Jak się przygotować na wojnę? Idź do spowiedzi.

Krótkie przemyślenie. Zauważyłem u siebie pewną dodatkową motywację do pozostawania w stanie Łaski Uświęcającej i nie zwlekania z konieczną spowiedzią. Motywacja jest dość niska. Strach. Otóż nie wykluczam i akceptuję zwiększone ryzyko globalnego konfliktu, również takiego, który może się wymknąć spod kontroli. A to oznacza, że z przyczyn niezależnych mogę nie zdążyć iść do spowiedzi, na przykład dlatego, że konflikt nuklearny, według większości przewidywań, może trwać maksymalnie kilkanaście godzin. Po tym czasie może być ciężko o żywego kapłana, albo o miejsce w pierwszej setce chętnych w kolejce do konfesjonału. Być może nie jest to najlepszy argument, ale jeśli działa na mnie i mam go z tyłu głowy w momencie pokusy, to może zadziała też na innych. Zwłaszcza tych, którzy odkładają w nieskończoność czas pojednania. 
"Ojcze, ostatni raz byłem u spowiedzi 20 lat temu, ale jutro może już nie być tego miasta i mnie i księdza, chcę to wreszcie załatwić i mieć spokój (pokój)"
Brzmi głupio? Być może, ale, o ile spowiedź jest szczera, skutek ma zawsze ten sam.  Kto wie, być może ktoś weźmie ten argument i podejmie ważną decyzję podjęcia jeszcze raz walki z nałogiem? 
Pozdrawiam i życzę wszystkim dobrej śmierci. To znaczy takiej nieważne gdzie i w jakich okolicznościach. Byle w pokoju ducha.

Komentarze