Polecam książkę Grzegorza Brauna "System, od Lenina do Putina"
Nie nazwałbym tego eugeniką kulturową, czy też dyskryminacją, ponieważ każdy może zostać katolikiem. Dyskryminacja by była wtedy, gdy są jakieś obiektywne powody, których zmienić nie możemy, takie jak na przykład płeć, albo rasa lub też pochodzenie. Natomiast poglądy nie są takim czynnikiem których nie można zmienić, a więc każdy mógłby się nawrócić i będzie wtedy wspierany nie zaś odrzucany. Za poglądy Jak najbardziej można odrzucać Jeżeli ktoś będzie wyznawał takie, że za byle co może na przykład bić innych po twarzy, no to naturalnym jest, że za poglądy jak najbardziej należy odrzucać.
Doskonałe posłuszeństwo jest wtedy, gdy ktoś jest bezwarunkowo posłuszny we wszystkim, co nie jest przeciw regule ani Bogu. To zaś, że ktoś jest posłuszny w rzeczach przeciw Bogu albo regule, jest posłuszeństwem niedozwolonym i brakiem przezorności. Uroczystsze jest zobowiązanie do przestrzegania tego, co należy do wiary i miłości, bo opiera się na prawie naturalnym i przyrzeczeniu złożonym przy chrzcie, niż do przestrzegania tego, co opiera się na ślubach zakonnych. Św. Tomasz
Prawda potrzebuje czasu i cierpliwości. Na pewno nic od razu się nie zmieni, ale dobre i pobożne życie w małżeństwie zaowocuje również z rodziną. Jak to klasyk mawia: lepszy przykład jak wykład.
Pokora, najprościej uległość. Ale uległym można być komuś, lub czemuś. Pokora katolicka, to uległość wobec prawdy. Uleganie błędowi to głupota. Czego potrzebujemy by nie ulec błędom, należy dobrze rozeznać co jest prawdą, pomocnym jest tu rozum wsparty wiarą. Jednak to tylko przemyślenia, chodź podstawowe, to niewystarczające. Należy jeszcze chcieć wprowadzić w życie zamiar (wola) i oczywiście nie bać się tego uczynić (odwaga). Jednak dzisiejsi katolicy obawiają się narazić na ostracyzm i nie głoszą tego co wyznają. Nie wystarczy wiedzieć, trzeba jeszcze mieć odwagę głosić prawdę, być pokornym wobec niej.
Pokora to przyjęcie prawdy o sobie.
Proszę zobaczyć jak tu jest to bardzo dobrze i szczegółowo przemyślane: jeżeli pierwszym i nadrzędnym celem będzie zrodzenie i wychowanie potomstwa, a dopiero wtórnym, który w konsekwencji powinien wynikać z pierwszego, to taka kolejność, przy takiej definicji małżeństwa z jego celem zablokuje wszystkie związki, które w swojej potencjalności obiektywnie nie mogą zrodzić potomstwa. Proszę zwrócić szczególną uwagę na słowo "potencjalności", które nie neguje par, których z jakiś szczególnych powodów Pan Bóg nie obdarzył potomstwem, ponieważ mimo wszystko jako kobieta i mężczyzna tą potencjalność posiadają. Jeżeli zaś jako na pierwszym miejscu małżeństwa będziemy stawiać wzajemne wspieranie się małżonków, to wtedy każdy związek może być związkiem małżeńskim.
1. Nie. Pomieszanie ról nie zaczęło się od kobiet, ale od zachłannych cwaniaków, którzy zaczęli wpajać kobietą ich emancypację. Podział finansów domowych i przekierowanie ich na stronę żeńską sprawia, że będzie on bardziej nadszczuplany, co zmusza oczywiście mężczyznę do większego wysiłku na rzecz zaspokajania rosnących potrzeb rodziny. Popatrz na rozwój przemysłu diamentowego, chodzi o słynne hasło, że każda kobieta powinna mieć swój diament. 2. Nie. Analogicznie do pierwszego feminizm jest rodzinom niepotrzebny, a jedynie zachłannym finansistom⁴. 3. Nie. Zgodnie z powyższymi odpowiedziami należy przywrócić coś, co jest najbliższe natury, a więc tradycyjny porządek rodzinny.
O jakim posłuszeństwie by nie była mowa, 1. Zawsze należy słuchać tego co prowadzi do dobra, ewentualnie w neutralnych sprawach. 2. A jako że czasem trudno jest nam rozstrzygnąć co jest dobre, to należy słuchać zwierzchności. Oczywiście patrz punkt pierwszy zawsze. Doskonałe posłuszeństwo jest wtedy, gdy ktoś jest bezwarunkowo posłuszny we wszystkim, co nie jest przeciw regule ani Bogu. To zaś, że ktoś jest posłuszny w rzeczach przeciw Bogu albo regule, jest posłuszeństwem niedozwolonym i brakiem przezorności. Uroczystsze jest zobowiązanie do przestrzegania tego, co należy do wiary i miłości, bo opiera się na prawie naturalnym i przyrzeczeniu złożonym przy chrzcie, niż do przestrzegania tego, co opiera się na ślubach zakonnych. Św. Tomasz
Tak zgadzam się. Dobrze że moja żona nie widzi co napisałem.
Nie zgodzę się z tą najlepszą odpowiedzią "bo rodzic tak każe". Może ona być tylko najlepszą w tym sensie, że najważniejsza, ale musi być też poparta innymi argumentami, które co prawda jako mniej ważne są również konieczne. Ponieważ można wtedy zbudować w dziecku przeświadczenie, że wszystko co rodzice każą wynika z ich autorytetu, ale broń Boże nie z racji. Wtedy wychowamy albo bezwolną istotę, która nie będzie znała racji dlaczego tak czynić a nie inaczej, a jedynie autorytet (tak jakby Bóg nie popierał swojego autorytetu racjami rozumowymi), albo totalnego opornika.
Gdyby człowiek był z natury dobry, to jak świat mógłby go zepsuć, ten świat materialny?Przecież to człowiek tworzy społeczności, a więc dobry człowiek nie mógłby stworzyć złej społeczności.
https://youtu.be/eMxzkMzTllY?si=yx1OxUY8TU7-8q34
Intecja, kierunek, cel, czy dobrze rozumiem? A nuda jest po to, by pojawiła się właściwa intencja, kierunek, cel? To w takim razie natłok kiepskich intencji jest problemem?
Czy jest może w tej książce wyjście ze sprzeczności: a mianowicie ofiarności, która rodzi dobrobyt dla tego któremu coś się ofiaruje i w konsekwencji rodzi się następny, który już jest mniej ofiarny. Wydaje się, że ofiarności nie może być w czasach dobrobytu.
Pozwolę sobie bardzo się nie zgodzić. Pisze Pan o obiektywizmie, ale jakim on jest w stwierdzeniu wyznawcy Brauna. Można kogoś popierać, nie wyznawać (tu na ziemi). Jeżeli Pan sądzi o kimś, iż wyznaje jakiegoś polityka, to niech go Pan upomni. Jeżeli jednak zarzut jest wobec popierających Brauna i to miałby być ten brak obiektywizmu, to należy wskazać gdzie leży ten brak - jeśli ktoś błądzi, to po katolicku jest prostowanie błędów w miarę możliwości. Sekciarskość tradycjonalistów; jeżeli Pan widzi proszę upominać. Szorstkość w pierwszych kontaktach nie musi oznaczać snobizmu. Zdecydowana większość ludzi jest ostrożna przy pierwszym poznaniu.
Katechizm Trydencki 1566r "Wiara jest to cnota nadprzyrodzona, przez którą, za łaską Bożą, mocno wierzymy w to, co Bóg objawił, a Kościół do wierzenia podaje.” Katechizm KK 1992 "Wiara jest odpowiedzią człowieka daną Bogu, który się objawia i ofiarowuje człowiekowi, przynosząc równocześnie światło obfitujące, dzięki któremu człowiek może to objawienie przyjąć.”
Ten temat jest dość szeroko poruszony u Jeana Ousseta, najpierw w "Aby On Królował", a później opisał tylko ten temat w "Działanie".
Z takich badań i dla takich portali można wysunąć wniosek, że Braun jest największym przeciwnikiem establishmentu, i to jego się najbardziej boją. Wniosek jeden: TYLKO BRAUN.
Z "czuciowcem" nie pogadasz. "Teologia czucia" nie wyznaje nic innego poza sobą, odnoszenie się do rzeczywistości jest w sprzeczności z jej dogmatem. Rada: wypowiedzieć prawdę i odejść, broń Boże nie dyskutować, bo w definicji dyskusji jest dążność do prawdy, a prawda pochodzi od rzeczywistości, co jest w jasnej sprzeczności z "teologią czucia".
Katolicyzm jest pełen sprzeczności (pozornych). Nie wierzący przeważnie zauważa tylko te sprzeczności, a modernistyczne nauczanie nie wyjaśnia tych pozorów. Sprzeczność pozorna: sprawiedliwości - miłosierdzie.
Nie ma polskiej wersji?
Współczesny Kościół sądzi iż lepiej mieć relacje niż rację, ponieważ żywi nadzieję, że mając relacje w końcu przeforsuje swoją rację. W mojej ocenie jest to naiwnością gdyż może się okazać, że niewielu, albo nawet nikt nie został co pamiętałby o tej racji. Więc relacja którą buduje Kościół ze światem jest zasadzona na fałszywej antropologii człowieka - Kościół przestał rozumieć kim człowiek tak naprawdę jest, akceptuje go takim jakim się stał, i sądzi, że da to w przyszłości efekty; no niestety nie daje. Gdyby potraktować religię jako "produkt", to propagatorów tego nowego już dawno by zwolniono, bo "sprzedaż" spada. Wszelkie błędy współczesnego świata powinny być przez Kościół ganione i pokazywany ich absurd na gruncie nie zmiennej doktryny. Natomiast miłość bliźniego powinna się przejawiać ewentualnie tylko w tolerancji. Gdzie tolerancję należy prawidłowo rozumieć jako cierpliwe znoszenie błędu, bądź grzechu, by nie stracić całkowicie tego konkretnego grzesznika. Zgodnie z tą definicją ten konkretny grzesznik nie może mieć fałszywego przeświadczenia o naturze tego co jest przedmiotem jego grzeszności. I nie może tu być tolerancji bez granic, bo to prowadzi do afirmacji. Tak też widzę tą strategię Kościoła - ona prowadzi do afirmacji grzechu.
Np. stwierdzenie, że "wiara jest w nas". Taka wiara to czyste samolubstwo. Najgorsze w tym wszystkim jest to, iż poniekąd to stwierdzenie jest prawdziwe; że "wiara jest w nas". Natomiast niewyjaśnienie i nie doprecyzowanie przez Kościół Katolicki tego jak należy to prawidłowo rozumieć daje taki efekt, iż każdy wierzy po swojemu. Prawidłowe rozumienie pojęcia prawdy jest rozwiązaniem tego problemu. Mianowicie prawda rzeczywiście jest w nas na sposób subiektywny, ale jest ona determinowana czynnikami zewnętrznymi i dopiero ta zgodność jest w sensie ścisłym prawdą. Więc obiektywnością - rzeczywistością wiary są wszystkie dogmaty, natomiast to co jest w nas, to subiektywne umieszczenie tych prawd, a istotą wiary będzie idealna korelacja (adekwacja) dogmatów i tego co jest w nas. Kto więc patrzy tylko w siebie nie zważając na nic innego, ma w sobie wiarę, ale na pewno nie wiarę katolicką.
Bzdury. Ziemia jak najbardziej może być w centrum przy teorii heliocentrycznej, bo obserwowalny świat rozszerza się w każdym kierunku od ziemi tak samo. https://youtube.com/playlist?list=PLX4tm6qE1rNBn0u0myk0Z43QzVM9nCtfX&si=lpap_p17iTu2YGLB Proszę obejrzeć i nie pisać bzdur. Katolik to nie płaskoziemca. Czy te wpisy są celowe, by zdyskredytować katolików tradycyjnych?
Jako katolik też mam wielki problem ze słowem nacjonalizm
Zgadzam się z autorem, musimy mimo ewentualnych konsekwencji być widzialni w sieci. Ta widzialność sprawi, że inni będą odważniejsi, a władza będzie musiała się liczyć z naszym zdaniem.
Niestety nawet w gronie "katolików" są osoby, które uważają kościół za ostoję wstecznictwa. Taka postawa sprawia, że popierają wszelkie zmiany w kościele, by "dogonić świat".
Zawsze mam problem z interpretacją tej obrony substancji biologicznej narodu.
"To nie pragnienie szczęścia w nas należy modyfikować, ale definicję samego dobra. W tym duża rola rozumu." Tak bym zmodyfikował ostatnie zdanie. Bo szczęście to dążność, a dobro to cel.
Tak. Tak rozumiany liberalizm jest właściwy. W takim można sobie szkodzić samemu. Dziś jest zbyt wielu "pomagaczy" w świecie, rządach dzięki którym jakoś dziwnym trafem ma się nam coraz gorzej i ciężej, a tylko tym "pomagaczom" jakoś coraz lepiej. Więc może właśnie będzie lepiej, jak nam zbyt nie będą pomagać.