WSTĘP DO 7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH

05.08.2024

Jak już wielokrotnie powtarzaliśmy, modernizm nie bierze jeńców oraz nie pozostawia żadnego aspektu religii katolickiej nietkniętym. Usiłuje wypaczyć i wypłukać z katolickości każdy element naszego życia.

Omawialiśmy chociażby pojęcie miłosierdzia, przez wypaczenie którego doprowadzono nawet najbardziej letnich katolików, do przekonania, że jakoś to będzie, Pan Bóg jest miłosierny, a tym samym zapomniał już dawno o swoim drugim przymiocie - sprawiedliwości. Natomiast na tym modernizm nie poprzestaje. Na wypadek, gdyby jednak któryś katolik dopuszczał jeszcze, że grzech to sprawa poważna, a zbawienie nie jest "prawem człowieka", modernizm, jakby na wszelki wypadek, wypacza w świadomości człowieka pojęcie grzechu. Myślę, że nie przesadzę, jeżeli powiem, że ogrom katolików do niedawna całą ludzką grzeszność miał już w swoim wyobrażeniu zawężoną do spraw cielesnych. Do niedawna.

Mój Drogi Czytelniku, szybki test: czy umiesz teraz z pamięci wymienić 7 grzechów głównych? Daj sobie 20 sekund...

Pycha
Chciwość
Nieczystość
Zazdrość
Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu
Gniew
Lenistwo

Ale przecież jasnym jest, że Bogu tak naprawdę chodziło o sprawy łóżkowe, prawda? I to "jasnym" do całkiem niedawna, dziś już nie. Ma miejsce potężna ofensywa, w której nawet otwarcie homoseksualni kapłani dopuszczeni są do nauczania, a kardynałowie mówią o "niewykluczaniu" nikogo, a skoro nazywanie czegoś grzechem śmiertelnym jest wysoce nieinkluzywne, ogrom katolików na zachodzie spraw czystości również raczej już nie łączy z moralnym życiem katolickim.

Do czego więc sprowadzono grzech? Skoro najpierw słowo grzeszność zawężono do problemów z czystością, a następnie nieczystość zrehabilitowano (i już jakby grzechem nie jest), to jakie jest dziś wyobrażenie wielu katolików o grzechu? 

Czy przesadzę, jeżeli napiszę, że jest to, szeroko rozumiane BYCIE NIEMIŁYM?. Coraz więcej katolików na pytanie: czy grzeszysz, wydaje się odpowiadać: oczywiście, nie zawsze jestem życzliwy i miły. Mówię tu o katoliku letnim, katoliku bezkrytycznie zanurzającym swój rozum w lepkim syropie modernizmu. Według niego Pan Bóg chce, żeby on był dobry, czyli miły.

Zapytajmy taką osobę czy skłamała, jest chciwa, nie zachowała umiaru w jedzeniu i piciu, a może była leniwa? Napotkać można często nierozumiejące spojrzenie, wydające się mówić: "czy my żyjemy w średniowieczu?. Przecież to wszystko są takie ogólne wskazówki, żeby pomóc mi być dobrym, czyli uprzejmym i miłym, czy nie"?

No nie.
    
Grzech ciężki jest czymś potwornym, ponieważ powoduje utratę łaski uświęcającej. Jest niewątpliwie największym nieszczęściem człowieka, ponieważ powoduje śmierć duchową i zerwanie przyjaźni z Bogiem. To jest duchowe spustoszenie, totalna duchowa pustynia.

Często pojawia się dziś pytanie - po co straszyć ludzi? Czy nie można skupić 100% sił na nauczaniu o tym co dobre? Coż za przewrotność. Jest to jak nauczanie o zdrowiu przy jednoczesnym wypaczeniu czu wręcz zupełnym przemilczeniu pojęcia choroby. Jak można pragnąć zdrowia nie mając świadomości choroby?

Czy wypaczanie lub przemilczanie tematu grzechu zupełnie nie pozbawia człowieka możliwości przyjęcia Tajemnicy Odkupienia jako centralnego elementu ich życia? Byłbym skłonny argumentować, że to dziecinne wręcz nauczanie o grzechu i jego widzialne bagatelizowanie, leży u podstaw niezrozumienia Mszy Świętej czy choćby akceptacji przyjmowania Komunii Świętej na rękę. 

Nie da się traktować poważnie (czyli właściwie) religii katolickiej bez świadomości opłakanego stanu w jakim jest każdy grzesznik.

Mój Drogi Czytelniku, co o tym sądzisz? Czy gdzieś przesadzam? Czy coś uprościłem?

Komentarze