ŚCIANA LUDZKICH UCZUĆ

25.04.2025

Dziś znowu kilka słów o modernizmie i kryzysie w Kościele katolickim, tym razem w aspekcie ludzkich uczuć. Zwierzę się trochę z pewnego momentu, który miał miejsce około czterech lat temu, zaraz po tym jak przeczytałem książkę pana Pawła Lisickiego pt. Dogmat i Tiara, encyklikę Pascendi Dominici Gregis św. Piusa X, Krótką analizę krytyczną Novus Ordo Missae kardynałów Ottavianiego i Bacciego a następnie wreszcie byłem po raz pierwszy na Mszy Tradycyjnej.

W krótkim czasie, co rozpoznaję jako niezasłużoną łaskę, powiedziałem: AHA. Więc o to chodzi. Tu jest prawda. Szybko jednak moje myśli pobiegły w kierunku rozkręconej już wtedy przygody z publicystyką katolicką. Skoro tu widzę prawdę, teraz wystarczy powiedzieć ją ludziom. I niemal od razu myśl: "ale przecież tego nie da się powiedzieć ludziom". Dlaczego? Dlaczego tak trudno jest mówić o czymś tak prostym? Z powodu ludzkich uczuć. Po pierwsze dlatego, że skłonność człowieka do uznania faktu, że był w błędzie jest ograniczona. A po drugie, jest coś takiego w samym modernizmie, że wyrywanie z niego może być trudne dla uczuć, które przez modernizm są rozregulowane.

W katolicyzmie bowiem drogą poznania jest słowo, któremu człowiek ma uwierzyć. Poznałem znaczy usłyszałem i uwierzyłem. W modernizmie drogą poznania jest słowo, które ma wywołać uczucia. Poznałem znaczy usłyszałem i poczułem. Dla wzmocnienia efektu słowu towarzyszy z czasem emocjonalna muzyka. A dalej wypiera ona słowo, zamiast którego dźwiękom gitar towarzyszy już bezsłowna tzw. mowa językami. Powiedz teraz tym ludziom, często dorosłym mężczyznom i kobietom, że wprowadzono ich w błąd.

Natomiast problem uczuć nie dotyczy jedynie środowisk charyzmatycznych. Uprośćmy to trochę. Dla osoby, która nie poznała jeszcze na spokojnie różnic między tradycyjną nauką katolicką, a obecną "katolicką filozofią" i "teologią" do których przeniknęły błędy niemieckiej filozofii idealistycznej, błędy agnostycyzmu, który nie uznaje nic ponad doświadczenie oraz z czasem wiele wiele innych błędów, jeżeli ktoś nie zna tej materii i nagle powie mu się, że wszystko w czym wyrastałeś w Kościele było z pewnością w większym lub mniejszym stopniu zatrute fałszem, jakże wielkie jest ryzyko, że osoba ta ucieknie.

Dlaczego? Czy dlatego, że na spokojnie przeanalizuje choćby encyklikę Pascendi, pozna historię Soboru Watykańskiego II, przeczyta analizę Nowej Mszy kardynała Ottavianiego, i wtedy na spokojnie powie: przeanalizowałem i to jest nieprawda, czy raczej ucieknie lub zatka uszy, bo dla uczuć jest to sytuacja trudna do zniesienia? Trzy lata temu zobaczyłem tę ścianę. Ścianę ludzkich uczuć, przez którą przebić się jest niełatwo. Mój Drogi Czytelniku, jakieś rady?

Tagi: modernizm

Komentarze