Jeden z czołowych modernistów współczesnego Kościoła, kardynał Blase Cupich, w roku 2014 został przez papieża Franciszka mianowany arcybiskupem Chicago. Około 10 lat później, w poniedziałek 19 sierpnia 2024 roku, zabrał głos na odbywającej się w tym mieście Konwencji Partii Demokratycznej. Musiało to być w tym samym czasie, gdy tuż obok, w towarzyszącej konwencji mobilnej "klinice" złożono na ołtarzu molocha dziesięcioro dzieci. Fabryka do ich zabijania, firma Planned Parenthood, z pompą ogłosiła, że w trakcie konwencji oferować będzie darmowe aborcje i chirurgiczną sterylizację mężczyzn.
Partia Demokratyczna coraz mniej usiłuje ukryć iż w pełni reprezentuje "idały" masońsko-żymiańskiej pedofilskiej kliki, tak obrzydliwie bawiącej się teraz światem.
"Módlmy się" - zaczyna kardynał Cupich, ubrany jak zwykły ksiądz, z krzyżem pektoralnym schowanym w bocznej kieszeni (być może w obawie by na sali nie rozległ się demoniczny skowyt?)
Kilku katolickich komentatorów wskazywało, że zupełne ukrycie krzyża razem z łańcuchem byłoby mniejszym pokłonem przed nieprzyjacielem niż schowanie go w ten sposób, by wszyscy widzieli, że krzyż jest, ale schowany.
Czy kardynał zdradził swój urząd porzucając na tę okazję czerwień i purpurę oraz chowając w ten sposób krzyż?
Hierarcha kontynuował modlitwę:
„Chwalimy Cię, Boże całego stworzenia. ...Ty jesteś źródłem wszelkiego błogosławieństwa, które upiększa nasze życie i nasz naród. Modlimy się, abyś pomógł nam naprawdę zrozumieć i odpowiedzieć na święte powołanie do obywatelstwa. Jesteśmy narodem złożonym z ludzi różnych kultur, zjednoczonym ...przez głębokie aspiracje życia, wolności, sprawiedliwości i nieograniczonej nadziei. ...Modlimy się o pokój, zwłaszcza dla ludzi cierpiących z powodu bezsensowności wojny. Ale gdy się modlimy, musimy także działać, ponieważ budowanie dobra wspólnego wymaga pracy. Wymaga miłości.
I tak modlimy się: Niech nasz naród stanie się bardziej budowniczym pokoju w naszym zranionym świecie, z odwagą do wyobrażania sobie i dążenia do wspólnej przyszłości pełnej miłości.
...Prowadź nas, Panie, w przyjęciu naszej odpowiedzialności za kształtowanie tego nowego rozdziału w historii naszego narodu. Niech będzie on zakorzeniony w uznaniu, że dla nas, tak jak dla każdego pokolenia, jedność triumfująca nad podziałem jest tym, co podnosi ludzką godność i wolność.
Niech będzie napędzany przez kobiety i mężczyzn wybranych do służby publicznej, którzy wiedzą, że służba jest znakiem prawdziwego przywództwa.
I niech ten nowy rozdział w historii naszego narodu będzie pełen ogromnej nadziei, nadziei, która nie ogranicza naszej narodowej wizji, ale raczej, jak powiedział papież Franciszek, „pozwala śnić sny i widzieć wizje” tego, czym dzięki Twojej łasce może stać się nasz świat.
O to wszystko prosimy, ufając w Twoją nieustanną opiekę nad nami. Amen.”
Kardynał Kościoła Katolickiego ani razu nie wspomniał imion Jezusa Chrystusa czy Najświętszej Maryi Panny. Identycznie mogłaby brzmieć modlitwa rabina czy pastora.
Jest niemożliwe, by kardynał Cupich, wchodząc na konwencję Demokratów nie mijał pięciometrowego dmuchanego modelu wkładki wewnątrzmacicznej, a zatem urządzenia wczesnoaborcyjnego.
Kardynał Cupich konsekwentnie promuje "dialog", "jedność", "budowanie mostów" oraz "towarzyszenie" osobom LGBTQ i wszystkie inne literki, jednocześnie, od lat, będąc zaciekłym przeciwnikiem Tradycji Katolickiej. Już w roku 2002, wtedy jako biskup, w ostatniej chwili zakazał wiernym Tradycji uczestnictwa w Tradycyjnej Liturgii Wielkopiątkowej, argumentując to "dostkonałą, coroczną, okazją do bycia w jedności, a zatem uczestniczenia jedynie w nowej liturgii", a zamknięcie na ten dzień kościoła, gdzie odprawiana jest Msza Tradycyjna, nazywając "zaproszeniem do wspólnego obchodzenia Wielkiego Piątku z biskupem Cupichem w katedrze".
Powstaje jednak pytanie: dlaczego kardynał Cupich w ogóle wystąpił na tej konwencji. Nie jest to ani przyjęty zwyczaj ani też miejsce stosowne dla hierarchy Kościoła Katolickiego.
I kolejne pytanie: co jeszcze musiałoby się wydarzyć, żeby większa część Kościoła, zarówno ksieży, zakonników jak i wiernych, zobaczyło, że nie mamy do czynienia z drobnymi potknięciami Kościoła hierarchicznego i zwykłymi ludzkimi błędami, ale z metodyczną operacją zniszczenia katolicyzmu oraz wykorzystaniem pozostałości po nim (budynki, zwyczaje, symbole) do zbudowania Jednej Religii Światowej? Religii Antychrysta.
Na szczęście, ku wielkiemu niezadowoleniu, czy raczej lękowi, hierarchów podobnych do kardynała Cupicha, Tradycja Katolicka nie tylko nie dała się im zmiażdżyć, ale przeżywa w tym momencie swój powolny lecz konsekwentny powrót. Ludzie potrzebują Pana Boga i coraz większa ich liczba zaczyna odróżniać prawdziwe Jego sługi od wielkich zwodzicieli, takich jak kardynał Cupich. Niech mu Pan Bóg wybaczy i da łaskę nawrócenia.
Komentarze
Zapraszam do komentowania.
Dziękuję Bogu, że od ponad trzech lat uczestniczę we Mszy Św. Wszechczasów, i że nie muszę już uczestniczyć w tej "szopce" jaką jest współczesny KK.
Po kardynale Cupich wszystkiego można się spodziewać, chociaż mimo wszystko szokujące.
Bardzo mocne.... Ci reformatorzy KK nie znają żadnych granic..
Ale obawiam się że i tak żadnego "posoborowego katolika" to nie przekona. Na koniec i tak usłyszę "Szukasz dziury w całym, to tylko pojedyncza sytuacja. Nasz biskup by tak nie zrobił"
Jakbym to już gdzieś słyszał...:) "Szukasz dziury w całym".
Kiedy czytam informacje jak ta lub niedawna "olimpijska" to mam przed oczami obrazek, że barbarzyńskie hordy antychrysta nacierają już na bramy i są o krok od wioski w której mieszkam. Nie wiem czy zawsze tak było. Ja za mojego życia nie pamiętam aż takiej intensyfikacji złych i przygnębiających informacji - kryzys kościoła, upadek społeczny i gospodarczy, dociskanie śruby, wszędzie wirusy i choroby, wisząca nad głową wojna, rozruchy na zachodzie, powszechna demoralizacja itp. itd. Od początku "pandemii" karmi się nas wyłącznie strachem i dołowaniem. Z kim bym nie rozmawiał w otoczeniu to takiego życiowego optymizmu jest jak na lekarstwo. Oczywiście są osoby pokroju "dopóki jest piwo i grill" to jest git, ale nawet już i takie zauważają ciężar ekonomicznego docisku. Nie mam tu oczywiście pretensji do zespołu, że to pokazuje bo świat zwyczajnie jest jaki jest. Wiem jednak, że przy wysokim natężeniu złych informacji człowiek może pobłądzić. Słuchałem ostatnio kazania na temat "smutku" i związanych z nim uczuciami. Uważam, że jest to całkiem niezły temat do przepracowania dla każdego katolika. Wiem po sobie jak trudno jest walczyć z tym defetyzmem i trudnościami życia. Cały czas się tego uczę. Na pewnym etapie świadomości, kiedy człowiek wie coraz więcej, może po prostu mieć już dość i chce od tego wszystkiego uciec. Na szczęście mam wiarę katolicką, która pozwala mi utrzymać się na powierzchni. Wielu ludzi niestety do wiary nie przywiązuję już żadnej wagi, więc łatwo ich przechowywać w tym "przerażającym" świecie. Natomiast posoborowy Kościół często już nie wie jak człowieka z tego "dołu" wyciągać. Wieloktrotnie przykłada też rękę by dół stawał się coraz głębszy. Mam w rodzinie przypadki, które są przyspawane do telewizora. Dzień w dzień dostają porcję swojego defetyzmu, żeby przypadkiem nie poszukać jakiejś drogi, która by ich od tego uwolniła. Ja niby mam telewizor, ale tak jakby go nie było. Wiem, że nie znajdę tam raczej nić pożytecznego. W 99% natomiast dostanę kolejną porcję wieści, która będzie przerażała lub bezużyteczną papkę w międzyczasie. Myślę, że dobrym tematem "na czasie" dla każdego katolika jest temat "Jak radzić sobie z przygnębieniem i smutkiem". Sam temat zgłębiam i chętnie posłuchałbym o metodach innych. Serdecznie pozdrawiam
Panie Robercie, dziękuję za ten wpis. Przemyślę to. Być może nie pochylam się nad tym tematem wystarczająco uważnie, ponieważ od jakiegoś czasu przygnębienie stanem świata jest mi obce. My katolicy powinniśmy nie tylko "utrzymywać się na powierzchni", ale, razem z Niepokalaną, rozkwitać na Chwałę Bożą. Stan świata dotyczy nas w mniejszym stopniu niż może nam się wydawać. "Na świecie ucisk mieć będziecie" i rzeczywiście miejscami go mamy. Ale gdy człowiek zagłębi się bardziej w swoje życie duchowe, wszystkie te wydarzenia są jakby zwykłymi "okolicznościami przyrody". Natomiast, tak jak powiedziałem, przemyślę to i być może rzeczywiście trzeba będzie podjąć tematykę przygnębienia i smutku. Z Panem Bogiem, panie Robercie!
Naprawdę nie ma za co dziękować. To sama przyjemność pisać na portalu. Ja to rozumiem, że tu na ziemskim padole jest tylko na chwilę. Wiem, że mocno wierzący katolik po prostu powinien się w życiu radować, a nie smucić. Ewentualne krzyże i trudności przekuwać ku chwale Pana Boga. Podziwiam wiarę Świętych, którzy tak ochoczo oddawali się śmierci męczeńskiej. Niedawno było o 7 synach machabejskich i ich matce. Jeśli zostałbym w ciężkich czasach poddany "chwili próby" miałbym ich przed oczami. W prawdziwie "apokaliptycznych czasach" myślałbym o nich i o Świętym Andrzeju Boboli, bo jakoś mi się od razu kojarzą jako Święci, którzy nie dali się złamać pomimo tak wielkich i bolesnych tortur. Wydaje się, że praca przy Sprawkach wymaga od Pana i zespołu wiele dystansu do tego wszystkiego i właśnie mocnej wiary. Inaczej "tak po ludzku" możnaby się załamać, że wszystko idzie ku upadkowi. Ja ograniczyłem trochę interesowanie się polityką, geopolityką, ekonomią, teoriami spiskowymi, rodzinami R&R itp. itd. Wcześniej tym żyłem i próbowałem wiedzieć więcej i więcej. Teraz jeśli już mam możliwość czegoś posłuchać to są to Tradycyjne Kazania lub Sprawki. Odkąd zacząłem nad sobą mocniej pracować mniej się już tym wszystkim emocjonuję. Nie oznacza to jednak, że nie mam już w ogóle obaw. Swego czasu słuchałem trochę księdza Glasa, który mówił, że modli się bardzo o to, żeby "wytrwać w wierze". Wydawało mi się to zawsze sensowne. Łatwo jest pisać w cieple, z pełnym brzuchem, w wygodnym fotelu, że "mnie to diabelstwo nie rusza". Trudniej gdy samemu się tego doświadczy. W mojej rodzinnej parafii uczestniczyłem przez spory czas w spotkaniach biblijnych. 2 starsze panie mówiły, że ta "młodzież to już taka rozwydrzona, że to już na pewno wielki ucisk mamy". Kiedy starałem się im uświadomić jak stosunkowo mamy wciąż "lekkie" życie to zostałem sprowadzony do gówniarza, który nic nie wie i jest jeszcze za młody, żeby cokolwiek rozumieć. Ostatnio bodajże ksiądz Łukasz Szydłowski FSSPX mi pięknie uzmysłowił, że jak mam stosunkowo "lekko" w życiu to żeby ten czas wykorzystać na przygotowanie na "krzyż", żeby być w stanie go potem mężnie nosić. Wydaje mi się to bardzo sensowne i mądre podejście. Wracając do tego, że warto poruszyć temat smutku i przygnębienia dla ogółu mam na myśli, że nie każdy katolik jest gotowy na ciężkie czasy i radzenie sobie z problemami. W świecie gdzie jest lansowany tylko strach, przygnębienie, postępująca bieda, zamordyzm, widmo wojny, epidemie, demoralizacja, kryzys, przywiązanie do łatwego życia itp. itd. podnoszenie na duchu innych i wyciąganie ich ze stanu rozpaczy być może będzie jednym z lepszych sposobów na okazanie prawdziwej miłości bliźniemu. Z Panem Bogiem, panie Dawidze!
Zero zdziwienia.
O pysze kapłańskiej... warto zwrócić uwagę, ile lat mają poniższe słowa
"(...) Pycha, która kiedyś szukała pierwszego miejsca, teraz szuka ostatniego, aby zwrócić na siebie większą uwagę lub wzbudzić sympatię antykultury. Dawniej pycha tkwiła w nadmiernym wywyższaniu się: „Jestem księdzem”; obecnie tkwi w publicznym obnoszeniu się z abnegacją i porzuceniem stroju duchownego: „Jestem nieksiędzem”. Dawniejsza pycha kapłańska była zazdrosna o tych, którzy postawieni są wyżej; nowa pycha zazdrości tym, którzy stoją niżej. Im bardziej kapłan wygląda jak włóczęga, im bardziej ordynarne są jego maniery, im bardziej przybiera on tę szyderczą pokorę, która zaprzecza stopniom i hierarchii porządku i czyni z każdego członka ciała stopę, po której można deptać, tym bardziej chełpi się swoją wielkością. (...)
Żaden Kościół nie jest silny, gdy jest „tolerowany” przez świat. Kościół jest słaby, gdy jego delegaci odczuwają lęk przed „nieutrzymywaniem dobrych stosunków” z tymi, którzy lekceważą autorytet Chrystusa. Sól nadaje smak tylko dlatego, że „tworzy podziały” w mięsie. Światło oświeca jedynie dlatego, że „tworzy podziały” w ciemności. Nasz Pan sprawił, że znakiem rozpoznawczym ucznia stało się dźwiganie krzyża; ambasador, który zamienia krzyż w poduszkę, aby zjednać sobie opinię świata, może mieć powody do obaw: „Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów” (Łk 9,25)."
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: „Those Mysterious Priests”, 1974 r., str. 91-92.
źródło cytatu:
https://abpsheen.pl/2022/01/20/wspolczesna-pycha-kaplanska/