Laudetur Iesus Christus!
Ostatnio miałem dużo rozmów z katolikami w posoborowych strukturach, pod wpływem których chyba wyjdzie kilka wpisów na sprawkach.
Rozmawiałem ostatnio z kilkoma kolegami na temat rozbieżności nauki katolickiej w posoborowych parafiach. Podawałem im liczne przykłady. W jednej parafii w Poznaniu nie ma Komunii na rękę i nawet są na stronie parafii artykuły dlaczego ona jest czymś złym. Z kolei w innych parafiach nie ma z tym problemu. Potem mówiłem o pewnej kobiecie po cesarce, która dostała od księdza zgodę na używanie antykoncepcji, bo ciąża może być “zagrożeniem życia i zdrowia”, gdzie inny ksiądz absolutnie by tego zakazał. Tak naprawdę każda parafia to inna religia i inne nauczanie. Dlatego chodzę do FSSPX po naukę (i sakramenty) bo wiem że od każdego księdza z osobna usłyszę dokładnie to samo - jednolitą naukę pochodzącej z jednolitej (i prawdziwej) religii.
No to oni mi zarzucili że szukam ciągle zła w kościele i że nie umiem mówić o rzeczach dobrych i że Dawid Mysior na portalu www.sprawki.pl też to robi (wcześniej mówiłem im o tym że lubię ten portal :D ) . No to ja odpaliłem portal SPRAWKI i znalazłem na ich oczach 4 sprawkę z brzegu która chwaliła papieża Franciszka za postawienie się wobec aborcji, a pod sprawką było 7 serduszek. Powiedziałem: “Proszę bardzo, chcieliście czegoś pozytywnego o kościele to macie. z samego brzegu. Wasze oskarżenie jest fałszywe, nie powinniście go używać. Jest dużo pozytywnych rzeczy. Codziennie wielu się nawraca na katolicyzm i otrzymuje chrzest święty i przystępuje do spowiedzi. Codziennie są odprawiane Msze Święte, (i tak wyliczałem przez minutę… ) “
Po czym powiedziałem: “Ja mogę mówić o tym co dobre i o tym co złe. Ale Wy nie umiecie mówić o tym co trudne i przez chowanie pod dywan skandali, herezji, nadużyć kościół słabnie, bo jak mamy uzdrowić to co chore, jeśli nie postawimy diagnozy. A im bardziej słabnie, tym bardziej jego przeciwnicy (”szanowne” grono GW, Onetu, itd…) zaczynają atakować kościół, a im bardziej oni plują na kościół to tym bardziej ludzie w strukturach posoborowych próbują na siłę pokazywać to co dobre zamiast uczciwie się przyjrzeć co nie gra i pomyśleć czy w zarzutach przeciwników jest jakieś ziarno prawdy.”
Powiedziałem to spontanicznie, ale nagle sobie uświadomiłem że może to jest poważna przyczyna (oczywiście nie jedyna) dlaczego tak ciężko się dogadać z katolikami w posoborowych strukturach i dlaczego jest aż taka ściana między nami?
Trzeba przyznać że kościół jest mocno opluwany i atakowany przez ludzi z zewnątrz. Tam nie słychać w ogóle o dobrych rzeczach. To zrozumiałe, bo ich intencją jest zniszczenie kościoła i opiłowanie katolików. I może jak tradycyjni katolicy zaczynają mówić o tym co nie działa, to posoborowym się zapala czerwona lampka: “ON MÓWI ŹLE O KOŚCIELE, ON PEWNIE CHCE ZNISZCZYĆ KOŚCIÓŁ” - i jesteśmy wrzucani do worka razem do ateistów i gazety wyborczej - czyli “Tych co chcą zniszczyć kościół” ?
Może pomocne w takich rozmowach będzie żeby na samym starcie zaznaczyć że kocham kościół. Może zapytać rozmówcę: “Czy wierzysz mi że kocham Kościół i że mówiąc o trudnych rzeczach, nie mam zamiaru niszczyć kościoła, ale znaleźć lekarstwo?”. Jeśli ktoś powie że nie wierzy mi, to chociaż wiem na starcie że nie ma o czym gadać i zaoszczędzę swój cenny czas, a jak powie że mi wierzy, to chociaż nie będę oskarżany o sianie fermentu. Na pewno chcę to potestować.
Dajcie znać co o tym myślicie. Jestem ciekaw czy macie podobne doświadczenia w takich rozmowach.
PS. Jeśli ktoś czytając to pomyślał że: “Katolicy posoborowi” to nie katolicy, ale moderniści - to proszę mi dać kilka dni, bo chcę wstawić kolejny wpis gdzie chcę się do tego odnieść
Komentarze
Pomysł, żeby na początku deklarować miłość do Kościoła i pytać czy rozmówca w to wierzy brzmi dobrze.
Co do tego, że "to nie katolicy, a moderniści" to nie wiem, kto tak mówi. Moderniści to raczej ludzie świadomie propagujący błędy modernizmu. Zwykli wierni w posoborowych świątyniach, najczęściej nieznający nawet tematu Soboru, rewolucji liturgicznej oraz różnic między katolicyzmem a współczesnymi naukami, moim zdaniem nie mogą być nazywani "modernistami".
To twierdzenie że katolicy w strukturach posoborowych to moderniści obiło mi się ileś razy o uszy i o oczy z ust tradycyjnych katolików - ciężko mi teraz odnaleźć konkretny przykład
Jest też możliwe że ktoś mówiąc "moderniści" o jakiejś grupie katolików miał na myśli (tak jak Pan) osoby które świadomie propagują błędy modernizmu, a ja zrozumiałem to jako określenie na wszystkich katolików w posoborowych strukturach.
Mam pytanie, czy ten kościół z Poznania to Maryi Królowej na Wildzie?
Tak, to ten kościół
Ok, dziękuję za odpowiedź. Myślałam, że może jest jeszcze jakiś inny o którym nie wiem. Pozdrawiam.
Nie wolno mówić o katolikach z NOM "moderniści" z dwóch powodów: moralnego i praktycznego. Określanie kogoś mianem heretyka jest ciężką winą moralną kiedy ktoś to robi świadomie i o osobie która jest nieświadoma błędów modernistycznych. O osobach świadomych błędów i popierających te błędy można mówić jako o "heretykach materialnych" - a dopiero władze kościelne mogą orzec że ktoś jest heretykiem (tzw. formalnym). Dlatego trzeba być bardzo ostrożnym w stwierdzeniach "on jest modernistą" . O praktycznych przeciwskazaniach chyba nie muszę pisać.
P.S. oczywiście mówienie ogólnie "moderniści" dla określenia poglądów pewnej grupy ludzi jest jak najbardziej dopuszczalne. Pan redaktor robi to w sposób właściwy w "Sprawach "
Dziękuję bardzo za tak wyraźne nazwanie dlaczego nie można nazywać innych modernistami. Sam bym lepiej tego nie ujął.
Dzięki za walkę i dzięki za podzielenie się przemyśleniami.
Kierunek "pozytywny" do dobry kierunek. Kiedyś jeden z użytkowników napisał tutaj genialny post, ale nie mogę go odnaleźć. Wskazywał tam, żeby zwracać uwagę na szczegóły np. nie mówić "jestem wiernym FSSPX", tylko "jestem wiernym Kościoła Rzymskokatolickiego korzystającym z posługi kapłanów FSSPX". To dla mnie kwintesencja problemu rozmów z osobami tkwiącymi w posoborowiu. Niby jesteśmy w jednej drużynie, a są oni z góry nastawieni jakbym był ich wrogiem lub chciał dla Kościoła czegoś złego.
Wielką sztuką jest przekazanie komuś Prawdy, nie powodując wrażenia, że jesteśmy z dwóch różnych ugrupowań. Przekazanie rozmówcy, że tkwi w czymś niewłaściwym w naturalny sposób będzie wywoływało u niego reakcję obronną. Wszystko dlatego, bo zaburza to komfort i przyzwyczajenie do stałego oraz utartego myślenia.
Jeśli rozmówca za wszelką cenę wszystko neguje to czasem po prostu lepiej dać sobie już spokój. Pozostaje wtedy modlitwa.
W pozostałych przypadkach zamiast na siłę uświadamiać lepiej wypracować łagodne podejście z miłością bliźniego. Dobrze też dać się komuś wykazać i wygadać, a nie wprowadzać bezskuteczną i jałową naukę wszystkich meandrów Soboru Watykańskiego II. Takie zwyczajne pytanie o podejście do przyjmowania Komunii Świętej na stojąco wprowadzi w zakłopotanie każdą osobę, która tkwi w posoborowiu.
Powodzenia w dalszej walce i samych sukcesów w przekonywaniu rozmówców! Prosze się też dzielić wrażeniami. Będą z pewnością przydatne dla innych, którzy też prowadzą batalię na własnym podwórku.
Z Panem Bogiem
Potrafi Pan dobrze rozmawiać. Co do zarzutu szukania wszędzie zła, to typowy unik, zmiana tematu, żeby nie odnieść się do postawionego problemu. Zamiast podjąć temat zagrożenia dla duszy, jakim jest bezkrytyczne poddanie się zmodernizowanym władzom duchowym, rozmowa schodzi na kwestię rzekomego szukania dziury w całym i odpierania zarzutu. Niestety, też się z tym spotykam w czasie niejednej dyskusji.
Kiedyś przeciwnicy Boga chcieli udowodnić że Boga nie ma. Ale im więcej szukali dowodów tym bardziej udowadniali że Pan Bóg jest. Teraz jest inna taktyka. Teraz chcą rozmyć wiarę przez stwierdzenie że wszystkie religię prowadzą do Boga.
Ja wychodzę od uczynków miłosierdzia i zadaję pytanie jak wg mojego rozmówcy należy realizować uczynek "grzesznych upominać". Czy najpierw trzeba znaleźć dobre uczynki by je pochwalić a dopiero po tem te grzeszne, czy lepiej od razu grzeszne bez owijania...
I w zależności od sugesti pokazuję błędy i to tylko te, które są w zasięgu tematu dyskusji...
Tak czy inaczej moja kuzynka odrzuca wszelkie uwagi...
Miłość polega na tym żeby dawać drugiej stronie nie tego czego chce tylko to co potrzebuję.
Dziękuję za ten wpis i za Pana postawę. Pozdrawiam serdecznie!