Dziś o jednym z głównych narzędzi globalistów, czyli ekonomii. Przed tzw. pandemią 1% najbogatszych ludzi na świecie miał tyle samo kapitału co pozostałych 99% z nas. Natomiast po pandemii ów 1% najbogatszych jest znacznie zamożniejszy niż reszta łącznie, według niektórych raportów już dwukrotnie. Przedstawię teraz, oczywiście w uproszczeniu, krótką historię jak do tego doszło, i choć jestem absolwentem ekonomii, z góry zakładam, że mogę się mylić i będę wdzięczny za komentarze tych z nas, którzy temat znają lepiej lub widzą go szerzej. Zaznaczam jednak, że nie chodzi o szczegóły, ale syntezę.
W pewnym uproszczeniu widzę to tak, że każde odejście od praw Bożych kończy się prawdziwymi krzywdami ludzkimi, których ludzkość niestety nie próbuje naprawić powrotem do praw Bożych, ale po ludzku, co finalnie prowadzi do sytuacji jeszcze gorszej niż poprzednia. W świecie chrześcijańskim ekonomia powinna być zorganizowana zdroworozsądkowo z istniejącą, ale mocno umiarkowaną ingerencją państwa. W takim świecie zdolniejsi i bardziej zaradni bogacą się szybciej, ale będąc chrześcijanami nie dopuszczają się wyzysku czy pogardy względem uboższych.
Na świecie panują jednak inne wartości, które najpierw skompromitowały kapitalizm, gdy w dobie pierwszej rewolucji przemysłowej bogatsi nie cofali się przed wyzyskiem i upadlaniem biedniejszych. Może w tym momencie wspomnijmy o tym, że bogatsi są najczęściej panowie na literkę "z" z kropką. Dlaczego tak jest - chętnie spróbuję opowiedzieć w jednej z kolejnych rozprawek. W każdym razie krzywdy i bieda, których doświadczała klasa robotnicza, zamiast zrodzić w nich pragnienie powrotu do praw Bożych, spowodowała popularność ruchów lewicowych aż do triumfu komunizmu, który obiecywał dystrybuować bardziej sprawiedliwie.
Ale po pierwsze nie może być mowy o sprawiedliwości w systemie tak dalekim od praw Bożych, a po drugie w komunizmie szybko przestaje być zbyt dużo do dystrybuowania. A ludzkość ponownie, zamiast powrotu do praw Bożych, poszła w swoją stronę i pod pozorem porzucenia komunizmu, wybrała jego bogatszą mutację, w której niby istnieje własność prywatna, ale ma miejsce potężna ingerencja rządu w życie jednostek, w tym w ich życie ekonomiczne. Sytuacja ta wydaje się niemożliwa do zmiany bez jakiegoś bardzo poważnego kryzysu ekonomicznego, ewentualnie cudu masowego nawrócenia ludzkości, ponieważ gdy jeden polityk powie: "państwo da Wam więcej", a drugi: "państwo da Wam mniej, ale za to da Wam dużo więcej swobody działania", to do mas wciąż bardziej przemawia ten pierwszy.
Ingerencja rządu w życie jednostek sukcesywnie rośnie w całym świecie postchrześcijańskim. I znowu panowie na literkę "z" z kropką doskonale umieli się w tym znaleźć, przejmując konsekwentnie kontrolę nad owymi rządami, co po kilku dziesięcioleciach doprowadziło do niemal zupełnego zniewolenia ludzkości, tym razem nie poprzez wszechwładne państwo, ale poprzez korporacje. A nie dotknęliśmy nawet tematu pieniądza, który od czasu odejścia od parytetu złota jest narzędziem w rękach panów na literkę "z" z kropką bodaj najpotężniejszym.
Mój Drogi Czytelniku, dziś dotknąłem tematu bardzo powierzchownie. Będę wdzięczny za uzupełnienie obrazka o jakiekolwiek Twoje spostrzeżenia na temat sytuacji we współczesnej światowej i polskiej ekonomii, bo choć - nie oszukujmy się - nie widzę szans na szybkie pozytywne zmiany, myślę, że już dziś warto swoją wiedzę porządkować.
Komentarze
Ostatnio w rozmowie ze znajomym wspólnie stwierdziliśmy, że jeszcze trochę to człowiek będzie musiał się sam na wszystkim znać. Chociaż orientować się na jakimś względnie przyzwoitym poziomie. Inaczej albo sobie nie poradzi, albo zostanie wmanewrowany w maliny.
Czy w dobie modernizmu można powierzyć swoją duszę pierwszemu lepszemu duchownemu?
Czy ktoś trzeźwo myślący zaufa jeszcze państwu lub wyłudzającym specjalistom w kwestii swojej majętności?
Czy po czasach "kryzysu klimatycznego w ramię" można powierzyć swoje zdrowie konowałowi, który polecał truciznę?
Czy w "uśmiechniętej edukacji" można spokojnie zostawić swoje dziecko w szkole?
Czy w tych niespokojnych czasach już niebawem człowiek nie będzie musiał się zatroszczyć sam o bezpieczeństwo swoje i rodziny?
Już wiele lat temu Grzegorz Braun zalożył doskonałą inicjatywę o nazwie Pobudka.
Kościół, szkoła, strzelnica, mennica. Pewnie jakby wiedział co się rozpocznie w 2020 roku to by dorzucił jeszcze szpital. Mnie już wtedy to motywowało, żeby w każdej z tych dziedzin starać się samemu coś wiedzieć.
Niestety już za późno na zapisy, ale 23 listopada odbędzie się konferencja Pobudki na której między innymi będzie dawał wykład ksiądz Łukasz Szydłowski FSSPX.
Powstają już też tutaj pomysły jednoczenia się w różnych tematykach np. edukacji domowej. Apropo tematu warto też pomyśleć o ekonomii. Myślę, że jeśli Pan Bóg jeszcze pozwoli pożyć światu i Polsce to takie "podziemie" nas w najbliższej przyszłości niestety czeka.
https://www.pobudka.org/2024/11/13/zaproszenie-na-ix-konferencje-pobudki-szkola-pt-jak-nie-zgubic-dziecka-w-usmiechnietej-edukacji-polaczonej-z-iv-zlotem-tradi-wakacji-mlodych-oraz-pokazem-filmu-grzegorza-brauna-pt-gie/
Ten komentarz jest tak celny i ciekawy - że proponuję zrobić z niego osobny wpis w zakładce Społeczność - żeby więcej ludzi mogło to zobaczyć i porozmawiać o tym :-)
Bardzo dziękuję. Temat założony i mam nadzieję, że przyniesie ludziom jakieś korzyści. Serdecznie pozdrawiam!
Idźmy droga Pana Jezusa, który uczył nas że trzeba wyjsc na pustynię i nie bratać się z tym światem. Jak dla mnie to oznacza dążenie do samodzielności, być może nawet w małych wspólnotach. Odcięcie od tego świata. Każdą złotówkę, która wydajemy w tym świecie powinniśmy bardzo przemyśleć, do kogo finalnie trafi i jak ten ktoś ją może wykorzystać, czy przypadkiem nie przeciwko nam. Z Panem Bogiem!
Tomasz a Kempis - O naśladowaniu Chrystusa.
"Głupi i słabi mówią: Patrzcie, jak temu się dobrze powodzi! Jaki bogaty, jaki wielki, jaki możny, jaki ważny! Ale spojrzyj od strony ducha, a zobaczysz, że wszystko to przemija i jest niczym. Jakże to wszystko niepewne i uciążliwe, bo zawsze łączy się z niepokojem i lękiem utraty. Szczęście nie polega na posiadaniu wielu rzeczy, człowiekowi wystarczy mało. Tak, życie na ziemi jest nędzą. Im bardziej człowiek chciałby być uduchowiony, tym bardziej życie staje mu się gorzkie, bo lepiej rozumie i jaśniej widzi podstawowy błąd ludzkiej natury. Jeść, pić, czuwać, spać, odpoczywać, pracować i ciągle podlegać koniecznością życia to przecież jedna wielka nędza i smutek dla człowieka pobożnego, który pragnąłby się wyzwolić i uwolnić od grzechu."
Z Panem Bogiem!