Dziś znowu kilka słów o modernizmie i kryzysie w Kościele katolickim, tym razem w aspekcie ludzkich uczuć. Zwierzę się trochę z pewnego momentu, który miał miejsce około czterech lat temu, zaraz po tym jak przeczytałem książkę pana Pawła Lisickiego pt. Dogmat i Tiara, encyklikę Pascendi Dominici Gregis św. Piusa X, Krótką analizę krytyczną Novus Ordo Missae kardynałów Ottavianiego i Bacciego a następnie wreszcie byłem po raz pierwszy na Mszy Tradycyjnej.
W krótkim czasie, co rozpoznaję jako niezasłużoną łaskę, powiedziałem: AHA. Więc o to chodzi. Tu jest prawda. Szybko jednak moje myśli pobiegły w kierunku rozkręconej już wtedy przygody z publicystyką katolicką. Skoro tu widzę prawdę, teraz wystarczy powiedzieć ją ludziom. I niemal od razu myśl: "ale przecież tego nie da się powiedzieć ludziom". Dlaczego? Dlaczego tak trudno jest mówić o czymś tak prostym? Z powodu ludzkich uczuć. Po pierwsze dlatego, że skłonność człowieka do uznania faktu, że był w błędzie jest ograniczona. A po drugie, jest coś takiego w samym modernizmie, że wyrywanie z niego może być trudne dla uczuć, które przez modernizm są rozregulowane.
W katolicyzmie bowiem drogą poznania jest słowo, któremu człowiek ma uwierzyć. Poznałem znaczy usłyszałem i uwierzyłem. W modernizmie drogą poznania jest słowo, które ma wywołać uczucia. Poznałem znaczy usłyszałem i poczułem. Dla wzmocnienia efektu słowu towarzyszy z czasem emocjonalna muzyka. A dalej wypiera ona słowo, zamiast którego dźwiękom gitar towarzyszy już bezsłowna tzw. mowa językami. Powiedz teraz tym ludziom, często dorosłym mężczyznom i kobietom, że wprowadzono ich w błąd.
Natomiast problem uczuć nie dotyczy jedynie środowisk charyzmatycznych. Uprośćmy to trochę. Dla osoby, która nie poznała jeszcze na spokojnie różnic między tradycyjną nauką katolicką, a obecną "katolicką filozofią" i "teologią" do których przeniknęły błędy niemieckiej filozofii idealistycznej, błędy agnostycyzmu, który nie uznaje nic ponad doświadczenie oraz z czasem wiele wiele innych błędów, jeżeli ktoś nie zna tej materii i nagle powie mu się, że wszystko w czym wyrastałeś w Kościele było z pewnością w większym lub mniejszym stopniu zatrute fałszem, jakże wielkie jest ryzyko, że osoba ta ucieknie.
Dlaczego? Czy dlatego, że na spokojnie przeanalizuje choćby encyklikę Pascendi, pozna historię Soboru Watykańskiego II, przeczyta analizę Nowej Mszy kardynała Ottavianiego, i wtedy na spokojnie powie: przeanalizowałem i to jest nieprawda, czy raczej ucieknie lub zatka uszy, bo dla uczuć jest to sytuacja trudna do zniesienia? Trzy lata temu zobaczyłem tę ścianę. Ścianę ludzkich uczuć, przez którą przebić się jest niełatwo. Mój Drogi Czytelniku, jakieś rady?
Komentarze
Mam ten sam problem. Ludzie nie chcą nawet słuchać, nawet próbując podsunąć im jakąś książkę w tej tematyce, czy filmik, czy jakiś artykuł to odpowiadają, że nie mają na to czasu. To okropna bezsilność. Odczuwam często zrezygnowanie :( choć wydaje mi się, że trochę poruszyłam moją mamę i ciocię, choć i tak uważają, że "przesadzam". Myślę, że po ludzku nam się to nie uda. Katolicy się obudzą dopiero jak przyjdą wielkie prześladowania a oficjalny KK przekroczy kolejną granicę herezji.
a jednocześnie wszyscy się dziwią, że kościół takie głupoty w ostatnim czasie robi jak. ekologizm, marsz z globalistami pod rękę- powinni zacząć szukać. Jak im tłumaczę, żeby zainteresowali się tym co wydarzyło się na SV2 to oczywiście im się nie chce. A droga do odnalezienia prawdy jest na wyciągnięcie ręki. Naprawdę dobija mnie to rozleniwienie ludzi, czy to już raczej można nazwać głupotą?
Czy to nazwać można głupotą?
Raczej lekceważeniem, otóż Ktosie tak ustawiły świat, że wszyscy mają zaprzątniętą głowę zdobyciem grosza na utrzymanie, a całą resztę traktują jako dodatek, taki miły tradycyjny folklor, mit i nic ponadto.
Tak jest w moim kręgu rodzinnym. Niestety.
"Jeżeli Bóg dopuszcza, by coś w Twoim życiu runęło, to tylko po to, by na tych ruinach, zbudować coś piękniejszego.
Ale nie mów Bogu: Boże, działaj, widzisz, żem uduchowiony, świadomy i gotów. Ty zacznij działać. Zacznij od siebie. Zabij w sobie Rzyda. Zatłucz własnymi rękami introdukowanego w twą duszę i umysł wewnętrznego wroga, Twoje zarzydzone alter ego, Twego wewnętrznego pana, który Tobą najlepiej manipuluje, zwodzi i ma nad Tobą władzę. Ciężką pracą przejdź cały propolski rehab, detoks, terapię, oczyszczenie.
A kiedy uwolnisz się od tego konglomeratu kłamstw, które przez dekady nawkładano Ci do głowy, które siorbałeś, kiedy temu Rzydowi powiesz: paszoł won, strącając go z wysokiej skarpy, wtedy zacznie się pierwszy dzień z całej reszty Twojego nowego życia.
Zrobisz pierwszy krok. A potem będzie coraz ciężej. Zaczną się schody. Musisz wziąć odpowiedzialność za samodzielne myślenie i działanie.
Polska jest w nas. I dzięki nam powstanie z grobu, powstanie z ruin. Nikt nie poda nam jej na tacy."
No u mnie runęło, a wewnętrzny Rzyd skopał mnie niemiłosiernie.
W sumie bardzo ciekawe rady, muszę sobie skopiować, bo to dobre jest.👍
Mogę?!
Proszę. To też nie moje. Dlatego cudzysłów.
Z "czuciowcem" nie pogadasz.
"Teologia czucia" nie wyznaje nic innego poza sobą, odnoszenie się do rzeczywistości jest w sprzeczności z jej dogmatem.
Rada: wypowiedzieć prawdę i odejść, broń Boże nie dyskutować, bo w definicji dyskusji jest dążność do prawdy, a prawda pochodzi od rzeczywistości, co jest w jasnej sprzeczności z "teologią czucia".
No i jak tu nie przyznać racji małym czapeczkom, że intelektualnie dążymy do zezwierzęcenia? Tylko odruchy i instynkt, poczuć, czuć, odczuć. Rozumowe poznanie rzeczywistości jest feee, no bo wymaga wysiłku.
Ktosie celowo i świadomie doprowadzili do stanu, tzw pozornego dobrostanu.
Wtedy jesteśmy jak te myszki, które w trzecim, albo czwartym pokoleniu zaczęły wymierać.
Zostaliśmy sprowadzeni do poziomu ludzkich zwierząt, a żeby to się powiodło, trzeba było od środka wysadzić radiolatarnię ostrzegającą przed tymi mieliznami i skałami, a w sumie to nie wysadzić, tylko przejąć, by nadawała nowy fałszywy sygnał,jak syreni śpiew. No cóż modernizm to syreni śpiew.
Co zrobić aby się przebić? Poczekać na katastrofę, tylko czy będzie jeszcze co ratować? O tym zdecyduje nasz Pan Jezus Chrystus.
Myślę, że ze ścianą ludzkich uczuć nie poradzimy sobie w pojedynkę. Chrystus do głoszenia dobrej nowiny posyłał dwóch. W tej chwili z tym swoim rozumieniem modernizmu jestem sam. Z nikim w tym temacie nie jestem wystarczająco dobrze dogadany. Nie mam z kim planować, gdzie iść i jak rozmawiać, aby była szansa na przemianę wyznawcy modernizmu. Szukam człowieka, z którym w tych tematach się dogadam. Może czynię to za mało gorliwie. Na razie nie stać mnie na większą gorliwość. Mam też jakiś opór w kontraktowaniu się za pomocą Nigdy też nie byłem mistrzem w kontraktowaniu się z ludźmi.
Czy słyszeliście może, drodzy Współczytelnicy, o Legionie Maryi?
Celem działań Legionu jest właśnie ewangelizacja. I po apostolsku, głoszący posyłani są po dwóch.
Może rozwijanie Legionów przy kościołach tradycyjnych mogłoby być jedną z metod? Aby we współpracy i z pomocą Maryi iść w świat i głosić Prawdę.