Można się spytać po co "przekazują sobie znak pokoju" i przybijają piątki.
Już nawet moje siedmioletnie dziecko, któremu tłumaczę czym się różni NOM od Mszy Wszech Czasów potrafi logicznie powiedzieć:
"Jak ksiądz może stać tyłem do Pana Jezusa" lub
"Jak w kościele można urządzić koncert i obrażać w ten sposób Pana Jezusa".
Niby takie oczywistości, a się o nich nie mówi. Cały pic polega na przekierowaniu uwagi na rozmówcę. Niech on coś powie a nie wiecznie pracuje w "loży szyderców". Po co wiecznie nadstawiać swoją głowę i się tłumaczyc, że się nie jest wielbłądem?
"Serio uważasz, że ktoś może stać przed twoim Zbawicielem? Uważasz to za wystarczający wyraz szacunku?". Nawet jak osoba z modernistycznym podejściem jest jeszcze na tyle "pobożna", że przyjmuje Pana Jezusa na klęcząco to i tak tego nie obroni. Przepracowałem. Zawsze następuję zawstydzenie. Bo jest się czego wstydzić. Świadome przyjęcie Zbawiciela na stojąco lub na ręke to grzech.
Wczoraj w doskonałym kazaniu ks. Najmowicza w przeoracie w Warszawie była o tym właśnie mowa. Św. Szczepan do samego końca okazywał swoim rozmówcom miłość. Błagał by Pan Bóg nie liczył winy jego mordercom. Zginął ze wzorową postawą jako męczennik za wiarę. Wybłagał z wielkim prawdopodobieństwem nawrócenie Św. Pawła.
Ksiądz Najmowicz namawiał wiernych, żeby nigdy nie dawać się unosić emocjom. Emocjami kierowali się ci, którzy kamieniowali. Św. Szczepan zawsze ze spokojem przekazywał Prawdę. Dlatego to Św. Szczepan jest dla nas wzorem do naśladowania.
Umiejętna rozmowa nie działa? To trzeba modlitwy.
Skutku nie ma od razu? Św. Monika nie tyle czekała.
A może skutek jest tylko my o tym jeszcze nie wiemy. Ważne, żeby nie ustawać w działaniu.
Świetny wpis. Świetny komentarz pod wpisem.
Panie Robercie - a mam kilka pytań. Czy mógłby Pan rozwinąć nieco argumentację na temat:
- Spowiadania się "braciom i siostrom"? (Chodzi o to że wcześniej prosiliśmy kapłana o modlitwę ...at te pater, orare pro me... A teraz kapłan został zastąpiony wiernymi? Czy chodzi o co innego?)
- przekazywania "znaku pokoju" - chodzi o odwrócenie uwagi od Pana Boga i zwrócenie ku ludziom? Chodzi o to że w tym znaku to CZLOWIEK człowiekowi daje pokój, a nie Bóg?
- koncert w kościele - czy w przypadku koncertu kolęd widzi Pan problem? Jeśli tak to poproszę o nazwanie istoty problemu - nie mam sam wyrobionego stanowiska, a chętnie bym je wyrobił
1. Na NOM jest:
"Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i WAM BRACIA i SIOSTRY, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem"
Msza Wszech Czasów:
"Spowiadam się Bogu wszechmogącemu, Najświętszej Maryi zawsze Dziewicy, świętemu Michałowi Archaniołowi, świętemu Janowi Chrzcicielowi, świętym Apostołom Piotrowi i Pawłowi, wszystkim Świętym i tobie, Ojcze, żem zgrzeszył bardzo myślą, mową i uczynkiem..."
Kompletnie nie rozumiem po co się spowiadać braciom i siostrom. Tym bardziej nie rozumiem czemu bracia i siostry po SWII stali się ważniejsi od grona Świętych wymienionych powyżej...
2. W tradycyjnym modlitewniku można wyczytać:
"Obrzęd łamania Chleba jest również symbolem gwałtownej śmierci Chrystusa, połączenie zaś Hostii z Krwią wskazuje na Jego zmartwychwstanie"
Kapłan łamie Hostię na trzy części i potem wpuszcza cząstkę do Kielicha. Wtedy mówi:
"Pokój Pański niech będzie zawsze z wami"
"Pax Domini sit semper vobiscum"
Mój Zbawiciel po Zmartwychwstaniu mówił "pokój wam". Logiczne jest, że to mój Zbawiciel przyniósł pokój ludzkości.
Ja jestem tylko marnym, plugawym beneficjentem.
Na NOM mamy:
"Pokój Pański niech zawsze będzie z wami. Przekażcie sobie znak pokoju".
Wtedy wszyscy uśmiechnięci przybijają sobie rąsie. Co to za pokój ludzie sobie przekazują? Ja do końca nie wiem. Może się czepiam do przesady, ale odkąd trafiłem na Mszę Wszech Czasów zacząłem zwracać uwage na takie szczegóły.
3. W mojej parafii co roku są koncerty kolęd. Rok temu występował zespół, który nie miał nic wspólnego z religią katolicką. Mieszanka protestantów.
Kościół staje się wtedy salą koncertową. Do kościoła przychodzą wszyscy jak na jakiś event. Są światełka, jest nagłośnienie, jest scena. Na mieście wiszą reklamy, że będzie koncert. Zdeklarowani ateiści potem piszą w mediach społecznościowych, że na koncercie było "magicznie".
Oni sobie "magicznie" koncertują, a z tyłu Krzyż, szopka, Tabernakulum... no i stół, bo ołtarza już nie ma.
"Mój dom będzie nazwany domem modlitwy, a wy zrobiliście z niego jaskinię zbójców".
Ostatnio nawet nasza światła Rada Ministrów śpiewała kolędy. Z pewnością wielibili w tym szczerze Pana Boga i nie robili tego pod publiczkę.
Już nieważne, że wcześniej robili co w ich mocy, żeby katolików "piłować" i mordować dzieci nienarodzone.
Kościół jest domem modlitwy, a nie salą koncertową. Dlatego Bogu niech będą dzięki za FSSPX. Tam jeszcze ostoja i normalność.
Rzeczywiście! zwróciłem uwagę tylko na zamianę "Ojcze" na "braci i sióstr", a nie zauważyłem że również wszyscy wielcy świecy z Najświętszą Maryja Panną na czele, zostali zamienieni na "braci i siostry" - to jest aż niedorzeczne :-D
Dużo jest takich kwiatków. Confiteor na Mszy Wszechczasów jest trzy razy. Jeden raz kapłana i dwa razy wiernych. To samo jest z redukcją "Panie nie jestem godzien..." z trzech powtórzeń na MW do jednego na NOM. Można by dalej...
Na NOM kompletnie zanika Sacrum i świadomość wiernych w czym oni w ogóle uczestniczą. Jak się spyta przeciętnego katolika uczestniczącego na NOM to nawet nie potrafi powiedzieć czym jest Msza Święta.Nie ma co się dziwić skoro prawdziwą katolicką Mszę Święta im po SWII zabrano.
Generalnie to ja nie potrafię zrozumieć jak ktoś kto ujrzy piękno i doskonałość Mszy Wszech Czasów może jeszcze jakoś NOM tolerować. Znam takie osoby, które uczestniczą i tu i tu, ale zrozumieć nie potrafię. Ja już bym się nie potrafił odnaleźć i serce by mi chyba pękło, jakby mnie ktoś do tego zmusił.