Panie Dawidzie, ostatnio miałam okazję poznać ludzi uczestniczących we Mszy Świętej tradycyjnej i powiem Panu szczerze: przeraziłam się ich poglądami. Wszędzie widzą bluźnierstwo, diabła, upalone palce i tak dalej. Gdy im cierpliwie tłumaczę, że męczennicy chrześcijańscy w pierwszych wiekach przyjmowali Komunię Świętą na dłoń, to spotykam się z próbą kłamstwa, że "nie, bo na chustę". Podaję wtedy źródło, że wcale tak nie było, bo na chustę przyjmowano tylko w niektórych ośrodkach i raczej dotyczyło to kobiet. A moi rozmówcy dalej przypominają ścianę, do której nic nie dociera. "Nic nie rozumiem" tak jak w Pana odcinku powyższym. Panie Dawidzie, gdy ktoś walczy z Komunią Świętą na rękę, używając kłamstwa, to niestety jest to absolutnie dyskwalifikujące i dlatego zerwałam kontakt z tymi ludźmi, a teraz nawet nie mam ochoty na poznanie Mszy Świętej tradycyjnej, po tym jak poznałam jej zwolenników. Przykro mi to pisać tutaj, ale to prawda. Ci ludzi przypominali sekciarzy, a nie katolików. Raczej mnie odrzucili od Mszy Świętej tradycyjnej.
Ktoś zapyta: dlaczego mamy poświęcać uwagę jednemu komentarzowi? Moja odpowiedź brzmi: bo to nie jest jeden komentarz, a jeden z wielu podobnych. Diabeł nie śpi. Nic tak nie zagraża jego zupełnemu przejęciu kontroli nad światem w XXI wieku jak odrodzenie się Tradycji Katolickiej i dlatego zrobi wszystko, żeby to sabotować. Mój Drogi Czytelniku, jeżeli jesteś wiernym Tradycji, zrozum jak duża odpowiedzialność na Tobie spoczywa. Załóżmy, że przez Twoje zachowanie ktoś ucieknie od Tradycji zanim ją pozna. Czy to nie jest duża odpowiedzialność? Naprawdę nie sugeruję, że masz się cackać z każdym nowoprzybyłym, przyklejać sztuczny uśmiech i tworzyć sztuczne ciepełko. Ale trochę tak.
Mnie do Tradycji przyciągnął szereg czynników, ale jednym z nich była przemiana bliskiej mi osoby, która do Tradycji dotarła rok/dwa przede mną. Ta osoba się zmieniała na moich oczach. I on też narzekał na tzw. szurię w Tradycji. O kogo chodzi? O ludzi, którzy zamiast leżeć krzyżem z wdzięczności za niezasłużoną łaskę odkrycia Tradycji, zamieniają ją w źródło swojej RACJI. Mieć rację to duża pokusa. Ale w czym problem? Przecież mówimy tym z novusa prawdę? Problem, mój Drogi Czytelniku w tym, że mówienie prawdy nie jest celem samym w sobie. Celem jest POZNANIE prawdy przez odbiorcę, a to często dwa różne cele. Gdy ktoś dotrze do Tradycji po raz pierwszy, niech napotka grupę prawdziwych katolików, którzy zajęci są kultem Boga, a nie niekończącymi się dyskusjami i przekonywaniem do swoich racji. Bo dotarcie do Tradycji to niezasłużona ŁASKA, a nie źródło wyższości nad tymi, którzy wychowywali się i byli katechizowani w najgorszych latach Kościoła, czyli w modernizmie.
My bądźmy wdzięczni za Tradycję, a w kontaktach z przybyszami bądźmy łagodni jak gołębie i przebiegli jak węże. To ostatnie oznacza zrozumienie, że celem jest przekazanie prawdy, a nie jej wypowiedzenie. Prawdę przekazuje się nie tylko słowami, ale też zachowaniem, a czasem milczeniem. Mój Drogi Czytelniku, czy jesteś już w Tradycji czy nie, życzę Ci odwagi i powodzenia.
Komentarze
1. Bez wyjęcia belki z własnego oka i NIEUSTANNEJ duchowej pracy nad sobą nie ma żadnych szans na dobre owoce. Diabeł nigdy nie zapomni nawet o najdoskonalszych duszach. Czeka tylko na dobry moment, żeby uderzyć w najsłabszy punkt.
2. Kiedy już ktoś jest blisko Tradycji to diabeł zawsze może się posłużyć konfliktami typu Indult vs FSSPX. Niejednokrotnie już widziałem wzajemną i otwartą niechęć, podczas gdy w tak w wielu przypadkach jedziemy przecież na jednym wózku. Wystarczy przy tym trochę merytorycznej rozmowy, a powstają z tego jakieś wrogie "wojny tradi-gangów".
3. Mam czasami wrażenie, że diabieł intesyfikuje swoje działania, kiedy ktoś jest już bardzo blisko dojścia do Tradycji. Mój znajomy podjął decyzję, że chce ze mną pojechać na Mszę Wszech Czasów. W ostatniej chwili splot niefortunnych zdarzeń go od tego odwiódł. Na drugie podejście się nie zdecydował... a minęło już pewnie z pół roku. Pamiętam też swój moment decyzji "Idę na Mszę Wszech Czasów". Diabeł trzymał mnie za ręcę i nogi, żebym tego nie robił. Dzięki Bogu jakoś udało się.
4. Rozprawka jest jak najbardziej słuszna, ale trzeba też pamiętać, że czasami nasze działanie "przekonywania" mija się z celem. Wielokrotnie ta szeroko pojęta "Tradycja" jest na siłę utożsamiana z "brakiem uznania papieża" lub stwierdzeniem, że "NOM jest nieważna". Uporczywie się potem wpiera, że tak właśnie jest i nie może być inaczej. Poza tym tradycjonalista to w oczach wielu często synonim sedewakantysty.
Wiele osób tkwiących w radosnym modernizmie nie jest gotowe na takie "poważne" podejście do wiary. Gra gitara, mam tu radnosne uniesienie, ludzie fajni i uśmiechnięci, więc po co mi tu o jakimś piekle i diable wyjeżdżać. Bóg mnie kocha, więc przecież nie ma innej opcji, żeby mnie nie zbawił. Byleby krótko ksiądz odprawił i dawaj do domu na schabowego.
Z kolei tych "szurów" postrzega się jako jakiś bezalternatywnych odklejeńców. Nierówno pod sufitem, bo w jakiś firankach na głowach chodzą. Msza z kolei ma tam taką dyscyplinę, której by się najlepsze wojsko nie powstydziło. Przecież to nie może być normalne. Trochę luzu trzeba.
Zapewne jakby zobaczyli takie pobożne praktyki jak Intronizacja Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w domostwie to by pukali się w czoło, że mieszkają w tym domostwie jacyś psychicznie chorzy.
Nie ma co tego wszystkiego brać bardzo do siebie. Wpierw punkt 1 i trza po prostu robić swoje.
"Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki się psują" Podobnie może być z mszą świętą. Dla mnie msza powinna być odprawiana z jak największą czcią. Ja dopiero poznaję tradycję. I tak jak na siłę przekonywanie nikogo nie przekona. Żeby zebrać trzeba siać. Najlepszym sposobem przekonania jest własne świadectwo.
Tak, jak pisałem wcześniej: potrzebna jest łagodność w wyjaśnianiu pewnych spraw, do tego dobre przygotowanie merytoryczne. Co do Komunii na rękę, to ja akurat mam osobiste świadectwo: będąc ministrantem, podczas Komunii trzymałem patenę i w pewnym momencie spadła na nią partykuła. Moce przeżycie, mimo ze już i tak byłem przeciwnikiem Komunii na rękę.
Jak ktoś chce się "zniechęcić do Tradycji" to byle powód może znaleźć.
Łatwo też zwalić winę na innych "a bo ktoś mnie zraził". Czy serio chce się szukać prawdy, czy szukać wymówki od niej, bo może być bolesna i niewygodna?
Ale również swoją nadgorliwością czy agresja można zniechęcić ledwo tlącą się łaskę czy to na lata, czy całkowicie.
Kościół rozwijając kult Najświętszego Sakramentu odrzucił komunie na rękę.
Później komunię na rękę wprowadzili na nowo protestanci żeby zaprzeczyć dogmatom o Realnej Obecności.
Czy w dzisiejszym sposobie przyjmowania Komunii na rękę są oznaki czci i czy buduje to wiarę? Chyba można sobie samemu odpowiedzieć rozważając powyższe fakty.
Tutaj nawołuje Pan do łagodności, żeby swoją retoryką nie zrażać przybyszów. A chwilę później rozprawka edukująca, jak rozpoznać wroga Kościoła po jego ubiorze i fryzurze 👏🏼