Rewolucja (zarówno w świecie jak i w Kościele) charakteryzuje się bardzo kompleksowym podejściem do zadania wywrócenia porządku naturalnego oraz zagłuszenia Słowa Bożego. Ważnym elementem tej strategii jest wprowadzanie, wszędzie gdzie tylko się da, zamętu pojęciowego. Niełatwo jest przekonać kogoś do akceptacji zła wprost. Dużo skuteczniej jest zło nazwać dobrem. Do dobra zaś nie trzeba nikogo przekonywać. Byłbym zafascynowany stojącą za tymi metodami inteligencją, gdybym nie wiedział, czyja to inteligencja.
Gdy uda się pomieszać pojęcia, a niestety siłom rewolucji udaje się wyjątkowo dobrze, trwanie ludzi przy prawdzie stanie się niemal niemożliwe. Idee rewolucyjne będą wsączane w każdy aspekt życia człowieka, a ten nie będzie nawet podejrzewał, że pojęcia, które słyszy i którymi operuje, nie mają już pierwotnego znaczenia, ba, nie mają już żadnego znaczenia.
Ze wstydem stwierdzam, że często łapie się na myśli przesiąkniętej jakąś ukrytą ideą rewolucyjną. Ze smutkiem stwierdzam, że podobne idee przebijają w wypowiedziach rozmówców. Bywa, że pytanie zadane mi przez Słuchacza czy Czytelnika jest o tyle trudne, że u samych jego podstaw leży sobie, niby niewinnie, idea rewolucyjna.
Odradzałbym obsesyjne badanie każdej myśli i tropienie w niej fałszywych idei, natomiast wielce pożyteczne będzie, jeżeli zaczniemy wprowadzać porządek pojęciowy, z którego, na co można mieć nadzieję, wyłoni się porządek w myśleniu.
Zacznijmy od tzw. godności osoby ludzkiej.
Wszyscy pewnie intuicyjnie przyjmujemy, że istota ludzka ma swoją godność. Wiedzą o tym i rewolucjoniści, którzy, używając powyżej wspomnianej podmiany znaczeń, zamienili ową „godność” w potężne narzędzie manipulacji.
Zacznijmy od potocznego znaczenia godności - nie godzi się, żeby człowiek zachowywał się jak zwierze, ponieważ wszyscy mamy godność, która bierze się z faktu, że człowiek został stworzony przez Pana Boga, dla Pana Boga i to na Jego podobieństwo. Godność w tym znaczeniu odnosi się do czegoś dla nas wspólnego, a nie indywidualnego, osobistego, prywatnego. I tu rewolucja dawno już wprowadziła zamęt, przenosząc tę wspólną godność bezpośrednio w ego jednostek, w indywidualizm, jakby godność Stefana była jego własnym, wyjątkowym skarbem, podobne jak godność Barbary jej. Wtedy zaczyna się obrona naszych idywidualnych godności, u mnie mojej, u Ciebie Twojej, a to już, krótko mówiąc, taniec do muzyki tego, który był zbyt "godny", żeby służyć Bogu już w chwili stworzenia. Jeżeli ktoś poniża moją godność to muszę bronić tej godności identycznie jak gdy ktoś poniża godność kogoś innego. W tym rozumieniu godność rodzaju ludzkiego to coś wspólnego. Marksizm zaś, jak zwykle, to co indywidualne stara się uczynić wspólnym, a to co wspólne, jak godność człowieka, usiłuje uczynić czymś osobistym, indywidualnym.
W świecie nie udałoby się wprowadzić wielu współczesnych idiotyzmów, gdyby nie używano tego podmienionego znaczenia „godności”. W Kościele z pewnością nie udałoby się wprowadzić, zabójczego dla wiary, pojęcia ekumenizmu. Zresztą słowo ekumenizm również, dla wielu w sposób niezauważalny, zostało pozbawione pierwotnego znaczenia, w którego miejsce pojawiło się nowe - czysto heretyckie. Ekumenizmu w jego współczesnej, chorej wersji, nie udałoby się tak rozpropagować w umysłach katolików, gdyby nie owa nowa ludzka „godność” i związane z nią w pewien sposób, przesterowanie religii z teocentrycznej na antropocentryczną. Gdy w centrum naszej religii był Pan Bóg, tzw. dialog międzyreligijny był oczywistym absurdem. Gdy w centrum religii znalazł się człowiek, nagle otwiera się złudna przestrzeń do dialogu, gdyż coś zaczęło przecież łączyć katolicyzm, islam, judaizm itd. Co takiego? A cóż innego: nasza wspólna, a jednak indywidualna godność. A jeżeli chcemy szanować indywidualną godność każdego, to trzeba nam szanować to jak muzułmanin i żyd rozumieją rzeczywistość i „jak wierzą”. To swoją drogą kolejny trik językowy. Nie mówi się już „w co wierzą”, ale „jak wierzą”. I oto tamci nie wierzą już w coś innego. Wierzą inaczej. (Powtarzam - gdyby to nie było straszne, byłoby fascynujące). Skoro zatem trzeba nam szanować to jak tamci widzą rzeczywistość i "jak wierzą", musimy szanować ich kulturę i religię.
I tu pojawia się kolejny trik językowy (w którymś momencie będziemy musieli przestać, bo ten artykuł nigdy się nie skończy) - znaczenie słowa szacunek. O tym jednak innym razem.
Wróćmy do rzekomej godności indywidualnej wszystkich ludzi. Doktryna o grzechu pierworodnym tłumaczy, że człowiek utracił swą pierwotna godność na skutek grzechu pierworodnego. Od tego nieszczęsnego wydarzenia, nasza godność nie jest czymś, jak napisał kardynał Fernandez w niedawnym dokumencie „Dignitas Infinita" nieskończonym i niezbywalnym, ale czymś utraconym, co odzyskiwać możemy jedynie przez sakramenty święte i zdanie się w pełni na łaskę Boga.
Sakramenty. Powiedzcie to proszę pełnym godności muzułmanom, wyznawcom judaizmu i buddystom. I, przy okazji, kardynałowi Fernandezowi, choć nie sądzę, żeby chciał posłuchać. Myślę, że jako gorliwy krzewiciel modernistycznej wizji rzeczywistości, używa on tych standardowych sztuczek myślowo-językowych świadomie. I oto fakt, że Pan Jezus utożsamiał się z biednymi i odrzuconymi oraz nakazał nam miłować bliźniego, w jakiś niewytłumaczalny sposób ma dowodzić, że ów bliźni ma nieskończoną godność, której nie może utracić. Czysto masońska wizja. W katolicyzmie zaś miłość bliźniego wywodzi się z posłuszeństwa Bogu i miłości do Niego, a człowiek żyjący w grzechu ciężkim ma czasowo utraconą wszelką godność. Czasowo, gdyż dopóki żyje, może ją, przez Boże miłosierdzie, odzyskać, jeżeli wyrzeknie się swoich grzechów, zejdzie z drogi zatracenia i pójdzie do spowiedzi świętej (przekażcie Żydom i muzułmanom). Jeżeli jednak w stanie grzechu śmiertelnego umrze, trafi w ogień wieczny, by w hierarchii piekielnej, zgodnie z nauczaniem Kościoła, stać niżej niż upadłe anioły. Choć nie wiadomo czy słowo stać jest tu precyzyjne. O jakiej godności wtedy będzie mowa?
Jest czymś zdumiewającym, że współczesny hierarcha Kościoła Katolickiego może nauczać czegoś wprost sprzecznego z Doktryną, a wierni, z powodu czasu i wymiany pokoleń, która nastąpiła po Soborze Watykańskim II, przyjmują ideologię masońską jako nauczanie Kościoła.
Natomiast, czy to nowe znaczenie ludzkiej godności dotyczy jedynie ekumenizmu? W żadnym razie. Co jest groźniejsze od szanowania na siłę czyjejś wymyślonej godności?
Szanowanie własnej.
Jakże trudno jest dziś znaleźć człowieka w ogóle nie zarażonego wirusem osobistej godności.
Mój Drogi Słuchaczu szybki test: czy chciałbyś, żeby szanowano Twoje zdanie? Lub inaczej, bo chcieć, pewnie chcielibyśmy, w swej upadłej naturze, niemal wszyscy. Czy gdzieś głęboko uważasz, że powinno się szanować Twoje zdanie? Że wymaga tego kultura rozmówców. Że powinni oni szanować Twoją godność osobistą, co najmniej, przez szanowanie Twojego zdania. Co poczujesz, gdy napiszę, że nie istnieje żadna wartość wsobna Twojego zdania i nie musi interesować świata jaką masz opinię… Lub może tak: nie istnieje żadna wartość Twojego ani mojego zdania. Nasza opinia nie ma żadnego znaczenia. Jedyne znaczenie ma to jaka jest prawda. Twoje zdanie czy opinia mają wartość zbliżają się do prawdy, a Ty i tę prawdę umiejętnie starasz się przekazać innym (przy okazji wyrażając swoje zdanie czy opinię). Jeżeli ktoś inny wypowiada inne zdanie czy opinię, obie strony zobowiązane są wybierać zdanie i opinię bliższą prawdy, niezależnie która opinia jest czyja.
Swoją drogą, pomyślmy jak takie podejście musi być wyzwalające. Wiedzą o tym pewnie jedynie święci. Nie musieć już nigdy formułować na siłę „swojego zdania” o czymkolwiek. Wiedzieć, że zadaniem nie jest kreowanie rzeczywistości, ale jej odczytywanie. Wiedzieć, że racja nie ma znaczenia. Że Twoje zdanie i opinia zaczną być szanowane (choć z pewnością nie od razu), gdy ludzie przekonają się, że dobrze odczytujesz to czym jest rzeczywistość. Im lepiej nauczysz się ją czytać i tłumaczyć innym, tym bardziej tzw. „Twoje zdanie” będzie miało wartość.
Warty odnotowania jest pewien paradoks - żyjemy w czasach, w których prawdziwe znaczenie jednostki i jej wpływ na rzeczywistość zostały sprowadzone niemal do zera, jednocześnie każda z nich żyje w przekonaniu o swojej wielkie indywidualnej godności. Zabierz ludziom wolność, nie zauważą problemu dla swojej godności. Napisz komuś w internecie, że się myli, albo zajedź mu drogę na ulicy. Wtedy da o sobie znać coś, co on rozumie jako jego indywidualna godność.
Podsumujmy:
Mój Drogi Czytelniku, co o tym myślisz? Innymi słowy: jakie jest „Twoje zdanie”?:)
A bardziej serio, jak uważasz - gdzie leży prawda?
Komentarze
Śpi Pan czasem? Proszę nie przegrzać umysłu ;)
Gdzie leży prawda?
Ja jestem za cienki bolek, żeby komuś to spróbować jeszcze przekazać, ale ksiądz Dzierżak robi to fantastycznie:
https://militia-immaculatae.org/wp-content/uploads/2023/03/01a_Z-milosci-do-prawdy_PL.pdf
Na marginesie foldery i książeczki z poniższej strony leżą w kaplicach Bractwa FSSPX.
https://militia-immaculatae.org/polski/
Można je też za darmo pobrać ze strony, co uważam za wielce pożyteczne dla każdej pracującej nad sobą duszy. Wiem, że strona jest w polecanych, ale warto o niej częściej wspominać.