SZURIA W TRADYCJI

14.03.2025

Panie Dawidzie, ostatnio miałam okazję poznać ludzi uczestniczących we Mszy Świętej tradycyjnej i powiem Panu szczerze: przeraziłam się ich poglądami. Wszędzie widzą bluźnierstwo, diabła, upalone palce i tak dalej. Gdy im cierpliwie tłumaczę, że męczennicy chrześcijańscy w pierwszych wiekach przyjmowali Komunię Świętą na dłoń, to spotykam się z próbą kłamstwa, że "nie, bo na chustę". Podaję wtedy źródło, że wcale tak nie było, bo na chustę przyjmowano tylko w niektórych ośrodkach i raczej dotyczyło to kobiet. A moi rozmówcy dalej przypominają ścianę, do której nic nie dociera. "Nic nie rozumiem" tak jak w Pana odcinku powyższym. Panie Dawidzie, gdy ktoś walczy z Komunią Świętą na rękę, używając kłamstwa, to niestety jest to absolutnie dyskwalifikujące i dlatego zerwałam kontakt z tymi ludźmi, a teraz nawet nie mam ochoty na poznanie Mszy Świętej tradycyjnej, po tym jak poznałam jej zwolenników. Przykro mi to pisać tutaj, ale to prawda. Ci ludzi przypominali sekciarzy, a nie katolików. Raczej mnie odrzucili od Mszy Świętej tradycyjnej.

Ktoś zapyta: dlaczego mamy poświęcać uwagę jednemu komentarzowi? Moja odpowiedź brzmi: bo to nie jest jeden komentarz, a jeden z wielu podobnych. Diabeł nie śpi. Nic tak nie zagraża jego zupełnemu przejęciu kontroli nad światem w XXI wieku jak odrodzenie się Tradycji Katolickiej i dlatego zrobi wszystko, żeby to sabotować. Mój Drogi Czytelniku, jeżeli jesteś wiernym Tradycji, zrozum jak duża odpowiedzialność na Tobie spoczywa. Załóżmy, że przez Twoje zachowanie ktoś ucieknie od Tradycji zanim ją pozna. Czy to nie jest duża odpowiedzialność? Naprawdę nie sugeruję, że masz się cackać z każdym nowoprzybyłym, przyklejać sztuczny uśmiech i tworzyć sztuczne ciepełko. Ale trochę tak.

Mnie do Tradycji przyciągnął szereg czynników, ale jednym z nich była przemiana bliskiej mi osoby, która do Tradycji dotarła rok/dwa przede mną. Ta osoba się zmieniała na moich oczach. I on też narzekał na tzw. szurię w Tradycji. O kogo chodzi? O ludzi, którzy zamiast leżeć krzyżem z wdzięczności za niezasłużoną łaskę odkrycia Tradycji, zamieniają ją w źródło swojej RACJI. Mieć rację to duża pokusa. Ale w czym problem? Przecież mówimy tym z novusa prawdę? Problem, mój Drogi Czytelniku w tym, że mówienie prawdy nie jest celem samym w sobie. Celem jest POZNANIE prawdy przez odbiorcę, a to często dwa różne cele. Gdy ktoś dotrze do Tradycji po raz pierwszy, niech napotka grupę prawdziwych katolików, którzy zajęci są kultem Boga, a nie niekończącymi się dyskusjami i przekonywaniem do swoich racji. Bo dotarcie do Tradycji to niezasłużona ŁASKA, a nie źródło wyższości nad tymi, którzy wychowywali się i byli katechizowani w najgorszych latach Kościoła, czyli w modernizmie.

My bądźmy wdzięczni za Tradycję, a w kontaktach z przybyszami bądźmy łagodni jak gołębie i przebiegli jak węże. To ostatnie oznacza zrozumienie, że celem jest przekazanie prawdy, a nie jej wypowiedzenie. Prawdę przekazuje się nie tylko słowami, ale też zachowaniem, a czasem milczeniem. Mój Drogi Czytelniku, czy jesteś już w Tradycji czy nie, życzę Ci odwagi i powodzenia.

Komentarze