Szczęść Boże, ostatnio prowadziłem rozmowę z księdzem rytu posoborowego na temat innych religii i ich drogi do zbawienia. Przedstawił mi nauczanie soboru watykańskiego ll, które mniej więcej zostało pokazane jako taki pień drzewa, gdzie w centrum jest Jezus Chrystus, najbliżej katolicy, kolejny pierścień protestanci, dalej żydzi, muzułmanie, dalej inne religie a kończąc na ateistach. Ja szczerze powiedziawszy nie mam zielonego pojęcia jaka jest nauka przedsoborowa, czyli ta powszechnie uznawana za "czystą". Mam wiele wątpliwości odnośnie tej argumentacji docierania do Boga przez wszystkie religie, a nie wiem też czy kościół wypowiadał sie w przeszłości na temat zbawienia osób, które Boga nie poznały bądź poznały, ale na swój jakiś sposób. Prosiłbym aby ktoś rozwiał moje wątpliwości odnośnie tej kwestii, gdyż no nie ukrywając, jest to dla mnie bardzo zastanawiające a w tym miejscu jest we mnie luka niewiedzy. W szczególności zastanawiam sie co sie dzieje z duszami ludzi, którzy Boga w ogóle nie poznali.. Wszystkim dziękuje za odpowiedzi i proszę o wyrozumiałość
Komentarze
Kiedyś napisałem krótki tekst o tym i postaram się jutro go opublikować.
Bardzo dziękuje za zainteresowanie tematem.
Polecam “Dogmat i tiarę” Pawła Lisickiego
Bardzo dziękuje za rekomendację
Rownież polecam ze szczerego serca. Wczoraj ją właśnie skończyłem do tej pory jestem przejętym jej treścią.
Polecam w tym temacie nieco starszy materiał ks. Szymona Bańki z kanału Szkoły Akwinaty pt.: "Czy poza Kościołem jest zbawienie"
https://www.youtube.com/watch?v=jthYGdFtrec
Dziękuje za komentarz! Z pewnością zapoznam sie z owym materiałem. Z Panem Bogiem
Papież Grzegorz XVI w encyklice Mirari Vos z 1832 r. miał troszkę inne zdanie na ten temat ;) Błąd indyferentyzmu
"13. Teraz przejdźmy do innej przyczyny wielu nieszczęść, które wraz z Naszym żalem dotykają Kościół to jest do indyferentyzmu, czyli przewrotnej opinii bezbożnych, wszędzie podstępnie rozpowszechnianej, że w każdej religii można dostąpić wiecznego zbawienia duszy, jeśli się uczciwie i obyczajnie żyje. W tak oczywistej sprawie, jesteście w stanie z łatwością uchronić powierzony Wam lud od tego najbardziej zgubnego błędu. Kiedy bowiem apostoł przestrzega, że, "jeden jest Bóg, jedna Wiara, jeden Chrzest" (Ef 4, 5), niechże drżą z bojaźni wszyscy, którzy z jakiejkolwiek religii spodziewają się fałszywie otwartego przystępu do błogosławionej wieczności i niech szczerze rozważą według świadectwa Zbawiciela, że "są przeciw Chrystusowi, bo z Chrystusem nie są, i że rozpraszają nieszczęśliwie, bo z nim nie gromadzą" (Łk 11, 23), dlatego "niezawodnie na wieki zaginą, jeśli katolickiej wiary wyznawać i jej całkowicie i bez naruszenia zachowywać nie będą" (11). Niech posłuchają św. Hieronima, który gdy się Kościół podzielił schizmą na trzy stronnictwa, mówi o sobie, że jest nieugięty w postanowieniu, jeżeli ktoś chciał go przyciągnąć na swoją stronę, mężnie wyznając: "Kto się łączy z katedrą Piotra, jest ze mną" (12). Próżno by ktoś sobie schlebiał, że i on także jest odrodzonym w wodzie chrztu świętego, bo na ten zarzut trafnie odpowiedział św. Augustyn: "Gałązka z winnicy odcięta swój kształt zachowuje, ale cóż jej po kształcie jeżeli nie czerpie życia z korzenia?" (13).
Bóg zapłać za ten komentarz. Zatem mamy jasne stanowisko kościoła odnośnie zbawienia innych religii? Czytałem ostatnio o tym, że teologowie spierali sie ze sobą w tej właśnie kwestii, gdyż nikt nie zna miłosierdzia Bożego. O ile jeśli mówimy o innowiercach, którzy świadomie wybrali taką ścieżkę, jednak o osobach, które takiej możliwości w ogóle nie otrzymały jest to już trudniejsze do rozeznania.
Nie pokuszę się o jakiś zdecydowany komentarz na temat, gdzie idą osoby "nieświadome", czyli takie które bez własnej winy nie mogły poznać prawdziwej wiary (lub bez własnej zdecydowanej woli tkwiły w jakiś błędach). Jestem na to za cienkim bolkiem i to tylko moje widzimisię. Wydaje mi się, że każdy człowiek będzie rozliczany wg tego na ile mógł prawdziwą wiarę katolicką poznać. Od nas będzie wymagane znacznie więcej niż od człowieka, który całe życie spędził w buszu. Zostawiam to, bo nie mam na to żadnego wpływu. Biorę to "na wiarę". Myślę, że dobry Pan Bóg jakoś to dobrze wymyślił, żeby było sprawiedliwie. Temat można rozszerzyć o dusze dzieci z aborcji, albo dzieci, które zostały nieochrzczone. O ile dobrze zrozumiałem Kościół mówi o Limbusie/Limbo dla takich dusz. Ciężko mi to przełknąć, bo taki mały człowiek, który przecież niczemu nie zawinił jest pozbawiony "wolnej woli" i jest skazany na pozbawienie Nieba. Dusza nawet nie wystartowała, a musi tak być nie przez nią, a przez innych ludzi. Tylko tak jak wspominałem - zostawiłem to, bo i tak nic z tym nie zrobię. Indyferentyzm to już inna para kaloszy. Zwłaszcza, gdy u własnego proboszcza słyszy się ( ja też tak słyszałem i to był jeden z punktów dlaczego ostatecznie porzuciłem własną parafię), że wszystkie religie zbawiają. Pytania się mnożyły, bo wcześniej Kościół nauczał czegoś innego. Doszło do momentu, że zacząłem się zastanawiać "czy my jeszcze wierzymy w to samo?". Gdzie tu depozyt wiary? Kto się myli i kogo słuchać? Dla mnie sprawa jest już oczywista, gdzie jest Prawda, łuski opadły i widzę ją coraz bardziej klarownie każdego dnia. Podejrzewam, że po kilku rozmowach z tym kapłanem może Pan dojść do podobnych wniosków. Serdecznie pozdrawiam i z Panem Bogiem!