Krótkie przemyślenie. Zauważyłem u siebie pewną dodatkową motywację do pozostawania w stanie Łaski Uświęcającej i nie zwlekania z konieczną spowiedzią. Motywacja jest dość niska. Strach. Otóż nie wykluczam i akceptuję zwiększone ryzyko globalnego konfliktu, również takiego, który może się wymknąć spod kontroli. A to oznacza, że z przyczyn niezależnych mogę nie zdążyć iść do spowiedzi, na przykład dlatego, że konflikt nuklearny, według większości przewidywań, może trwać maksymalnie kilkanaście godzin. Po tym czasie może być ciężko o żywego kapłana, albo o miejsce w pierwszej setce chętnych w kolejce do konfesjonału. Być może nie jest to najlepszy argument, ale jeśli działa na mnie i mam go z tyłu głowy w momencie pokusy, to może zadziała też na innych. Zwłaszcza tych, którzy odkładają w nieskończoność czas pojednania.
"Ojcze, ostatni raz byłem u spowiedzi 20 lat temu, ale jutro może już nie być tego miasta i mnie i księdza, chcę to wreszcie załatwić i mieć spokój (pokój)"
Brzmi głupio? Być może, ale, o ile spowiedź jest szczera, skutek ma zawsze ten sam. Kto wie, być może ktoś weźmie ten argument i podejmie ważną decyzję podjęcia jeszcze raz walki z nałogiem?
Pozdrawiam i życzę wszystkim dobrej śmierci. To znaczy takiej nieważne gdzie i w jakich okolicznościach. Byle w pokoju ducha.
Komentarze
Mt, 24, 42-44
"Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie."
Kiedyś na kazaniu usłyszałem, że tylko nierozumny lub szaleniec pozostaje w stanie grzechu ciężkiego. Tak faktycznie jest. Pogłoski wojenne to tylko taki dodatkowy motywator. Równie dobrze można sobie wyobrazić, że jutro może potrącić mnie samochód. Ja też uważam, że częsta spowiedź jest bardzo pożyteczna. Co prawda człowiek sobie jeszcze bardziej uświadamia jak bardzo jest słaby i grzeszny, ale podejmuje kolejną i kolejną próbę w celu doskonalenia duszy.
W swoim środowisku mam swój "mało śmieszny" żart. Kiedy ludzie gadają o polityce, wojnie, ciężkich czasach lubię powiedzieć: "eeee tam, jakby jutro mi miała atomówka spaść na główę, to oby być w stanie Łaski Uświęcającej". Niektórzy tego nie rozumieją, niektórzy patrzą jak na wariata. Kiedy ktoś niewierzący chce ze mną pogadać o polityce czasami odpowiadam "Może warto pomyśleć o Spowiedzi Świętej?".
Zdecydowanie warto też pomyśleć o pierwszych sobotach miesiąca:
https://militia-immaculatae.org/wp-content/uploads/2019/02/First_Five_Saturdays_PL_WEB.pdf
OBIETNICA
Matka Boża objawiła się Łucji ponownie 10 grudnia
1925 r. w Pontevedra i złożyła następującą obietnicę:
„Ogłoś w moim imieniu, że obiecuję przybyć w chwili śmierci
ze wszystkimi łaskami koniecznymi do zbawienia tym osobom, które w pierwsze soboty pięciu kolejnych miesięcy
przystąpią do sakramentu spowiedzi, Komunii św., odmówią pięć dziesiątek różańca i dotrzymają mi towarzystwa
przez 15 minut, rozważając 15 tajemnic różańcowych z intencją zadośćuczynienia mojemu Niepokalanemu Sercu.”
Ta obietnica jest gwarancja zbawienia!
Ja ostatnio nadrobiłem też wiedzę o sakramencie Ostatniego Namaszczenia. Niestety tutaj też posoborowie spowodowało kompletną ruinę. Warto znać szczegóły na temat tego sakramentu i czym on faktycznie jest. W Przeoracie FSSPX w Warszawie jest nawet specjalny, alarmowy numer. Bywa, że nie ma czasu, a w niektórych przypadkach taka pomoc może uratować duszę...
Trochę w temacie, a trochę obok. Zauważyłem że jednym z popularnych podcastów pojawia się powracające pytanie do różnych gości: " czy chciałbyś znać datę swojej śmierci". I wszyscy jak jeden mąż w głębokim zamyśleniu odpowiadają: "nie".
Mnie jednak wydaje się, że z punktu widzenia wiary, dokładnie odwrotna odpowiedź jest tu poprawna. Czy to właśnie nie jest najlepsza śmierć dla katolika? Taka, o której wiem że nadchodzi i do której mogę się przygotować? A jeszcze lepsza - taka przed którą mam czas na uporządkowanie również ziemskich spraw, kiedy mogę umrzeć w spokoju, otoczony rodziną? Czyli właśnie taka o której wiem kiedy nadchodzi?
Zauważyłem, że jest to jeden z dodatkowych powodów, który mnie ostatnio umacnia. Jeśli coś przyczynia się do zbawienia duszy to jest dobre!
Bardzo polecam książkę Świętego Alfonsa Liguoriego 'Przygotowanie do śmierci'.