Ostatnio od jednego księdza słyszałem, że w poradniach małżeńskich uczą jak współżyć i nie mieć dzieci. Jest ponoć coś takiego jak "naturalne planowanie rodziny" wprowadzone przez posoborowych papieży do nauczania moralnego Kościoła. Jak to można pogodzić z podstawowym celem małżeństwa jakim jest zrodzenie i wychowanie potomstwa?
W dodatku o liberalnego księdza kiedyś usłyszałem, że te całe "naturalne cykle" to bujdy i "kalendarzyk" po prostu nie działa i nie jest zgodny z wiedzą naukową. Tymczasem są katolicy Tradycji, którzy twierdzą, że to "katolicka antykoncepcja". Dla mnie te "naturalne planowanie rodziny" to wymówka, żeby nie mieć dzieci i sobie żyć własnym życiem, tak jakby się nie miało obowiązku stanu wobec małżonka. Co wy o tym sądzicie?
Komentarze
Przedsoborowa nauka Kościoła już dawno stała się przeżytkiem. Została posoborowa nauka "miłości" i wszystkie tego konsekwencje. Obawiam się, że trzeba by cudu, żeby w naszym kręgu cywilizacyjnym wróciło stare myślenie. Dożyliśmy czasów, że sodomia w naszym kręgu cywilizacyjnym jest postrzegana jako coś powszechnie akceptowalnego, a w kontekście tego Rosja, która bije rekordy w rozwodach przedstawiana jest jako "oaza normalności". Powiedz dzisiaj komukolwiek, że antykoncepcja to poważny grzech. Powiedz dzisiaj komuś, że chcesz poczekać ze współżyciem do ślubu. Powiedz dzisiaj komuś, że małżeństwo to "kontrakt" w celu zrodzenia potomstwa i właśnie dzięki temu "kontraktowi" człowiek ma prawo radzić sobie ze swoim popędem. Przecież od razu człowiek zostanie wyśmiany. Pan Jezus mówił, że przywilej dany przez Mojżesza w postaci "listów rozwodowych" był z powodu "zatwardziałości serc waszych, LECZ OD POCZĄTKU TAK NIE BYŁO". Pan Jezus i założony przez Niego Kościół daje jasne wskazówki czym małżeństwo jest i czym być powinno. Tak dalej pójdzie to wierzący młody człowiek kandydata na drugą połówkę będzie mógł chyba tylko znaleźć w tradycyjnym kościele. Rodziny wielodzietne są już traktowane wszędzie jako "patologia". Natomiast wchodzi moda na "psirodziców" czy coś w ten deseń. Tu może tylko pomóc cud. W przeciwnym razie kwestia kilkunastu lat i jako naród się całkowicie zwiniemy. Zachód już dobitnie pokazuje jak można być gościem we własnym domu.
Bardzo mądrze powiedziane i niestety zarazem smutne… mamy świadomość, że nasze dzieci będą żyć z społeczeństwie z dziećmi tych „psirodziców” (o ile kiedykolwiek będą mieli choć jedynaka). Na szczęście w środowiskach tradycyjnych rodziny wielodzietne są normalnością.
Pan Bóg tak to pięknie zaplanował, że jako Kobiety i Mężczyźni różnimy się zasadniczo. Mężczyzna jest płodny cały czas, a kobieta okresowo. Kluczem do życia zgodnie z koncepcją i planem Pana Boga na seksualność jest współpraca ze Stworzycielem również w tej dziedzinie. Małżeństwo ma za zadanie rozpoznawać okresy płodne (w których akty małżeńskie mogą mieć charakter stwórczy we współpracy ze Stwórcą) oraz niepłodne (gdzie współżycie małżeńskie pełni rolę jednoczącą małżonków o podtrzymującą ogień miłości). Życie w zgodzie z naturą i zamysłem Pana Boga na ludzką seksualność jest wiernym wypełnianiem / realizacją Sakramentu Małżeństwa i nie ma nic wspólnego z „życiem bez dzieci”. Pięknie o seksualności i ludzkiej płciowości pisze abp. Sheen w książce „Troje do pary”.
Ps. Kalendarzyk to prehistoria, są naukowe metody obserwacji płodności, m.in. Model Creightona :)
Naturalne Planowanie Rodziny ma pomóc rodziną katolickim. Nie w przypadku każdej pary się sprawdzi, bo nie które osoby mają poważne problemy związane z hormonami i prowadzenie NPR może być bardzo trudne. NPR ma za zadanie pomoc rodzinom w planowaniu rodziny, czyli w tym by dzieci były "zaplanowane". Zapytanie po co planować? By dzieci nie poczynały się od razu po narodzinach swojego starszego rodzeństwa. Bo to niebezpieczne dla matek. Kobieta powinna pomiędzy dziećmi mieć około 2 lata przerwy, aby organizm mógł wrócić do stanu z przed ciąży. Innym powodem może być to, że kobieta w poprzedniej ciąży przechodziła przez różne choroby i musi odczekać, aby zawalczyć o zdrowie swoje, i przeszłego poczętego dziecka.