Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
W ostatnich paru latach intensyfikacja "apokaliptycznych" informacji wciąż przybiera na sile. W zasadzie to nie ma już miesiąca w którym nie byłoby jakiś "hitów". Choćby ostatnie parę dni - gorąca wojna na Bliskim Wschodzie czy słowa szefa sztabu generalnego RP, że aktualne pokolenie Polaków idzie na wojnę. Informacje tak ciężkiego kalibru, zaraz po ostatnich wyczynach papieża Franciszka. Czuć już po prostu wszędzie, że ciężkie czasy zbliżają się wielkimi krokami. Ostatnie Sprawki extra to też takie "political fiction". Tematyka jest oczywiście bardzo ciekawa i wciągająca. Jednak w mojej skromnej opinii słuchacza to inny kierunek byłby bardziej właściwy dla Sprawek na te ciężkie czasy. Postaram się dalej wyjaśnić dlaczego tak uważam. W któryś sprawkach Pan Dawid mówił, że ciężko jest wywarzyć złoty środek pomiędzy informowaniem o "sprawach tego świata", a skupieniem się na pracy duchowej.
Słabego z natury człowieka ZAWSZE będzie ciągnęło do tego pierwszego . Z prostej przyczyny - jest to dla niego dużo bardziej atrakcyjne. Taka tematyka wzbudza sensację i jest z reguły dużo ciekawsza. No i ma się to poczucie zgłębiania ukrytej tajemnicy, o której większość społeczeństwa nic nie wie. Wystarczy wrzucić w nazwę filmu na YouTube antychrysta, apokalipsę, koniec świata, znak bestii, wojna już tu jest, czerwone jałówki i z automatu ma się wyświetlenia x5. Dlaczego tak jest? Dlatego, bo człowiek ma opory, żeby się skupić się na 100% na tej prawdziwej walce duchowej. Dużo łatwiej i przyjemniej jest żyć zgłębianiem "spraw tego świata" niż poświęcać się żmudnej pracy nad własną duszą.
Wstęp trochę przydługi, ale uważam to za ważne. Pułapka "sensacji" jest zastawiona na każdego człowieka, nawet w pełni świadomego. To wciąż moja wielka wada - poświęcam za dużo czasu wyszukowaniu informacji lub uświadamianiu znajomych, że świat jest gorszy niż im się wydaje. Nie mam tu oczywiście na myśli, żeby być jak ta głupia owca i nic nie wiedzieć. W sytuacji braku wiedzy kreatorzy tego świata zjedzą nas na miękko i nieważne czy ktoś jest tego świadomy czy nie. Problem jest jednak wtedy, gdy "odkrywanie" tego świata wejdzie człowiekowi za bardzo w nawyk. Jak się weźmie do ręki smartfona to walka duchowa w większości przypadków zejdzie na dalszy plan. Pojawi się ta nieodparta pokusa - dowiem się tego o czym nie wiedzą inni. Skoro "czy jest to trochę wyścig z czasem" (nawiązując do ostatnich Sprawek extra) to nie powinien jak najwięcej grzebać, żeby się w porę dowiedzieć? Może jutro już nie zdążę?
Zmarnowałem w swoim życiu dziesiątki godzin, żeby "doszukiwać się" informacji na tematy "zakryte". Są to dziesiątki godzin, które oddaliły mnie od wykonania kolejnego kroku w walce duchowej. Wiem może trochę więcej o świecie, ale i tak nie mam na to żadnego wpływu. Może z 10% tych informacji są dla mnie użyteczne w codziennym życiu. Reszta to "ciekawostki" pokroju tego, że żona prezydenta jednego z krajów europejskich to facet. Jaki to ma wpływ na moje życie i moje otoczenie? Żaden.
Człowiek, który wchodzi głębiej w tematykę polityki, geopolityki, historii, zdrowia, ekonomii, edukacji, wiary z biegiem czasu czuje się jakby żył w "matrixie". Wiele rzeczy nie jest takimi jakimi wydają się na pierwszy rzut oka. Taka wiedza to niestety miecz obosieczny. Może nas uchronić przed niewłaściwymi decyzjami, ale może nas też pochłonąć, że tylko tym będziemy żyli. Dlaczego tak trochę nawiązuję do ostatnich "Sprawek extra". Brnięcie w takie klimaty to może być miecz obosieczny. Człowiek, który jest wciąż za bardzo utopiony w matrixie zacznie się interesować Trumpem, P Diddy, rytuałami, wojną na Bliskim Wschodzie. Będzie za wszelką cenę szukał tej sensacji. Zaraz potem zacznie już panikować, że jesteśmy o krok od antychrysta, wielkiego ucisku, końca świata itp. itd. Tematyka go pochłonie, bo jest ciekawa, tajemnicza i stosunkowo mało ludzi o tym wie. Oddala go to od Pana Boga i właściwej postawy w walce duchowej. Człowiek, który potrafi już dostrzegać, że jest w matrixie posłucha tego wszystkiego na luzie jako ciekawostę. Zaraz potem powinien wracać do walki duchowej, bo to ona jest KLUCZOWA. Jeśli już ma być taka tematyka to bardzo proszę kłaść większy nacisk właśnie na walkę duchową. Szatańska pokusa drążenia "sensacji" czycha na każdym kroku i dla wielu ludzi może być ogromnym zagrożeniem.
Dlatego ja bym nie szedł w tym kierunku i poszedłbym w innym. Uważam, że dużo lepszym i bardziej pożytecznym kierunkiem dla Sprawek jest "wyrywanie" dusz z herezji modernizmu. Tu niby też jest ta "nutka" sensacji SWII, ale to już jest sprawa pierwszej wagi dla naszego narodu. Tutaj każdy z nas ma na to REALNY wpływ i może o to samemu walczyć w swoim najbliższym otorczeniu. Kiedy myślę o losie naszej ojczyzny zawsze mam przed oczyma targującego się z Panem Bogiem Abrahama. Ja wierzę, że dalszy los Polski zależy od tego ile wypracujemy tu u nas "sprawiedliwych". Nie zrobimy tego poprzez znajomość czarnych meandrów tego świata, ale poprzez pokutę, pracę nad sobą, modlitwę i kierowanie wielu dusz ku prawdziwej nauce katolickiej. Ostatnio byłem na Mszy Wszechczasów, gdzie ksiądz nie miał posługującego ministranta. Płakać mi się chciało. Pomyślałem w tym momencie: zamiast dalej marnować czas, ile bym więcej dał Panu Bogu, gdybym się tej ministratury nauczył. Ulepszanie świata zawsze trzeba zaczynać od siebie i swojego otoczenia, a nie na drugim krańcu świata. Sztuką jest też odpowiednie wyważenie, co w życiu powinno być zawsze priorytetem.
Kończąc: w tę sobotę z Bożą Pomocą zdołałem skompletować pięć pierwszych sobót miesiąca. Nie mam naprawdę intencji, żeby się chwalić. Czuję po prostu wielką radość, że ja maluczki dołożyłem malutką cegiełkę w walce duchowej dla dobra Kościoła. Chcę się tą radością z Wami podzielić. Planuję jeszcze dołożyć 2 następne pierwsze soboty w ramach zadośćuczynienia i wynagrodzenia za moje ludzkie słabości: ospałość lub niewystarczające skupienie na tajemnicach różańcowych. Z nowym rokiem nie mam zamiaru przerywać i chcę zacząć od początku. Mam też "zaliczone" 4 pierwsze piątki miesiąca i bardzo mi zależy, żeby dotrwać do 9. Bardzo Was proszę o modlitwę w tej intencji i dziękuję każdemu kto modlił się o moje pierwsze soboty. Jeśli ktoś planuje zacząć tę nabożeństwa bardzo proszę o informację i chętnie będę się w tej intencji modlił. Uważam, że to są właśnie te właściwe sposoby na ratowanie Polski. Kiedy papież Franciszek "wynagradza" Panu Bogu "biedę", my Polacy masowo uczestniczmy w wynagradzających nabożeństwach pierwszych piątków i sobót miesiąca. Różaniec do ręki na każdym kroku. Serdecznie też polecam Rozważania różańcowe abp Levebvre'a. Wspaniała i stosunkowo krótka lektura, która zmienia życie. Zamiast nadmiernego koncentrowania uwagi na Kamali i Donaldzie do ręki przedsoborowa lektura duchowa. Zamiast "political fiction" jeszcze więcej o rewolucji w Kościele i wyrywania nieświadomych dusz z herezji modernizmu. Nie ustawajmy w duchowej walce o wielu SPRAWIEDLIWYCH w Polsce.
Komentarze
Witam. Z wielką uwagą przeczytałam Pański komentarz.
Zgadzam się z nim całkowicie. Musimy bardziej skoncentrować się na pogłębieniu naszej katolickiej prawdziwej wiary. Sama odczuwam podobne rozterki. Posiadam wiele książek, które już przeczytałam i wiele przede mną. Czy czasu mi starczy? Wiem jak wiele czasu pochłaniają te ,,ciekawostki''. I mam poczucie straconego czasu. Przecież to wszystko już wiem, wiem tak wiele o tych zagrożeniach, wiem jaki obrałam sobie cel w życiu. Może faktycznie skupmy się na tym. Reszta to plewy. Na to nie mamy wpływu. A na co nie mam wpływu to szkoda mi czasu. Świata przez to nie zbawimy. A zbawić się samemu to podstawowy nasz cel. A resztę dokona BÓG. Pozdrawiam serdecznie.
Dziękuję za ten wpis. Mam podobny problem. Z powodu różnych zajęć, na obecnym etapie mojego życia, jestem niestety bardziej "kolekcjonerem" niż czytelnikiem książek. Uśmiechają się do mnie z półek. Często się zastanawiam, czy starczy mi życia na przeczytanie wszystkich. Interesuje mnie masa rzeczy, ale odkąd całkowicie niezasłużenie zdołałem dotrzeć na Mszę Wszechczasów jeden dział wyrósł u mnie na pierwsze miejsce. Ubolewam, że nie mam wystarczająco czasu, żeby zapoznać się z wieloma pozycjami literatury duchowej. Staram się, ale zdobywanie wiedzy jest u mnie często chaotyczne, w zmęczeniu i pośpiechu. Nie mogę się nadziwić, że za młodu potrafiłem się tak zwyczajnie w świecie nudzić. Sam jestem sobie winien, że zmarnowałem kawał swojego życia. Uporządkowanie dobrego wykorzystania czasu w szybkim i zapracowanym dniu to naprawdę nie jest prosta sprawa. Dlatego warto sobie uświadomić, że tak jak Pani pisze, szkoda czasu na to na co nie mamy wpływu i z tego rezygnować. Mi to niestety różnie wychodzi, ale jak przystało na katolika walczącego nie poddaję się. „Czuwajcie, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie". Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!
Ojej, jakże ze mną rezonuje ten wpis! Ostatnio właśnie miałam podobne przemyślenia i rozterki, gdyż sama także od jakiegoś czasu zaczęłam coraz bardziej zagłębiać się we wszelkiego rodzaju teorie spiskowe świadczące o tym, że żyjemy w masońskiej symulacji, i jakkolwiek to wszystko nie byłoby ciekawe i otwierające oczy na wiele różnych kwestii, o których się nie miało pojęcia albo które gdzieś tam podskórnie uwierały, ale nie wiadomo było do końca dlaczego, to w końcu właśnie człowiek łapie się na tym, że zaczyna powoli zatracać się w tej tematyce i odrywać od tego co istotne i niejako kontemplować to zło. Owszem, warto być świadomym, a niektóre z tych informacji mogą mieć pożyteczny skutek, zwłaszcza dla kogoś, kto żyje w kompletnej bańce, ale we wszystkim należy zachować umiar i jak się go nie zachowa, to w pewnym momencie pojawia się tzw. głód dopaminowy typowy dla konsumowania w nadmiarze jakichkolwiek innych treści w Internecie, a także pokusa, żeby za wszelką cenę uświadamiać wszystkich naokoło, co już może przynieść marny efekt. W dodatku wpędza to człowieka w takie poczucie pesymizmu i postrzegania świata tylko przez pryzmat całego zła i brudu, zapominając o całym Bożym dobru i pięknie, które przecież wokół nas także jest. Gdzieś tam zaczęły pojawiać się we mnie takie odczucia, żeby z tym przystopować, ochłonąć, skupić się na modlitwie i na swoim życiu, bo całego świata nie zmienię, a nawet jeśli chcę to zrobić, to i tak muszę zacząć od siebie. Tym bardziej, że Matka Boża w swoich orędziach nie wzywała do śledzenia w napięciu wszystkich newsów czy nie wiadomo jakich heroizmów, ale do tego, żeby odmawiać po prostu różaniec... i to jest najlepszy oręż w walce ze złem.
Chyba lepiej bym tego nie ujął. Cieszę się, że nie tylko ja dostrzegam ten problem. Zwłaszcza, że jest on z grona tych ukrytych, bo przecież co może być niebezpiecznego w głodzie zdobywania wiedzy?
Wspaniale, że Pani wspomniała o tym, że człowiek często niestety zatraca się w tej analizie zła i zapomina o Bożym dobru i pięknie. Warto tutaj sięgnąć do Księgi Koheleta od "marności nad marnościami". Zwyczajny posiłek z rodziną w komplecie to już prawdziwe piękno. Uśmiech swojego dziecka to piękno. Czułe przytulenie swojej drugiej półówki to piękno. Każdy zwyczajny, przeżyty dzień we względnym dostatku i szczęściu to piękno. Możliwość uczestnictwa we Mszy Wszechczasów to piękno. Przecież mamy dookoła tyle Bożego piękna! Człowiek pozytywnie naładowany takimi rzeczami zostanie odpowiednio przygotowany na niesienie Krzyża i ma szansę temu zadaniu podołać. Człowiek wiecznie szukający atmosfery końca świata, nadchodzącej wojny, napięcia, zła, pesymizmu nie będzie też dostatecznie przygotowany na wzięcie Krzyża na swoje barki. Każdy z nas Krzyż niósł będzie, bo tak jest napisane. Niektórzy już Go niosą. Lepiej się przygotować różańcem, pierwszymi piątkami i sobotami miesiąca, modlitwą, literaturą duchową, częstą Mszą Świętą, sumiennym spełnianiem obowiązków stanu niż nieustannym i nałogowym powiększaniem zasobów wiedzy na temat zepsucia tego świata. Przynajmniej mi się tak wydaje. Serdecznie pozdrawiam!
Moim zdaniem Dawid powinien dalej robić to co robi, czyli łączyć właśnie te sprawy światowe z duchowymi. Gdyby mówił tylko i wyłącznie o modernizmie i o walce o swoją duszę, to skończyło by się na tym, że oglądała by go mała garstka ludzi, którzy i tak są już przekonani do tradycji.
Myślałem podobnie ale moi rodzice też myśleli podobnie, moi dziadkowie również. Nie chcę tutaj politykować ale zaczyna się od tego, że przestajemy się zagłębiać w to co dzieje się na świecie i tracimy kontakt. Powoli zaczynamy całkowicie oddawać kontrolę nad sobą ludziom którym już zaufaliśmy. Moi dziadkowie uwierzyli PiS i Kaczyńskiemu. Uwierzyli mu i bronili bez względu na wszystko. Moja wierząca rodzina zamieniła się w wyznawców unii europejskiej i zielonego ładu, w cieszących się z nadmiernej kontroli biurokratów. Wszelka wolność im się nie podoba. Przestali chodzić do kościoła, trochę ze względu na wiek ale powiem szczerze, że diabeł ręce zaciera jak to widzę. Niegdyś ideowi ludzie walczący o wolność umierają w odmętach zaufania i wiary w autorytety. Dlatego nigdy nie przestawajmy czuwać nad tym co się dzieje bo uwierzymy we Franciszka i ten jad który się z niego wylewa.
Na szybko, żeby rozwiać trochę wątpliwości. Wydaje mi się, że "Sprawki okiem katolika" to portal dedykowany zwłaszcza dla katolików a nie dla geopolityków i teoretyków spiskowych. Dla mnie to logiczne, że temat wiary katolickiej jest tutaj tematem wiodącym. Jeżeli celowałbym w geopolitykę to bym poszedł na podcasty np. Leszka Sykulskiego, który taką tematyką zajmuje się zawodowo. Oczywiście geopolityki też można trochę liznąć, ale PRZESADNE skupianie się na tym to wg mnie zły kierunek i o tym tam wyżej napisałem. Poza tym mówienie o modernizmie to też łączenie spraw duchowych ze światowymi. W kontekście aktualnen sesji synodu o synodalności i tego co się odwala w oficjalnych strukturach Kościoła jest to absolutny PRIORYTET dla ratowania zagubionych i zdezorientowanych sytuacją dusz. Zwłaszcza teraz, gdy tak wielu ludzi może zostać wyprowadzonych na manowce. To właśnie tu trzeba otwierać oczy ludziom, a nie wpędzać ich w ciekawostki i smaczki nakręcane przez "panów z jarmułkami schowanymi w szafie". Dla mnie tkwienie w modernizmie to aktualnie największy rak, który trawi Kościół Katolicki . W większości przypadków okraszony jest przesadnym konformizmem, lenistwem, pielęgnowaniem swojej wygody i tkwieniem w swoich błędnych, zgniłych przekonaniach przez wiernych. Wyławianie z tego dusz to absolutny priorytet nad którym może i powinien pracować każdy z nas. O metodach była tu już mowa wielokrotnie, więc nie będę się powtarzał////////////////////////////// Nie chcę w tym temacie zostać odebrany jako ignorant, który nie docenia potęgi i znaczenia wiedzy. Polityka to sztuka sprzedawania ludziom kłamstwa w ładnym opakowaniu. Bez własnego rozumu w kwestii zdrowia aktualna medycyna w wielu przypadkach prędzej wyprowadzi człowieka do trumny niż do dobrego stanu. Bazując na podręcznikach szkolnych nigdy nie pozna się prawdziwej historii świata i Polski. Bez zerwania utartych przez system schematów nie osiągnie się sukcesu w edukacji i ekonomii. Bez wgryzienia się w temat posoborowia katolik nigdy nie dojdzie do czystego i doskonałego nauczania Świętego Kościoła Katolickiego. W kontekście walki duchowej dla mnie to ostatnie ma największą wartość i działalność Pana Dawida w tej kwestii jest właśnie pionierska. Nie ma drugiego portalu katolika przywiązanego do Tradycji o takiej jakości i raczej nie będzie. Ja czekam na setki tysięcy katolików przywiązanych do Tradycji w Polsce. Dopiero wtedy można wybudzać w kwestiach polityki, historii, zdrowia, ekonomii itp. itd.